summaryrefslogtreecommitdiff
diff options
context:
space:
mode:
-rw-r--r--.gitattributes3
-rw-r--r--31536-0.txt5775
-rw-r--r--31536-0.zipbin0 -> 110422 bytes
-rw-r--r--31536-h.zipbin0 -> 1217642 bytes
-rw-r--r--31536-h/31536-h.htm6252
-rw-r--r--31536-h/images/bar.pngbin0 -> 3497 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/dyplomatyka.pngbin0 -> 32659 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/frontis_l.pngbin0 -> 391551 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/frontis_s.pngbin0 -> 115740 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/gospodarstwo.pngbin0 -> 22310 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/ill1.pngbin0 -> 32065 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/ill2.pngbin0 -> 5069 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/ill3.pngbin0 -> 6448 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/ill4.pngbin0 -> 5547 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/ill5.pngbin0 -> 80039 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/klotnia.pngbin0 -> 10214 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/title_l.pngbin0 -> 262138 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/title_s.pngbin0 -> 106726 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/umizgi.pngbin0 -> 7520 bytes
-rw-r--r--31536-h/images/zamek.pngbin0 -> 9535 bytes
-rw-r--r--LICENSE.txt11
-rw-r--r--README.md2
22 files changed, 12043 insertions, 0 deletions
diff --git a/.gitattributes b/.gitattributes
new file mode 100644
index 0000000..6833f05
--- /dev/null
+++ b/.gitattributes
@@ -0,0 +1,3 @@
+* text=auto
+*.txt text
+*.md text
diff --git a/31536-0.txt b/31536-0.txt
new file mode 100644
index 0000000..34db11e
--- /dev/null
+++ b/31536-0.txt
@@ -0,0 +1,5775 @@
+Project Gutenberg's Pan Tadeusz, (Tom Pierwszy), by Adam Mickiewicz
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Pan Tadeusz, (Tom Pierwszy)
+ Czyli Ostatni Zajazd na Litwie. Historja Szlachecka z r.
+ 1811 i 1812 we Dwunastu Ksiêgach Wierszem.
+
+Author: Adam Mickiewicz
+
+Release Date: March 7, 2010 [EBook #31536]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK PAN TADEUSZ, (TOM PIERWSZY) ***
+
+
+
+
+Produced by Jimmy O'Regan and the volunteers of Distributed
+Proofreaders Europe http://dp.rastko.net (Produced from
+images generously made available by CBN Polona
+http://www.polona.pl)
+
+
+
+
+
+PAN TADEUSZ.
+
+
+TOM PIERWSZY.
+
+
+
+
+PAN TADEUSZ.
+
+
+
+
+W TYPOGRAFJI A. PINARD,
+PRZY WYBRZEŻU VOLTAIRE, 15.
+
+[Illustration]
+
+A. MICKIEWICZ.
+
+Podług Medalionu wykonanego w Weymarze 1829
+przez P. Dawida Członka Instytutu Francyi
+
+Stefanowi Witwickemu
+poświęca ziomek, towarzysz i przyjaciel
+Antoni Oleszczynski
+
+Imprimé par Dion
+
+1834
+
+
+PAN TADEUSZ
+
+CZYLI
+
+OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE.
+
+Historja szlachecka
+z r. 1811 i 1812,
+
+WE DWUNASTU KSIĘGACH, WIERSZEM,
+
+przez
+
+ADAMA MICKIEWICZA.
+
+TOM PIERWSZY.
+
+Wydanie Alexandra Jeżowickiego,
+
+S POPIERSIEM AUTORA.
+
+PARYŻ.
+1834
+
+
+
+
+KSIĘGA PIÉRWSZA.
+
+
+
+
+GOSPODARSTWO.
+
+
+TREŚĆ.
+
+ Powrot panicza -- Spotkanie się piérwsze w pokoiku, drugie u
+ stołu -- Ważna Sędziego nauka o grzeczności -- Podkomorzego uwagi
+ polityczne nad modami -- Początek sporu o Kusego i Sokoła -- Żale
+ Wojskiego -- Ostatni Woźny Trybunału -- Rzut oka na ówczesny stan
+ polityczny Litwy i Europy.
+
+
+ Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;
+Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie
+Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całéj ozdobie
+Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.
+
+ Panno święta, co jasnéj bronisz Częstochowy
+I w Ostréj świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
+Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
+Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem,
+(Gdy od płaczącéj matki, pod Twoję opiekę
+Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę;
+I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu
+Iść za wrócone życie podziękować Bogu;)
+Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
+Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną
+Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
+Szeroko nad błękitnym Niemnem rosciągnionych;
+Do tych pól malowanych zbożem rozmaitém,
+Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
+Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
+Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
+A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą
+Zieloną, na niéj zrzadka ciche grusze siedzą.
+
+Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,
+Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,
+Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
+Świéciły się zdaleka pobielane ściany,
+Tém bielsze że odbite od ciemnéj zieleni
+Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.
+Dóm mieszkalny niewielki lecz zewsząd chędogi,
+I stodołę miał wielką i przy niéj trzy stogi
+Użątku, co pod strzechą zmieścić się niemoże;
+Widać że okolica obfita we zboże,
+I widać z liczby kopie, co wzdłuż i wszerz smugów
+Świecą gęsto jak gwiazdy; widać z liczby pługów
+Orzących wcześnie łany ogromne ugoru
+Czarnoziemne, zapewne należne do dworu,
+Uprawne dobrze nakształt ogrodowych grządek:
+Że w tym domu dostatek mieszka i porządek.
+Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,
+Że gościnna, i wszystkich w gościnę zaprasza.
+
+Właśnie dwókonną bryką wjechał młody panek
+I obiegłszy dziedziniec zawrócił przed ganek,
+Wysiadł s powozu; konie porzucone same,
+Szczypać trawę ciągnęły powoli pod bramę.
+We dworze pusto: bo drzwi od ganku zamknięto
+Zaszczepkami, i kołkiem zaszczepki przetknięto.
+Podróżny do folwarku nie biegł sług zapytać,
+Odemknął, wbiegł do domu, pragnął go powitać,
+Dawno domu niewidział; bo w dalekiém mieście
+Kończył nauki, końca doczekał nareszcie.
+Wbiega i okiem chciwie ściany starodawne
+Ogląda czule, jako swe znajome dawne.
+Też same widzi sprzęty, też same obicia,
+S któremi się zabawiać lubił od powicia;
+Lecz mniéj wielkie, mniéj piękne niż się dawniéj zdały.
+I też same portrety na ścianach wisiały.
+Tu Kościuszko w czamarce krakowskiéj, z oczyma
+Podniesionemi w niebo, miecz oburącz trzyma;
+Takim był gdy przysięgał na stopniach ołtarzów,
+Że tym mieczem wypędzi s Polski trzech mocarzów,
+Albo sam na nim padnie. Daléj w polskiéj szacie
+Siedzi Rejtan żałośny po wolności stracie,
+W ręku trzyma nóż ostrzem zwrócony do łona,
+A przed nim leży Fedon i żywot Katona.
+Daléj Jasiński młodzian piękny i posępny;
+Obok Korsak towarzysz jego nieodstępny
+Stoją na szańcach Pragi, na stosach moskali
+Siekąc wrogów a Praga już się w koło pali.
+ Nawet stary stojący zegar kurantowy
+W drewnianéj szafie poznał, u wniścia alkowy;
+I z dziecinną radością pociągnął za sznurek,
+By stary Dąbrowskiego usłyszyć mazurek.
+
+Biegał po całym domu i szukał komnaty
+Gdzie mieszkał dzieckiem będąc, przed dziesięciu laty.
+Wchodzi, cofnął się, toczył zdumione źrenice
+Po ścianach; w téj komnacie mieszkanie kobiéce?
+Któżby tu mieszkał? stary stryj niebył żonaty;
+A ciotka w Petersburgu mieszkała przed laty.
+To niebył ochmistrzyni pokój? Fortepiano?
+Na niém noty, i książki; wszystko porzucano
+Niedbale i bezładnie; nieporządek miły!
+Niestare były rączki co je tak rzuciły.
+Tuż i sukienka biała, świeżo s kołka zdjęta
+Do ubrania, na krzesła poręczu rospięta.
+A na oknach donices pachnącemi ziołki,
+Gieranium, lewkonia, astry i fijołki.
+Podróżny stanął w jedném z okien -- nowe dziwo:
+W sadzie, na brzegu niegdyś zarosłym pokrzywą
+Był maleńki ogródek ścieszkami porznięty.
+Pełen bukietów trany angielskiéj i mięty.
+Drewniany drobny w cyfrę powiązany płotek
+Połyskał się wstążkami jaskrawych stokrotek.
+Grządki widać że były świeżo polewane;
+Tuż stało wody pełne naczynie blaszane,
+Ale nigdzie niewidać było ogrodniczki;
+Tylko co wyszła; jeszcze kołyszą się drzwiczki
+Świeżo trącone, blisko drzwi ślad widać nóżki
+Na piasku, bez trzewika była i pończoszki,
+Na piasku drobnym, suchym, białym nakształt śniegu;
+Ślad wyraźny lecz lekki, odgadniesz że w biegu
+Chybkim był zostawiony nóżkami drobnemi
+Od kogoś, co zaledwie dotykał się ziemi.
+
+Podróżny długo w oknie stał patrząc, dumając,
+Wonnemi powiewami kwiatów oddychając,
+Oblicze aż na krzaki fijołkowe skłonił,
+Oczyma ciekawemi po drożynach gonił,
+I znowu je na drobnych śladach zatrzymywał,
+Myślał o nich i czyje były odgadywał.
+Przypadkiem oczy podniósł, i toż na parkanie
+Stała młoda dziewczyna -- białe jéj ubranie
+Wysmukłą postać tylko aż do piersi kryje,
+Odsłaniając ramiona i łabędzią szyję.
+W takiém Litwinka tylko chodzić zwykła z rana,
+W takiém nigdy niebywa od męsczyzn widziana;
+Więc choć świadka niemiała, założyła ręce
+Na piersiach, przydawając zasłony sukience.
+Włos w pukle nierozwity, lecz w węzełki małe
+Pokręcony, schowany w drobne strączki białe,
+Dziwnie ozdabiał głowę, bo od słońca blasku
+Świecił się, jak korona na świętych obrasku.
+Twarzy niebyło widać, zwrócona na pole
+Szukała kogoś okiem, daleko, na dole;
+Ujrzała, zaśmiała się i klasnęła w dłonie,
+Juk biały ptak zleciała s parkanu na błonie,
+I wionęła ogrodem, przez płotki, przez kwiaty,
+I po desce opartéj o ścianę komnaty,
+Nim spostrzegł się, wleciała przez okno, świecąca,
+Nagła, cicha i lekka, jak światłość miesiąca.
+Nócąc chwyciła suknie, biegła do zwierciadła;
+W tém ujrzała młodzieńca i z rąk jéj wypadła
+Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła.
+Twarz podróżnego barwą spłonęła rumianą,
+Jak obłok gdy z jutrzenką napotka się ranną;
+Skromny młodzieniec oczy zmrużył i przysłonił,
+Chciał coś mówić, przepraszać, tylko się ukłonił
+I cofnął się; dziewica krzyknęła boleśnie,
+Niewyraźnie, jak dziecko przestraszone we śnie;
+Podróżny zląkł się, spojrzał, lecz już jéj niebyło,
+Wyszedł zmieszany i czuł że serce mu biło
+Głośno, i sam niewiedział czy go miało śmieszyć
+To dziwaczne spotkanie, czy wstydzie, czy cieszyć.
+
+Tymczasem na folwarku nieuszło baczności,
+Ze przed ganek zajechał któryś z nowych gości.
+Już konie w stajnię wzięto, już im hojnie dano
+Jako w porządnym domu i obrok i siano:
+Bo Sędzia nigdy niechciał, według nowéj mody,
+Odsyłać konie gości żydom do gospody,
+Słudzy niewyszli witac, ale niemyśl wcale
+Aby w domu Sędziego służono niedbale;
+Słudzy czekają nim się Pan Wojski ubierze,
+Który teraz za domem urządzał wieczerzę.
+On Pana zastępuje i on w niebytności
+Pana, zwykł sam przyjmować i zabawiać gości;
+(Daleki krewny pański i przyjaciel domu).
+Widząc gościa na folwark dążył pokryjomu;
+(Bo niemógł wyjść spotykać w tkackim pudermanie,)
+Wdział więc jak mógł najprędzéj niedzielne ubranie
+Nagotowane z rano, bo od rana wiedział,
+Że u wieczerzy będzie z mnóstwem gości siedział.
+
+Pan Wojski poznał zdala, ręce roskrzyżował
+I s krzykiem podróżnego ściskał i całował;
+Zaczęła się ta prętka, zmieszana rozmowa,
+W której lat kilku dzieje chciano zamknąć w słowa
+Krótkie i poplątane, w ciąg powieści, pytań,
+Wykrzykników i westchnień i nowych powitań.
+Gdy się Pan Wojski dosyć napytał, nabadał,
+Na samym końcu dzieje tego dnia powiadał.
+
+«Dobrze mój Tadeuszu,» (bo tak nazywano
+Młodzieńca, który nosił Kościuszkowskie miano
+Na pamiątkę, że w czasie wojny się urodził,}
+«Dobrze mój Tadeuszu, żeś się dziś nagodził
+Do domu, właśnie kiedy mamy panien wiele.
+Stryjaszek myśli wkrótce sprawić ci wesele;
+Jest s czego wybrać; u nas towarzystwo liczne
+Od dni kilku zbiera się na sądy graniczne,
+Dla skończenia dawnego z Panem Hrabią sporu,
+I Pan Hrabia ma jutro sam zjechać do dworu;
+Podkomorzy już zjechał z żoną i s córkami.
+Młodzież poszła do lasu bawić się strzelbami,
+A starzy i kobiety żniwo oglądają
+Pod lasem, i tam pewnie na młodzież czekają.
+Pójdziemy jeśli zechcesz, i wkrótce spotkamy
+Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy.»
+
+Pan Wojski s Tadeuszem idą pod las drogą
+I jeszcze się dowoli nagadać niemogą.
+Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło,
+Mniéj silnie ale szerzéj niż we dnie świeciło,
+Całe zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
+Gospodarza, gdy prace skończywszy rolnicze
+Na spoczynek powraca: już krąg promienisty
+Spuszcza się na wierzch boru, i już pomrok mglisty
+Napełniając wierzchołki i gałęzie drzewa,
+Cały las wiąże w jedno i jakoby zlewa;
+I bór czernił się nakształt ogromnego gmachu,
+Słońce nad niém czerwone jak pożar na dachu;
+Wtém zapadło do głębi; jeszcze przez konary
+Błysnęło, jako świeca przez okienic szpary,
+I zgasło. I wnet sierpy gromadnie dzwoniące
+We zbożach, i grabliska suwane po łące,
+Ucichły i stanęły: tak Pan Sędzia każe,
+U niego ze dniem kończą pracę gospodarze.
+«Pan świata wié jak długo pracować potrzeba;
+«Słońce Jego robotnik kiedy znidzie z nieba,
+«Czas i ziemianinowi ustępować s pola.»
+Tak zwykł mawiać Pan Sędzia; a Sędziego wola
+Była Ekonomowi poczciwemu święta.
+Bo nawet wozy, w które już składać zaczęto
+Kopę żyta, niepełne jadą do stodoły;
+Cieszą się z niezwyczajnéj ich lekkości woły.
+
+Właśnie z lasu wracało towarzystwo całe,
+Wesoło lecz w porządku; naprzód dzieci małe
+Z dozorcą, potem Sędzia szedł s Podkomorzyną,
+Obok pan Podkomorzy otoczon rodziną;
+Panny tuż za starszemi, a młodzież na boku;
+Panny szły przed młodzieżą o jakie pół kroku,
+(Tak każe przyzwoitość) nikt tam nie rosprawiał
+O porządku, nikt męsczyzn i dam nie ustawiał,
+A każdy mimowolnie porządku pilnował.
+Bo Sędzia w domu dawne obyczaje chował,
+I nigdy nie dozwalał, by chybiano względu
+Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzędu;
+Tym ładem, mawiał, domy i narody słyną,
+Z jego upadkiem domy i narody giną.
+Więc do porządku wykli domowi i słudzy;
+I przyjezdny gość, krewny albo człowiek cudzy
+Gdy Sędziego nawiedził, skoro pobył mało,
+Przejmował zwyczaj, którym wszystko oddychało.
+
+Krótkie były Sędziego s synowcem witania,
+Dał mu poważnie rękę do pocałowania
+I w skroń ucałowawszy uprzejmie pozdrowił;
+A choć przez wzgląd na gości niewiele z nim mówił,
+Widać było z łez, które wylotem kontusza
+Otarł prędko, jak kochał Pana Tadeusza.
+
+W ślad gospodarza wszystko ze żniwa i z boru
+I z łąk i s pastwisk razem wracało do dworu.
+Tu owiec trzoda becząc w ulice się tłoczy
+I wznosi chmurę pyłu; daléj zwolna kroczy
+Stado cielic tyrolskich z mosiężnemi dzwonki.
+Tam konie rżące lecą ze skoszonéj łąki;
+Wszystko bieży ku studni, któréj ramię i drzewa
+Raz wraz skrzypi i napój w koryta rozlewa.
+
+Sędzia choć utrudzony, chociaż w gronie gości,
+Nie chybił gospodarskiéj, ważnéj powinności,
+Udał się sam ku studni; najlepiéj z wieczora
+Gospodarz widzi w jakim stanie jest obora,
+Dozoru tego nigdy pługom nie poruczy,
+Bo Sędzia wié że oko pańskie konia tuczy.
+
+Wojski z Woźnym Protazym ze świecami w sieni
+Stali i rozprawiali nieco poróżnieni,
+Bo w niebytność Wojskiego Woźny pokryjomu
+Kazał stoły z wieczerzą powynosić z domu,
+I ustawić co prędzej w pośrodku zamczyska,
+Którego widne były pod lasem zwaliska.
+Po cóż te przenosiny? Pan Wojski się krzywił
+I przepraszał Sędziego; Sędzia się zadziwił,
+Lecz stało się; już późno i trudno zaradzić,
+Wolał gości przeprosić i w pustki prowadzić.
+Po drodze Woźny ciągle Sędziemu tłumaczył,
+Dla czego urządzenie pańskie przeinaczył;
+We dworze żadna izba nie ma obszerności
+Dostatecznéj dla tylu, tak szanownych gości,
+W zamku sień wielka jeszcze dobrze zachowana,
+Sklepienie całe -- wprawdzie pękła jedna ściana.
+Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi;
+Bliskość piwnic wygodna służącéj czeladzi.
+Tak mówiąc, na Sędziego mrugał; widać z miny,
+Ze miał i taił inne ważniejsze przyczyny.
+
+O dwa tysiące kroków zamek stał za domem,
+Okazały budową, poważny ogromem,
+Dziedzictwo starożytnej rodziny Horeszków;
+Dziedzic zginął był w czasie krajowych zamieszków.
+Dobra całe zniszczone sekwestrami rządu,
+Bezładnością opieki, wyrokami sądu,
+W cząstce spadły dalekim krewnym po kądzieli,
+A resztę rozdzielono między wierzycieli.
+Zamku żaden wziąść nie chciał, bo w szlacheckim stanie
+Trudno było wyłożyć koszt na utrzymanie;
+Lecz Hrabia sąsiad bliski, gdy wyszedł z opieki,
+Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki,
+Przyjechawszy z wojażu upodobał mury
+Tłumacząc, że gotyckiéj są architektury;
+Choć Sędzia z dokumentów przekonywał o tém,
+Że Architekt był majstrem z Wilna nie zaś Gotem.
+Dość że Hrabia chciał zamku, właśnie i Sędziemu
+Przyszła nagle taż chętka, nie wiadomo czemu.
+Zaczęli proces w ziemstwie, potém w głównym lądzie,
+W senacie, znowu w ziemstwie i w guberskim rządzie;
+Wreszcie po wielu kosztach, i ukazach licznych,
+Sprawa wróciła znowu do sądów granicznych.
+
+Słusznie Wożny powiadał że w zamkowéj sieni
+Zmieści się i palestra i goście proszeni.
+Sień wielka jak refektarz, z wypukłém sklepieniem
+Na filarach, podłoga wysłana kamieniem,
+Ściany bez żadnych ozdób, ale mur chędogi;
+Sterczały wkoło sarnie i jelenie rogi
+Z napisami: gdzie, kiedy te łupy zdobyte;
+Tuż myśliwców herbowne klejnoty wyryte,
+I stoi wypisany każdy po imieniu;
+Herb Horeszków Półkozic jaśniał na sklepieniu.
+
+ Goście weszli w porządku i stanęli kołem;
+Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem;
+Z wieku mu i urzędu ten zaszyt należy,
+Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży.
+Przy nim stał kwestarz, Sędzia tuż przy Bernardynie.
+Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie,
+Męsczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli,
+I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.
+
+Pan Tadeusz choć młodzik, ale prawem gościa,
+Wysoko siadł przy damach obok Jegomościa;
+Między nim i stryjaszkiem jedno pozostało
+Puste miejsce, jak gdyby na kogoś czekało.
+Stryj nie raz na to miejsce i na drzwi poglądał,
+Jakby czyjegoś przyjścia był pewny i żądał.
+I Tadeusz wzrok stryja ku drzwiom odprowadzał,
+I z nim na miejscu pustém oczy swe osadzał.
+Dziwna rzecz! miejsca w koło są siedzeniem dziewic,
+Na które mógłby spojrzéć bez wstydu królewic,
+Wszystkie zacnie zrodzone, każda młoda, ładna;
+Tadeusz tam pogląda, gdzie nie siedzi żadna.
+To miejsce jest zagadką, młódź lubi zagadki;
+Rostargniony, do swojéj nadobnéj sąsiadki
+Ledwo słów kilka wyrzekł do Podkomorzanki,
+Nie zmienia jéj talerzów, nie nalewa szklanki,
+I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne,
+S którychby wychowanie poznano stołeczne;
+To jedno puste miejsce nęci go i mami,
+Już niepuste, bo on je napełnił myślami.
+Po tem miejscu biegało domysłów tysiące,
+Jako po deszczu żabki po samotnéj łące;
+Śród nich jedna króluje postać, jak w pogodę
+Lilia jezior skroń białą wznosząca nad wodę.
+
+Dano trzecią potrawę. W tém pan Podkomorzy,
+Wlawszy kropelkę wina w szklankę panny Róży,
+A młodszéj przysunąwszy s talerzem ogórki,
+Rzekł: «Muszę ja wam służyć, moje panny córki
+Choć stary i niezgrabny.» Zatem się rzuciło
+Kilku młodych od stołu i pannom służyło.
+Sędzia z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza
+I poprawiwszy nieco wylotów kontusza,
+Nalał węgrzyna i rzekł: «Dziś nowym zwyczajem
+My na naukę młodzież do stolicy dajem,
+I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki
+Mają od starych więcéj książkowéj nauki,
+Ale co dzień postrzegam jak młódź cierpi na tém,
+Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem;
+Dawniéj na dwory pańskie jachał szlachcic młody,
+Ja sam lat dziesięć byłem dworskim Wojewody
+Ojca Podkomorzego, Mościwego Pana,
+(Mówiąc Podkomorzemu ścisnął za kolana);
+On mnie radą do usług publicznych sposobił,
+Z opieki nic wypuści aż człowiekiem zrobił.
+W mym domu wiecznie będzie jego pamięć droga,
+Co dzień za duszę jego proszę Pana Boga.
+Jeżlim tyle na jego nie korzystał dworze
+Jak drudzy, i wróciwszy w domu ziemię orzę,
+Gdy inni więcéj godni Wojewody względów
+Doszli potém najwyższych krajowych urzędów,
+Przynajmniéj tom skorzystał, że mi w moim domu
+Nikt nigdy nie zarzuci, bym uchybił komu,
+W uczciwości, w grzeczności; a ja powiem śmiało.
+Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą.
+Niełatwą, bo nie na tém kończy się, jak nogą
+Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo;
+Bo taka grzeczność modna, zda mi się kupiecka
+Ale nie staropolska, ani też szlachecka.
+Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna;
+Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna,
+I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i Pana
+Dla sług swoich, a w każdéj jest pewna odmiana.
+Trzeba się długo uczyć, ażeby nie zbłądzić
+I każdemu powinną uczciwość wyrządzić.
+I starzy się uczyli; u Panów rozmowa,
+Była to historja żyjąca krajowa,
+A między szlachtą dzieje domowe powiatu:
+Dawano przez to poznać szlachcicowi bratu,
+Że wszyscy o nim wiedzą, lekce go nie ważą;
+Więc szlachcic obyczaje swe trzymał pod strażą.
+Dziś człowieka nie pytaj: co zacz? kto go rodzi?
+S kim on żył, co porabiał? każdy gdzie chce wchodzi
+Byle nie szpieg rządowy, i byle nie w nędzy.
+Jak ów Wespazjanus nie wąchał pieniędzy,
+I nie chciał wiedziéć skąd są, z jakich rąk i krajów;
+Tak nie chcą znać człowieka rodu, obyczajów!
+Dość że ważny i że się stempel na nim widzi,
+Więc szanują przyjaciół jak pieniądze żydzi.»
+ To mówiąc, Sędzia gości obejrzał porządkiem;
+Bo choć zawsze i płynnie mówił i z rozsądkiem,
+Wiedział, że niecierpliwa młodzież teraźniejsza,
+Że ją nudzi rzecz długa choć najwymowniejsza.
+Ale wszyscy słuchali w milczeniu głębokiém;
+Sędzia Podkomorzego zdał się radzić okiem,
+Podkomorzy pochwałą rzeczy nie przerywał,
+Ale częstém skinieniem głowy potakiwał.
+Sędzia milczał, on jeszcze skinieniem przyzwalał;
+Więc Sędzia jego puchar i swój kielich nalał,
+I daléj mówił: «Grzeczność nie jest rzeczą małą:
+Kiedy się człowiek uczy ważyć, jak przystało,
+Drugich wiek, urodzenie, cnoty, obyczaje,
+Wtenczas i swoją ważność zarazem poznaje:
+Jak na szalach żebyśmy nasi ciężar poznali,
+Musim kogoś posadzić na przeciwnéj szali.
+Zaś godna jest Waszmościów uwagi osobnéj
+Grzeczność, którą powinna młódź dla płci nadobnéj
+Zwłaszcza gdy zacność domu, fortuny szczodroty,
+Objaśniają wrodzone wdzięki i przymioty.
+Stąd droga do affektów i stąd się kojarzy
+Wspaniały domów sojusz -- tak myślili starzy.
+A zatem» -- Tu Pan Sędzia nagłym zwrotem głowy
+Skinął na Tadeusza, rzucił wzrok surowy,
+Znać było że przychodził już do wniosków mowy.
+
+ W tém brząknął w tubakierę złotą Podkomorzy,
+I rzekł: »Mój Sędzio, dawniéj było jeszcze gorzéj!
+Teraz niewiém czy moda i nas starych zmienia,
+Czy młodzież lepsza, ale widzę mniéj zgorszenia.
+Ach ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny
+Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!
+Gdy raptem paniczyki młode s cudzych krajów
+Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów,
+Prześladując w Ojczyźnie Boga, przodków wiarę,
+Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.
+Żałośnie było widziéć wyżółkłych młokosów,
+Gadających przez nosy, a często bez nosów,
+Opatrzonych w broszurki i w różne gazety,
+Głoszących nowe wiary, prawa, toalety.
+Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza;
+Bo Pan Bóg kiedy karę na naród przepuszcza,
+Odbiéra naprzód rozum od Obywateli.
+I tak, mędrsi fircykom oprzéć się nie śmieli,
+I zląkł ich się jak dżumy jakiéj cały naród,
+Bo już sam wewnątrz, siebie czuł choroby zaród;
+Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory;
+Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory.
+Była to maszkarada, zapustna swawola,
+Po któréj miał przyjść wkrótce wielki post -- niewola!
+
+ «Pamiętam, chociaż byłem wtenczas małe dziécie,
+Kiedy do ojca mego w Oszmiańskim powiecie,
+Przyjechał Pan Podczaszyc na francuskim wózku.
+Pierwszy człowiek, co w Litwie chodził po francusku.
+Biegali wszyscy za nim jakby za rarogiem,
+Zazdroszczono domowi, przed którego progiem
+Stanęła Podczaszyca dwókolna dryndulka,
+Która się po francusku zwała karjulka.
+Zamiast lokajów w kielni siedziały dwa pieski,
+A na kozłach niemczysko chude nakształt deski;
+Nogi miał długie, cienkie, jak od chmielu tyki,
+W pończochach, ze srebrnemi klamrami trzewiki,
+Peruka z harbajtelem zawiązanym w miechu.
+Starzy na on ekwipaż parskali ze śmiechu,
+A chłopi żegnali się, mówiąc: że po świecie
+Jeździ wenecki djabeł w niemieckiéj karecie
+Sam Podczaszyc jaki był opisywać długo,
+Dosyć że się nam zdawał małpą lub papugą
+W wielkiéj peruce, którą do złotego runa
+On lubił porównywać, a my do kołtuna.
+Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie
+Piękniejsze jest niż obcéj mody małpowanie,
+Milczał; bo by krzyczała młodzież, że przeszkadza
+Kulturze, że tamuje progressy, że zdradza!
+Taka była przesądów owoczesnych władza!
+
+ «Podczaszyc zapowiedział że nas reformować,
+Cywilizować będzie i konstytuować;
+Ogłosił nam, że jacyś francuzi wymowni
+Zrobili wynalazek: iż ludzie są rowni.
+Choć o tém dawno w Pańskim pisano zakonie,
+I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie.
+Nauka dawną byłą, szło o jéj pełnienie!
+Lecz wtenczas panowało takie oślepienie,
+Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie,
+Jeśli ich nic czytano w francuskiéj gazecie.
+Podczaszyc mimo równość wziął tytuł Markiża;
+Wiadomo że tytuły przychodzą s Paryża,
+A natenczas tam w modzie był tytuł Markiża.
+Jakoż kiedy się moda odmieniła z laty,
+Tenże sam Markiż przybrał tytuł Demokraty;
+Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem,
+Demokrata przyjechał s Paryża Baronem;
+Gdyby żył dłużéj, może nową alternatą,
+Z Barona przechrzciłby się kiedyś Demokratą.
+Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,
+A co Francuz wymyśli, to Polak polubi.
+
+ «Chwała Bogu, że teraz jeśli nasza młodzież
+Wyjeżdża za granicę, to już nie po odzież,
+Nie szukać prawodastwa w drukarskich kramarniach,
+Lub wymowy uczyć się w paryskich kawiarniach.
+Bo teraz Napoleon, człek mądry a prędki,
+Nie daje czasu szukać mody i gawędki.
+Teraz grzmi oręż, a nam starym serca rosną,
+Że znowu o Polakach tak na świecie głośno;
+Jest sława, a więc będzie i Rzeczpospolita!
+Zawżdy z wawrzynów drzewo wolności wykwita.
+Tylko smutno, że nam ach! tak się lata wleką
+
+W nieczynności! a oni tak zawsze daleko!
+Tak długo czekać! nawet tak randka nowina --
+Ojcze Robaku (ciszéj rzekł do Bernardyna)
+Słyszałem, żeś z za Niemna odebrał wiadomość;
+Może téż co o naszém wojsku wié Jegomość?»
+-- «Nic a nic» odpowiedział Robak obojętnie,
+(Widać było że słuchał rozmowy niechętnie)
+Mnie polityka nudzi; jeżeli z Warszawy
+Mam list, to rzecz zakonna, to są nasze sprawy
+Bernardyńskie, cóż o tém gadać u wieczerzy;
+Są tu świeccy do których nic to nie należy.»
+
+ Tak mówiąc, spojrzał zyzem, gdzie śród biesiadników
+Siedział gość Moskal; był to pan kapitan Ryków,
+Stary żołnierz, stał w bliskiéj wiosce na kwaterze,
+Pan Sędzia go przez grzeczność prosił na wieczerzę.
+Ryków jadł smaczno, mało wdawał się w rozmowę,
+Lecz na wzmiankę Warszawy, rzekł podniosłszy głowę:
+«Pan Podkomorzy! Oj Wy! Pan zawsze ciekawy
+O Bonaparta, zawsze Wam tam do Warszawy!
+He! Ojczyzna! Ja nie szpieg, a popolsku umiem, --
+Ojczyzna! ja to czuję wszystko, ja rozumiem!
+Wy Polaki, ja Ruski, teraz się nie bijem,
+Jest armistycjum, to my razem jemy, pijem,
+Często na awanpostach nasz s francuzem gada.
+Pije wódkę; jak krzykną ura! -- kanonada.
+Ruskie przysłowie: s kim się biję, tego lubię.
+Gładź drużkę jak po duszy, a bij jak po szubie,
+Ja mówię, będzie wojna u nas. Do Majora
+Płuta Adjutant Sztabu przyjechał zawczora:
+Gotować się do marszu! Pójdziem, czy pod Turka,
+Czy na Francuza; oj ten Bonapart figurka!
+Bez Suwarowa to on może nas wytuza.
+U nas w pułku gadano, jak szli na francuza.
+Że Bonapart czarował, no, tak i Suwarów
+Czarował; tak i były czary przeciw czarów.
+Baz w bitwie, gdzie podział się? szukać Bonaparta, --
+A on zmienił się w lisa, tak Suwarów w charta,
+Tak Bonaparte znowu w kota się przerzuca,
+Daléj drzeć pazurami, a Suwarów w kuca.
+Obaczcież co się stało w końcu z Bonapartą» --
+Tu Ryków przerwał i jadł; wtém s potrawą czwartą
+Wszedł służący, i raptem boczne drzwi otwarto.
+
+ Weszła nowa osoba przystojna i młoda;
+Jéj zjawienie się nagłe, jéj wzrost i uroda,
+Jéj ubiór, zwrócił oczy, wszyscy ją witali,
+Prócz Tadeusza widać że ją wszyscy znali.
+Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną,
+Suknię materjalną różową jedwabną,
+Gors wycięły, kołnierzyk s korónek; rękawki
+Krótkie, w ręku kleciła wachlarz dla zabawki
+(Bo nie było gorąca), wachlarz pozłocisty
+Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty.
+Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi,
+W pukle, i przeplatane różowemi wstęgi,
+Pośród nich brylant, niby zakryły od oczu,
+Świecił się jako gwiazda w komety warkoczu,
+Słowem ubior galowy; szeptali nie jedni,
+Ze zbyt wykwintny na wieś i na dzień powszedni.
+Nóżek, chuć suknia krótka, oko nic zobaczy,
+Bo biegła bardzo szybko, suwała się raczéy
+Jako osobki, które na trzykrólskie święta
+Przesuwają w jasełkach ukryte chłopięta.
+Biegła i wszystkich lekkim witając ukłonem,
+Chciała usieść na miejscu sobie zostawioném.
+Trudno było; bo krzeseł dla gości nie stało,
+Na czterech ławach cztery ich rzędy siedziało,
+Trzeba było rzęd ruszyć lub ławę przeskoczyć;
+Zręcznie między dwie ławy umiała się wtłoczyć,
+A potém między rzędem siedzących i stołem,
+Jak bilardowa kula toczyła się kołem,
+W biegu dotknęła blisko naszego młodziana;
+Uczepiwszy falbaną o czyjeś kolana
+Pośliznęła się nieco, i w tém roztargnieniu
+Na pana Tadeusza wsparła się ramieniu.
+Przeprosiwszy go grzecznie, na miejscu swém siadła
+Pomiędzy nim i stryjem, ale nic nie jadła;
+Tylko się wachlowała, to wachlarza trzonek
+Kręciła, to kołnierzyk z brabanckich koronek
+Poprawiała, to lekkiém dotknieniem się ręki
+Muskała włosów pukle i wstąg jasnych pęki.
+
+Ta przerwa rozmów trwała już minut ze cztery.
+Tymczasem, w końcu stoła naprzód ciche szmery,
+A potém się zaczęły wpółgłośne rozmowy;
+Męszczyźni rozsądzali swe dzisiejsze łowy.
+Assesora z Rejentem wzmogła się uparta,
+Coraz głośniejsza kłótnia o kusego charta,
+Którego posiadaniem pan Rejent się szczycił
+I utrzymywał, że on zająca pochwycił;
+Assesor zaś dowodził na złość Rejentowi,
+Że ta chwała należy chartu Sokołowi.
+Pytano zdania innych; więc wszyscy dokoła
+Brali stronę Kusego albo też Sokoła,
+Ci jak znawcy, ci znowu jak naoczne świadki.
+Sędzia na drugim końcu do nowéj sąsiadki
+Rzekł półgłosem: przepraszam, musieliśmy siadać,
+Niepodobna wieczerzy na późniéj odkładać,
+Goście głodni, chodzili daleko na pole,
+Myśliłem że dziś z nami nie będziesz przy stole.
+To rzekłszy, s Podkomorzym przy pełnym kielichu
+O politycznych sprawach rozmawiał po cichu.
+
+Gdy tak były zajęte stołu strony obie,
+Tadeusz przyglądał się nieznanéj osobie;
+Przypomniał że za pierwszem na miejsce wejrzeniem
+Odgadnął zaraz, czyjém miało być siedzeniem.
+Rumienił się, serce mu biło nadzwyczajnie;
+Więc rozwiązane widział swych domysłów tajnie!
+Więc było przeznaczono, by przy jego buku
+Usiadła owa piękność widziana w pomroku;
+Wprawdzie zdała się teraz wzrostem dorodniejsza,
+Bo ubrana, a ubior powiększa i zmniejsza.
+I włos u tamtej widział krótki, jasnozłoty,
+A u téj krucze długie zwijały się sploty?
+Kolor musiał pochodzie od słońca promieni
+Któremi przy zachodzie wszystko się czerwieni.
+Twarzy w ów czas niedostrzegł, nazbyt rychło znikła,
+Ale myśl twarz nadobną odgadywać zwykła;
+Myślił że pewnie miała czarniutkie oczęta,
+Białą twarz, usta kraśne jak wiśnie bliźnięta;
+U téj znalazł podobne oczy, usta, lica;
+W wieku możeby była największa różnica;
+Ogrodniczka dziewczynką zdawała się małą,
+A Pani ta niewiastą już w latach dojrzałą;
+Lecz młodzież o piękności metrykę niepyta,
+Bo młodzieńcowi młodą jest każda kobiéta,
+Chłopcowi każda piękność zda się rowiennicą,
+A niewinnemu każda kochanka dziewicą.
+
+Tadeusz chociaż liczył lat blisko dwadzieście,
+I od dzieciństwa mieszkał w Wilnie, wielkiém mieście;
+Miał za dozorcę księdza który go pilnował
+I w dawnéj surowości prawidłach wychował.
+Tadeusz zatém przywiózł w strony swe rodzinne
+Duszę czystą, myśl żywą i serce niewinne;
+Ale razem nie małą chętkę do swywoli,
+Z góry już robił projekt, że sobie pozwoli
+Używać na wsi, długo wzbronionej swobody;
+Wiedział, że był przystojny, czuł się rześki, młody;
+A w spadku po rodzicach wziął czerstwość i zdrowie.
+Nazywał się Soplica; wszyscy Soplicowie
+Są jak wiadomo krzepcy, otyli i silni,
+Do żołnierki jedyni, w naukach mniéj pilni.
+
+Tadeusz się od przodków swoich nieodrodził,
+Dobrze na koniu jeździł, pieszo dzielnie chodził,
+Tępy nie był, lecz mało w naukach postąpił,
+Choć stryj na wychowanie niczego nieskąpił.
+On wolał z flinty strzelać, albo szablą robić.
+Wiedział że go myślano do wojska sposobić,
+Że Ojciec w testamencie wyrzekł taką wolę;
+Ustawicznie do bębna tęsknił siedząc w szkole.
+Ale stryj nagle pierwsze zamiary odmienił,
+Kazał aby przyjechał i aby się żenił,
+I objął gospodarstwo; przyrzekł na początek
+Dać małą wieś, a potém, cały swój majątek.
+
+Te wszystkie Tadeusza cnoty i zalety
+Ściągnęły wzrok sąsiadki, uważnéj kobiety.
+Zmierzyła jego postać kształtną i wysoką,
+Jego ramiona silne, jego pierś szeroką,
+I w twarz spójrzała, s której wytryskał rumieniec.
+Ilekroć z jéj oczyma spotkał się młodzieniec:
+Bo s pierwszéj lękliwości całkiem już ochłonął,
+I patrzył wzrokiem śmiałym w którym ogień płonął,
+Również patrzyła ona, i cztery źrenice
+Gorzały przeciw sobie jak roratne świéce.
+
+Pierwsza z nim po francusku zaczęła rozmowę;
+Wracał z miasta, ze szkoły; więc o książki nowe,
+O autorów pytała Tadeusza zdania,
+I ze zdań wyciągała na nowo pytania;
+Cóż gdy potém zaczęła mówić o malarstwie,
+O muzyce, o tańcach, nawet o rzeźbiarstwie!
+Dowiodła że zna równic pędzel, noty, druki;
+Aż osłupiał Tadeusz na tyle nauki,
+Lękał się, by niezostał pośmiewiska celem,
+I jąkał się jak żaczek przed nauczycielem.
+Szczęściem, że nauczyciel ładny i niesrogi:
+Odgadnęła sąsiadka powód jego trwogi,
+Wszczęła rzecz o mniej trudnych i mądrych przedmiotach,
+O wiejskiego pożycia nudach i kłopotach,
+I jak bawić się trzeba, i jak czas podzielić,
+By życie uprzyjemnić i wieś rozweselić.
+Tadeusz odpowiadał śmieléj, szła rzecz daléj,
+W półgodziny już byli s sobą poufali;
+Zaczęli nawet małe żarciki i sprzeczki.
+W końcu,stawiła przed nim trzy s chleba gałeczki,
+Trzy osoby na wybor; wziął najbliższą sobie;
+Podkomorzanki na to zmarszczyły się obie,
+Sąsiadka zaśmiała się, lecz niepowiedziała
+Kogo owa szczęśliwsza gałka oznaczała.
+
+Inaczéj bawiono się w drugim końcu stoła,
+Bo tam wzmogłszy się nagle stronnicy Sokoła,
+Na partyę Kusego bez litości wsiedli:
+Spór był wielki, już potraw ostatnich niejedli.
+Stojąc i pijąc obie kłóciły się strony,
+A najstraszniéj Pan Rejent był zacietrzewiony,
+Jak raz zaczął, bez przerwy ncci swoję tokował
+I gestami ją bardzo dobitnie malował.
+(Był dawniéj adwokatem Pan Rejent Bolesta,
+Zwano go kaznodzieją, że zbyt lubił gesta.)
+Teraz ręce przy boku miał, w tył wygiął łokcie,
+S pod ramion wytknął palce i dłonie paznokcie.
+Przedstawiając dwa smycze chartów tym obrazem,
+Właśnie rzecz kończył. «Wyczha, puściliśmy razem
+Ja i Assessor, razem, jakoby dwa kórki
+Jednym palcem spuszczone u jednej dwórórki;
+Wyezha, poszli, a tając jak strona, smyk w pole.
+Psy tuż, (to mówiąc ręce ciągnął wzdłuż po stole
+I palcami ruch chartów przedziwnie udawał)
+Psy tuż, i hec od lasu odsadzili kawał;
+Sokoł smyk naprzód, rączy pies, lecz zagorzalec.
+Wysadził się przed kusym, o tyle, o palec.
+Wiedziałem że spudłuje, szarak gracz nielada,
+Czchał niby prosto w pole, za nim psów gromada;
+Gracz szarak! skoro poczuł wszystkie charty w kupie
+Pstręk na prawo, koziołka, z nim w prawo psy głupie,
+A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy,
+Psy za nim fajt na lewo, on w las, a mój Kusy
+Cap!!» Tak krzycząc Pan Rejent na stół pochylony,
+S palcami swemi zabiegł aż do drugiéj strony,
+I «Cap!» Tadeuszowi wrzasnął tuż nad uchem;
+Tadeusz i sąsiadka tym głosu wybuchem
+Znienacka przestraszeni właśnie w pół rozmowy,
+Odstrychnęli od siebie mimowolnie głowy:
+Jako wierzchołki drzewa powiązane społem
+Gdy je wicher rozerwie; i ręce pod stołem
+Blisko siebie leżące wstecz nagle uciekły,
+I dwie twarze w jeden się rumieniec oblekły.
+
+Tadeusz by niezdradzić swego rostargnienia,
+Prawda rzekł mój Rejencie, prawda, bez wątpienia
+Kusy piękny chart s kształtu, jeśli równie chwytny...
+Chwytny? krzyknął Pan Rejent, mój pies faworytny
+Żeby niemiał być chwytny? Więc Tadeusz znowu
+Cieszył się, że tak piękny pies niéma narowu.
+Żałował że go tylko widział idąc z lasu,
+I że przymiotów jego poznać niemiał czasu.
+
+ Na to zadrżał Assessor, puścił z rąk kieliszek,
+Utopił w Tadeusza wzrok juk bazyliszek.
+Assessor mniéj krzykliwy i mniéj był ruchowy
+Od Rejenta, szczuplejszy i mały s postawy,
+Lecz straszny na reducie, balu i sejmiku,
+Bo powiadano o nim, ma żądło w języku.
+Tak dowcipne żarciki umiał komponować,
+Iżby je w kalendarzu można wydrukować:
+Wszystkie złośliwe, ostre. Dawniéj człek dostatni,
+Schedę ojca swojego i majątek bratni,
+Wszystko strwonił na wielkim figurując świecie;
+Teraz wszedł w służbę rządu by znaczyć w powiecie.
+Lubił bardzo myślistwo, już to dla zabawy,
+Już to że odgłos trąbki i widok obławy,
+Przypominał mu jego lata młodociane,
+Kiedy miał strzelców licznych i psy zawołane;
+Teraz mu s całej psiarni dwa charty zostały,
+I jeszcze s tych jednemu chciano przeczyć chwały.
+Wiec zbliżył się i zwolna gładząc faworyty,
+Rzekł z uśmiechem, a był to uśmiech jadowity:
+«Chart bez ogona jest jak szlachcic bez urzędu,
+Ogon też znacznie chartom pomaga do pędu,
+A Pan kusość uważasz za dowód dobroci?
+Zresztą zdać się możemy na sąd Pańskiéj cioci.
+Choć Pani Telimena mieszkała w stolicy
+I bawi się niedawno w naszéj okolicy,
+Lepiéj zna się na łowach niż myśliwi młodzi:
+Tak to nauka sama z latami przychodzi.»
+
+Tadeusz na którego niespodzianie spadał
+Grom taki, wstał zmieszany, chwilę nic niegadał,
+Lecz patrzył na rywala coraz straszniéj, srożéj...
+W tém wielkiem szczęściem dwakroć kichnął Podkomorzy,
+«Wiwat» krzyknęli wszyscy; on się wszystkim skłonił,
+I zwolna w tabakierę palcami zadzwonił:
+Tabakiera ze złota, z brylantów oprawa,
+A wśrodku jéj był portret króla Stanisława.
+Ojcu Podkomorzego sam król ją darował,
+Po ojcu Podkomorzy godnie ją piastował,
+Gdy w nię dzwonił, znak dawał, że miał głos zabierać;
+Umilkli wszyscy i ust nieśmieli otwierać.
+On rzekł: «Wielmożni Szlachta Bracia Dobrodzieje,
+Forum myśliwskiém tylko są łąki i knieje,
+Więc ja w domu podobnych spraw nie decyduję,
+I posiedzenie nasze na jutro solwuję.
+I dalszych replik stronom dzisiaj nie dozwolę;
+Woźny! odwołaj sprawę, na jutro na pole,
+Jutro i Hrabia s całém myśliwstwem tu zjedzie,
+I Waszeć z nami ruszysz Sędzio mój sąsiedzie,
+I Pani Telimena i Panny i Panie,
+Słowem zrobim na urząd wielkie polowanie;
+I Wojski towarzystwa nam też nie odmówi.»
+To mówiąc tabakierę podawał starcowi.
+
+Wojski na ostrym końcu śród myśliwych siedział.
+Słuchał zmrużywszy oczy, słowa nie powiedział,
+Choć młodzież nieraz jego zasięgała zdania,
+Bo nikt lepiéj nad niego nie znał polowania.
+On milczał, szczypię wziętą s tabakiery ważył
+W palcach, i długo dumał nim ją w końcu zażył,
+Kichnął aż cała izba rozległa się echem,
+I potrząsając głową rzekł z gorzkim uśmiechem:
+«O jak mnie to starego i smuci i dziwi!
+Cóżbyto o tém starzy mówili myśliwi?
+Widząc że w tylu szlachty, w tylu panów gronie,
+Mają sądzić się spory o charcim ogonie;
+Cóżby rzekł na to stary Rejtan gdyby ożył?
+Wróciłby do Lachowicz i w grób się położył!
+Coby rzekł wojewoda Niesiołowski stary,
+Który ma dotąd pierwsze na świecie ogary,
+I dwiestu strzelców trzyma obyczajem pańskim,
+I ma sto wozów sieci w zamku Worończańskim,
+A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze,
+Nikt go na polowanie uprosić nie może,
+Białopiotrowiczowi samemu odmówił!
+Bo cóżby on na waszych polowaniach łowił?
+Piękna byłaby sława! ażeby pan taki
+Wedle dzisiejszéj mody jeździł na szaraki.
+Za moich panie czasów, w języku strzeleckim,
+Dzik, niedźwiedź, łoś, wilk, zwany był zwierzem szlacheckim,
+A zwierze nic mające kłów, rogów, pazurów,
+Zostawiano dla płatnych sług i dworskich ciurów;
+Żaden pan przyjąć nie chciałby do ręki
+Strzelby, którą zhańbiono sypiąc w nią śrót cienki!
+Trzymano wprawdzie chartów, bo z łowów wracając,
+Trafia się że spod konia mknie się biedak zając,
+Puszczano wtenczas za nim dla zabawki smycze,
+I na konikach małe goniły panicze
+Przed oczyma rodziców, którzy te pogonie
+Ledwie raczyli widzieć, cóż kłócić się o nie!
+Więc niech Jaśnie Wielmożny Podkomorzy raczy
+Odwołać swe roskazy, i niech mi wybaczy
+Że nie mogę na takie jechać polowanie,
+I nigdy na niém noga moja nie postanie!
+Nazywam się Hreczecha, a od króla Lecha,
+Żaden za zającami nie jeździł Hreczecha.»
+
+Tu śmiech młodzieży mowę Wojskiego zagłuszył,
+Wstano od stołu; pierwszy Podkomorzy ruszył,
+Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,
+Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży;
+Za nim szedł kwestarz, Sędzia tuż przy Bernardynie,
+Sędzia u progu rękę dał Podkomorzynie,
+Tadeusz Telimenie, Assessor Krajczance,
+A pan Rejent na końcu Wojskiéj Hreczeszance.
+
+Tadeusz s kilku gośćmi poszedł do stodoły,
+A czuł się pomięszany, zły i niewesoły,
+Rozbierał myślą wszystkie dzisiejsze wypadki,
+Spotkanie się, wieczerzę przy boku sąsiadki,
+A szczególniéj mu słowo «Ciocia», koło ucha
+Brzęczało ciągle jako naprzykrzona mucha,
+Pragnąłby u Woźnego lepiéj się wypytać
+O Pani Telimenie, lecz go niemógł schwytać;
+Wojskiego też niewidział, bo zaraz z wieczerzy
+Wszyscy poszli za gośćmi jak sługom należy,
+Urządzając we dworze izby do spoczynku.
+Starsi i damy spały we dworskim budynku,
+Młodzież Tadeuszowi prowadzić kazano
+W zastępstwie gospodarza, w stodołę na siano.
+
+W półgodziny tak było głucho w całym dworze
+Jako po zadzwonieniu na pacierz w klasztorze;
+Ciszę przerywał tylko głos nocnego stróża.
+Usnęli wszyscy. Sędzia sam oczu niezmruża,
+Jako wódz gospodarstwa, obmyśla wyprawę
+W pole, i w domu przyszłą urządza zabawę.
+Dał roskaz ekonomom, wójtom i gumiennym,
+Pisarzom, ochmistrzyni, strzelcom i stajennym,
+I musiał wszystkie dzienne rachunki przezierać,
+Nareszcie rzekł Woźnemu, że się chce rozbierać.
+Woźny pas mu odwiązał, pas Słucki, pas lity,
+Przy którym świecą gęste kutasy jak kity,
+Z jednéj strony złotogłów w purpurowe kwiaty,
+Na wywrót jedwab' czarny posrebrzany w kraty;
+Pas taki można równie kłaść na strony obie,
+Złotą na dzień galowy, a czarną w żałobie.
+Sam Woźny umiał pas ten odwiązywać, składać;
+Właśnie tém się zatrudniał i kończył tak gadać:
+
+«Cóż złego że przeniosłem stoły do zamczyska,
+Nikt na tém nic niestracił, a Pan może zyska,
+Bo przecież o ten zamek dziś toczy się sprawa.
+My od dzisiaj do zamku nabyliśmy prawa,
+I mimo całą strony przeciwnéj zajadłość,
+Dowiodę że zamczysko wzięliśmy w posiadłość.
+Wszakże kto gości prosi w zamek na wieczerzę,
+Dowodzi że posiadłość tam ma albo bierze,
+Nawet strony przeciwne weźmiemy na świadki:
+Pamiętam za mych czasów podobne wypadki.»
+
+Już Sędzia spał. Więc Woźny cicho wszedł do sieni,
+Siadł prze świecy i dobył książeczkę s kieszeni,
+Która mu jak Ołtarzyk Złoty zawsze służy,
+Któréj nigdy nie rzuca w domu i w podróży.
+Była to trybunalska wokanda: tam rzędem
+Stały spisane sprawy, które przed urzędem
+Woźny sam głosem swoim przed laty wywołał,
+Albo o których później dowiedzieć się zdołał.
+Prostym ludziom wokanda zda się imion spisem,
+Woźnemu jest obrazów wspaniałych zarysem.
+Czytał więc i rozmyślał: Ogiński z Wizgirdem,
+Dominikanie z Rymszą, Rymsza z Wysogierdem,
+Radziwił z Wereszczaką, Giedrojć z Rodułtowskim,
+Obuchowicz s kahałem, Juraha s Piotrowskim,
+Maleski z Mickiewiczem, a nakoniec Hrabia
+S Soplicą: i czytając, s tych imion wywabia
+Pamięć spraw wielkich, wszystkie processu wypadki,
+I stają mu przed oczy sąd, strony i świadki;
+I ogląda sam siebie, jak w żupanie białym
+W granatowym kontuszu stał przed trybunałem,
+Jedna ręka na szabli, a drugą do stoła
+Przywoławszy dwie strony, «Uciszcie się!» woła.
+Marząc i kończąc pacierz wieczorny, pomału
+Usnął ostatni w Litwie Woźny trybunału.
+
+ Takie były zabawy, spory w one lata
+Śród cichéj wsi litewskiéj; kiedy reszta świata
+We łzach i krwi tonęła, gdy ów mąż, bóg wojny
+Otoczon chmurą pułków, tysiącem dział zbrojny,
+Wprzągłszy w swój rydwan orły złote obok srebnych.
+Od puszcz Libijskich latał do Alpów podniebnych,
+Ciskając grom po gromie, w Piramidy, w Tabor,
+W Marengo, w Ulm, w Austerlitz. Zwycięstwo i Zabor
+Biegły przed nim i za nim. Sława czynów tylu,
+Brzemienna imionami rycerzy, od Nilu
+Szła hucząc ku północy, aż u Niemna brzegów
+Odbiła się, jak od skał, od Moskwy szeregów,
+Które broniły Litwę murami żelaza
+Przed wieścią dla Rossyj straszną jak zaraza.
+
+Przecież nieraz nowina, niby kamień z nieba
+Spadała w Litwę; nieraz dziad żebrzący chleba,
+Bez ręki lub bez nogi, przyjąwszy jałmużnę,
+Stanął i oczy w koło obracał ostróżne.
+Gdy niewidział we dworze rossyjskich żołnierzy,
+Ani jarmułek, ani czerwonych kołnierzy,
+Wtenczas kim był, wyznawał; był legionistą,
+Przynosił kości stare na ziemię, ojczystą,
+Któréj już bronie niemógł -- jak go wtenczas cała
+Rodzina pańska, jak go czeladka ściskała
+Zanosząc się od płaczu! on za stołem siadał,
+I dziwniejsze od baśni historye gadał.
+On opowiadał jako Jenerał Dąbrowski
+Z ziemi Włoskiéj stara się przyciągnąć do Polski,
+Jak on rodaków zbiera na Lombardskiém polu;
+Jak Kniaziewiez roskazy daje s Kapitolu,
+I zwycięsca, wydartych potomkom Cezarów
+Rzucił w oczy Francuzów sto krwawych sztandarów;
+Jak Jabłonowski zabiegł aż kędy pieprz rośnie,
+Gdzie się cukier wytapia, i gdzie w wiecznéj wiośnie
+Pachnące kwitną lasy; z legią Dunaju
+Tam wódz murzyny gromi, a wzdycha do kraju.
+
+Mowy starca krążyły we wsi pokryjomu;
+Chłopiec co je posłyszał, znikał nagle z domu,
+Lasami i bagnami skradał się tajemnie,
+Ścigany od Moskali, skakał kryć się w Niemnie
+I nurkiem płynął na brzeg księstwa Warszawskiego,
+Gdzie usłyszał głos miły «Witaj nam kollego!»
+Lecz nim odszedł, wyskoczył na wzgórek s kamienia
+I Moskalom przez Niemen rzekł: «do zobaczenia».
+Tak przekradł się Górecki, Pac i Obuchowicz,
+Piotrowski, Obolewski, Rożycki, Janowicz,
+Mirzejewscy, Brochocki i Bernatowicze,
+Kupść, Gedymin i inni których nie policzę;
+Opuszczali rodziców i ziemię kochaną,
+I dobra, które na skarb Carski zabierano.
+
+Czasem do Litwy kwestarz z obcego klasztoru
+Przyszedł, i kiedy bliżéj poznał Panów dworu,
+Gazetę im pokazał wyprutą s szkaplerza;
+Tam stała wypisana i liczba żołnierza,
+I nazwisko każdego wodza legionu,
+I każdego z nich opis zwycięstwa, lub zgonu.
+Po wielu latach, pierwszy raz miała rodzina
+Wieść o życiu, o chwale i o śmierci syna;
+Brał dom żałobę, ale powiedziéć nie śmiano
+Po kim była żałoba, tylko zgadywano
+W okolicy; i tylko cichy smutek Panów,
+Lub cicha radość, była gazetą ziemianów.
+
+ Takim kwestarzem tajnym był Robak podobno:
+Często on s Panem Sędzią rozmawiał osobno,
+Po tych rozmowach zawsze jakowaś nowina
+Rozeszła się w sąsiedztwie. Postać bernardyna
+Wydawała, że mnich ten nie zawsze w kapturze
+Chodził, i nie w klasztornym zestarzał się murze.
+Miał on nad prawém uchem, nieco wyżej skroni,
+Bliznę, wyciętéj skóry na szerokość dłoni,
+I w brodzie ślad niedawny lancy lub postrzału;
+Ran tych niedostał pewnie przy czytaniu mszału.
+Ale nie tylko groźne wejrzenie i blizny,
+Lecz sam ruch i głos jego miał coś żołniersczyzny.
+
+Przy mszy, gdy z wzniesionemi zwracał się rękami
+Od ołtarza do ludu, by mówić: «Pan z wami»,
+To nie raz tak się zręcznie skręcił jednym razem,
+Jakby prawo w tył robił za wodza roskazem,
+I słowa liturgji takim wyrzekł tonem
+Do ludu, jak oficer stojąc przed szwadronem;
+Postrzegali to chłopcy służący mu do mszy.
+Spraw także politycznych był Robak świadomszy,
+Niźli żywotów świętych, a jeżdżąc po kweście,
+Często zastanawiał się w powiatowém mieście;
+Miał pełno interessów: to listy odbierał
+Których nigdy przy obcych ludziach nie otwierał,
+To wysyłał posłańców, ale gdzie i po co
+Nie powiadał; częstokroć wymykał się nocą
+Do dworów Pańskich, s szlachtą ustawicznie szeptał,
+I okoliczne wioski do koła wydeptał,
+I w karczmach z wieśniakami rosprawiał nie mało,
+A zawsze o tém, co się w cudzych krajach działo.
+Teraz Sędziego który już spał od godziny
+Przychodzi budzić; pewnie ma jakieś nowiny.
+
+
+
+
+KSIĘGA DRUGA.
+
+
+
+
+ZAMEK.
+
+
+TREŚĆ.
+
+ Polowanie s chartami na upatrzonego -- Gość w Zamku -- Ostatni z
+ dworzan opowiada historją ostatniego z Horeszków -- Rzut oka w
+ sad -- Dziewczyna w ogórkach -- Śniadanie -- Pani Telimeny Anegdota
+ petersburska -- Nowy wybuch sporów o Kusego i Sokoła -- Interwencja
+ Robaka -- Rzecz Wojskiego -- Zakład -- Daléj w grzyby.
+
+
+
+Kto z nas tych lat niepomni, gdy młode pacholę,
+Ze strzelbą na ramieniu świszcząc szedł na pole;
+Gdzie żaden wał, płot żaden nogi nieutrudza,
+Gdzie przestępując miedzę, niepoznasz że cudza!
+Bo na Litwie myśliwiec jak okręt na morzu,
+Gdzie chcesz, jaką chcesz drogą, buja po przestworzu
+Czyli jak prorok patrzy w niebo, gdzie w obłoku
+Wiele jest znaków widnych strzeleckiemu oku,
+Czy jak czarownik gada z ziemią, która głucha
+Dla mieszczan, mnóstwem głosów szepce mu do ucha.
+
+Tam derkacz wrzasnął z łąki, szukać go daremnie,
+Bo on szybuje w trawie, jako szczupak w Niemnie;
+Tam ozwał się nad głową ranny wiosny dzwonek,
+Również głęboko w niebie schowany skowronek;
+Ówdzie orzeł szerokiém skrzydłem przez obszary
+Zaszumiał, strasząc wróble, jak kometa cary;
+Zaś jastrząb pod jasnemi wiszący błękity,
+Trzepie skrzydłem jak motyl na szpilce przybity,
+Aż ujrzawszy wśród łąki ptaka lub zającu,
+Runie nań z góry jako gwiazda spadająca.
+
+Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli,
+I znowu dom zamieszkać na ojczystéj roli,
+I służyć w jeździe która wojuje szaraki,
+Albo w piechocie, która nosi broń na ptaki;
+Nie znać innych prócz kosy i sierpa rynsztunków
+I innych gazet oprócz domowych rachunków!
+
+ Nad Soplicowem słońce weszło, i już padło
+Na strzechy i przez szpary w stodołę się wkradło;
+I po ciemnozieloném świeżém wonném sianie,
+S którego młodzież sobie zrobiła posłanie,
+Rospływały się złote, migające pręgi
+Z otworu czarnéj strzechy, jak z warkocza wstęgi;
+I słońce usta sennych promykiem poranka
+Draźni, jak dziewcze kłosem budzące kochanka.
+Już wróble skacząc świerkać zaczęły pod strzechą,
+Już trzykroć gęgnął gęsior, a za nim jak echo,
+Odezwały się chorem kaczki i indyki,
+I słychać bydła w pole idącego ryki.
+
+Wstała młodzież, Tadeusz jeszcze senny leży,
+Bo też najpoźniej zasnął; s wczorajszéj wieczerzy
+Wrócił tak niespokojny, że o kurów pianiu
+Jeszcze oczu niezmrużył, a na swém posłaniu
+Tak kręcił się, że w siano jak w wodę utonął,
+I spał twardo, aż zimny wiatr w oczy mu wionął,
+Gdy skrzypiące stodoły drzwi otwarto s trzaskiem,
+I bernardyn ksiądz Robak wszedł z węzlastym paskiem
+«Surge puer» wołając i ponad barkami
+Rubasznie wywijając pasek z ogórkami.
+
+ Już na dziedzińcu słychać myśliwskie okrzyki.
+Wyprowadzają konie, zajeżdżają bryki,
+Ledwie dziedziniec taką gromadę ogarnie,
+Odezwały się trąby, otworzono psiarnie;
+Zgraja chartów wypadłszy wesoło skowycze;
+Widząc rumaki szczwaczów, dojeżdżaczów smycze,
+Psy jak szalone cwałem śmigają po dworze,
+Potém biegą i kładą szyje na obroże:
+Wszystko to bardzo dobre polowanie wróży;
+Nareszcie Podkomorzy dał roskaz podróży.
+
+Ruszyli szczwacze zwolna, jeden tuż za drugim,
+Ale za bramą rzędem rozbiegli się długim;
+W środku jechali obok Assessor z Rejentem,
+A choć na siebie czasem patrzyli ze wstrętem,
+Rozmawiali przyjaźnie jak ludzie honoru
+Idąc na rostrzygnienie śmiertelnego sporu;
+Nikt ze słów zawziętości ich poznać niezdoła.
+Pan Rejent wiodł Kusego, Assessor Sokoła.
+S tyłu damy w pojazdach, młodzieńcy stronami
+Czwałując tuż przy kołach gadali z damami.
+
+ Ksiądz Robak po dziedzińcu wolnym chodził krokiem
+Kończąc ranne pacierze; ale rzucał okiem
+Na Pana Tadeusza, marszczył się, uśmiéchał,
+Wreście kiwnął nań palcem, Tadeusz podjechał;
+Robak palcem po nosie dawał mu znak groźby:
+Lecz mimo Tadeusza pytania i prośby
+Ażeby mu wyraźnie co chce wytłumaczył,
+Bernardyn odpowiedziéć, ni spójrzéć nieraczył,
+Kaptur tylko nasunął i pacierz swój kończył;
+Więc Tadeusz odjechał i z gośćmi się złączył.
+
+Właśnie w ten czas myśliwi smycze zatrzymali
+I wszyscy nieruchomi w miejscach swoich stali;
+Jeden drugiemu ręką dawał znak milczenia,
+A wszyscy obrócili oczy do kamienia
+Nad którym stał Pan Sędziu, on zwierza obaczył
+I rąk skinieniem swoje roskazy tłumaczył.
+Pojęli wszyscy, stoją, a środkiem po roli
+Assessor i Pan Rejent kłusują powoli;
+Tadeusz będąc bliższy obudwu wyprzedził,
+Stanął obok Sędziego i oczyma śledził.
+Dawno już nie był w polu; na szaréj przestrzeni
+Trudno dojrzeć szaraka, zwłaszcza wśród kamieni.
+Pokazał mu Pan Sędzia; siedział biedny zając
+Płaszcząc się pod kamieniem, uszy nadstawiając,
+Okiem czerwoném spotkał myśliwców wejrzenie,
+I jakby urzeczony, czując przeznaczenie
+Ze strachu od ich oczu niemógł zwrócić oka,
+I pod opoką siedział martwy jak opoka.
+Tym czasem kurz na roli rośnie coraz bliżéj.
+Pędzi na smyczy Kusy, za nim Sokół chyży,
+Tuż Assessor z Rejentem, razem wrzaśli s tyłu:
+«Wyczha, wyczha» i s psami znikli w kłębach pyłu.
+
+Kiedy tak za szarakiem goniono, tymczasem
+Ukazał się Pan Hrabia pod zamkowym lasem.
+Wiedziano w okolicy, że ten Pan niemoże
+Nigdy nigdzie stawić się w naznaczonéj porze,
+I dziś zaspał poranek, więc na sługi zrzędził,
+Widząc myśliwców w polu czwałem do nich pędził
+Surdut swój angielskiego kroju, biały, długi,
+Połami na wiatr puścił; s tyłu konno sługi
+W kapeluszach jak grzybki, czarnych, lśnących, małych,
+W kurtkach, w butach stryflastych, w pantalonach białych:
+Sługi które Pan Hrabia tym kształtem odzieje,
+Nazywają się w jego pałacu, dżokeje.
+
+Czwałująca czereda zleciała na błonia,
+Gdy Hrabia ujrzał zamek i zatrzymał konia.
+Pierwszy raz widział zamek z rana, i niewierzył
+Że to były też same mury, tak odświeżył
+I upięknił poranek zarysy budowy;
+Zadziwił się Pan Hrabia na widok tak nowy.
+Wieża zdała się dwakroć wyższa, bo stercząca
+Nad mgłą ranną; dach z blachy złocił się od słońca,
+Pod nim błyszczała w kratach reszta szyb wybitych,
+Łamiąc promienie wschodu w tęczach rozmaitych;
+Niższe piętra oblała tumanu powłoka,
+Rospadliny i szczerby zakryła od oka.
+Krzyk dalekich myśliwców wiatrami przygnany
+Odbijał się kilkakroć o zamkowe ściany;
+Przysiągłbyś że krzyk z zamku, że pod mgły zasłoną
+Mury odbudowano i znów zaludniono
+
+ Hrabia lubił widoki niezwykłe i nowe,
+Zwał je romansowemi; mawiał że ma głowę
+Romansową, w istocie był wielkim dziwakiem.
+Nieraz pędząc za lisem albo za szarakiem,
+Nagle stawał i w niebo poglądał żałośnie,
+Jak kot gdy ujrzy wróble na wysokiéj sośnie;
+Często bez psa, bez strzelby błąkał się po gaju,
+Jak rekrut zbiegły; często siadał przy ruczaju
+Nieruchomy, schyliwszy głowę nad potokiem,
+Jak czapla wszystkie ryby chcąca pozrzec okiem.
+Takie były Hrabiego dziwne obyczaje,
+Wszyscy mówili że mu czegoś nic dostaje.
+Szanowano go przecież, bo pan s prapradziadów,
+Bogacz, dobry dla chłopów, ludzki dla sąsiadów;
+Nawet dla żydów.
+
+ Hrabski koń zwrócony z drogi,
+Prosto kłusował polem aż pod zamku progi.
+Hrabia samotny wzdychał, poglądal na mury,
+Wyjął papier, ołówek i kreślił figury.
+Wtém spójrzawszy w bok ujrzał o dwadzieścia kroków
+Człowieka, który równie miłośnik widoków,
+Z głową zadartą, ręce włożywszy w kieszenie,
+Zdawało się że liczył oczyma kamienic.
+Poznał go zaraz, ale musiał kilkn razy
+Krzyknąć, nim głos Hrabiego usłyszał Gerwazy.
+Szlachcic to był służący dawnych zamku panów,
+Pozostały ostatni z Horeszki dworzanów;
+Starzec wysoki, siwy, twarz miał czerstwa, zdrową,
+Marszczkami pooraną, posępną, surową.
+Dawniéj pomiędzy szlachtą z wesołości słynął;
+Ale od bitwy w któréj dziedzic zamku zginął,
+Gerwazy się odmienił, i już od lat wielu
+Ani był na kiermaszu, ani na weselu;
+Odtąd jego dowcipnych żartów niesłyszano,
+I uśmiechu na jego twarzy niewidziano.
+Zawsze nosił Horeszków liberją dawną.
+Kurtę s połami żółtą, galonem oprawną,
+Który dziś żółty dawniéj zapewne był złoty.
+W koło szyte jedwabiem herbowne klejnoty
+Półkozice, i stąd też cała okolica
+Półkozicem przezwała starego szlachcica.
+Czasem też od przysłowia, które bez ustanku
+Powtarzał, nazywano go także Mopanku,
+Czasem Szczerbcem, że całą łysinę miał w szczerbach;
+Lecz on zwał się Rębajło a o jego herbach
+Niewiadomo. Klucznikiem siebie tytułował,
+Iż ten urząd na zamku przed laty piastował.
+I dotąd nosił wielki pęk kluczów za pasem,
+Uwiązany na taśmie ze srebrnym kutasem.
+Choć nie miał co otwierać; bo zamku podwoje
+Stały otworem; przecież wynalazł drzwi dwoje.
+Sam je własnym nakładem naprawił i wstawił,
+I drzwi tych odmykaniem codziennie się bawił
+W jednéj z izb pustych obrał mieszkanie dla siebie;
+Mogąc żyć u Hrabiego na łaskawym chlebie,
+Nie chciał, bo wszędzie tęsknił i czuł się niezdrowym,
+Jeżeli nie oddychał powietrzem zamkowém.
+
+Skoro ujrzał Hrabiego, czapkę z głowy schwycił,
+I krewnego swych panów ukłonem zaszczycił
+Chyląc łysinę wielką, świecącą zdaleka,
+I naciętą od licznych kordów jak nasieka.
+Gładził ją ręką, podszedł, i jeszcze raz nisko
+Skłoniwszy się, rzekł smutnie: Mopanku, panisko
+Daruj mnie że tak mówię Jaśnie Grafie Panie,
+To jest mój zwyczaj, nie zaś nieuszanowanie:
+«Mopanku» powiadali wszyscy Horeszkowie,
+Ostatni Stolnik pan mój miał takie przysłowie;
+Czyż to prawda Mopanku że pan grosza skąpisz
+Na proces, i ten zamek Soplicom ustąpisz;
+Nie wierzyłem, lecz w całym powiecie tak słychać.
+Tu poglądając w zamek nie przestawał wzdychać.
+
+Cóż dziwnego, rzekł Hrabia, koszt wielki a nuda
+Jeszcze większa; chcę skończyć, lecz szlachcic maruda
+Upiera się; przewidział że mię znudzić może:
+Dłużéj też nie wytrzymam i dzisiaj broń złożę,
+Przyjmę warunki zgody jakie mi sąd poda.
+Zgody? krzyknął Gerwazy, s Soplicami zgoda,
+S Soplicami Mopanku? tu mówiąc wykrzywił
+Usta, jakby nad własną mową się zadziwił.
+Zgoda i Soplicowic! Mopanku Panisko
+Pan żartuje, co? Zamek Horeszków siedlisko
+Ma pójść w ręce Sopliców? niech pan tylko raczy
+Ssiąść s konia, pódżmy w tamek, niech no pan obaczy.
+Pan sam nie wie co robi, niech się pan nie wzbrania,
+Ssiadaj Pan -- i przytrzymał strzemię do ssiadania.
+
+ Weszli w zamek; Gerwazy stanął w progu sieni:
+Tu, rzekł, dawni panowie dworem otoczeni,
+Często siadali w krzesłach w poobiedniéj porze.
+Pan godził spory włościan; lub w dobrym homurze
+Gościom różne ciekawe historye prawił,
+Albo ich powieściami i żarty się bawił.
+A młodzież na dziedzińcu biła się w palcaty,
+Lub ujeżdżała pańskie tureckie bachmaty.
+
+Weszli w sień. -- Rzekł Gerwazy, w téj ogromnéj sieni
+Brukowanéj, nie znajdziesz Pan tyle kamieni,
+Ile tu pękło beczek wina w dobrych czasach;
+Szlachta ciągnęła kufy s piwnicy na pasach,
+Sproszona na sejm albo sejmik powiatowy,
+Albo na imieniny Pańskie, lub na łowy.
+Podczas uczty na chorze tym kapela stała
+I w organ i w rozliczne instrumenty grała;
+A gdy wnoszono zdrowie, trąby jak w dniu sądnym
+Grzmiały s choru; wiwaty szły ciągiem porządnym --
+Pierwszy wiwat za zdrowie króla Jegomości,
+Potém Prymasa, potém królowej Jéjmości,
+Potém Szlachty i całéj Rzeczypospolitéj;
+A nakoniec po piątéj szklanicy wypitéj,
+Wnoszono Kochajmy się, wiwat bez przestanku,
+Który dniem okrzykniony, brzmiał aż do poranku;
+A już gotowe stały cugi i podwody,
+Aby każdego odwieść do jego gospody.
+
+Przeszli już kilka komnat; Gerwazy w milczeniu
+Tu wzrok na ścianie wstrzymał, ówdzie na sklepieniu,
+Przywołując pamiątkę tu smutną, tam miłą;
+Czasem jakby chciał mówić «wszystko się skończyło»
+Kiwnął żałośnie głową; czasem machnął ręką.
+Widać że mu wspomnienie samo było męką,
+I że je chciał odpędzić; aż się zatrzymali
+Na górze, w wielkiéj, niegdyś zwierciadlanéj sali;
+Dziś wydartych zwierciadeł stały puste ramy,
+Okna bet szyb, s krużgankiem wprost naprzeciw bramy.
+Tu wszedłszy starzec głowę zadumaną skłonił
+I twarz zakrył rękami, a gdy ją odsłonił,
+Miała wyraz żałości wielkiéj i rospaczy.
+Hrabia chociaż niewiedział co to wszystko znaczy,
+Poglądając w twarz starca czuł jakieś wzruszenie,
+Rękę mu scisnął; chwilę trwało to milczenie.
+Przerwał je starzec trzęsąc wzniesioną prawicą:
+«Niemasz zgody Mopanku pomiędzy Soplicą
+I krwią Horeszków; w Panu krew Horeszków płynie,
+Jesteś krewnym Stolnika, po matce Łowczynie,
+Która się rodzi z drugiéj córki Kasztelana,
+Który był jak wiadomo, wujem mego Pana,
+Słuchaj Pan historyi swéj własnéj rodzinnéj,
+Która się stała właśnie w téj izbie, nie innéj.
+
+«Nieboszczyk Pan mój Stolnik, pierwszy Pan w powiecie,
+Bogacz i familiant, miał jedyne dziecie,
+Córkę piękną jak anioł; więc się zalecało
+Stolnikównie i szlachty i paniąt niemało.
+Między szlachtą był jeden wielki paliwoda,
+Kłótnik, Jacek Soplica, zwany Wojewoda
+Przez żart; w istocie wiele znaczył w województwie
+Bo rodzinę Sopliców miał jakby w dowództwie,
+I trzystu ich kreskami rządził wedle woli,
+Chód sam nic nieposiadał prócz kawałka roli,
+Szabli, i wielkich wąsów od ucha do ucha.
+Owoż Pan Stolnik nieraz wzywał tego zucha
+I ugaszczał w pałacu, zwłaszcza w czas sejmików,
+Popularny dla jego krewnych i stronników.
+Wąsal tak wzbił się w dumę łaskawém przyjęciem,
+Że mu się uroiło zostać Pańskim zięciem.
+Do zamku nieproszony coraz częściéj jeździł,
+W końcu u nas jak w swoim domu się zagnieździł
+I już miał się oświadczać, lecz pomiarkowano,
+I czarną mu poléwkę do stołu podano.
+Podobno Stolnikownie wpadł Soplica w oko,
+Ale przed rodzicami taiła głęboko.
+
+«Było to za Kościuszki czasów; Pan popierał
+Prawo trzeciego maja, i już szlachtę zbierał.
+Aby Konfederatom ciągnąć ku pomocy,
+Gdy nagle Moskwa zamek opasała w nocy:
+Ledwie był czas z moździerza na trwogę wypalić,
+Podwoje dolne zamknąć i ryglem zawalić.
+W zamku całym był tylko Pan Stolnik, ja, Pani,
+Kuchmistrz i dwóch kuchcików, wszyscy trzej pijani
+Proboszcz, lokaj, hajducy czterej, ludzie śmiali;
+Więc za strzelby, do okien; aż tu tłum Moskali
+Krzycząc ura, od bramy wali po tarasie;
+My im ze strzelb dziesięciu palnęli «a zasie»
+Nic tam niebyło widać; słudzy bez ustanku
+Strzelali z dolnych pięter, a ja i Pan z ganku.
+Wszystko szło pięknym ładem, choć w tak wielkiéj trwodze
+Dwadzieścia strzelb leżało tu na téj podłodze,
+Wystrzeliliśmy jedną, podawano druga,
+Ksiądz Proboszcz zatrudniał się czynnie tą usługą.
+J Pani i Panienka i nadworne Panny;
+Trzech było strzelców a szedł ogień nieustanny;
+Grad kul sypały z dołu moskiewskie piechury,
+My zrzadka, ale celniéj dogrzewali z góry.
+Trzy razy aż pode drzwi to chłopstwo się wparło,
+Ale za każdym razem trzech nogi zadarło,
+Wiec uciekli pod lamus; a już był poranek.
+Pan Stolnik wesoł wyszedł ze strzelbą na ganek,
+I skoro s pod lamusa moskal łeb wychylił,
+On dawał zaraz ognia a nigdy nie mylił,
+Za każdym razem czarny kaszkiet w trawę padał,
+I już się rzadko który z za ściany wykradał.
+Stolnik widząc strwożone swe nieprzyjaciele,
+Myślił zrobić wycieczkę, porwał karabelę
+I z ganku krzycząc sługom wydawał roskazy;
+Obróciwszy się do mnie rzekł; za mną Gerwazy!
+Wtém strzelono s pod bramy, Stolnik się zająknął,
+zaczerwienił się, zbladnął, chciał mówić, krwią chrząknął;
+Postrzegłem wtenczas kulę, wpadła w piersi same,
+Pan słaniając się palcem ukazał na bramę.
+Poznałem tego łotra Soplicę! poznałem!
+Po wzroście i po wąsach! jego to postrzałem
+Zginął Stolnik, widziałem! łotr jeszcze do góry
+Wzniesioną trzymał strzelbę, jeszcze dym szedł z rury!
+Wziąłem go na cel, zbójca stał jak skamieniały!
+Dwa razy dałem ognia, i oba wystrzały
+Chybiły; czym ze złości czy z żalu źle mierzył.
+Usłyszałem wrzask kobiet, spojrzałem, -- pan nieżył.»
+
+Tu Gerwazy umilknął i łzami się zalał,
+Potém rzekł kończąc: «Moskal już wrota wywalał;
+Bo po śmierci Stolnika stałem bezprzytomnie,
+I nie wiedziałem co się działo w około mnie;
+Szczęściem na odsiecz przyszedł nam Parafianowicz
+Przywiódłszy Mickiewiczów dwiestu z Horbatowicz,
+Którzy są szlachta liczna i dzielna, człek w człeka,
+A nienawidzą rodu Sopliców od wieka.
+
+ Tak zginął pan potężny, pobożny i prawy,
+Który miał w domu krzesła, wstęgi i buławy,
+Ojciec włościan, brat szlachty; i nie miał po sobie
+Syna, któryby zemstę poprzysiągł na grobie!
+Ale miał sługi wierne; ja w krew jego rany
+Obmoczyłem mój rapier scyzorykiem zwany,
+(Zapewne Pan o moim słyszał scyzoryku,
+Sławnym na każdym sejmie, targu i sejmiku)
+Przysiągłem wyszczerbić go na Sopliców karkach,
+Ścigałem ich na sejmach, zajazdach, jarmarkach;
+Dwóch zarąbałem w kłótni, dwóch na pojedynku;
+Jednego podpaliłem w drewnianym budynku.
+Kiedyśmy zajeżdżali z Rymszą Korelicze,
+Upiekł się tam jak piskorz; a tych nie policzę
+Którym uszy obciąłem. Jeden tylko został,
+Który dotąd ode mnie pamiątki nie dostał!
+Rodzoniutki braciszek owego wąsala,
+Żyje dotąd, i s swoich bogactw się przechwala,
+Zamku Horeszków tyka swych kopców krawędzią,
+Szanowany w powiecie, ma urząd, jest Sędzią!
+I Pan mu zamek oddasz? niecne jego nogi
+Mają krew Pana mego zetrzeć s téj podłogi?
+O nie! póki Gerwazy ma choć za grosz duszy,
+I tyle sił, że jednym małym palcem ruszy
+Scyzoryk swój, wiszący dotychczas na ścianie!
+Póty Soplica tego zamku nie dostanie!.»
+
+«O! Krzyknął Hrabia, ręce podnosząc do góry!
+Dobre miałem przeczucie, żem lubił te mury!
+Choć nie wiedziałem że w nich taki skarb się mieści,
+Tyle scen dramatycznych, i tyle powieści!
+Skoro zamek mych przodków Soplicom zagrabię,
+Ciebie osadzę w murach jak mego Burgrabię:
+Twoja powieść Gerwazy zajęła mię mocno.
+Szkoda, żeś mię nie przywiódł tu w godzinę nocną;
+Udrapowany płaszczem siadłbym na ruinach,
+A tybyś mi o krwawych rospowiadał czynach.
+Szkoda że nasz nie wielki dar opowiadania!
+Nie raz takie słyszałem, i czytam podania;
+W Anglii i w Szkocyi każdy zamek Lordów,
+W Niemczech każdy dwór Grafów, był teatrem mordów!
+W każdej dawnéj, szlachetnéj, potężnéj rodzinie
+Jest wieść o jakimś krwawym lub zdradzieckim czym.
+Po którym zemsta spływa na dziedziców w spadku:
+W Polsce pierwszy raz słyszę o takim wypadku.
+Czuję że we mnie mężnych krew Horeszków płynie!
+Wiem co winienem sławie i mojéj rodzinie,
+Tak! muszę zerwać wszelkie s Soplicą układy,
+Choćby do pistoletów przyszło lub do szpady!
+Honor każe» Rzekł, ruszył uroczystym krokiem,
+A Gerwazy szedł s tyłu w milczeniu głębokiém.
+Przed bramą stanął Hrabia, sam do siebie gadał,
+Poglądając na zamek prędko na koń wsiadał,
+Tak samotną rozmowę kończąc rostargnionv:
+«Szkoda że ten Soplica stary nie ma żony!
+Lub córki pięknéj, któréj ubóstwiałbym wdzięki!
+Kochając i niemogąc otrzymać jéj ręki;
+Nowa by się w powieści zrobiła zawiłość:
+Tu serce, tam powinność! tu zemsta, tam miłość!»
+
+Tak szepcąc spiął ostrogi, koń leciał do dworu,
+Gdy zdrugiéj strony strzelcy wyjeżdżali z boru;
+Hrabia lubił myśliwstwo, ledwie strzelców zoczył,
+Zapomniawszy o wszystkiém prosto ku nim skoczył,
+Mijając bramę, ogród, płoty; gdy w zawrocie
+Obejrzał się, i konia zatrzymał przy płocie;
+Był sad --
+
+ Drzewa owocne zasadzone, w rzędy
+Ocieniały szerokie pole; spodem grzędy.
+Tu kapusta sędziwe schylając łysiny,
+Siedzi i zda się dumać o losach jarzyny;
+Tam plącząc strąki w marchwi zielonéj warkoczu
+Wysmukły bob obraca na nią tysiąc oczu;
+Owdzie podnosi złotą kitę kukuruza;
+Gdzie niegdzie otyłego widać brzuch harbuza.
+Który od swéj łodygi aż w daleką stronę
+Wtoczył się jak gość między buraki czerwone.
+
+Grzędy roscięte miedzą; na każdym przykopie
+Stoją jakby na straży, w szeregach konopie,
+Cyprysy jarzyn; ciche, proste i zielone,
+Jch liście i woń służą grzędom za obronę,
+Bo przez ich liście nie śmie przecisnąć się żmija,
+A ich woń gąsienice i owad zabija.
+Daléj maków białawe górują badyle,
+Na nich, myślisz iż rojem usiadły motyle
+Trzepiecąc skrzydełkami, na których się mieni
+Z rozmaitością tęczy blask drogich kamieni;
+Tylą farb żywych, różnych, mak zrzenicę mami.
+W środku kwiatów jak pełnia pomiędzy gniazdami
+Krągły słonecznik, licem wielkiém, gorejącém,
+Od wschodu do zachodu kręci się za słońcem.
+
+Pod płotem wąskie, długie, wypukłe pagórki,
+Bez drzew, krzewów i kwiatów; ogród na ogórki.
+Pięknie wyrosły; liściem wielkim, rozłożystym,
+Okryły grzędy jakby kobiercem fałdzistym.
+Pośrodku, szła dziewczyna, w bieliznę ubrana,
+W majowéj zieloności tonąc po kolana;
+Z grząd zniżając się w brózdy, zdała się nie stąpać,
+Ale pływać po liściach, w ich barwie się kąpać.
+Słomianym kapeluszem osłoniła głowę,
+Od skroni powiewały dwie wstążki różowe
+I kilka puklów światłych, rozwitych warkoczy;
+Na ręku miała koszyk, w dół spuściła oczy,
+Prawą rękę podniosła, niby do chwytania;
+Jako dziewcze gdy rybki w kąpieli ugania
+Bawiące się z jéj nóżką, tak ona co chwila
+Z rekami i koszykiem po owoc się schyla
+Który stopą nadtrąci, lub dostrzeże okiem.
+
+Pan Hrabia zachwycony tak cudnym widokiem,
+Stał cicho. Słysząc tentent towarzyszów w dali,
+Ręką dał znak ażeby wstrzymać konie; stali.
+On patrzył z wyciągniętą szyją; jak dziobaty
+Żuraw, zdala od stada gdy odprawia czaty
+Stojąc na jednéj nodze, s czujnemi oczyma,
+I by niezasnąć kamień w drugiéj nodze trzyma.
+
+Zbudził Hrabiego szelest na plecach i skroni;
+Był to bernardyn kwestarz Robak, a miał w dłoni
+Podniesione do góry węzłowate sznurki:
+Ogórków chcesz Waść, krzyknął, oto masz ogórki.
+Wara Panie od szkody, na tutejszéj grzędzie
+Nie dla Waszeci owoc, nic s tego nie będzie --
+Potém palcem pogroził, kaptura poprawił,
+I odszedł; Hrabia jeszcze chwilę w miejscu bawił,
+Śmiejąc się i klnąc razem téj nagłéj przeszkodzie;
+Okiem powrócił w ogród; ale już w ogrodzie
+Niebyło jéj; mignęła tylko śród okienka
+Jéj różowa wstążeczka i biała sukienka.
+Widać na grzędach jaką przeleciała drogą,
+Bo liść zielony, w biegu potrącony nogą,
+Podnosił się, drżał chwilę, aż się uspokoił,
+Jak woda którą ptaszek skrzydłami roskroił.
+A na miejscu gdzie stała, tylko porzucony
+Koszyk mały z rokity, denkiem wywrócony.
+Pogubiwszy owoce na liściach zawisał,
+I wśród fali zielonéj jeszcze się kołysał.
+
+Po chwili wszędzie było samotnie i głucho;
+Hrabia oczy w dom utkwił i natężył ucho,
+Zawsze dumał, a strzelcy zawsze nieruchomie
+Za nim stali. -- Aż w cichym i samotnym domie
+Wszczął się naprzód szmer, potém gwar i krzyk wesoły,
+Jak w ulu pustym kiedy weń wiatają pszczoły:
+Był to znak że wracali goście s polowania,
+I krzątała się służba około śniadania.
+
+Jakoż po wszystkich izbach panował ruch wielki,
+Roznoszono potrawy, sztuczce i butelki;
+Męszczyzni tak jak weszli, w swych zielonych strojach,
+S talerzami, s szklankami, chodząc po pokojach,
+Jedli, pili, lub wsparci na okien uszakach,
+Rosprawiali o flintach, chartach i szarakach;
+Podkomorstwo i Sędzia przy stole; a w kątku
+Panny szeptały s sobą; niebyło porządku,
+Jaki się przy obiadach i wieczerzach chowa,
+Była to w staropolskim domie moda nowa;
+Przy śniadaniach, Pan Sędzia choć nuierad pozwalał
+Na taki nieporządek, lecz go niepochwalał.
+
+Różne też były dla dam i męszczyzn potrawy:
+Tu roznoszono tace s całą służbą kawy,
+Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,
+Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane,
+I s porcelany saskiej złote filiżanki,
+Przy każdéj garnuszeczek mały do śmietanki.
+Takiéj kawy jak w Polszcze niema w żadnym kraju:
+W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,
+Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
+Nazywa się Kawiarka; ta sprowadza z miasta,
+Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku,
+I zna tajne sposoby gotowania trunku,
+Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
+Zapach moki i gęstość miodowego płynu.
+Wiadomo, czém dla kawy jest dobra śmietana,
+Na wsi nietrudno o nię: bo kawiarka z rana
+Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie,
+I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie
+Do każdéj filiżanki w osobny garnuszek,
+Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek.
+
+Panie starsze już wcześniéj wstawszy piły kawę,
+Teraz drugą dla siebie zrobiły potrawę
+Z gorącego, śmietaną bielonego piwa,
+W którym twarog gruzłami posiekany pływa.
+
+Zaś dla męsczyzn więdliny leżą do wyboru.
+Półgęski tłuste, kumpia, skrzydliki ozoru,
+Wszystkie wyborne, wszystkie sposobem domowym
+Uwędzone w kominie dymem jałowcowym;
+W końcu, wniesiono zrazy na ostatnie danie:
+Takie bywało w domu Sędziego śniadanie.
+
+We dwóch izbach dwa różne skupiły się grona:
+Starszyzna przy stoliku małym zgromadzona
+Mówiła o sposobach nowych gospodarskich,
+O nowych coraz sroższych ukazach cesarskich.
+Podkomorzy krążące o wojnie pogłoski
+Oceniał, i wyciągał polityczne wnioski.
+Panna Wojska włożywszy okólary sine,
+Zabawiała kabałą s kart Podkomorzynę.
+W drugiéj izbie toczyła młodzież rzecz o łowach.
+W spokojniejszych i cichszych niż zwykle rozmowach;
+Bo Assessor i Rejent, oba mówcy wielcy,
+Pierwsi znawcy myślistwa i najlepsi strzelcy,
+Siedzieli przeciw sobie mrukliwi i gniewni;
+Oba dobrze poszczuli, oba byli pewni
+Zwycięstwa swoich chartów, gdy pośród równiny
+Znalazł się zagon chłopskiej, niezżętéj jarzyny;
+Tam wpadł zając: już Kosy, już go Sokół imał,
+Gdy Sędzia dojeżdżaczy na miedzy zatrzymał;
+Musieli być posłuszni, chociaż w wielkim gniewie;
+Psy powróciły same: i nikt pewnie niewié,
+Czy źwierz uszedł, czy wzięty; nikt zgadnąć niezdoła,
+Czy wpadł w paszczę Kusego, czyli też Sokoła,
+Czyli obódwu razem: różnie sądzą strony,
+I spór na dalsze czasy trwał nierostrzygniony.
+
+ Wojski stary od izby do izby przechodził.
+Po obu stronach oczy rostargnione wodził,
+Niemieszał się w myśliwych, ni w starców rozmówę,
+I widać że czém innem zajętą miał głowę;
+Nosił skórzaną plackę: czasem w miejscu stanie.
+Duma długo, i -- muchę zabije na ścianie.
+
+Tadeusz s Telimeną pomiędzy izbami
+Stojąc we drzwiach na progu, rozmawiali sami;
+Niewielki oddzielał ich od słuchaczów przedział,
+Wiec szeptali; Tadeusz teraz się dowiedział:
+Ze ciocia Telimena jest bogata Pani,
+Ze niesą kanonicznie s sobą powiązani
+Zbyt bliskiém pokrewieństwem; i nawet niepewno
+Czy ciocia Telimena jest synowca krewną,
+Choć ją stryj zowie siostrą, bo wspólni rodzice
+Tak ich kiedyś nazwali mimo lat różnicę;
+Że potém ona żyjąc w stolicy czas długi
+Wyrządziła nieźmierne Sędziemu usługi;
+Stąd ją Sędzia szanował bardzo, i przed światem
+Lubił może s próżności, nazywać się bratem,
+Czego mu Telimena przez przyjaźń niewzbrania.
+Ulżyły Tadeusza sercu te wyznania.
+Wiele też innych rzeczy sobie oświadczyli;
+A wszystko to się stało w jednéj krótkiéj chwili.
+
+Ale w izbie na prawo, kusząc Assessora
+Rzekł Rejent mimojazdem: ja mówiłem wczora,
+Że polowanie nasze udać się niemoże:
+Jeszcze zbyt wcześnie, jeszcze na pniu stoi zboże,
+I mnóstwo sznurów chłopskiej niezżętéj jarzyny;
+Stąd i Hrabia nięprzybył mimo zaprosiny,
+Hrabia na polowaniu bardzo dobrze zna się,
+Nieraz gadał o łowów i miejscu i czasie;
+Hrabia chował się w obcych krajach od dzieciństwa,
+I powiada, że to jest znakiem barbarzyństwa
+Polować tak jak u nas, bez żadnego względu
+Na artykuły ustaw, przepisy urzędu;
+Nieszanując niczyich kopców ani miedzy
+Jeździć po cudzym gruncie, bez dziedzica wiedzy;
+Wiosną równie jak latem zbiegać pola, knieje,
+Zabijać nieraz lisa właśnie gdy linieje,
+Albo cierpieć iż kolną samicę zajęczą
+Charty w runi uszczują, a raczéj zamęczą,
+Z wielką szkodą źwierzyny. Stąd się Hrabia żali,
+Że cywilizacja większa u Moskali;
+Bo tam o polowaniu są ukazy Cara
+I dozor policyi i na winnych kara.
+
+Telimena ku lewéj iźbie obrócona,
+Wachlując batystową chusteczką ramiona,
+«Jak mamę kocham, rzekła, Hrabia się niemyli,
+Znam ja dobrze Rossyą. Państwo niewierzyli
+Gdy im nieraz mówiłam, jak tam z wielu względów
+Godna pochwały czujność i srogość urzędów.
+Byłam ja w Petersburgu, nie raz, nie dwa razy!
+Miłe wspomnienia! wdzięczne przeszłości obrazy!
+Co za miasto! Nikt s Panów niebył w Petersburku?
+Chcecie może plan widzieć, mam plan miasta, w biórku.
+Latem świat Petersburski zwykł mieszkać na daczy,
+To jest w pałacach wiejskicb (dacza wioskę znaczy);
+Mieszkałam w pałacyku, tuż nad Newą rzeką,
+Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko,
+Na niewielkim, umyślnie sypanym pagórku:
+Ach co to był za domek! plan mam dotąd w biórku.
+Otoż na me nieszczęście, najął dom w sąsiedztwie
+Jakiś mały czynownik, siedzący na śledztwie;
+Trzymał kilkoro chartów; co to za męczarnie!
+Gdy blisko mieszka mały czynownik i psiarnie.
+Ilekroć s książką wyszłam sobie do ogrodu,
+Użyć księżyca blasku, wieczornego chłodu;
+Zaraz i pies przyleciał, i kręcił ogonem,
+I strzygł uszami, właśnie jakby był szalonym.
+Nieraz się nalękałam. Serce mi wróżyło
+S tych psów jakieś nieszczęście: tak się też zdarzyło.
+Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka,
+Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka
+Bonończyka! Ach była to roskoszna psina,
+Miałam ją w podarunku od księcia Sukina
+Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka,
+Mam jéj portrecik, tylko niechcę iść do biórka.
+Widząc ją zadławioną, z wielkiéj alteracyi
+Dostałam mdłości, spazmów, serca palpitacyi.
+Możeby gorzéj jeszcze z mojém zdrowiem było;
+Szczęściem nadjechał właśnie z wizytą Kiryło
+Gawrylicz Kozodusin, Wielki Łowczy Dworu,
+Pyta się o przyczynę tak złego humoru.
+Każe wnet urzędnika przyciągnąć za uszy;
+Staje pobladły, drżący i prawie bez duszy.
+Jak śmiesz, krzyknął Kiryło piorunowym głosem,
+Szczuć wiosną łanię kotną tuż pod Carskim nosem?
+Osłupiały czynownik, darmo się zaklinał,
+Że polowania dotąd jeszcze niezaczynał,
+Że z Wielkiego Łowczego wielkiém pozwoleniem,
+Zwierz uszczuty zda mu się być psem nie jeleniem.
+Jakto? krzyknął Kiryłło, to śmiałbyś hultaju
+Znać się lepiej na łowach i źwierząt rodzaju,
+Niżli ja Kozodusin, Carski Jegermajster?
+Niechajże nas rozsądzi zaraz Policmajster.
+Wołają Policmajstra, każą spisać śledztwo:
+Ja rzecze Kozodusin wydaję świadectwo,
+Że to łani; on plecie że to pies domowy:
+Rozsądź nas kto zna lepiéj zwierzynę i łowy.
+Policmajster powinność służby swéj rozumiał,
+Bardzo się nad zuchwalstwem czynownika zdumiał,
+I odwiódłszy na stronę po bratersku radził,
+By przyznał się do winy i tém grzech swój zgładził.
+Łowczy udobruchany, przyrzekł że się wstawi
+Do Cesarza, i wyrok nieco ułaskawi;
+Skończyło się że charty poszły na powrozy,
+A czynownik na cztéry tygodnie do kozy,
+Zabawiła nas cały wieczor ta pustota,
+Zrobiła się nazajutrz s tego anegdota,
+Że w sądy o mym piesku Wielki Łowczy wdał się;
+I nawet wiem s pewnością, że sam Cesarz śmiał się.
+
+Śmiech powstał w obu izbach. Sędzia z Bernardynem
+Grał w maryasza, i właśnie z wyświeconém winem
+Miał coś ważnego zadać; już ksiądz ledwo dyszał,
+Kiedy Sędzia początek powieści posłyszał;
+I tak nią był zajęty, że z zadartą głową,
+I s kartą podniesioną, do bicia gotową,
+Siedział cicho i tylko bernardyna trwożył,
+Aż gdy skończono powieść, Pamfila położył,
+I rzekł śmiejąc się: niech tam sobie kto chce chwali
+Niemców cywilizacyą, porządek Moskali;
+Niechaj Wielkopolanie uczą się od Szwabów
+Prawować się o lisa, i przyzywać drabów
+By wziąść w areszt ogara, że wpadł w cudze gaje;
+Na Litwie chwała Bogu stare obyczaje:
+Mamy dosyć zwierzyny dla nas i sąsiedztwa,
+I niebędziemy nigdy o to robić śledztwa;
+I zboża mamy dosyć, psy nas nieogłodzą,
+Że po jarzynach albo po życie pochodzą;
+Na morgach chłopskich bronię robić polowanie.
+
+Ekonom z lewéj izby rzekł: niedziw Mospanie,
+Bo też Pan tak drogo płaci za taką zwierzynę.
+Chłopy i radzi temu; kiedy w ich jarzynę
+Wskoczy chart, niech otrząśnie dziesięć kłosów żyt.
+To Pan mu kopę oddasz i jeszcze nie kwita,
+Często chłopi talara w przydatku dostali;
+Wierz mi Pan że się chłopstwo bardzo rozzuchwali,
+Jeśli -- Resztę dowodów Pana Ekonoma
+Niemógł usłyszyć Sędzia, bo pomiędzy dwoma
+Rosprawami, wszczęło się dziesięć rozgoworów,
+Anegdot, opowiadań, i nakoniec sporów.
+
+Tadeusz s Telimeną całkiem zapomnieni,
+Pamiętali o sobie: -- Rada była Pani,
+Że jéj dowcip tak bardzo Tadeusza bawił;
+Młodzieniec jéj nawzajem komplementy prawił,
+Telimena mówiła coraz wolniéj, ciszéj,
+I Tadeusz udawał że jéj niedosłyszy
+W tłumie rozmów: więc szepcąc tak zbliżył się do niéj,
+Że uczuł twarzą lubą gorącość jéj skroni.
+Wstrzymując oddech, usty chwytał jéj westchnienie
+I okiem łowił wszystkie jéj wzroku promienie.
+
+Wtém pomiędzy ich usta, mignęła znienacka
+Naprzód mucha, a za nią tuż Wojskiego placka.
+
+Na Litwie much dostatek. Jest pomiędzy niemi
+Gatunek much osobny, zwanych szlacheckiemi;
+Barwą i kształtem całkiem podobne do innych,
+Ale pierś mają szerszą, brzuch większy od gminnych,
+Latając bardzo huczą i nieznośnie brzęczą,
+A tak silne, że tkankę przebiją pajęczą,
+Lub jeśli która wpadnie, trzy dni będzie bzykać,
+Bo s pająkiem sam na sam może się borykać.
+Wszystko to Wojski zbadał, i jeszcze dowodził
+Że się s tych much szlacheckich, pomniejszy lud rodził,
+Że one tém są muchom, czem dla roju matki,
+Że z ich wybiciem zginą owadów ostatki.
+Prawda że Ochmistrzyni, ani Pleban wioski,
+Nieuwierzyli nigdy w te Wojskiego wnioski
+I trzymali inaczéj o muszym rodzaju;
+Lecz Wojski nieodstąpił dawnego zwyczaju,
+Ledwo dostrzegł takową muchę, wnet ją gonił.
+Właśnie mu teraz szlachcic nad uchem zadzwonił,
+Podwakroć Wojski machnął, zdziwił się że chybił,
+Trzeci raz machnął, tylko co okna niewybił;
+Aż mucha odurzona od tyla łoskotu,
+Widząc dwóch ludzi w progu broniących odwrotu,
+Rzuciła się z rospaczą pomiędzy ich lica;
+I tam za nia mignęła Wojskiego prawica:
+Raz tak był tęgi, że dwie odskoczyły głowy,
+Jak rozdarte piorunem dwie drzewa połowy;
+Uderzyły się mocno oboje w uszaki,
+Tak że obojgu sine zostały się znaki.
+
+Szczęściem nikt nieuważał, bo dotychczasowa
+Żywa, głośna, lecz dosyć porządna rozmowa,
+Zakończyła się nagłym wybuchem hałasu: --
+Jak strzelcy gdy na lisa zaciągną do lasu,
+Słychać gdzieniegdzie trzask drzew, strzały, psiarni granie,
+A wtém dojeżdżacz dzika ruszył niespodzianie,
+Dał znak, i wrzask powstaje w strzelców i psów tłuszczy,
+Jak gdyby się ozwały wszystkie drzewa puszczy;
+Tak dzieje się z rozmową: zwolna się pomyka,
+Aż natrafi na przedmiot wielki, jak na dzika.
+Dzikiem rozmów strzeleckich, był ów spór zażarty
+Rejenta z Assessorem o sławne ich charty.
+Krótko trwał, lecz zrobili wiele w jedną chwilę;
+Bo razem wyrzucili słów i obelg tyle,
+Że wyczerpnęli sporu zwyczajne trzy części,
+Przycinki, gniew, wyzwanie -- i szło już do pięści.
+
+Więc ku nim z drugiéj izby wszyscy się porwali,
+I tocząc się przeze drzwi nakształt bystréj fali,
+Unieśli młodą parę stojącą na progu,
+Podobną Janusowi, dwólicemu bogu.
+
+Tadeusz s Telimeną nim na skroniach włosy
+Poprawili, już groźne ucichły odgłosy,
+Szmer zmieszany ze śmiechem śród ciżby się szerzył,
+Nastąpił rozejm kłótni, kwestarz ją uśmierzył:
+Człowiek stary, lecz krępy i bardzo pleczysty.
+Właśnie kiedy Assessor podbiegł do Jurysty,
+Gdy już sobie gestami grozili szermierze,
+On raptem porwał obu s tyłu za kołnierze,
+I dwakroć uderzywszy głowy obie mocne
+Jedną o drugą jako jaja wielkonocne,
+Roskrzyżował ramiona nakształt drogoskazu
+I we dwa kąty izby rzucił ich od razu;
+Chwilę z rosciągnionemi stał w miejscu rękami,
+I Pax, pax, pax vobiscum krzyczał, pokój z wami!
+
+Zdziwiły się, zaśmiały nawet strony obie:
+Przez szacunek należny duchownéj osobie,
+Nieśmiano łajać mnicha; a po takiéj probie
+Nikt też niemiał ochoty zaczynać z nim zwadę,
+Zaś kwestarz Robak skoro uciszył gromadę,
+Widać było że wcale triumfu nieszukał,
+Ani groził kłótnikom więcéj, ani fukał;
+Tylko poprawił kaptur, i ręce za pasem
+Zatknąwszy, wyszedł cicho s pokoju.
+
+ Tym czasem
+Podkomorzy i Sędzia między dwiema strony
+Plac zajęli. Pan Wojski jakby przebudzony
+Z głębokiego dumania, na środek wystąpił,
+Obiegał zgromadzenie ognistą źrenicą,
+I gdzie szmer jeszcze słyszał, jak ksiądz kropielnicą,
+Tam uciszając machał swą placką ze skóry;
+Wreszcie podniosłszy trzonek s powagą do góry,
+Jak laskę marszałkowską, nakazał milczenie.
+
+Uciszcie się! powtarzał, miejcie też baczenie,
+Wy co jesteście pierwsi myśliwi w powiecie,
+Z gorszącéj kłótni waszéj co będzie? czy wiecie?
+Oto młodzież na któréj Ojczyzny nadzieje,
+Która ma wsławiać nasze ostępy i knieje,
+Która niestety, i tak zaniedbuje łowy,
+Może do ich wzgardzenia weźmie pochop nowy!
+Widząc, że ci co innym mają dać przykłady,
+Z łowów przynoszą tylko poswarki i zwady.
+Miejcie też wzgląd powinny dla mych włosów siwych;
+Bo znałem większych dawniéj niźli wy myśliwych,
+A sądziłem ich nieraz sądem polubownym.
+Któż był w lasach Litewskich Rejtanowi równym?
+Czy obławę zaciągnąć, czy spotkać się ze źwierzem,
+Kto z Białopiotrowiczem porówna się Jerzym?
+Gdzie jest dziś taki strzelec jak szlachcic Żegota,
+Co kulą s pistoletu w biegu trafiał kota?
+Terajewicza znałem, co idąc na dziki
+Niebrał nigdy innego oręża prócz piki!
+Budrewicza co chodził z niedźwiedziem w zapasy:
+Takich mężów widziały niegdyś nasze lasy!
+Jeśli do sporu przyszło, jakże spór godzili?
+Oto obrali sędziów, i zakład stawili.
+Ogiński sto włók lasu raz przegrał o wilka,
+Niesiołowskiemu borsuk kosztował wsi kilka!
+I wy Panowie pójdźcie za starych przykładem,
+I rostrzygnijcie spór wasz choć mniejszym zakładem.
+Słowo wiatr, w sporach słównych nigdy nie masz końca
+Szkoda ust dłużéj suszyć kłótnią o zająca;
+Więc polubownych sędziów najpierwéj obierzcie,
+A co wyrzekną, temu sumiennie zawierzcie.
+Ja uproszę Sędziego, ażeby niebronił
+Dojeżdżaczowi, choćby po pszenicy gonił;
+I tuszę że tę łaskę otrzymam od Pana:
+To wyrzekłszy, Sędziego ścisnął za kolana.
+
+«Konia, zawołał Rejent, stawię konia z rzędem,
+I opiszę się jeszcze przed ziemskim urzędem,
+Iż ten pierścień Sędziemu w salarium złożę.»
+-- «Ja, rzekł Assessor, stawię me złote obroże,
+Jaszczurem wykładane s kółkami ze złota,
+I smycz tkany jedwabny, którego robota
+Równie cudna jak kamień, co się na nim świeci.
+Chciałem ten sprzęt zostawić w dziedzictwie dla dzieci,
+Jeślibym się ożenił; ten sprzęt mnie darował
+Książe Dominik, kiedym z nim razem polował
+I z marszałkiem Sanguszką księciem, z jenerałem
+Mejenem, i gdy wszystkich na charty wyzwałem.
+Tam bezprzykładną w dziejach polowania sztuką,
+Uszczułem sześć zajęcy pojedynczą suką.
+Polowaliśmy wtenczas na Kupiskiém błoniu;
+Książe Radziwił niemógł dosiedzieć na koniu;
+Ssiadł, i objąwszy sławną mą charcicę kanię,
+Trzykroć jéj w samą głowę dał pocałowanie,
+A potém trzykroć ręką klasnąwszy po pysku,
+Rzekł, mianuję cię odtąd Księżną na Kupisku: --
+Tak Napoleon daje wodzom swoim księstwa,
+Od miejsc na których wielkie odnieśli zwycięstwa.
+
+ Telimena znudzona zbyt długiemi swary,
+Chciała wyjść na dziedziniec, lecz szukała pary,
+Wzięła koszyczek s kołka: «Panowie jak widzę,
+Chcecie zostać w pokoju, ja idę na rydze;
+Kto łaska, proszę za mną»: rzekła -- koło głowy
+Obwijając czerwony szal kaszemirowy;
+Córeczkę Podkomorstwa wzięła w jedna rękę,
+A drugą podchyliła do kostek sukienkę;
+Tadeusz milczkiem za nią na grzyby pośpieszył.
+
+Zamiar przechadzki bardzo Sędziego ucieszył,
+Widział sposób rozjęcia krzykliwego sporu,
+A więc krzyknął: Panowie, po grzyby do boru!
+Kto z najpiękniejszym rydzem do stołu przybędzie,
+Ten obok najpiękniejszéj Panienki usiędzie;
+Sam ją sobie wybierze. Jeśli znajdzie dama,
+Najpiękniejszego chłopca weźmie sobie sama.
+
+
+
+
+KSIĘGA TRZECIA.
+
+
+
+
+UMIZGI.
+
+
+TREŚĆ.
+
+ Wyprawa Hrabi na sad -- Tajemnicza nimfa gęsi pasie -- Podobieństwo
+ grzybo-brania do przechadzki cieniów elizeyskich -- Gatunki
+ grzybów -- Telimena w świątyni dumania -- Narady tyczące się
+ postanowienia Tadeusza -- Hrabia pejzażysta -- Tadeusza uwagi
+ malarskie nad drzewami i obłokami -- Hrabiego myśli o
+ sztuce -- Dzwon -- Bilecik -- Niedźwiedź Mospanie!
+
+
+
+Hrabia wracał do siebie lecz konia wstrzymywał,
+Głową coraz w tył kręcił, w ogród się wpatrywał;
+I raz mu się zdawało, że znowu z okienka
+Błysnęła tajemnicza, bieluchna sukienka,
+I coś lekkiego znowu upadło z wysoka,
+I przeleciawszy cały ogród w mgnieniu oka,
+Pomiędzy zielonemi świeciło ogórki:
+Jako promień słoneczny wykradłszy się s chmurki,
+Kiedy śród roli padnie na krzemienia skibę,
+Lub śród zielonéj łąki w drobną wody szybę.
+
+Hrabia ssiadł s konia, sługi odprawił do domu,
+A sam ku ogrodowi ruszył pokryjomu;
+Dobiegł wkrótce parkanu, znalazł w nim otwory,
+I wcisnął się pocichu, jak wilk do obory;
+Nieszczęściem trącił krzaki suchego agrestu.
+Ogrodniczka jak gdyby zlękła się szelestu,
+Oglądała się wkoło, lecz nic niespostrzegła;
+Przecież ku drugiéj stronie ogrodu pobiegła.
+A Hrabia bokiem, między wielkie końskie szczawie,
+Między liście łopuchu, na rękach, po trawie,
+Skacząc jak żaba, cichu, przyczołgał się blisko,
+Wytknął głowę, i ujrzał cudne widowisko.
+
+W téj części sadu, rosły tu i ówdzie wiśnie,
+Sród nich zboże, w gatunkach zmieszanych umyślnie:
+Pszenica, kukuruza, bob, jęczmień wąsaty,
+Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty.
+Domowemu to ptastwu, taki ochmistrzyni
+Wymyśliła ogródek: sławna gospodyni,
+Zwała się Kokosznicka, z domu Jendykowi --
+czówna; jéj wynalazek epokę stanowi
+W domowém gospodarstwie; dziś powszechnie znany,
+Lecz w owych czasach jeszcze za nowość podany,
+Przyjęty pod sekretem od niewielu osób,
+Nim go wydal kalendarz, pod tytułem! _Sposób
+Na jastrzębie i kanie, albo nowy środek
+Wychowywania drobiu_ -- był to ów ogródek.
+
+Jakoż zaledwie kogut co odprawia warty
+Stanie, i nieruchomie dzierżąc dziob zadarty,
+I głowę grzebieniastą pochyliwszy bokiem,
+Aby tém łacniéj w niebo mógł celować okiem,
+Dostrzeże wiszącego jastrzębia śród chmury;
+Krzyknie: zaraz w ten ogród chowają się kury,
+Nawet gęsi i pawie, i w nagłym przestrachu
+Gołębie gdy niemogą schronić się na dachu.
+
+Teraz w niebie żadnego niewidziano wroga,
+Tylko skwarzyła słońca letniego pożoga,
+Od niéj ptaki w zbożowym ukryły się lasku;
+Tamte leżą w murawie, te kąpią się w piasku.
+
+Sród ptaszych głów sterczały główki ludzkie małe,
+Odkryte; włosy na nich krótkie, jak len białe;
+Szyje nagie do ramion, a pomiędzy niemi
+Dziewczyna głową wyższa, z włosami dłuższemi;
+Tuż za dziećmi paw siedział, i piór swych obręcze
+Szeroko rosprzestrzenił w różnofarbną tęczę,
+Na któréj główki białe jak na tle obrasku,
+Rzucone w ciemny błękit, nabierały blasku,
+Obrysowane w koła kręgiem pawich oczu
+Jak wiankiem gwiazd, świeciły w zbożu jak w przezroczu
+Pomiędzy kukuruzy złocistemi laski,
+I angielska trawicą posrebrzaną w paski,
+I szczyrem koralowym, i zielonym ślazem,
+Których kształty i barwy mieszały się razem,
+Niby krata ze srebra i złota pleciona
+A powiewna od wiatru jak lekka zasłona.
+
+Nad gęstwą różnofarbnych kłosów i badylów
+Wisiała jak baldakim jasna mgła motylów,
+Zwanych babkami, których poczwórne skrzydełka
+Lekkie jak pajęczyna, przejrzyste juk szkiełka,
+Gdy w powietrzu zawisną zaledwo widome,
+I chociaż brzęczą, myślisz że są nieruchome.
+
+Dziewczyna powiewała podniesioną w ręku
+Szarą kitką, podobną do piór strusich pęku,
+Nią zdała się oganiać główki niemowlęce
+Od złotego motylów deszczu -- w drugiéj ręce
+Coś u niej rogatego, złocistego świeci,
+Zdaje się że naczynie do karmienia dzieci:
+Bo je zbliżała dzieciom do ust po kolei,
+Miało zaś kształt złotego rogu Amaltei.
+
+Tak zatrudniona, przecież obracała głowę
+Na pamiętne szelestem krzaki agrestowe,
+Niewiedząc, że napastnik już s przeciwnéj strony
+Zbliżył się czołgając jak wąż przez zagony;
+Aż wyskoczył z łopucha, spóyrzała, -- stał blisko,
+O cztery grzędy od niéj i kłaniał się nisko.
+Już głowę odwróciła i wzniosła ramiona,
+I zrywała się lecieć jak kraska spłoszona,
+I już lekkie jéj stopy wionęły nad liściem,
+Kiedy dzieci przelękłe podróżnego wniściem
+I ucieczką dziewczyny, wrzasnęły okropnie;
+Posłyszała, uczuła że jest nierostropnie
+Dziatwę małą, przelękłą i samą porzucić:
+Wracała wstrzymując się, lecz musiała wrócić,
+Jak niechętny duch, wróżka przyzwany zaklęciem;
+Przybiegła z najkrzykliwszém bawić się dziecięciem,
+Siadła przy niém na ziemi, wzięła je na łono,
+Drugie głaskała ręką i mową pieszczoną;
+Aż się uspokoiły, objąwszy w rączęta
+Jéj kolana i tuląc główki jak pisklęta
+Pod skrzydło matki. Ona rzekła: czy to pięknie
+Tak krzyczeć? czy to grzecznie? ten Pan was się zlęknie,
+Ten Pan nieprzyszedł straszyć, to nie dziad szkaradny,
+To gość, dobry Pan, patrzcie tylko jaki ładny.
+
+Sama spójrzała: Hrabia uśmiechnął się mile,
+I widocznie był wdzięczen jéj za pochwał tyle;
+Postrzegła się, umilkła, oczy opuściła,
+I jako róży pączek cała się spłoniła.
+
+W istocie był to piękny Pan; słusznej urody,
+Twarz miał pociągłą, blade lecz świeże jagody,
+Oczy modre, łagodne, włos długi, białawy;
+Na włosach, listki ziela i kosmyki trawy,
+Które Hrabia oberwał pełznąc przez zagony.
+Zieleniły się jako wieniec rospleciony.
+
+«O ty, rzekł, jakiémkolwiek uczczę cię imieniem,
+Bóstwem jesteś czy Nimfą, duchem czy widzeniem!
+Mów! własnali cię wola na ziemię sprowadza,
+Obcali więzi ciebie na padole władza?
+Ach domyślam się -- pewnie wzgardzony miłośnik
+Jaki Pan możny, albo opiekun zazdrośnik,
+W tym cię parku zamkowym jak zaklętą strzeże!
+Godna by o cię bronią walczyli rycerze.
+Byś została romansów heroiną smutnych!
+Odkryj mi Piękna tajnie twych losów okrutnych!
+Znajdziesz wybawiciela -- odtąd twém skinieniem,
+Jak rządzisz sercem mojém, tak rządź mém ramieniem.
+Wyciągnął ramie --
+
+ Ona z rumieńcem dziewiczym
+Ale z rozweseloném słuchała obliczém:
+Jak dziecie lubi widzieć obraski jaskrawe
+I w liczmanach błyszczących znajduje zabawę,
+Nim rozezna ich wartość, tak się słuch jéj piśsci
+Z dźwięcznemi słowy, których niepojęła treści.
+"Nakoniec zapytała: skąd tu Pan przychodzi?
+I czego tu po grzędach szuka Pan Dobrodziéj?
+
+Hrabia oczy ronstworzył, zmieszany, zdziwiony,
+Milczał; wreszcie zniżając swéj rozmowy tony,
+Przepraszam, rzekł, Panienko! widzę żem pomieszał
+Zabawy! ach przepraszam, jam właśnie pośpieszał
+Na śniadanie; już późno, chciałem na czas zdążyć,
+Panienka wié że drogą trzeba w koło krążyć,
+Przez ogród zdaje mi się jest do dworu prościej.
+Dziewczyna rzekła: tędy droga Jegomości;
+Tylko grząd psuć nietrzeba; tam między murawą
+Scieszka -- W lewo, zapytał Hrabia, czy na prawo?
+Ogrodniczka podniósłszy błękitne oczęta,
+Zdawała się go badać ciekawością zdjęta:
+Bo dom o tysiąc kroków widny jak na dłoni,
+A Hrabia drogi pyta? Ale Hrabia do niéj
+Chciał koniecznie coś mówić i szukał powodu
+Rozmowy-Panna mieszka tu? blisko ogrodu?
+Czy na wsi? jak to było, żem Panny we dworze
+Niewidział? czy niedawno tu? przyjezdna może?
+Dziewczę wstrząsnęło głową; -- Przepraszam Panienko,
+Czy nie tam pokój Panny, gdzie owe okienko?
+
+Myślił zaś w duchu, jeśli niejest Heroiną
+Romansów, jest młodziuchną, prześliczną dziewczyną,
+Zbyt często wielka dusza, myśl wielka ukryła
+W samotności, jak róża śród lasów roskwita;
+Dosyć ją wynieść na świat, postawić przed słońcem
+Aby widzów zdziwiła jasnych barw tysiącem!
+
+Ogrodniczka tymczasem powstała w milczeniu,
+Podniosła jedno dziécie źwisłe na ramieniu,
+Drugie wzięła za rękę, a kilkoro przodem
+Zaganiając jak gąski, szła dalej ogrodem.
+
+Odwróciwszy się rzekła -- czy też Pan niemoże
+Rozbiegłe moje ptastwo wpędzić nazad w zboże?
+-- Ja ptastwo pędzać? krzyknął Hrabia z zadziwieniem;
+Ona tymczasem znikła zakryta drzew cieniem.
+Chwilę jeszcze s szpaleru przez majowe zwoje
+Przeświecało coś na wskróś jakby oczu dwoje.
+
+Samotny Hrabia długo jeszcze stał w ogrodzie:
+Dusza jego jak ziemia po słońca zachodzie,
+Ostygała powoli, barwy brała ciemne:
+Zaczął marzyć, lecz sny miał bardzo nieprzyjemne.
+Zbudził się, sam niewiedząc, na kogo się gniewał;
+Niestety mało znalazł! nadto się spodziewał!
+Bo gdy zagonem pełznął ku owéj pasterce,
+Paliło mu się w głowie, skakało w nim serce;
+Tyle wdzięków w tajemnéj nimfie upatrywał,
+W tyle ją cudów ubrał, tyle odgadywał!
+Wszystko znalazł inaczéj: prawda że twarz ładną,
+Kibić miała wysmukłą, ale jak nieskładną!
+A owa pulchność liców i rumieńca żywość
+Malująca zbyteczną, prostacką szczęśliwość!
+Znak że myśl jeszcze drzémie, że serce nieczynne
+I owe odpowiedzi, tak wiejskie, tak gminne!
+Pocóż się łudzić, krzyknął, zgaduję, po czasie!
+Moja nimfa tajemna pono gęsi pasie!
+
+ Z Nimfy zniknieniem całe czarowne przezrocze
+Zmieniło się: te wstęgi, te kraty urocze
+Złote, srebrne, niestety! więc to była słoma?
+
+Hrabia z załamanemi poglądał rękoma
+Na snopek uwiązanej trawami mietlicy,
+Którą brał za pęk strusich piór w ręku dziewicy.
+Niezapomnial naczynia: złocista konewka,
+Ow rożek Amaltei, była to marchewka!
+Widział ją w ustach dziecka pożeraną chciwie:
+Więc było po uroku! po czarach! po dziwie!
+
+Tak chłopiec kiedy ujrzy cykoryi kwiaty
+Wabiące dłoń miękkiemi, lekkiemi bławaty,
+Chce je pieścić, zbliża się, dmuchnie, i s podmuchem
+Cały kwiat na powietrzu rozleci się puchem,
+A w ręku widzi tylku badacz zbyt ciekawy
+Nagą łodygę szarozielonawéj trawy.
+
+Hrabia wcisnął na oczy kapelusz i wracał
+Tamtędy kędy przyszedł, ale drogę skracał,
+Stąpając po jarzynach, kwiatach i agreście,
+Aż przeskoczywszy parkan odetchnął nareście!
+Przypomniał że dziewczynie mówił o śniadaniu;
+Może już wszyscy wiedzą o jego spotkaniu
+W ogrodzie, blisko domu? może szukać wyślą?
+Postrzegli że uciekał? kto wié co pomyślą?
+Więc wypadało wrócić. Chyląc się u płotów
+Około miedz i zielska, po tysiącach zwrotów
+Rad był przecież że wyszedł w końcu na gościniec,
+Który prosto prowadził na dworski dziedziniec.
+Szedł przy płocie a głowę odwracał od sadu
+Jak złodziej od spichlerza, aby niedać śladu
+Że go myśli nawiedzić, albo już nawiedził.
+Tak Hrabia był ostróżny choć go nikt nieśledził;
+Patrzył w stronę przeciwną ogrodu, na prawo.
+
+Był gaj zrzadka zarosły, wysłany murawą,
+Po jéj kobiercach, na wskroś białych pniów brzozowych,
+Pod namiotem obwisłych gałęzi majowych,
+Snuło się mnóstwo kształtów, których dziwne ruchy,
+Niby tańce, i dziwny ubiór: istne duchy
+Błądzące po księżycu. Tamci w czarnych, ciasnych,
+Ci w długich, rospuszczonych szatach, jak śnieg jasnych;
+Tamten pod kapeluszem jak obręcz szerokim,
+Ten z gołą głową; inni jak gdyby obłokiem
+Obwiani, idąc, na wiatr puszczają zasłony
+Ciągnące się za głową, jak komet ogony.
+Każdy w innéj postawie: ten przyrosł do ziemi,
+Tylko oczyma kręci nu dół spuszczonemi,
+Ów patrząc wprost przed siebie, niby senny kroczy
+Jak po linie, ni wprawo, ni w lewo niezboczy;
+Wszyscy zaś ciągle w różne schylają się strony
+Aż do ziemi, jak gdyby wybijać pokłony.
+Jeżeli się przybliżą albo się spotkają,
+Ani mówią do siebie, ani się witają,
+Głęboko zadumani, w sobie pogrążeni.
+Hrabia widział w nich obraz Elizejskich cieni.
+Które chociaż boleściom, troskom niedostępne,
+Błąkają się spokojne, ciche, lecz posępne.
+
+Któżby zgadnął że owi, tak mało ruchomi,
+Owi milczący ludzie, są nasi znajomi?
+Sędziowscy towarzysze! z hucznego śniadania
+Wyszli na uroczysty obrzęd grzybo-brania:
+Jako ludzie rozsądni, umieją miarkować
+Mowy i ruchy swoje, aby je stosować
+W każdéj okoliczności do miejsca i czasu.
+Dla tego, nim ruszyli za Sędzią do lasu,
+Wzięli postawy, tudzież obiory odmienne,
+Służące do przechadzki opończe płócienne
+Któremi osłaniają po wierzchu kontusze,
+A na głowy słomianne wdziali kapelusze,
+Stąd biali wyglądają, jak czyscowe dusze.
+Młodzież także przebrana, oprócz Telimeny
+I kilku po francusku chodzących.
+
+ Téj sceny
+Hrabia niepojął, nieznał wiejskiego zwyczaju,
+Więc zdziwiony nieźmiernie biegł pędem do gaju.
+
+Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice,
+Tyle w pieśniach litewskich sławione _lisice_,
+Co są godłem panieństwa: bo czerw ich niezjada
+I dziwna, żaden owad na nich nieusiada.
+Panienki za wysmukłym gonią _borowikiem_
+Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem.
+Wszyscy dybią na _rydza_; ten wzrostem skromniejszy
+I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,
+Czy świeży, czy solony, czy jesiennéj pory,
+Czy zimą. Ale Wojski zbierał _muchomory_.
+
+Inne pospólstwo grzybów pogardzone w braku
+Dla szkodliwości albo niedobrego smaku,
+Lecz niesą bez użytku, one zwierza pasą.
+I gniazdem są owadów i gajów okrasą.
+Na zielonym obrusie łąk, jako szeregi
+Naczyń stołowych sterczą: tu s krągłemi brzegi
+_Surojadki_ srebrzyste, żółte i czerwone,
+Niby czareczki rożném winem napełnione;
+_Koźlak_ jak przewrócone kubka dno wypukłe,
+_Lejaki_ jako szampańskie kieliszki wysmukłe,
+_Bielaki_ krągłe, białe, szerokie i płaskie,
+Jakby mlekiem nalane filiżanki saskie,
+I kulista, czarniawym pyłkiem napełniona
+_Purchawka_, jak pieprzniczka -- zaś innych imiona
+Znane tylko w zajęczym, lub wilczym języku,
+Od ludzi nieochrzczone; a jest ich bez liku.
+Ni wilczych ni zajęczych nikt dotknąć nieraczy,
+A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy,
+Zagniewany, grzyb złamie, albo nogą kopnie;
+Tak szpecąc trawię, czyni bardzo nierostropnie.
+
+Telimena ni wilczych, ni ludzkich niezbiera,
+Rostargniona, znudzona, do koła spoziera,
+Z głową w górę zadartą. Więc Pan Rejent w gniewie
+Mówił o niéj, że grzybów szukała na drzewie;
+Assessor ją złośliwiej, równał do samicy,
+Która miejsca na gniazdo szuka w okolicy.
+
+Jakoż zdała się szukać samotności, ciszy,
+Oddalała się zwolna od swych towarzyszy,
+I szła lasem na wzgórek pochyło wyniosły,
+Ocieniony, bo drzewa gęściéj na nim rosły.
+Wśrodku szarzał się kamień; strumień s pod kamienia
+Szumiał, tryskał, i zaraz, jakby szukał cienia
+Chował się między gęste i wysokie zioła,
+Które wodą pojone bujały do koła;
+Tam ów bystry swawolnik spowijany w trawy
+I liściem podesłany, bez rucha, bez wrzawy,
+Niewidzialny i ledwie dosłyszany szepce,
+Jako dziecię krzykliwe złożone w kolebce,
+Gdy matka nad niém zwiąże firanki majowe
+I liścia makowego nasypie pod głowę:
+Miejsce piękne i ciche, tu się często schrania
+Telimena, zowiąc je _Świątynią dumania_.
+
+Stanąwszy nad strumieniem, rzuciła na trawnik
+Z ramion, swój szal powiewny, czerwony jak krwawnik,
+I podobna pływaczce, która do kąpieli
+Zimnéj schyla się, nim się zanurzyć ośmieli,
+Klęknęła i powoli chyliła się bokiem;
+Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem,
+Upadła nań i cała wzdłuż się rospostarła,
+Łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła,
+Z głową na dół skłoniona; na dole o głowy,
+Błysnął francuskiéj książki papier welinowy;
+Nad alabastrowemi stronicami księgi,
+Wiły się czarne pukle i różowe wstęgi.
+
+W szmaragdzie bujnych traw, na krwawnikowym szalu,
+W sukni długiéj, jak gdyby w powłoce koralu,
+Od któréj odbijał się włos z jednego końca,
+Z drugiego czarny trzewik; po bokach błyszcząca
+Śnieżną pończoszką, chustką, białością rąk, lica,
+Wydawała się zdała jak pstra gąsienica,
+Gdy wpełźnie na zielony liść klonu.
+
+ Niestety!
+Wszystkie tego obrazu wdzięki i zalety,
+Darmo czekały znawców, nikt niezważał na nie,
+Tak mocno zajmowało wszystkich grzybobranie
+Tadeusz przecież zważał i w bok strzelał okiem,
+I nieśmiejąc iść prosto, przysuwał się bokiem:
+Jak strzelec gdy w ruchoméj, gałęzistéj szopie,
+Usiadłszy na dwóch kołach, podjeżdża na dropie,
+Albo na siewki idąc, przy koniu się kryje,
+Strzelbę złoży na siodle lub pod końską szyję,
+Niby to bronę włóczy, niby idzie miedzą,
+A coraz się przybliża kędy ptaki siedzą;
+Tak skradał się Tadeusz.
+
+ Sędzia czaty zmieszał
+I przeciąwszy mu drogę, do źródła pośpieszał.
+Z wiatrem igrały białe poły szarafana,
+I wielka chustka w pasie końcem uwiązana;
+Słomiany, podwiązany kapelusz, od ruchu
+Nagłego chwiał się z wiatrem jako liść łopuchu,
+Spadając to na barki, to znowu na oczy;
+W ręku ogromna laska: tak Pan Sędzia kroczy.
+Schyliwszy się i ręce obmywszy w strumieniu,
+Usiadł przed Telimeną na wielkim kamieniu,
+I wsparłszy się oburącz na gałkę słoniową
+Trzciny ogromnéj, s taką ozwał się przemową.
+
+Widzi Aśćka od czasu jak tu u nas gości
+Tadeuszek, niemało mam niespokojności;
+Jestem bezdzietny, stary; ten dobry chłopczyna,
+Wszakto moja na świecie pocięcha jedyna,
+Przyszły dziedzic fortunki mojéj. Z łaski nieba
+Zostawię mu kęs niezły szlacheckiego chleba;
+Już mu też czas obmyśleć los, postanowienie:
+Ale zważajno Aśćka moje utrapienie!
+Wiesz że Pan Jacek brat mój, Tadeusza ociec
+Dziwny człowiek, zamiarów jego trudno dociec,
+Niechce wracać do kraju, Bóg wié gdzie się kryje,
+Nawet niechęć synowi oznajmić że żyje,
+A ciągle nim zarządza. Naprzód w legiony
+Chciał go posyłać; byłem okropnie zmartwiony.
+Potem zgodził się przecie by w domu pozostał
+I żeby się ożenił. Jużbyć żony dostał;
+Partyę upatrzyłem; nikt z obywateli
+Niewyrówna z imienia ani z parenteli
+Podkomorzemu; jego starsza córka Anna
+Jest na wydaniu, piękna i posażna Panna.
+Chciałem zagaić. -- Na to Telimena zbladła,
+Złożyła książkę, wstała nieco i usiadła.
+
+Jak Mamę kocham, rzekła, czy to Panie bracie
+Jest w tém sens jaki, czy wy Boga w sercu macie?
+To myślisz Tadeusza zostać Dobrodziejem,
+Jeśli młodego chłopca zrobisz grykosiejem!
+Świat mu zawiążesz! wierz mi, kląć was kiedyś będzie!
+Zakopać taki talent w lasach i na grzędzie!
+Wierz mi, ile poznałam, pojętne to dziecie,
+Warto, żeby na wielkim przetarło się świecie;
+Dobrze brat zrobi gdy go do stolicy wyśle;
+Naprzykład do Warszawy? lub wié brat co myślę,
+Żeby do Peterburka? Ja pewnie téj zimy
+Pojadę tam dla sprawy; razem ułożymy
+Co zrobić s Tadeuszem; znam tam wiele osób,
+Mam wpływy: to najlepszy kreacyi sposób.
+Za mą pomocą znajdzie wstęp w najpierwsze domy,
+A kiedy będzie ważnym osobom znajomy,
+Dostanie urząd, order; wtenczas niech porzuci
+Służbę, jeżeli zechce, niech do domu wróci,
+Mając już i znaczenie i znajomość świata.
+I cóż brat myśli o tem? -- Jużci w młode lala,
+Rzekł Sędzia, nieźle chłopcu trochę się przewietrzyć,
+Obejrzeć się na świecie, między ludźmi przetrzéć;
+Ja za młodu niemało świata objechałem,
+Byłem w Piotrkowie, w Dobnie, to za trybunałem
+Jadąc jako palestrant, to własne swe sprawy
+Forytując, jeździłem nawet do Warszawy.
+Człek niemało skorzystał! chciałbym i synowca
+Wysłać pomiędzy ludzie, prosto jak wędrowca,
+Jak czeladnika który terminuje lata
+Ażeby nabył trochę znajomości świata.
+Nie dla rang, ni orderów! proszę uniżenie,
+Ranga moskiewska, order, cóż to za znaczenie?
+Któryż to z dawnych Panów, ba nawet dzisiejszych,
+Między szlachtą w powiecie nieco zamożniejszych,
+Dba o podobne fraszki; przecież są w estymie
+U ludzi, bo szanujem w nich ród, dobre imie,
+Albo urząd, lecz ziemski, przyznany wyborem
+Obywatelskim, nie zaś czyimś tam faworem. --
+
+Telimena przerwała: «Jeśli brat tak myśli,
+Tém lepiej, więc go jako wojażom wyślij.»
+
+Widzi siostra, rzekł Sędzia, skrobiąc smutnie głoę,
+Chciałbym bardzo, cóż kiedy mam trudności nowe!
+Pan Jacek niewypuszcza z opieki swéj syna,
+I przysłał mi tu właśnie na kark Bernardyna
+Robaka, który przybył s tamtéj strony Wisły,
+Przyjaciel brata, wszystkie wié jego zamysły;
+A wiec o Tadeusza już wyrzekli losie,
+I chcą by się ożenił, aby pojął Zosię,
+Wychowankę Wać Pani; oboje dostaną,
+Oprócz fortunki mojéj, z łaski Jacka wiano
+W kapitałach; wiesz Aśćka że ma kapitały
+I z łaski jego mam też fundusz prawie cały,
+Ma więc prawo rozrządzać -- Aśćka pomyśl o tém
+Żeby się to zrobiło najmniejszym kłopotem;
+Trzeba ich s sobą poznać. Prawda, bardzo młodzi,
+Szczególnie Zosia mała, leci to nic nieszkodzi;
+Czasby już Zośkę wreszcie wydobyć z zamknięcia,
+Bo wszakci to już pono wyrasta z dziecięcia.
+
+Telimena zdziwiona i prawie wylękła,
+Podnosiła się coraz, na szalu uklękła,
+Zrazu słuchała pilnie, potém dłoni ruchem
+Przeczyła, ręką żwawo wstrząsając nad uchem,
+Odpędzając jak owad nieprzyjemne słowu
+Na powrót w usta mówcy --
+
+ «A! A! to rzecz nowa!
+Czy to Tadeuszowi szkodzi czy nieszkodzi,
+Rzekła z gniewem, sądź o tém sam W Pan Dobrodziéj,
+Mnie nic do Tadeusza, sami o nim radźcie,
+Zróbcie go ekonomem, lub w karczmie posadźcie,
+Niech szynkuje lub z lasu niech zwierzynę znosi:
+Z nim sobie co zechcecie zróbcie; lecz do Zosi?
+Co Wać Państwu do Zosi? ja jéj ręką rządzę,
+Ja sama. Że Pan Jacek dawał był pieniądze
+Na wychowanie Zosi i że jéj wyznaczył
+Małą pensyjkę roczną, więcéj przyrzec raczył;
+Toć jej jeszcze niekupił. Z resztą Państwo wiecie,
+I dotąd jeszcze o tém wiadomo na świecie,
+Że hojność Państwa dla nas nie jest bez powodu,
+Winni coś Soplicowie dla Horeszków rodu.»
+(Téj części mowy Sędzia słuchał z niepojętém
+Pomieszaniem, żałością i widocznym wstrętem;
+Jakby lękał się reszty mowy, głowę skłonił,
+I ręką potakując, mocno się zapłonił.)
+
+Telimena kończyła: byłam jéj piastunką,
+Jestem krewną, jedyną Zosi opiekunką.
+Nikt oprócz mnie niebędzie myślił o jéj szczęściu --
+A jeśli ona szczęście znajdzie w tém zamęściu?
+Rzekł Sędzia, wzrok podnosząc; jeśli Tadeuszka
+Podoba? -- Czy podoba? to na wierzbie gruszka;
+Podoba, niepodoba, a to mi rzecz ważna!
+Zosia niebędzie, prawda, partya posażna,
+Ale też niejest z lada wsi, lada szlachcianka,
+Idzie z Jaśnie Wielmożnych, jest Wojewodzianka,
+Rodzi się z Horeszkówny; małżonka dostanie!
+Staraliśmy się tyle o jéj wychowanie!
+Chybaby tu zdziczała -- Sędzia pilnie słuchał
+Patrząc w oczy; zdało się że się udobruchał,
+Bo rzekł dosyć wesoło: no to i cóż robić,
+Bóg widzi, szczérze chciałem interessu dobić;
+Tylko bez gniewu, jeśli Aśćka się niezgodzi,
+Aśćka ma prawo; smutno -- gniewać się nie godzi;
+Radziłem bo brat kazał, nikt tu nieprzymusza;
+Gdy Aśćka rekuzuje Pana Tadeusza,
+Odpisuję Jackowi że nie z mojéj winy,
+Niedojdą Tadeusza z Zosią zaręczyny.
+Teraz sam będę radzić; pono s Podkomorzym
+Zagaimy swatostwo i resztę ułożym.
+
+Przez ten czas Telimena ostygła z zapału:
+«Ja nie nierekuzuję, braciszku, pomału!
+Sam mówiłeś że jeszcze za wcześnie -- zbyt młodzi --
+Rospatrzmy się, czekajmy, nic to niezaszkodzi,
+Poznajmy s sobą Państwa młodych; będziem zważać,
+Niemożna szczęścia drugich tak na traf narażać:
+Ostrzegam tylko wcześnie, niech brat Tadeusza
+Nienamawia, kochać się w Zosi nieprzymusza,
+Bo serce niejest sługa, niezna co to pany,
+I nieda się przemocą okuwać w kajdany. --
+
+Zaczém Sędzia powstawszy odszedł zamyślony;
+Pan Tadeusz s przeciwnéj przybliżył się strony.
+Udając że szukanie grzybów tam go zwabia;
+W tymże kierunku zwolna posuwa się Hrabia.
+
+Hrabia podczas Sędziego sporów s Telimeną
+Stał za drzewami, mocno zdziwiony tą sceną;
+Dobył s kieszeni papier i ołówek, sprzęty
+Które zawsze miał s sobą, i na pień wygięły
+Rospiąwszy kartkę, widać że obraz malował,
+Mówiąc sam s sobą: Jakbyś umyślnie grupował,
+Ten na głazie, ta w trawie, grupa malownicza!
+Głowy charakterowe! s kontrastem oblicza!
+
+Podchodził, wstrzymywał się, lornetkę przecierał,
+Oczy chustką obwiewał i coraz spozierał --
+Miałożby to cudowne, śliczne widowisko
+Zginąć albo zmienić się gdy podejdę blisko?
+Ten aksamit traw, będzież to mak i botwinie?
+W Nimfie téj czyż obaczę jaką ochmistrzynię?
+
+ Choć Hrabia Telimenę już dawniej widywał
+W domu Sędziego, w którym dosyć często bywał,
+Lecz mało ją uważał; zadziwił się z razu,
+Rozeznając w niéj model swojego obrazu.
+Miejsca piękność, postawy wdzięk i gust ubrania,
+Zmieniły ją, zaledwo była do poznania.
+W oczach świeciły jeszcze niezagasłe gniewy;
+Twarz ożywiona wiatru świeżemi powiewy,
+Sporem s Sędzią i nagłym przybyciem młodzieńców,
+Nabrała mocnych, żywszych niż zwykłe rumieńców.
+
+Pani, rzekł Hrabia, racz méj śmiałości darować,
+Przychodzę i przepraszać i razem dziękować.
+Przepraszać, że jéj kroków śledziłem ukradkiem;
+I dziękować, że byłem jéj dumania świadkiem;
+Tyle ją obraziłem! winienem jéj tyle!
+Przerwałem chwilę dumań: winienem ci chwile
+Natchnienia! chwile błogie! potępiaj człowieka,
+Ale sztukmistrz twojego przebaczenia czeka!
+Na wielem się odważył, na więcéj odważę!
+Sądź! tu ukląkł i podał swoje peizaże.
+
+ Telimena sądziła malowania próby
+Tonem grzecznéj lecz sztukę znającéj osoby;
+Skąpa w pochwały lecz nieszczędziła zachętu,
+Brawo, rzekła, winszuję, niemało talentu.
+Tylko Pan niezaniedbuj; szczególniéj potrzeba
+Szukać pięknéj natury! O szczęśliwe nieba
+Krajów włoskich! różowe Cezarów ogrody!
+Wy klassyczne Tyburu spadające wody!
+I straszne Pauzylipu skaliste wydroże!
+To Hrabio kraj malarzów! u nas żal się Boże.
+Dziecko muz w Soplicowie oddane na mamki
+Umrze pewnie. Mój Hrabio, oprawię to w ramki,
+Albo w Album umieszczę do rysunków zbiorku,
+Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biorku.
+
+Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach,
+Morskich szumach, i wiatrach wonnych, i skał sczytach,
+Mieszając tu i ówdzie, podróżnych zwyczajem,
+Śmiéch i urąganie się nad oyczystym krajem.
+
+A przecież w około nich ciągnęły się lasy
+Litewskie! tak poważne, i tak pełne krasy! --
+Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem,
+Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem,
+Leszczyna jak menada z zielonemi berły,
+Ubranemi jak w grona, w orzechowe perły;
+A niżéj dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin,
+Ożyna czarne usta tuląca do malin.
+Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce,
+Jak do tańca stojące panny i młodzieńce,
+W koło pary małżonków. Stoi pośród grona
+Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona
+Wysmukłością kibici i barwy powabem,
+Brzoza biała, kochanka, z małżonkiem swym grabem,
+A daléj jakby starce na dzieci i wnuki
+Patrzą, siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki,
+Tam matrony topole, i mechami brodaty
+Dąb włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty,
+Wspiera się jak na grobów połamanych słupach,
+Na dębów, przodków swoich skamieniałych trupach.
+
+Pan Tadeusz kręcił się nudząc niepomału
+Długą rozmową, w któréj niemogł brać udziału;
+Aż gdy zaczęto sławić cudzoziemskie gaje,
+I wyliczać s kolei wszystkich drzew rodzaje:
+Pomarańcze, cyprysy, oliwki, migdały,
+Kaktusy, aloesy, mahonie, sandały,
+Cytryny, bluszcz, orzechy włoskie, nawet figi,
+Wysławiające ich kształty, kwiaty i łodygi,
+Tadeusz nieprzestawał dąsać się i zżymać,
+Nakoniec niemógł dłużéj od gniewu wytrzymać.
+
+Był on prostak, lecz umiał czuć wdzięk przyrodzenia,
+I patrząc w las ojczysty, rzekł pełen natchnienia:
+«Widziałem w botanicznym Wileńskim ogrodzie,
+Owe sławione drzewa rosnące na wschodzie
+I na południu, w owéj pięknéj Włoskiej ziemi;
+Któreż równać się może z drzewami naszemi?
+Czy aloes z długiemi jak konduktor pałki?
+Czy cytryna karlica z złocistemi gałki?
+Z liściem lakierowanym krótka i pękata,
+Jako kobieta mała, brzydka, lecz bogata?
+Czy zachwalony cyprys długi, cienki, chudy!
+Co zdaje się być drzewem nie smutku lecz nudy;
+Mówią że bardzo smutnie wygląda na grobie,
+Jest to jak lokaj niemiec we dworskiéj żałobie,
+Nieśmiejący rąk podnieść, ani głowy skrzywić,
+Aby się etykiecie niczém niesprzeciwić.
+
+Czyż nie piękniejsza nasza, poczciwa brzezina,
+Która, jako wieśniaczka kiedy płacze syna
+Lub wdowa męża, ręce załamie, rostoczy
+Po ramionach do ziemi strumienie warkoczy!
+Niema z żalu, postawą jak wymownie szlocha!
+Czemuż Pan Hrabia, jeśli w malarstwie się kocha,
+Niemaluje drzew naszych pośród których siedzi?
+Prawdziwie, będą s Pana żartować sąsiedzi,
+Ze mieszkając na żyznéj Litewskiéj równinie,
+Malujesz tylko jakieś skały i pustynie.
+
+Przyjacielu, rzekł Hrabia! piękne przyrodzenie
+Jest formą, tłem, materyą, a duszą natchnienie
+Które na wyobraźni unosi się skrzydłach,
+Poleruje się gustem, wspiera na prawidłach.
+Niedość jest przyrodzenia, niedosyć zapału,
+Sztukmistrz musi ulecieć w sfery ideału!
+Niewszystko co jest piękne wymalować da się!
+Dowiesz się o tém wszysykiem s książek w swoim czasie.
+Co się tycze malarstwa: do obrazu trzeba
+Punktów widzenia, grupy, ansemblu i nieba,
+Nieba włoskiego! stąd też w kunszcie peizażów,
+Włochy były, są, będą, ojczyzną malarzów.
+Stąd też oprócz Brejgela, lecz nie Van der Helle
+Ale pejzażysty (bo są dwaj Brejgele)
+J oprócz Ruisdalla, na całéj północy
+Gdzież był pejzażysta który pierwszéj mocy?
+Niebios, niebios potrzeba. -- Nasz malarz Orłowski,
+Przerwała Telimena, miał gust Soplicowski.
+(Trzeba wiedzieć że to jest Sopliców choroba,
+Ze im oprócz Ojczyzny nic się niepodoba)
+Orłowski który życie strawił w Peterburku,
+Sławny malarz, (mam jego kilka szkiców w biórku)
+Mieszkał tuż przy Cesarzu, na dworze, jak w raju,
+A nieuwierzy Hrabia jak tęsknił po kraju,
+Lubił ciągle wspominać swéj młodości czasy,
+Wystawiał wszystko w Polszcze: ziemię, niebo, lasy...
+
+I miał rozum, zawołał Tadeusz z zapałem:
+Te państwa niebo Włoskie, jak o niém słyszałem,
+Błękitne, czyste, wszak to jak zamarzła woda;
+Czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda?
+U nas dość głowę podnieść, ileż to widoków!
+Ileż scen i obrazów s saméj gry obłoków!
+Bo każda chmura inna: na przykład jesienna
+Pełźnie jak żółw leniwa, ulewą brzemienna,
+I z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi
+Jak rozwite warkocze, to są deszczu strugi.
+Chmura z gradem, jak balon szybko z wiatrem leci
+Krągła, ciemno-błękitna, w środku żółto świeci,
+Szum wielki słychać w koło: nawet te codzienne,
+Patrzcie Państwo, te białe chmurki, jak odmienne!
+Z razu jak stada dzikich gęsi lub łabędzi,
+A s tyłu wiatr jak sokół do kupy je pędzi:
+Ściskają się, grubieją, rosną, nowe dziwy!
+Dostają krzywych karków, rospuszczają grzywy,
+Wysuwają nóg rzędy, i po niebios sklepie
+Przelatują jak tabun rumaków po stepie:
+Wszystkie białe jak srebro, zmieszały się -- nagle
+Z ich karków rosną maszty, z grzyw szerokie żagle,
+Tabun zmienia się w okręt i wspaniale płynie
+Cicho, zwolna, po niebios błękitnéj równinie!
+
+ Hrabia i Telimena poglądali w górę;
+Tadeusz jedną ręką pokazał im chmurę,
+A drugą ścisnął zlekka rączkę Telimeny;
+Kilka już upłynęło minut cichéj sceny;
+Hrabia rozłożył papier na swym kapieluszu,
+I wydobył ołówek: wtem przykry dla uszu
+Odezwał się dzwon dworski, i zaraz śród lasu
+Głuchego, pełno było krzyku i hałasu.
+
+Hrabia kiwnąwszy głową, rzekł poważnym tonem:
+Tak to na świecie wszystko los zwykł kończyć dzwonem.
+Rachunki myśli wielkiéj, plany wyobraźni,
+Zabawki niewinności, uciechy przyjaźni,
+Wylania się serc czułych! gdy śpiż zdala ryknie,
+Wszystko miesza się, zrywa, mąci się i niknie!
+Tu obróciwszy czuły wzrok ku Telimenie,
+«Cóż zostaje?» a ona mu rzekła: «wspomnienie»
+I chcąc Hrabiego nieco ułagodzić smutek,
+Podała mu urwany kwiatek niezabudek.
+Hrabia go ucałował i na pierś przyśpilał,
+Tadeusz z drugiej strony krzak ziela roschylał,
+Widząc że się ku niemu tém zielem przewija
+Coś białego, była to rączka jak lilija:
+Pochwycił ją, całował, i usty po cichu
+Utonął w niéj jak pszczoła w lilii kielichu;
+Uczuł na ustach zimno; znalazł klucz i biały
+Papier w trąbkę zwiniony, był to listek mały;
+Porwał, schował w kieszenie, niewié co klucz znaczy,
+Lecz mu to owa biała kartka wytłumaczy.
+
+Dzwon wciąż dzwonił, i echem i głębi cichych lasów
+Odezwało się tysiąc krzyków i hałasów;
+Odgłos to był szukania i nawoływania,
+Hasło zakończonego na dziś grzybo-brania,
+Odgłos nie smutny wcale, ani pogrzebowy
+Jak się Hrabiemu zdało, owszem obiadowy.
+Dzwon ten w każde południe krzyczący s poddasza,
+Gości i czeladź domu na obiad zaprasza:
+Tak było w dawnych licznych dworach we zwyczaju,
+I zostało się w domu Sędziego. Więc z gaju
+Wychodziła gromada niosąca krobeczki,
+Koszyki, uwiązane końcami chusteczki,
+Pełne grzybów; a panny w jednym ręku niosły
+Jako wachlarz zwiniony, _borowik_ rozrosły,
+W drugim związane razem, jakby polne kwiatki
+_Opieńki_, i rozlicznéj barwy _Surojadki_.
+Wojski miał muchomora. S próżnemi przychodzi
+Rękami Telimena, z nią Panicze młodzi.
+
+Goście weszli w porządku i stanęli kołem:
+Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem,
+Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,
+Idąc kłaniał się starcom, damom i młodzieży.
+Obok stał kwestarz; Sędzia tuż przy bernardynie.
+Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie,
+Podano w kolej wódkę, zaczem wszyscy siedli,
+I chołodziec litewski, milczkiem, żwawo jedli.
+
+Obiadowano ciszéj niż się zwykle zdarza,
+Nikt niegadał pomimo wezwań gospodarza.
+Strony biorące udział w wielkiéj o psów zwadzie
+Myśliły o jutrzejszéj walce i zakładzie;
+Myśl wielka zwykle usta do milczenia zmusza.
+Telimena mówiąca wciąż do Tadeusza,
+Musiała ku Hrabiemu nieraz się się odwrócić,
+Nawet na Assessora nieraz okiem rzucić:
+Tak ptasznik patrzy w sidło kędy szczygły zwabia
+I razem w pastkę wróblą. Tadeusz i Hrabia
+Obadwa radzi s siebie, obadwa szczęśliwi,
+Oba pełni nadziei, więc niegadatliwi.
+Hrabia na kwiatek dumne opuszczał wejrzenie
+A Tadeusz ukradkiem spozierał w kieszenie
+Czy ów kluczyk nieuciekł, ręką nawet chwytał
+I kręcił kartkę której dotąd nieprzeczytał.
+Sędzia Podkomorzemu węgrzyna, szampana
+Dolewał, służył pilnie, ściskał za kolana,
+Ale do rozmawiania z nim niemiał ochoty
+I widać, że czuł jakieś tajemne kłopoty.
+
+Przemijały w milczeniu talerze i dania:
+Przerwał nareszcie nudny tok obiadowania
+Gość niespodziany, szybko wpadając gajowy;
+Niezważał nawet że czas właśnie obiadowy,
+Podbiegł do Pana; widać s postawy i z miny
+Że ważnéj, i niezwykłéj jest posłem nowiny.
+Ku niemu oczy całe zwróciło zebranie.
+On odetchnąwszy nieco, rzekł: Niedźwiedź Mospanie!
+Resztę wszyscy odgadli; że zwierz z _matecznika_
+Wyszedł, że w Zaniemieńską puszczę się przemyka,
+Że go trzeba wnet ścigać, wszyscy wraz uznali,
+Choć ani się radzili, ani namyślali --
+Spólną myśl widać było z uciętych wyrazów,
+Z gestów żywych, z wydanych rozlicznych roskazów,
+Które wychodząc tłumnie, razem z ust tak wielu
+Dążyły przecież wszystkie do jednego celu.
+
+Na wieś! zawołał Sędzia, hej konno, setnika,
+Jutro na brzask obława, lecz na ochotnika;
+Kto wystąpi z osczepem, temu z robocizny
+Wytrącić dwa szarwarki i pięć dni pańszczyzny.
+
+Wskok, krzyknął Podkomorzy, okulbaczyć siwą,
+Dobiedz w cwał do mojego dwom; wziąć co żywo
+Dwie pijawki, które w całej okolicy słyną,
+Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Strapczyną;
+Zakneblować im pyski, zawiązać je w miechu
+J przystawić ie tutaj konno dla pośpiechu.
+«Wańka! krzyknął na chłopca Assessor po rusku,
+Tasak mój Sanguszkówski pociągnąć na brusku:
+Wiesz, tasak co od Księcia miałem w podarunki;
+Pas opatrzyć, czy kula jest w każdym ładunku.
+«Strzelby, krzyknęli wszyscy, mieć na pogotowiu.
+Assessor wołał ciągle ołowiu, ołowiu!
+Formę do kul nam w torbie. -- Do Księdza Plebana
+Dać znać, dodał Pan Sędzia, żeby jutro zrana
+Mszę miał w kaplicy leśnéj; króciuchna offerta
+Za myśliwych, msza zwykła świętego Huberta.
+
+Po wydanych roskazach nastało milczenie;
+Każdy dumał i rzucał do koła wejrzenie,
+Jak gdyby kogoś szukał; zwolna wszystkich oczy
+Sędziwa twarz Wojskiego ciągnie i jednoczy:
+Znak to był że szukają na przyszłą wyprawę
+Wodza, i że Wojskiemu oddają buławę.
+Wojski powstał, zrozumiał towarzyszów wolę,
+I uderzywszy ręką poważnie po stole,
+Pociągnął złocistego z zanadrza łańcuszka,
+Na którym wisiał gruby zegarek jak gruszka.
+Jutro rzekł, pół do piątéj, przy leśnéj kaplicy
+Stawią się bracia strzelcy, wiara obławnicy.
+
+ Rzekł i ruszył od stołu, za nim szedł gajowy;
+Oni obmyślić mają i urządzić łowy.
+
+Tak wodze gdy na jutro bitwę zapowiedzą,
+Żołnierze po obozie broń czyszczą i jedzą,
+Lub na płaszczach i siodłach śpią próżni kłopotu;
+A wodze śród cichego dumają namiotu.
+
+Przerwał się obiad, dzień sszedł na kowaniu koni,
+Karmieniu psów, zbieraniu i czyszczeniu broni,
+U wieczerzy zaledwo kto przysiadł do stoła;
+Nawet strona Kusego s partyą Sokoła,
+Przestała dawnym wielkim zatrudniać się sporem:
+Pobrawszy się pod ręce Rejent z Assessorem
+Wyszukują ołowiu. Reszta spracowana
+Szła spać wcześnie, żeby przebudzić się z rana.
+
+
+
+
+KSIĘGA CZWARTA.
+
+
+
+
+DYPLOMATYKA I ŁOWY
+
+
+TREŚĆ.
+
+ Zjawisko w papilotach budzi Tadeusza -- Zapóźne postrzeżenie
+ omyłki -- Karczma -- Emissaryuz -- Zręczne użycie tabakiery zwraca
+ dyskusye na właściwą drogę -- Matecznik -- Niedźwiedź --
+ Niebezpieczeństwo Tadeusza i Hrabiego -- Trzy strzały -- Spor
+ Sagalasówki s Sangunkówką rosstrzygniony na stronę jednorórki
+ Horeszkowskiéj -- Bigos -- Wojskiego powieść o pojedynku Dowejki z
+ Domejką, przerwana szczuciem kota -- Koniec powieści o Dowejce i
+ Domejce.
+
+
+
+Rowienniki Litewskich wielkich kniaziów, drzewa
+Białowieży, Switezi, Ponar, Kuszelewa!
+Których cień spadał niegdyś na koronne głowy
+Groźnego Witenesa, Wielkiego Mindowy,
+I Giedymina, kiedy na Ponarskiéj górze
+Przy ognisku myśliwskiem, na niedźwiedziéj skórze
+Leżał, słuchając pieśni mądrego Lizdejki,
+A Wilii widokiem i szumem Wilejki
+Ukołysany marzył o wilku żelaznym;
+I zbudzony, za bogów roskazem wyraźnym
+Zbudował miasto Wilno, które w lasach siedli,
+Jak wilk pośrodku żubrów, dzików i niedźwiedzi.
+S lego to miasta Wilna, jak z Rzymskiéj wilczycy
+Wyszedł Kiejstut i Olgierd i Olgierdowicy,
+Równie myśliwi wielcy jak sławni rycerze,
+Czyli wroga ścigali, czyli dzikie źwierze.
+Sen myśliwski nam odkrył tajnie przyszłych czasów,
+Że Litwie trzeba zawsze żelaza i lasów.
+
+Knieje! do was ostatni przyjeżdżał na łowy
+Ostatni król co nosił kołpak Witoldowy,
+Ostatni z Jagiellonów wojownik szczęśliwy,
+I ostatni na Litwie monarcha myśliwy.
+Drzewa moje ojczyste! jeśli niebo zdarzy
+Bym wrócił was oglądać przyjaciele starzy,
+Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie?
+Wy, koło których niegdyś pełzałem jak dziecie;
+Czy żyje wielki Baublis, w którego ogromie
+Wiekami wydrążonym jakby w dobrym domie,
+Dwónastu ludzi mogło wieczerzać za stołem?
+Czy kwitnie gaj Mendoga pod farnym kościołem?
+I tam na Ukrainie, czy się dotąd wznosi
+Przed Hołowińskich domem, nad brzegami rosi,
+Lipa tak rozrośniona, że pod jéj cieniami
+Sto młodzieńców, sto panien szło w taniec parami?
+
+Pomniki nasze! ileż co rok was pożera
+Kupiecka, lub rządowa, moskiewska siekiera!
+Nie zostawia przytułku, ni leśnym śpiewakom,
+Ni wieszczom, którym cień wasz tak miły jak ptakom.
+Wszak lipa Czarnolaska, na głos Jana czuła,
+Tyle rymów natchnęła! wszak ów dąb gaduła.
+Kozackiemu wieszczowi tyle cudów śpiewa!
+
+Ja ileż wam winienem o domowe drzewa!
+Błahy strzelce uchodząc szyderstw towarzyszy,
+Za chybioną źwierzynę, ileż w waszéj ciszy
+Upolowałem dumań, gdy w dzikim ostępie
+Zapomniawszy o łowach usiadłem na kępie,
+A koło mnie srebrzył się, tu mech siwobrody,
+Zlany granatem czarnéj, zgniecionéj jagody,
+A tam się czerwieniły wrzosiste pagórki,
+Strojne w brusznice, jakby w koralów paciorki --
+W około była ciemność; gałęzie u góry
+Wisiały jak zielone, gęste, niskie chmury,
+Wicher kędyś nad sklepem szalał nieruchomym,
+Jękiem, szumami, wyciem, łoskotami, gromem:
+Dziwny, odurzający hałas! mnie się zdało
+Że tam nad głową morze wiszące szalało.
+
+Na dole jak ruiny miast: tu wywrót dębu
+Wysterka z ziemi, nakształt ogromnego zrębu,
+Na nim oparte jak ścian i kolumn obłamy,
+Tam gałęziste kłody, tu wpół zgniłe tramy,
+Ogrodzone parkanem traw: w środek tarasu
+Zajrzeć straszno, tam siedzą gospodarze lasu,
+Dziki, niedźwiedzie, wilki; u wrót leżą kości
+Na pół zgryzione, jakichś nieostrożnych gości.
+Czasem wymkną się w górę przez trawy zielenie
+Jakby dwa wodotryski, dwa rogi jelenie,
+I mignie między drzewu zwierz żółtawym pasem,
+Juk promień kiedy wpadłszy, gaśnie między lasem.
+
+I znowu cichość w dnie. Dzięcioł na jedlinie,
+Stuka z lekka i daléj odlatuje, ginie,
+Schował się, ale dziobem nieprzestaje pukać,
+Jak dziecko gdy schowane, woła by go szukać.
+Bliżéj siedzi wiewiórka, orzech w łapkach trzyma.
+Gryzie go; zawiesiła kitkę nad oczyma,
+Jak pióro nad szyszakiem u kirasyera;
+Chociaż tak osłoniona, do koła spoziera,
+Dostrzegłszy gościa skacze gajów tanecznica,
+Z drzew na drzewa, miga się jako błyskawica;
+Nakoniec w niewidzialny otwór pnia przepada,
+Jak wracająca w drzewo rodzime Driada.
+Znowu cicho.
+
+ W tém gałąź wstrzęsła się trącona,
+I pomiędzy jarzębin rozsunione grona,
+Kraśniejsze od jarzębin zajaśniały lica,
+To jagod lub orzechów zbieraczka dziewica;
+W krobeczce s prostéj kory, podaje zebrane
+Bruśnice świeże, jako jéj usta rumiane;
+Obok młodzieniec idzie, leszczynę nagina,
+Chwyta w lot migające orzechy dziewczyna.
+
+W tém usłyszeli odgłos rogów i psów granie,
+Zgadują że się ku nim zbliża polowanie,
+J pomiędzy gałęzi gęstwę, pełni trwogi
+Zniknęli nagle z oczu, jako leśne bogi.
+
+W Soplicowie ruch wielki: lecz ni psów hałasy,
+Ani rżące rumaki, skrzypiące kolasy,
+Ni odgłos trąb dających hasło polowania,
+Nie mogły Tadeusza wyciągnąć s posłania;
+Ubrany padłszy w łóżko, spał jak bobak w norze.
+Nikt z młodzieży niemyślił szukać go po dworze,
+Każdy sobą zajęty, śpieszył gdzie kazano:
+O towarzyszu sennym całkiem zapomniano.
+
+On chrapał: słońce w otwór, co śród okienicy
+Wyrżnięty był w kształt serca, wpadło do ciemnicy
+Słupem ognistym, prosto sennemu na czoło;
+On jeszcze chciał zadrzemać i kręcił się w koło
+Chroniąc się blasku, nagle usłyszał stuknienie,
+Przebudził się; wesołe było przebudzenie.
+Czuł się rzeźwym jak ptaszek, z lekkością oddychał,
+Czuł się szczęśliwym, sam się do siebie uśmiechał:
+Myśląc o wszystkiém co mu wczora się zdarzyło,
+Rumienił się, i wzdychał, i serce mu biło.
+
+Spojrzał w okno, o dziwy! w promieni przezroczu,
+W owém sercu, błyszczało dwoje jasnych oczu,
+Szeroko otworzonych, jak zwykle wejrzenie
+Kiedy z jasności dziennéj przedziera się w cienie;
+Ujrzał i małą rączkę, niby wachlarz z boku
+Nadstawioną ku słońcu dla ochrony wzroku,
+Palce drobne zwrócone na światło różowe,
+Czerwieniły się na wskroś jakby rubinowe;
+Usta widział ciekawe, rostulone nieco,
+I ząbki, co jak perły śród koralów świecą,
+I lica, choć od słońca zasłaniane dłonią
+Różową, same całe jak róże się płonią.
+
+Tadeusz spał pod oknem; sam ukryty w cieniu
+Leżąc nawznak cudnemu dziwił się zjawieniu,
+I miał je tuż nad sobą, ledwie nie na twarzy,
+Nie wiedział czy to jawa, czyli mu się marzy
+Jedna s tych miłych, jasnych twarzyczek dziecinnych,
+Które pomnim widziane we śnie lat niewinnych.
+Twarzyczka schyliła się -- ujrzał, drżąc z bojaźni
+I radości, niestety! ujrzał najwyraźniéj,
+Przypomniał, poznał włos ów krótki, jasnozłoty,
+W drobne, jako śnieg białe, zwity papiloty,
+Niby srebrzyste strączki, co od słońca blasku
+Świeciły się jak korona na świętych obrasku.
+
+Zerwał się; i widzenie zaraz uleciało
+Przestraszone łoskotem i czekał, niewracało!
+Tylko usłyszał znowu trzykrotne stukanie
+I słowa: «Niech Pan wstaje, czas na polowanie.
+Pan zaspał.» Skoczył z łóżka i obu rękami
+Pchnął okienicę, że aż trzasła zawiasami
+I rozwarłszy się w obie uderzyła ściany;
+Wyskoczył, patrzył w koło, zdumiony, zmieszany,
+Nie niewidział, nie dostrzegł niczyjego śladu:
+Niedaleko od okna był parkan od sadu,
+Na nim chmielowe liście i kwieciste wieńce
+Chwiały się; czy je lekkie potrąciły ręce?
+Czy wiatr ruszył? Tadeusz długo patrzył na nie,
+Nieśmiał iść w ogród: tylko wsparł się na parkanie,
+Oczy podniósł, i s palcem do ust przyciśnionym
+Kazał sam sobie milczeć, by słowem kwapioném
+Nie rozerwał myślenia; potém w czoło stukał,
+Niby do wspomnień dawnych uśpionych w niém pukał,
+Nakoniec gryząc palce do krwi się zadrasnął,
+I na cały głos -- dobrze, dobrze mi tak! -- wrzasnął.
+
+We dworze, gdzie przed chwilą tyle było krzyku,
+Teraz pusto i głucho, jak na mogilniku:
+Wszyscy ruszyli w pole; Tadeusz nadstawił
+Uszu, i ręce do nich jak trąbki przyprawił,
+Słuchał, aż mu wiatr przyniósł wiejący od puszczy,
+Odgłosy trąb i wrzaski polującej tłuszczy.
+
+Koń Tadeusza w stajni czekał osiodłany,
+Wziął więc flintę, skoczył nań, i jak opętany
+Pędził ku karczmom które stały przy kaplicy.
+Kędy mieli się rankiem zebrać obławnicy.
+
+ Dwie chyliły się karczmy po dwóch stronach drogi,
+Oknami wzajem sobie grożące jak wrogi;
+Stara należy s prawa do zamku dziedzica,
+Nową na złość zamkowi postawił Soplica.
+W tamtéj, jak w swém dziedzictwie rej wodził Gerwazy,
+W téj najwyższe za stołem brał miejsce Protazy.
+
+Nowa karczma niebyła ciekawa s pozoru.
+Stara wedle dawnego zbudowana wzoru,
+Który był wymyślony od Tyryjskich cieśli,
+A potém go żydowie po świecie roznieśli:
+Rodzaj architektury, obcym budowniczym
+Wcale nieznany; my go od żydów dziedziczym.
+
+Karczma s przodu jak korab', s tyłu jak świątynia:
+Korab', istna Noego czworogranna skrzynia,
+Znany dziś pod prostackiém nazwiskiem stodoły;
+Tam różne są zwierzęta, konie, krowy, woły,
+Kozy brodate; w górze zaś ptastwa gromady,
+I płazów choć po parze, są też i owady.
+Część tylnia nakształt dziwnéj świątyni stawiona
+Przypomina s pozoru ów gmach Salomona,
+Który pierwsi ćwiczeni w budowań rzemieśle
+Hiramscy na Syonie wystawili cieśle.
+Żydzi go naśladują dotąd we swych szkołach,
+A szkoł rysunek widny w karczmach i stodołach.
+Dach z dranic i ze słomy, śpiczasty, zadarty,
+Pogięty jako kołpak żydowski podarty.
+Ze szczytu wytryskują krużganku krawędzie,
+Oparte na drewnianym licznych kolumn rzędzie;
+Kolumny, co jest wielkie architektów dziwo,
+Trwałe, chociaż wpół zgniłe, i stawione krzywo
+Jaków wieży Pizańskiej, nie podług modelów
+Greckich, bo są bez podstaw i bez kapitelów.
+Nad kolumnami biegą wpółokrągłe łuki,
+Także z drzewa, gotyckiéj naśladowstwo sztuki.
+Z wierzchu ozdoby sztuczne, nie rylcem, nie dłótem,
+Ale zręcznie ciesielskim wyrzezane sklutem,
+Krzywe jak szabasowych ramiona świeczników;
+Na końcu wiszą gałki, cóś nakształt guzików,
+Które żydzi modląc się na łbach zawieszają,
+I które po swojemu, cyces nazywają.
+Słowem zdaleka karczma chwiejąca się, krzywa,
+Podobna jest do żyda, gdy się modląc kiwa;
+Dach jak czapka, jak broda strzecha rostrzęśniona,
+Ściany dymne i brudne jak czarna opona,
+A s przodu rzeźba sterczy jak cyces na czole.
+
+W środku karczmy jest podział jak w żydowskiéj szkole,
+Jedna część pełna izbic ciasnych i podłużnych,
+Służy dla dam wyłącznie i panów podróżnych;
+W drugiéj ogromna sala. Koło każdéj ściany
+Ciągnie się wielonożny stół wąski drewniany,
+Przy nim stołki choć niższe, podobne do stoła,
+Jako dzieci do ojca.
+
+ Na stołkach do koła
+Siedziały chłopy, chłopki, tudzież szlachta drobna
+Wszyscy rzędem; ekonom sam siedział z osobna.
+Po rannéj mszy s kaplicy, że była niedziela,
+Zabawić się i wypić przyszli do Jankiela.
+Przy każdym już szumiała siwą wódką czarka,
+Po nad wszystkimi z butlą biegała szynkarka.
+W środku arędarz Jankiel, w długim aż do ziemi
+Szarafanie zapiętym haftkami srebrnemi,
+Rękę jedną za czarny pas jedwabny wsadził,
+Drugą poważnie sobie siwą brodę gładził;
+Rzucając w koło okiem roskazy wydawał,
+Witał wchodzących gości, przy siedzących stawał
+Zagajając rozmowę, kłótliwych zagadzał,
+Lecz nie służył nikomu; tylko się przechadzał.
+Żyd stary i powszechnie znany s poczciwości,
+Od lat wielu dzierżawił karczmę, a nikt z włości
+Nikt ze szlachty niezaniosł nań skargi do dworu;
+O cóż skarżyć? miał trunki dobre do wyboru,
+Rachował się ostróżnie lecz bez oszukaństwa,
+Ochoty niezabraniał, nie cierpiał pijaństwa:
+Zabaw wielki miłośnik; u niego wesele
+I chrzciny obchodzono; on w każdą niedzielę
+Kazał do siebie ze wsi przychodzić muzyce,
+Przy któréj i basetla była i kozice.
+
+Muzykę znał, sam słynął muzycznym talentem;
+S cymbałami, narodu swego instrumentem,
+Chadzał niegdyś po dworach i graniem zdumiewał
+I pieśniami, bo biegle i uczenie śpiewał.
+Chociaż żyd dosyć czystą miał polską wymowę,
+Szczególniéj zaś polubił pieśni narodowe;
+Przywoził mnóstwo s każdéj za Niemen wyprawy,
+Kołomyjek z Halicza, mazurów z Warsznwy;
+Wieść, niewiem czyli pewna, w całéj okolicy
+Głosiła, że on pierwszy przywiózł z zagranicy
+I upowszechnił wówczas, w tamecznym powiecie,
+Ową piosenkę, sławną dziś na całym świecie,
+A którą po raz pierwszy na ziemi Auzonów
+Wygrały Włochom polskie trąby legionów.
+Talent śpiewania bardzo na Litwie popłaca,
+Jedna miłość u ludzi, wsławia i wzbogaca:
+Jankiel zrobił majątek; syt zysków i chwały
+Zawiesił dźwięcznostronne na ścianie cymbały;
+Osiadłszy z dziećmi w karczmie, zatrudniał się szynkiem,
+Przy tém w pobliskiém mieście był też podrabinkiem,
+A zawsze miłym wszędzie gościem, i domowym
+Doradzcą; znał się dobrze na handlu zbożowym,
+Na wicinnym: potrzebna jest znajomość taka
+Na wsi. -- Miał także sławę dobrego Polaka.
+
+On pierwszy zgodził kłótnie często nawet krwawe
+Między dwiema karczmami, obie wziął w dzierżawę;
+Szanowali go równie i starzy stronnicy
+Horeszkowscy i słudzy sędziego Soplicy.
+On sam powagę umiał utrzymać nad groźnym
+Klucznikiem Horeszkowskim i kłotliwym Woźnym;
+Przed Jankielem tłumili dawne swe urazy,
+Gerwazy groźny ręką, językiem Protazy.
+
+Gerwazego niebyło; ruszył na obławę,
+Niechcąc aby tak ważną i trudną wyprawę
+Odbył sam Hrabia, młody i niedoświadczony;
+Poszedł więc z nim dla rady, tudzież dla obrony.
+
+Dziś miejsce Gerwazego najdalsze od progu,
+Między dwiema ławami, w samym karczmy rogu,
+Zwane _pokuciem_, kwestarz ksiądz Robak zajmował;
+Jankiel go tam posadził; widać że szanował
+Wysoko Bernardyna, bo skoro dostrzegał
+Ubytek w jego szklance, natychmiast podbiegał
+I roskazał dolewać lipcowego miodu.
+Słychać, że z Bernardynem znali się za młodu
+Kędyś tam w cudzych krajach. Robak często chadzał
+Nocą do karczmy, tajnie z żydem się naradzał
+O ważnych rzeczach; słychać było że towary
+Ksiądz przemycał, lecz potwarz to niegodna wiary.
+
+Robak wsparty na stole, wpółgłośno rosprawiał,
+Tłum szlachty go otaczał i uszy nadstawiał,
+I nosy ku księdzowskiéj chylił tabakierze;
+Brano z niéj, i kichała szlachta jak możdzerze.
+
+«Rewerendissime, rzekł kichnąwszy Skołuba,
+To mi tabaka, co to idzie aż do czuba;
+Od czasu jak nos dźwigam (tu głasnął nos długi)
+Takiéj niezażywałem (tu kichnął raz drugi)
+Prawdziwa Bernardynka, pewnie s Kowna rodem,
+Miasta sławnego w świecie tabaką i miodem.
+Byłem tam lat już -- Robak przerwał mu «na zdrowie
+Wszystkim Waszmościom, moi Mościwi Panowie;
+Co się tabaki tyczy, hem, ona pochodzi
+Z dalszéj strony niż myśli Skołuba Dobrodziéj;
+Pochodzi z Jasnéj Góry; Xiężą Paulinowie
+Tabakę taką robią w mieście Częstochowie,
+Kędy jest obraz tylu cudami wsławiony,
+Bogarodzicy Panny, Królowéj korony
+Polskiéj; zowią ją dotąd i Księżną Litewską!
+Koronęć jeszcze dotąd piastuje królewską,
+Lecz na Litewskiém Księstwie teraz syzma siedzi!»
+-- S Częstochowy? rzekł Wilbik, byłem tam w spowiedzi,
+Kiedym na odpust chodził lat temu trzydzieście;
+Czy to prawda że Francuz gości teraz w mieście,
+Że chce kościół rozwalać, i skarbiec zabierze,
+Bo to wszystko w Litewskim stoi Kurierze?
+-- Nieprawda rzekł Bernardyn, nie, Pan Najjaśniejszy
+Napoleon katolik jest najprzykładniejszy;
+Wszak go papież namaścił, żyją s sobą w zgodzie
+I nawracają ludzi w francuskim narodzie,
+Który się trochę popsuł; prawda s Częstochowy
+Oddano wiele srebra na skarb narodowy
+Dla Ojczyzny, dla Polski, sam Pan Bóg tak każe,
+Skarbcem Ojczyzny zawsze są jego ołtarze;
+Wszakże w Warszawskiém Księstwie mamy sto tysięcy
+Wojska polskiego, może wkrótce będzie więcéj,
+A któż wojsko opłaci? czy nie wy Litwini,
+Wy tylko grosz dajecie do Moskiewskiéj skrzyni.
+-- Kat by dał, krzyknął Wilbik, gwałtem od nas biorą.
+-- Oj dobrodzieju, chłopek ozwał się s pokorą,
+Pokłoniwszy się księdzu i skrobiąc się w głowę,
+Już to szlachcie, to jeszcze bieda przez połowę,
+Lecz nas drą jak na łyka -- Cham, Skołuba krzyknął,
+Głupi, tobieć to lepiéj, tyś chłopie przywyknął
+Jak węgórz do odarcia; lecz nam _urodzonym_,
+Nam wielmożnym, do złotych swobód wzwyczajonym!
+Ach bracia! wszak to dawniéj szlachcic na zagrodzie!
+-- (Tak, tak, krzyknęli wszyscy: rowny wojewodzie!)
+Dziś nam szlachectwa przeczą, każą nam drabować
+Papiery, i szlachectwa papierem probować.
+-- Jeszcze Waszeci mniejsza, zawołał Juraha,
+Waszeć s pradziadów chłopów uszlachcony szlaha,
+Ale ja, s kniaziów! pytać u mnie o patenta,
+Kiedym został szlachcicem? sam Bóg to pamięta!
+Niechaj Moskal w las idzie pytać się dębiny
+Kto jéj dał patent rosnąć nad wszystkie krzewiny.
+-- Kniaziu, rzekł Żagiel, świeć Waść baki lada komu,
+Tu znajdziesz pono mitry i w niejednym domu,
+-- Waść ma krzyż w herbie, wołał Podhajski, to skryta
+Aluzya, że w rodzie bywał neofita.
+-- Fałsz, przerwał Birbarz, przecież ja s tatarskich Hrabiów
+Pochodzę, a mam krzyże nad herbem korabiów.
+-- Poraj, krzyknął Mickiewicz, z mitrą w polu złotém,
+Herb Książęcy, Stryjkowski gęsto pisze o tém.
+
+Za czém wielkie powstały w całéj karczmie szmery;
+Ksiądz Bernardyn uciekł się do swéj tabakiery,
+W koléj częstował mówców, gwar zaraz ucichnął,
+Każdy zażył przez grzeczność i kilkakroć kichnął;
+Bernardyn korzystając s przerwy, mówił dalej:
+-- Oj wielcy ludzie od téj tabaki kichali!
+Czy uwierzycie Państwo, że s téj tabakiery,
+Pan jenerał Dąbrowski zażył razy cztery?
+-- Dąbrowski? zawołali -- Tak, tak, on jenerał;
+Byłem w obozie gdy on Gdańsk Niemcom odbierał
+Miał coś pisać, bojąc się ażeby nie zasnął,
+Zażył, kichnął, dwakroć mię po ramieniu klasnął;
+Księże Robaku mówił, Księże Bernardynie,
+Obaczymy się w Litwie może nim rok minie,
+Powiedz Litwinom niech mnie czekają s tabaką
+Częstochowską, niebiorę innéj tylko taką.
+
+Mowa Księdza wzbudziła takie zadziwienie,
+Taką radość, że całe huczne zgromadzenie
+Milczało chwilę; potem napół ciche słowa
+Powtarzano: tabaka s Polaki? Częstochowa?
+Dąbrowski? z ziemi włoskiéj? aż nakoniec razem.
+Jakby myśl z myślą, wyraz sam zbiegł się z wyrazem,
+Wszyscy jednogłośnie jak na dane hasło
+Krzyknęli: Dąbrowskiego! wszystko razem wrzasło,
+Wszystko się uścisnęło: chłop s tatarskim Hrabią,
+Mitra s Krzyżem, Poraje z Gryfem i s Korabią;
+Zapomnieli wszystkiego, nawet Bernardyna,
+Tylko śpiewali krzycząc: wódki, miodu, wina!
+
+Długo się przysłuchiwał Ksiądz Robak piosence,
+Nakoniec chciał ją przerwać; wziął w obiedwie ręce
+Tabakierkę, kichaniem melodyę zmieszał,
+I nim się nastroili, tak mówić pośpieszał:
+Chwalicie mą tabakę Mości Dobrodzieje,
+Obaczcież co się wewnątrz tabakierki dzieje.
+Tu wycierając chustką zabrudzone denko,
+Pokazał malowaną armią malenką
+Jak roj much; w środku jeden człowiek na rumaku,
+Wielki jako chrząszcz, siedział, pewnie wódz orszaku;
+Spinał konia jak gdy by chciał skakać w niebiosa,
+Jednę rękę na cuglach, drugą miał u nosa:
+Przypatrzcie się, rzekł Robak, tej groźnéj postawie,
+Zgadnijcie czyja? -- Wszyscy patrzyli ciekawie, --
+Wielki to człowiek, Cesarz, ale nie Moskali,
+Ich Carowie tabaki nigdy niebierali.
+-- Wielki człowiek, zawołał Cydzlk, a w kapocie?
+Ja myśliłem że wielcy ludzie chodzą w złocie,
+Bo u Moskałów lada jenerał Mospanie,
+To tak świeci się w złocie, jak szczupak w szafranie;
+-- Ba, przerwał Rymsza; przecież widziałem za młodu
+Kościuszkę, naczelnika naszego narodu:
+Wielki człowiek! a chodził w krakowskiéj sukmanie,
+To jest czamarce; -- w jakiéj czamarce, Mospanie?
+Odparł Wilbik, to przecież zwano taratatką;
+-- Ale tamta s fręzlumi, ta jest całkiem gładką,
+Krzyknął Mickiewicz; -- za tém wszczynały się swary
+O rożnych taratatki kształtach i czamary.
+
+Przemyślny Robak widząc, że się tak rospryska
+Rozmowa, jął ją znowu zbierać do ogniska,
+Do swojéj tabakiery; częstował, kichali,
+Życzyli sobie zdrowia, on rzecz ciągnął daléj:
+-- Gdy Cesarz Napoleon w potyczce zażywa
+Raz po raz, to znak pewny że bitwę wygrywa:
+Na przykład pod Austerlic; Francuzi tak stali
+Z armatami, a na nich biegła ćma Moskali;
+Cesarz patrzył i milczał; co Francuzi strzelą,
+To Moskale półkami jak trawa się ścielą.
+Półk za półkiem cwałował i spadał s kulbaki;
+Co półk spadnie, to Cesarz zażyje tabaki;
+Aż w końcu Alexander ze swoim braciszkiem
+Konstantym, i z niemieckim cesarzem Franciszkiem,
+W nogi s pola; więc Cesarz widząc że po walce,
+Spojrzał na nich, zaśmiał się i otrząsnął palce.
+Otoż jeśli kto s Panów coście tu przytomni
+Będzie w wojsko Cesarza, niech to sobie wspomni.
+
+Ach! zawołał Skołuha, mój księże kwestarzu!
+Kiedyż to będzie! wszak to ile w kalendarzu
+Jest świąt, na każde święto Francuzów nam wróżą,
+Wygląda człek, wygląda, aż się oczy mrożą,
+A Moskal jak nas trzymał, tak trzyma za szyję,
+Pono nim słońce wnidzie, rosa oczy wyje.
+
+Mospanie, rzekł Bernardyn, babska rzecz narzekać,
+A żydowska rzecz ręce założywszy czekać
+Nim kto w karczmę zajedzie i do drzwi zapuka;
+Z Napoleonem pobić Moskalów nie sztuka.
+Już ci on Szwabom skórę trzy razy wymłócił,
+Brzydkie Prusactwo zdeptał, Anglików wyrzucił
+Het za morze, Moskalom zapewne wygodzi;
+Ale co stąd wyniknie, wié Asan Dobrodziej?
+Oto szlachta Litewska wtenczas na koń wsiędzie
+I szable weźmie, kiedy bić się s kim nie będzie;
+Napoleon sam wszystkich pobiwszy, nareszcie
+Powie, obejdę się ja bez was, kto jesteście?
+Więc nie dość gościa czekać, nie dość i zaprosić,
+Trzeba czeladkę zebrać i stoły pownosić,
+A przed ucztą potrzeba dom oczyścić s śmieci,
+Oczyścić dom powtarzam, oczyścić dom, dzieci!
+Nastąpiło milczenie, potém głosy w tłumie:
+Jakże to dom oczyścić, jakto ksiądz rozumie?
+Już ci my wszystko zrobim, na wszystko gotowi,
+Tylko niech Ksiądz Dobrodziéj, jaśniéj się wysłowi.
+
+Ksiądz poglądał za okno, przerwawszy rozmowę,
+Ujrzał coś ciekawego, z okna wytknął głowę,
+Po chwili rzekł powstając: dziś czasu niemamy,
+Potém o tém obszerniéj s sobą pogadamy;
+Jutro będę dla sprawy w powiatowém mieście
+J do Waszmościów z drogi zajadę po kweście.
+
+Niech też do Niehrymowa Ksiądz na nocleg zdąży,
+Rzekł Ekonom, rad będzie Księdzu Pan Chorąży;
+Wszakże na Litwie stare powiada przysłowie:
+Szczęśliwy człowiek, jako kwestarz w Niehrymowie!
+I do nas rzekł Zubkowski, wstąp jeżeli łaska,
+Znajdzie się tam półsztuczek płótna, masła faska,
+Baran lub krówka, wspomnij księże na te słowa:
+Szczęśliwy człowiek, trafił, jak ksiądz do Zubkowa,
+I do nas rzekł Skołuba, do nas Terajewicz,
+Żaden Bernardyn głodny nie wyszedł s Pucewicz.
+Tak cała szlachta prośbą i obietnicami
+Przeprowadzała Księdza; on już był za drzwiami.
+
+On już pierwéj przez okno ujrzał Tadeusza
+Który leciał gościńcem, w cwał, bez kapelusza,
+Z głową schyloną, bladém, posępném obliczem,
+A konia ustawicznie bódł i kropił biczem.
+Ten widok bardzo Księdza Bernardyna zmieszał,
+Więc za młodzieńcem kroki szybkiemi pośpieszał
+Do wielkiéj pusczy, która jako oko sięga
+Czerniła się na całym brzegu widnokręga.
+
+Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy,
+Aż do samego środka, do jądra gęstwiny?
+Rybak ledwie u brzegów nawiedza dno morza;
+Myśliwiec krąży koło puszcz litewskich łoża,
+Zna je ledwie po wierzchu, ich postać, ich lice,
+Lecz obce mu ich wnętrzne serca tajemnice:
+Wieść tylko albo bajka wié co się w nich dzieje.
+Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
+Trafisz w głębi na wielki wał pniów, kłod, korzeni,
+Obronny trzęsawicą, tysiącem strumieni
+I siecią zielsk zarosłych, i kopcami mrowisk,
+Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.
+Gdybyś i te zapory zmógł nadludzkiem męztwem,
+Daléj spotkać się z większém masz niebezpieczeństwém;
+Daléj co krok czychaja, niby wilcze doły,
+Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,
+Tak głębokie że ludzie dna ich niedośledzą,
+(Wielkie jest podobieństwo że djabły tam siedzą)
+Woda tych studni sklni się, plamista rdzą krwawą,
+A z wnętrza ciągle dymi zionąc woń plugawą,
+Od któréj drzewa w koło tracą liść i korę;
+Łyse, skarłowaciałe, robaczliwe, chore,
+Pochyliwszy konary mchem kołtunowate,
+I pnie garbiąc brzydkiemi grzybami brodate,
+Siedzą w około wody, jak czarownic kupa
+Grzejąca się nad kotłem w którym warzą trupa.
+
+Za temi jeziorkami już nie tylko krokiem,
+Ale daremnie nawet zapuszczać się okiem;
+Bo tam już wszystko mglistym zakryte obłokiem,
+Co się wiecznie ze trzęskich oparzelisk wznosi.
+A w tą mgłą nakoniec (jak wieść gminna głosi)
+Ciągnie się bardzo piękna, żyzna okolica,
+Główna królestwa zwierząt i roślin stolica.
+W niéj są złożone wszystkich drzew i ziół nasiona,
+S których się rozrastają na świat ich plemiona;
+W niéj jak w arce Noego, s wszelkich zwierząt rodu
+Jedna przynajmniéj para chowa się dla płodu.
+W samym środku (jak słychać) mają swoje dwory,
+Dawny Tur, Żubr i Niedźwiedź, puszcz imperatory.
+Około nich na drzewach gnieździ się Ryś bystry,
+I żarłoczny Rosomak, jak czujne ministry;
+Daléj zaś jak podwładni szlachetni wassale,
+Mięszkają Dziki, Wilki i Łosie rogale.
+Nad głowami Sokoły i Orłowie dzicy,
+Żyjący s pańskich stołów, dworscy zausznicy.
+Te pary zwierząt główne i patryarchalne,
+Ukryte w jądrze puszczy, światu niewidzialne,
+Dzieci swe ślą dla osad za granicę lasu,
+A sami we stolicy używają wczasu;
+Nie giną nigdy bronią sieczną ani palną,
+Lecz starzy umierają śmiercią naturalną.
+Mają też i swój smętarz, kędy bliscy śmierci,
+Ptaki składają pióra, czworonogi sierci.
+Niedźwiedź gdy zjadłszy zęby strawy nieprzeżuwa,
+Jeleń zgrzybiały gdy już ledwie nogi suwa,
+Zając sędziwy gdy mu już krew w żyłach krzepnie,
+Kruk gdy już posiwieje, sokoł gdy oślepnie,
+Orzeł gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi
+Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi,
+Idą na smętarz. Nawet mniejszy zwierz raniony
+Lub chory, bieży umrzéć w swe ojczyste strony.
+Stąd to w miejscach dostępnych kędy człowiek gości,
+Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.
+Słychać że tam w stolicy, między zwierzętami
+Dobre są obyczaje, bo rządzą się sami;
+Jeszcze cywilizacją ludzką niepopsuci,
+Nieznają praw własności która świat nasz kłóci,
+Nie znają pojedynków, ni wojennéj sztuki.
+Jak ojce żyły w raju, tak dziś żyją wnuki,
+Dzikie i swojskie razem w miłości i zgodzie,
+Nigdy jeden drugiego nie kąsa, ni bodzie.
+Nawet gdyby tam człowiek wpadł chociaż niezbrojny,
+Toby środkiem bestyi przechodził spokojny;
+Oneby nań patrzyły tym wzrokiem zdziwienia,
+Jakim w owym ostatnim szóstym dniu stworzenia
+Ojce ich pierwsze co się w ogrójcu gnieździły,
+Patrzyły na Adama nim się z nim skłóciły.
+Szczęściem człowiek nie zbłądzi do tego ostępu,
+Bo Trud i Trwoga i Śmierć bronią mu przystępu.
+
+Czasem tylko w pogoni zaciekłe ogary,
+Wpadłszy niebacznie między bagna, mchy i jary,
+Wnętrznéj ich okropności rażone widokiem,
+Uciekają skowycząc z obłąkanym wzrokiem;
+I długo potém ręką pana już głaskane,
+Drżą jeszcze u nóg jego strachem opętane.
+Te puszcz stołeczne, ludziom nieznane tajniki,
+W języku swoim strzelcy zowią -- _Mateczniki_.
+
+Głupi niedźwiedziu! gdybyś w Mateczniku siedział,
+Nigdyby się o tobie Wojski niedowiedział;
+Ale czyli pasieki zwabiła cię wonność,
+Czy uczułeś do owsa dojrzałego skłonność;
+Wyszedłeś na brzeg puszczy gdzie się las przerzedził
+I tam zaraz leśniczy bytność twą wyśledził,
+I zaraz obsaczniki, chytre nasłał szpiegi,
+By poznać gdzie popasasz i gdzie masz noclegi;
+Teraz Wojski z obławą, już od matecznika
+Postawiwszy szeregi odwrót ci zamyka.
+
+Tadeusz się dowiedział, że niemało czasu
+Już przeszło, jak ogary wpadły w otchłań lasu.
+
+Cicho; -- próżno myśliwi natężają ucha;
+Próżno, jak najciekawszéj mowy, każdy słucha
+Milczenia, długo w miejscu nieruchomy czeka;
+Tylko muzyka puszczy gra do nich zdaleka.
+Psy nurtują po puszczy jak pod morzem nurki,
+A strzelcy obróciwszy do lasu dwórurki,
+Patrzą Wojskiego: ukląkł, ziemię uchem pyta:
+Jako w twarzy lekarza wzrok przyjacioł czyta
+Wyrok życia lub zgonu miłéj im osoby,
+Tak strzelcy ufni w sztuki Wojskiego sposoby
+Topili w nim spójrzenia nadziei i trwogi.
+«Jest! jest! wyrzekł półgłosem, zerwał się na nogi.
+On słyszał! oni jeszcze słuchali -- nareszcie,
+Słyszą, jeden pies wrzasnął, potém dwa, dwadzieście,
+Wszystkie razem ogary rospierzchnioną zgrają
+Doławiają się, wrzeszczą, wpadli na trop, grają,
+Ujadają: już nie jest to powolne granie
+Psów goniących zająca, lisa albo łanie;
+Lecz wciąż, wrzask krótki, częsty, ucinany, zjadły;
+To nie na ślad daleki ogary napadły,
+Na oko gonią -- nagle ustał krzyk pogoni,
+Doszli zwierza -- wrzask znowu, skowyt, -- zwierz się broni
+I zapewne kaleczy, śród ogarów grania
+Słychać co raz to częściéj jęk psiego konania.
+
+Strzelcy stali, i każdy ze strzelbą gotową
+Wygiął się jak łuk na przód s wciśnioną w las głową,
+Niemogą dłużéj czekać! już ze stanowiska
+Jeden za drugim zmyka i w pusczę się wciska,
+Chcą pierwsi spotkać zwierza: choć Wojski ostrzegał,
+Choć Wojski stanowiska na koniu obiegał,
+Krzycząc, że czy kto prostym chłopem czy paniczem,
+Jeżeli z miejsca zejdzie dostanie w grzbiet smyczem.
+Nie było rady! wszyscy pomimo zakazu
+W las pobiegli, trzy strzelby huknęły od razu,
+Potém wciąż kanonada, aż głośniéj nad strzały
+Ryknął niedźwiedź i echem napełnił las cały.
+Ryk okropny! boleści, wściekłości, rospaczy,
+Za nim wrzask psów, krzyk strzelców, trąby dojeżdżaczy
+Grzmiały ze środka puszczy; strzelcy ci w las śpieszą,
+Tamci korki odwodzą a wszyscy się cieszą;
+Jeden Wojski w żałości, krzyczy że chybiono.
+Strzelcy i obławnicy poszli jedną stroną
+Na przełaj zwierza między ostępem i puszczą;
+A niedźwiedź odstraszony psów i ludzi tłuszczą,
+Zwrócił się nazad w miejsca mniéj pilnie strzeżone
+Ku polom, skąd już zeszły strzelcy rozstawione,
+Gdzie tylko pozostali z mnogich łowczych szyków
+Wojski, Tadeusz, Hrabia s kilką obławników.
+
+Tu las był rzadszy; słychać z głębi ryk, trzask łomu
+Aż z gęstwy jak s chmur wypadł niedźwiedź nakształt gromu;
+W koło psy gonią, straszą, rwą; on wstał na nogi
+Tylne i spojrzał w koło, rykiem strasząc wrogi,
+I przedniemi łapami to drzewu korzenie,
+To pniaki osmalone, to wrosłe kamienie
+Rwał, waląc w psów i w ludzi; aż wyłamał drzewo
+Kręcąc nim jak maczugą, na prawo, na lewo;
+Runął wprost na ostatnich strażników obławy,
+Hrabię i Tadeusza: oni bez obawy
+Stoją w kroku, na zwierza wytknęli flint rury,
+Jako dwa konduktury w łono ciemnéj chmury;
+Aż oba jednym razem pociągnęli kórki,
+[Niedoświadczeni!) razem zagrzmiały dwórurki;
+Chybili; Niedźwiedź skoczył, oni tuż utkwiony
+Oszczep jeden chwycili czterema ramiony,
+Wydzierali go sobie; spojrzą, aż tu s pyska
+Wielkiego czerwonego dwa rzędy kłów błyska,
+I łapa s pazurami już się na łby spuszcza;
+Pobledli, w tył skoczyli, i gdzie rzadnie puszcza
+Zmykali; zwierz za nimi wspiął się, już pazury
+Zahaczał, chybił, podbiegł, wspiął się znów do góry,
+I czarną łapą sięgał Hrabiego włos płowy.
+Zdarłby mu czaszkę z mózgów jak kapelusz z głowy,
+Gdy Assessor z Rejentem wyskoczyli z boków,
+A Gerwazy biegł s przodu o jakie sto kroków,
+Z nim Robak, choć bez strzelby -- i trzej w jednéj chwili
+Jak gdyby na komendę razem wystrzelili.
+Niedźwiedź wyskoczył w górę juk kot przed chartami,
+I głową na dół runął, i czterma łapami
+Przewróciwszy się młyńcem, cielska krwawe brzemie
+Waląc tuż pod Hrabiego, zbił go z nóg na ziemię.
+Jeszcze ryczał, chciał jeszcze powstać, gdy nań wsiadły
+Rozjuszona Strapczyna i Sprawnik zajadły.
+
+Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty
+Swój róg bawoli, długi, centkowany, kręty
+Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,
+Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,
+Zasunął w pół powieki, w ciągnął w głąb pół brzucha
+I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha,
+I zagrał: róg jak wicher, nie wstrzymanym dechem,
+Niesie w puszczę muzykę i podwaja echem.
+Umilkli strzelce, stali szczwacze zadziwieni
+Mocą, czystością, dziwną harmonią pieni.
+Starzec cały kunszt którym niegdyś w lasach słynął
+Jeszcze raz przed uszami myśliwców rozwinął;
+Napełnił wnet, ożywił knieje i dąbrowy,
+Jakby psiarnię w nię wpuścił i rospoczął łowy.
+Bo w graniu była łowów historja krótka:
+Z razu odzew dźwięczący, rześki: to pobudka;
+Potém jęki po jękach skomlą: to psów granie;
+A gdzie niegdzie ton twardszy jak grzmot: to strzelanie.
+
+Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało
+Ze Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.
+
+Zadał znowu; myśliłbyś że róg kształty zmieniał,
+I że w ustach Wojskiego to grubiał to cieniał,
+Udając głosy zwierząt; to raz w wilczą szyję
+Przeciągając się, długo, przeraźliwie wyje.
+Znowu jakby w niedźwiedzie rozwarłszy się garło.
+Ryknął; potém beczenie żubra wiatr rozdarło.
+
+Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało
+Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.
+Wysłuchawszy rogowéj arcydzieło sztuki,
+Powtarzały je dęby dębom, bukom buki.
+
+Dmie znowu: jakby w rogu były setne rogi,
+Słychać zmieszane wrzaski szczwania, gniewu, trwogi,
+Strzelców, psiarni i zwierząt; aż Wojski do góry
+Podniósł róg, i tryumfu hymn uderzył w chmury.
+
+Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało
+Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.
+Ile drzew tyle rogów znalazło się w boru,
+Jedne drugim pieśń niosą jak s choru do choru.
+I szła muzyka coraz szersza, coraz dalsza,
+Coraz ciższa i coraz czystsza, doskonalsza,
+Aż znikła gdzieś daleko, gdzieś na niebios progu!
+
+Wojski obiedwie ręce odjąwszy od rogu
+Roskrzyżował; róg opadł, na pasie rzemiennym
+Chwiał się. Wojski z obliczem nabrzmiałem, promienném,
+Z oczyma wzniesioniemi, stał jakby natchniony,
+Łowiąc uchem ostatnie znikające tony.
+A tymczasem zagrzmiało tysiące oklasków,
+Tysiące powinszowań i wiwatnych wrzasków.
+
+Uciszono się zwolna, i oczy gawiedzi
+Zwróciły się na wielki, świeży trup niedźwiedzi:
+Leżał krwią opryskany, kulami przeszyty,
+Piersiami w gęszczę trawy wplątany i wbity,
+Rosprzestrzenił szeroko przednie krzyżem łapy,
+Dyszał jeszcze, wylewał strumień krwi przez chrapy,
+Otwierał jeszcze oczy, lecz głowy nie ruszy;
+Pijawki Podkomorzego dzierżą go pod uszy,
+Z lewéj strony Strapczyna, a s prawéj zawisał
+Sprawnik i dusząc gardziel krew czarną wysysał.
+
+Zaczem Wojski roskazał kij żelazny włożyć
+Psom między zęby, i tak paszczęki rostworzyć.
+Kolbami przewrócono na wznak zwierza zwłoki,
+I znów trzykrotny wiwat uderzył w obłoki.
+
+ -- A co? krzyknął Asssessor, kręcąc strzelby rurą,
+A co? fuzyjka moja? górą nosi górą!
+A co? fuzyjka moja? nie wielka ptaszyna,
+A jak się popisała? to jéj nie nowina,
+Nie puści ona na wiatr żadnego ładunku,
+Od Książecia Sanguszki mam ją w podarunku.
+Tu pokazywał strzelbę przedziwnéj roboty
+Choć maleńką, i zaczął wyliczać jéj cnoty.
+-- Ja biegłem, przerwał Rejent otarłszy pot s czoła
+Biegłem tuż za niedźwiedziem; a Pan Wojski woła
+Stój na miejscu; jak tam stać, niedźwiedź w pole wali,
+Rwąc s kopyta jak zając coraz daléj, daléj,
+Aż mi ducha niestało, dobiedz ni nadziei,
+Aż spojrzę w prawo, sadzi, a tu rzadko w kniei,
+Jak téż wziąłem na oko, postójże marucha,
+Pomyśliłem, i basta, ot leży bez ducha;
+Tęga strzelba, prawdziwa to Sagalasówka,
+Napis Sagalas London à Bałabanówka.
+(Sławny tam mieszkał slósarz polak, który robił
+Polskie strzelby, ale je po angielsku zdobił.)
+
+-- Jak to, parsknął Assessor, do kroćset niedźwiedzi
+Tu to niby Pan zabił? co też tu Pan bredzi!
+-- Słuchajno, odparł Rejent, tu Panie nie śledztwo,
+Tu obława, tu wszystkich weźmiem na świadectwo.
+
+Więc kłótnia między zgrają wszczęła się zawzięta,
+Ci stronę Assessora, ci brali Rejenta;
+O Gerwazym niewspomniał nikt, bo wszyscy biegli
+Z boków, i co się s przodu działo nie postrzegli.
+Wojski głos zabrał: teraz jest przynajmniéj za co,
+Bo to Panowie nie jest ow szarak ladaco,
+To niedźwiedź, tu już nie żal poszukać odwetu,
+Czy szarpentyną, czyli nawet s pistoletu;
+Spór wasz trudno pogodzić, więc dawnym zwyczajem,
+Na pojedynek nasze pozwolenie dajem.
+Pamiętam za mych czasów żyło dwóch sąsiadów,
+Oba ludzie uczciwi, szlachta s prapradziadów,
+Mieszkali po dwóch stronach nad rzekę Wilejką,
+Jeden zwał się Domeyko a drugi Doweyko.
+Do niedźwiedzicy oba razem wystrzelili,
+Kto zabił trudno dociec, strasznie się kłócili,
+I przysięgli strzelać się przez niedźwiedzią skórę:
+To mi to po szlachecku, prawie rura w rurę.
+Pojedynek ten wiele narobił hałasu;
+Pieśni o nim śpiewano za owego czasu.
+Ja byłem sekundantem; jak się wszystko działo,
+Opowiem od początku historję całą.
+
+Nim Wojski zaczął mówić, Gerwazy spór zgodził;
+On niedźwiedzia z uwagą do koła obchodził,
+Nareszcie dobył tasak, rościął pysk na dwoje,
+I w tylcu głowy, mózgu roskroiwszy słoje,
+Znalazł kulę, wydobył, suknią ochędożył.
+Przymierzył do ładunku, do flinty przyłożył;
+A potém dłoń podnosząc i kulę na dłoni,
+Panowie, rzekł, ta kula nie jest z waszéj broni,
+Ona s téj Horeszkowskiéj wyszła jednorurki,
+(Tu podniósł flintę starą, obwiązaną w sznurki)
+Lecz nie ja wystrzeliłem -- o trzeba tam było
+Odwagi; straszno wspomnieć, w oczach mi się ćmiło!
+Bo prosto biegli ku mnie oba paniczowie,
+A niedźwiedź s tyłu już, już, na Hrabiego głowie,
+Ostatniego z Horeszków! chociaż po kądzieli.
+Jezus Marya, krzyknąłem; i Pańscy anieli
+Zesłali mi na pomoc Księdza Bernardyna.
+On nas wszystkich zawstydził; oj dzielny księżyna!
+Gdym drżał, gdym się do cyngla dotknąć nie ośmielił,
+On mi z rąk flintę wyrwał, wycelił, wystrzelił:
+Między dwie głowy strzelić! sto kroków! nie chybić!
+I w sam środek paszczęki! tak mu zęby wybić!
+Panowie! długo żyję, jednego widziałem
+Człowieka, co mógł takim popisać się strzałem.
+Ów głośny niegdyś u nas s tylu pojedynków,
+Ów co korki kobiétom wystrzelał s patynków,
+Ów łotr nad łotry, sławny wczasy wiekopomne,
+Ów Jacek, vulgo Wąsal; nazwiska nie wspomnę:
+Ale mu nie czas teraz dojeżdżać niedźwiedzi;
+Pewnie po same wąsy hultaj w piekle siedzi.
+Chwała Księdzu! dwom ludziom on życie ocalił,
+Może i trzem; Gerwazy nie będzie się chwalił,
+Ale gdyby ostatnie s krwi Horeszków dziecie
+Wpadło w bestyi paszczę, niebyłbym na świecie,
+I moje by tam stare pogryzł niedźwiedź kości;
+Pójdź księże, wypijemy zdrowie Jegomości.
+
+Próżno szukano księdza; wiedzą tylko tyle.
+Że po zabiciu zwierza, zjawił się na chwilę,
+Podskoczył ku Hrabiemu i Tadeuszowi,
+A widząc że obadwa cali są i zdrowi,
+Podniósł ku niebu oczy, cicho pacierz zmówił,
+I pobiegł w pole szybko, jakby go kto łowił.
+
+Tymczasem na Wojskiego roska, pęki wrzosu,
+Suche chrosty i pniaki rzucono do stosu;
+Bucha ogień, wyrasta szara sosna dymu,
+I rosszerza się w górze nakształt baldakimu.
+Nad płomieniem oszczepy złożono w koziołki,
+Na grotach zawieszono brzuchate kociołki;
+Z wozów niosą jarzyny, mąki i pieczyste,
+I chléb.
+
+ Sędzia otworzył puzderko zamczyste,
+W którém rzędami flaszek białe sterczą głowy;
+Wybiera z nich największy kufel kryształowy,
+(Dostał go Sędzia w darze od księdza Robaka)
+Wódka to Gdańska napój miły dla Polaka;
+Niech żyje! krzyknął Sędzia w górę wznosząc flaszę,
+Miasto Gdańsk niegdyś nasze, będzie znowu nasze!
+I lał srebrzysty likwor w kolej, aż na końcu
+Zaczęło złoto kapać i błyskać na słońcu.
+
+W kociołkach bigos grzano -- w słowach wydać trudno
+Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
+Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
+Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
+Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
+Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.
+
+Przecież i bez tych przypraw, potrawą nielada
+Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
+Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
+Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
+Zamknięta w kotle, łonem wilgotném okrywa
+Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
+I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
+Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie,
+I powietrze do koła zionie aromatem.
+
+Bigos już gotów. Strzelcy s trzykrotnym wiwatem
+Zbrojni łyżkami biegą i bodą naczynie,
+Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
+Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów,
+Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.
+
+Kiedy się już do woli napili, najedli,
+Zwierza na wóz złożyli, sami na koń siedli,
+Radzi wszyscy, rozmowni, oprócz Assessora
+I Rejenta, ci byli gniewliwsi niż wczora,
+Kłócąc się o zalety, ten swéj Sanguszkówki,
+A ten bałabanowskiéj swéj Sagalasówki.
+Hrabia też i Tadeusz jadą nie weseli,
+Wstydząc się że chybili i że się cofnęli:
+Bo na Litwie kto zwierza wypuści z obławy,
+Długo musi pracować nim poprawi sławy.
+
+Hrabia mówił że pierwszy do oszczepu godził,
+I że spotkaniu z zwierzem Tadeusz przeszkodził;
+Tadeusz utrzymywał, że będąc silniejszy
+I do robienia ciężkim oszczepem zręczniejszy,
+Chciał wyręczyć Hrabiego: tak sobie niekiedy
+Przymawiali śród gwaru i wrzasku czeredy.
+
+Wojsk i jechał po środku; staruszek szanowny,
+Wesoły był nadzwyczaj i bardzo rozmowny;
+Chcąc kłótników zabawić i do zgody dowieść,
+Kończył im o Doweyce i Domeyce powieść:
+-- Assessorze, jeżeli chciałem byś z Rejentem
+Pojedynkował, nie myśl że jestem zawziętym
+Na krew ludzką; broń Hoże, chciałem was zabawić,
+Chciałem wam komedyę niby to wyprawić,
+Wznowić koncept, który ja, lat temu czterdzieście,
+Wymyśliłem -- przedziwny! -- Wy młodzi jesteście,
+Nie pamiętacie o nim, lecz za moich czasów,
+Głośny był od téj puszczy, do poleskich lasów.
+
+Domeyki i Doweyki wszystkie sprzeciwieństwa
+Pochodziły, rzecz dziwna, z nazwisk podobieństwa
+Bardzo niewygodnego. Bo gdy w czas seymików,
+Przyjaciele Doweyki skarbili stronników,
+Szepnął ktoś do szlachcica, day kreskę Doweyce;
+A ten niedosłyszawszy dał kreskę Domeyce.
+Gdy na uczcie wniósł zdrowie Marszałek Rupeyko
+Wiwat Doweyko, drudzy krzyknęli Domeyko;
+A kto siedział w pośrodku, nie trafił do ładu,
+Zwłaszcza przy niewyraźnéj mowie w czas objadu.
+
+ Gorzéj było; raz w Wilnie jakiś szlachcic pijany,
+Bił się w szable z Domeyką i dostał dwie rany;
+Potém ow szlachcic z Wilna wracając do domu.
+Dziwnym trafem z Doweyką zjechał się u promu;
+Gdy więc na jednym promie płynęli Wileyką,
+Pyta sąsiada kto on, odpowie: Doweyko;
+Nie czekając dobywa rapier spod kireyki,
+Czach, czach, i za Domeykę podciął wąs Doweyki.
+
+Wreszcie jak na dobitkę, trzeba jeszcze było,
+Żeby na polowaniu tak się wydarzyło,
+Że stali blisko siebie oba imiennicy,
+I do jednéj strzelili razem Niedźwiedzicy.
+Prawda że po ich strzale upadła bez duchu,
+Ale już piérwéj niosła z dziesiątek kul w brzuchu;
+Strzelby z jednym kalibrem miało wiele osób,
+Kto zabił Niedźwiedzicę? dojdźże! jaki sposób?
+
+Tu już krzyknęli: dosyć! trzeba raz rzecz skończyć,
+Bóg nas czy diabeł złączył, trzeba się rozłączyć:
+Dwóch nas jak dwóch słońc pono za nadto na świecie, --
+A więc do szerpentynek i stają na mecie.
+Oba szanowni ludzie; co ich szlachta godzą,
+To oni na się jeszcze zapalczywiéj godzą.
+Zmienili broń; od szabel szło na pistolety,
+Stają, krzyczym że nadto przybliżyli mety;
+Oni na złość, przysięgli przez niedźwiedzią skórę
+Strzelać się, śmierć niechybna! prawie rura w rurę;
+Oba tęgo strzelali -- Sekunduj Hreczecha;
+Zgoda rzekłem, niech zaraz dół wykopie klecha:
+Bo taki spór nie może skończyć się na niczém;
+Lecz bijcie się szlacheckim trybem, nie rzeźniczym,
+Dosyć już mety zbliżać, widzę żeście zuchy,
+Chcecie strzelać się rury oparłszy na brzuchy?
+Ja nie pozwolę; zgoda że na pistolety;
+Lecz strzelać się nie z dalszéj, ani z bliższéj mety,
+Jak przez skórę niedźwiedzią; ja rękami memi
+Jako sekundant skórę rościągnę na ziemi,
+I ja sam was ustawię. Waść po jednéj stronie
+Stanie na końcu pyska, a Waść na ogonie.
+Zgoda! wrzaśli: czas? -- jutro -- miejsce? Karczma Usza.
+Rozjechali się. Ja zaś do Wirgiliusza --
+
+Tu Wojskiemu przerwał krzyk: Wyczha! tuż spod koni
+Smyknął szarak; już Kusy, już go Sokół goni.
+Psy wzięto na obławę, wiedząc że s powrotem
+Na polu łatwo można napotkać się s kotem;
+Bez smyczy szły przy koniach; gdy kota spostrzegły,
+Wprzód nim strzelcy poszczuli już za nim pobiegły.
+Rejent też i Assessor chcieli końmi natrzeć,
+Lecz Wojski wstrzymał krzycząc: wara! stać i patrzeć;
+Nikomu krokiem ruszyć z miejsca niedozwolę,
+Stąd widzim wszyscy dobrze, zając idzie w pole.
+W istocie, kot czuł s tyłu myśliwych i psiarnie,
+Rwał w pole, słuchy wytknął jak dwa różki sarnie,
+Sam szarzał się nad rolą długi, wyciągnięty,
+Skoki pod nim sterczały jakby cztery pręty,
+Rzekłbyś że ich nie rusza tylko ziemię trąca
+Po wierzchu, jak jaskółka wodę całująca.
+Pył za nim, psy za pyłem, zdaleka się zdało,
+Że zając, psy i charty jedne tworzą ciało:
+Jakby jakaś przez pole suwała się źmija,
+Kot jak głowa, pył s tyłu jakby modra szyja,
+A psami jak podwójnym ogonem wywija.
+
+Rejent, Assessor patrzą, otworzyli usta,
+Dech wstrzymali; wtém Rejent pobladnął jak chusta,
+Zbladł i Assessor, widzą -- fatalnie się dzieje,
+Owa źmija im daléj, tém bardziéj dłużeje,
+Już rwie się w pół, już znikła owa szyja pyłu,
+Głowa już blisko lasu, ogony, gdzie s tyłu!
+Głowa niknie, raz jeszcze jakby kto kutasem
+Mignął: w las wpadła; ogon urwał się pod lasem.
+
+Biedne psy, ogłupiałe biegały pod gajem,
+Zdawały się naradzać, oskarżać nawzajem;
+Wreście wracają, zwolna skacząc przez zagony,
+Spuściły uszy, tulą do brzucha ogony,
+I przybiegłszy, ze wstydu nieśmieją wznieść oczu,
+I zamiast iść do Panów, stały na uboczu.
+
+Rejent spuścił ku piersiom zasępione czoło,
+Assessor rzucał okiem ale niewesoło,
+Potém zaczęli oba słuchaczom wywodzić:
+Jak ich charty bez smycza nie nawykły chodzić,
+Jak kot z nienacka wypadł, jak źle był poszczuty
+Na roli, gdzie psom chyba trzebaby wdziać buty,
+Tak pełno wszędzie głazów i ostrych kamieni.
+
+ Mądrze rzecz wyłuszczali, szczwacze doświadczeni;
+Myśliwi s tych mów wiele mogliby korzystać,
+Lecz nie słuchali pilnie, ci zaczęli świstać,
+Ci śmiać się w głos, ci mając niedźwiedzia w pamięci
+Gadali o nim, świeżą obławą zajęci.
+
+
+Wojski ledwie raz okiem za zającem rzucił,
+Widząc że uciekł, głowę obojętnie zwrócił
+I kończył rzecz przerwaną: na czém więc stanąłem?
+A ha! na tém, że obu za słowo ująłem
+Iż będą strzelali się przez niedźwiedzią skórę,
+Szlachta w krzyk, to śmierć pewna! prawie rura w rurę,
+A ja w śmiech, bo mnie uczył mój przyjaciel Maro,
+Że skóra źwierza nic jest ladajaką miarą.
+Wszak wiecie Waćpanowie jak królowa Dydo
+Przypłynęła do Libów i tam z wielką biédą
+Wytargowała sobie taki ziemi kawał,
+Któryby się wołową skórą nakryć dawał;
+Na tym kawałku ziemi stanęła Kartago!
+Więc ja to sobie w nocy rozbieram z uwagą.
+
+Ledwie dniało, już z jednéj strony taradejką
+Jedzie Dowejko, z drugiéj na koniu Domeyko.
+Patrzą, aż tu przez rzekę, leży most kosmaty,
+Pas ze skóry niedźwiedziéj porzniętéj na szmaty.
+Postawiłem Dowejkę na zwierza ogonie
+Z jednéj strony, Domeykę zaś po drugiéj stronie.
+Pukajcie teraz, rzekłem, choć przez całe życie,
+Lecz póty was niespuszczę aż się pogodzicie.
+Oni w złość; a tu szlachta kładnie się na ziemi
+Od śmiechu, a ja s Księdzem słowy poważnemi
+Nuż im z Ewanjelji, s statutów dowodzić,
+Niema rady: -- śmieli się i musieli zgodzić.
+
+Spor ich potém w dozgonną przyjaźń się zamienił,
+I Doweyko się s siostrą Domeyki ożenił,
+Domeyko pojął siostrę szwagra, Doweykównę,
+Podzielili majątek na dwie części równe,
+A w miejscu gdzie się zdarzył tak dziwny przypadek,
+Pobudowawszy karczmę, nazwali Niedźwiadek.
+
+
+
+
+KSIĘGA PIĄTA.
+
+
+
+
+KŁÓTNIA.
+
+
+TREŚĆ.
+
+ Plany myśliwskie Telimeny -- Ogrodniczka wybiera się na wielki świat
+ i słucha nauk opiekunki -- Strzelcy wracają -- Wielkie zadziwienie
+ Tadeusza -- Spotkanie się powtórne w świątyni dumania i zgoda
+ ułatwiona za pośrednictwem mrowek -- U stołu wytacza się rzecz o
+ łowach -- Powieść Wojskiego o Rejtanie i Księciu Denassów,
+ przerwana -- Zagajenie układów między stronami, także przerwane --
+ Zjawisko s kluczem -- Kłótnia -- Hrabia z Gerwazym odbywają radę
+ wojenną.
+
+
+
+Wojski chlubnie skończywszy łowy wraca z boru,
+A Telimena w głębi samotnego dworu
+Zaczyna polowanie. Wprawdzie nieruchoma
+Siedzi z założonemi na piersiach rękoma,
+Lecz myślą goni źwierzów dwóch; szuka sposobu
+Jakby razem obsobaczyć i ułowić obu:
+Hrabię i Tadeusza. Hrabia panicz młody.
+Wielkiego domu dziedzic, powabnéj urody;
+Już trochę zakochany! cóż? może się zmienić!
+Potém, czy szczérze kocha? czy się zechce żenić?
+S kobietą kilka laty starszą! nie bogatą!
+Czy mu krewni pozwolą? co świat powié na to?
+
+Telimena tak myśląc s sofy się podniosła
+I stanęła na palcach, rzekłbyś że podrosła;
+Odkryła nieco piersi, wygięła się bokiem,
+I sama siebie pilném obejrzała okiem,
+I znowu zapytała o radę zwierciadła,
+Po chwili, wzrok spuściła, westchnęła i siadła.
+
+Hrabia Pan! zmienni w gustach są ludzie majętni!
+Hrabia blondyn! blondyni nie są zbyt namiętni.
+A Tadeusz? prostaczek! poczciwy chłopczyna!
+Prawie dziecko! raz pierwszy kochać się zaczyna!
+Pilnowany niełacno zerwie pierwsze zwiąski,
+Przytém dla Telimeny ma już obowiąski
+Męszczyzni póki młodzi, chociaż w myślach zmienni,
+W uczuciach są od dziadów stalsi, ho sumienni.
+Długo serce młodzieńca proste i dziewicze
+Chowa wdzięczność za pierwsze miłości słodycze!
+Ono roskosz i wita i żegna z weselem,
+Jak skromną ucztę ktorą dzielim s przyjacielem,
+Tylko siary pianica, gdy już spali trzewa,
+Brzydzi się trunkiem, którym nazbyt się zalewa.
+Wszystko to Telimena dokładnie wiedziała,
+Bo i rozum i wielkie doświadczenie miała.
+
+Lecz co powiedzą ludzie? można im zejść % oczu,
+W inne strony wyjechać, mieszkać na uboczu,
+Lub co lepsza, wynieść się całkiem z okolicy,
+Naprzykład zrobić małą podróż do stolicy,
+Młodego chłopca na świat wielki wyprowadzić,
+Kroki jego kierować, pomagać mu, radzić,
+Serce mu kształcić, mieć w nim przyjaciela, brata!
+Nareszcie -- użyć świata, póki służą lata!
+
+Tak myśląc, po alkowie śmiało i wesoło
+Przeszła się kilka razy -- znów spuściła czoło.
+
+ Wartoby też pomyślić o Hrabiego losie --
+Czyby się nie udało ppdsunąć mu Zosię?
+Niebogata, lecz za to urodzeniem równa,
+Z domu senatorskiego, jest dygnitarzówna.
+Jeżeliby do skutku przyszło ożenienie,
+Telimena w ich domu miałaby schronienie
+Na przyszłość, krewna Zosi i Hrabiego swatka,
+Dla młodego małżeństwa byłaby jak matka.
+
+Po tj s sobą odbytéj, stanowczéj naradzie,
+Woła przez okno Zosię, bawiącą się w sadzie.
+
+Zosia w porannym stroju i z głową odkrytą
+Stała, trzymając w ręku podniesione sito,
+Do nóg jéj biegło ptastwo; stąd kury szurpate
+Toczą się kłębkiem, stamtąd kogutki czubate,
+Wstrząsając koralowe na głowach szyszaki
+I wiosłując skrzydłami przez bruzdy i krzaki,
+Szeroko wyciągają ostrożaste pięty;
+Za niemi zwolna indyk sunie się odęty
+Sarkając na trzpiotalstwo swéj krzykliwéj żony,
+Owdzie pawie jak tratwy długiemi ogony
+Stérują się po łące, a gdzie niegdzie z gory
+Upada jak kiść śniegu gołąb' srebrnopióry.
+W pośrodku zielonego okręgu murawy,
+Ściska się okrąg ptastwa krzykliwy, ruchawy,
+Opasany gołębi sznurem, nakształt wstęgi
+Białéj, środkiem pstrokaty w gwiazdy, w cętki, w pręgi.
+Tu dzioby bursztynowe, tam czubki s korali
+Wznoszą się z gęstwi pierza jak ryby spod fali.
+Wysuwają się szyje i w ruchach łagodnych
+Chwieją się ciągle nakształt tulipanów wodnych;
+Tysiące oczu jak gwiazd błyskają ku Zosi.
+
+Ona w środku wysoko nad ptastwem się wznosi,
+Sama biała i w długa bieliznę ubrana
+Kręci się, jak bijąca śród kwiatów fontanna;
+Czerpie s sita i sypie na skrzydła i głowy,
+Ręką jak perły białą, gęsty grad perłowy
+Krup jęczmiennych: to ziarno godne pańskich stołów,
+Robi się dla zaprawy litewskich rosołów,
+Zosia je wykradając s szafy ochmistrzyni
+Dla swego drobiu, szkodę w gospodarstwie czyni.
+
+ Usłyszała wołanie: Zosiu! to głos cioci!
+Sypnęła razem ptastwu ostatek łakoci,
+A sama kręcąc sito, jako tanecznica
+Bębenek i w takt bijąc, swawolna dziewica
+Jęła skakać przez pawie, gołębie i kury:
+Zmieszane ptastwo tłumnie furknęło do góry.
+Zosia stopami ledwie dotykając ziemi,
+Zdawała się najwyżéj bujać miedzy niemi;
+Przodem gołębie białe, które w biegu płoszy,
+Leciały, jak przed wozem bogini roskoszy.
+
+Zosia przez okno s krzykiem do alkowy wpadła,
+I na kolanach ciotki zadyszana siadła;
+Telimena całując i głaszcząc pod brodę,
+Z radością zważa dziecka żywość i urodę
+(Bo prawdziwie kochała swą wychowanicę.)
+Ale znowu poważnie nastroiła lice,
+Wstała i przechodząc się wszerz i wzdłuż alkowy.
+Dzierżąc palec przy ustach, temi rzekła słowy:
+
+Kochana Zosiu, już też całkiem zapominasz
+I na stan i na wiek twój; wszak to dziś zaczynasz
+Rok czternasty, czas rzucić indyki i kurki,
+Fi! to godna zabawka dygnitarskiéj córki.
+I z umurzaną dziatwą chłopską już do woli
+Napieściłaś się! Zosiu! patrząc serce boli;
+Opaliłaś okropnie płeć, czysta cyganka,
+A chodzisz i ruszasz się, juk parafianka.
+Już ja temu wszystkiemu na przyszłość zaradzę,
+Od dziś zacznę, dziś ciebie na świat wyprowadzę,
+Do salonu, do gości, gości mamy siła,
+Patrzajżeż ażebyś mnie wstydu nie zrobiła.
+
+Zosia skoczyła z miejsca i klasnęła w dłonie,
+I ciotce zawisnąwszy oburącz na łonie,
+Płakała i śmiała się na przemian z radości.
+Ach ciociu! już tak dawno nie widziałam gości;
+Od czasu jak tu żyję s kury i indyki,
+Jeden gość co widziałam to był gołąb' dziki;
+Już mi troszeczkę nudno tak siedzieć w alkowie,
+Pau Sędzia nawet mówi, że to źle na zdrowie.
+
+Sędzia! przerwała ciotka, ciągle mi dokuczał
+Żeby cię na świat wywieść, ciągle pod nos mruczał
+Że już jesteś dorosłą; sam nie wié co plecie,
+Dziadziuś nigdy na wielkim niebywały świecie.
+Ja wiem lepiéj jak długo trzeba się sposobić
+Panience, by wyszedłszy na świat effekt zrobić.
+Wiedz Zosiu, że kto rośnie na widoku ludzi,
+Choć piękny, choć rozumny effektów nie wzbudzi.
+Gdy go wszyscy przywykną widzieć od maleńka.
+Lecz niechaj ukształcona, dorosła panienka,
+Nagle ni stąd ni zowąd przed światem zabłyśnie,
+Wtenczas każdy się do niéj przez ciekawość ciśnie,
+Wszystkie jéj ruchy, rzuty oczu jéj uważa,
+Słowa jéj podsłuchiwa i drugim powtarza.
+A kiedy wejdzie w modę raz młoda osoba,
+Każdy ją chwalić musi, choć i niepodoba.
+Znaleść się, spodziewam się że umiesz; w stolicy
+Urosłaś. Choć dwa lata mieszkasz w okolicy,
+Niezapomniałaś jeszcze całkiem Petersburka.
+No, Zosiu, toaletę rób, dostań tam z biórka,
+Nagotowane znajdziesz wszystko do ubrania.
+Spiesz się, bo lada chwila wrócą s polowania.
+
+Wezwano pokojowę i służącą dziewkę;
+W naczynie srebrne wody wylano konewkę,
+Zosia jak wróbel w piasku, trzepioce się; myje
+S pomocą sługi ręce, oblicze i szyję.
+Telimena otwiera Petersburskie składy,
+Dobywa flaszki perfum, słoiki pomady,
+Pokrapia Zosię wkoło wyborną perfumą,
+(Woń napełniła izbę) włos namaszcza gumą,
+Zosia kładnie pończoszki białe, ażurowe,
+I trzewiki Warszawskie białe atłasowe;
+Tymczasem pokojowa sznurowała stanik,
+Potém rzuciła na gors Pannie pudermanik,
+Zaczęto przypieczone zbierać papiloty,
+Pukle, że nazbyt krótkie uwito w dwa sploty,
+Zostawując na czole i skroniach włos gładki;
+Pokojowa zaś świeżo zebrane bławatki
+Uwiązawszy w plecionkę daje Telimenie;
+Ta ją do głowy Zosi przyszpila uczenie,
+S prawej strony na lewo: kwiat od bladych włosów
+Odbijał bardzo pięknie, jak od zboża kłosow!
+Zdjęto puderman, całe ubranie gotowe.
+Zosia białą sukienkę wrzuciła przez głowę,
+Chusteczkę batystową białą w ręku zwija,
+I tak cała wygląda biała jak lilija.
+
+Poprawiwszy raz jeszcze i włosów i stroju,
+Kazano jéj wzdłuż i wszerz przejść się po pokoju;
+Telimena uważa znawczyni oczyma,
+Musztruje siestrzenicę, gniewa się i zżyma;
+Aż na dygnienie Zosi krzyknęła z rospaczy,
+Ja nieszczęśliwa! Zosiu widzisz, co to znaczy
+Żyć z gęśmi, s pastuchami! tak nogi rosszerzasz
+Jak chłopiec, okiem w prawo i w lewo uderzasz,
+Czysto rozwódka! -- dygnij, patrz, jaka niezwinnia!
+-- Ach ciociu, rzekła smutnie Zosia, coż ja winna,
+Ciotka mnie zamykała; nic było s kim tańczyć,
+Lubiłam z nudy ptastwo paść i dzieci niańczyć;
+Ale poczekaj ciociu, niechno się pobawię
+Trochę z ludźmi, obaczysz jak się ja poprawię.
+
+Już, rzekła ciotka, z dwojga złego, lepiej s ptastwem
+Niż s tém co u nas dotąd gościło plugastwem;
+Przypomnij tylko sobie, kto tu u nas bywał:
+Pleban co pacierz mruczał, lub w warcaby grywał,
+I palestra s fajkami! to mi kawalery!
+Nabrałabyś się od nich pięknéj maniery,
+Teraz to pokazać się jest przynajmniéj komu,
+Mamy przecież uczciwe towarzystwo w domu.
+Uważaj dobrze Zosiu, jest tu Hrabia młody,
+Pan, dobrze wychowany, krewny wojewody.
+Pamiętaj być mu grzeczną --
+
+ Słychać rżenie koni
+I gwar myśliwców; już są pod bramą; to oni!
+Wziąwszy Zosię pod rękę pobiegła do sali.
+Myśliwi na pokoje jeszcze niewchadzali,
+Musieli po komnatach odmieniać swą odzież,
+Niechcąc wniść do dam w kurtkach. Pierwsza wpadła młodzież,
+Pan Tadeusz i Hrabia, co żywo przybrani.
+
+Telimena sprawuje obowiązki Pani,
+Wita wchodzących, sadza, rozmową zabawia,
+I siostrzenicę wszystkim s kolei przedstawia:
+Naprzód Tadeuszowi, jako krewną bliską;
+Zosia grzecznie dygnęła, on skłonił się nisko,
+Chciał coś do niéj przemówić, już usta otworzył,
+Ale spojrzawszy w oczy Zosi tak się strwożył,
+Ze stojąc niemy przed nią, to płonął, to bladnął;
+Co było w jego sercu, on sam nie odgadnął.
+Uczuł się nieszczęśliwym bardzo -- poznał Zosię!
+Po wzroście i po włosach światłych i po głosie;
+Tę kibić i tę główkę widział na parkanie,
+Ten wdzięczny głos zbudził go dziś na polowanie.
+
+Aż Wojski Tadeusza wyrwał z zamięszania,
+Widząc że bladnie i że na nogach się słania,
+Radził mu odejść do swej izby dla spoczynku;
+Tadeusz stanął w kącie, wsparł się na kominku,
+Nic nie mówiąc -- szerokie, obłędne źrenice
+Obracał to na ciotkę, to na siostrzenicę.
+Dostrzegła Telimena, iż piérwsze spojrzenie
+Zosi, tak wielkie na nim zrobiło wrażenie;
+Nie odgadła wszystkiego, przecież pomieszana
+Bawi gości, a z oczu nie spuszcza młodziana.
+Wreszcie czas upatrzywszy ku niemu podbiega:
+Czy zdrów? dla czego smutny? pyta się, nalega
+Napomyka o Zosi, zaczyna z nim żarty;
+Tadeusz nieruchomy, na łokciu oparty,
+Nic nie gadając marszczył brwi i usta krzywił:
+Tém bardziéj Telimenę pomieszał i ździwił.
+Zmieniła wiec natychmiast twarz i ton rozmowy,
+Powstała zagniewana, i ostremi słowy
+Poczęła nań przymówki sypać i wyrzuty;
+Porwał się i Tadeusz jak żądłem ukłuty,
+Spojrzał krzywo, nie mówiąc ani słowa spluął,
+Krzesło nogą odepchnął i s pokoju runął,
+Trzasnąwszy drzwi za sobą. Szczęściem że téj sceny
+Nikt z gości nie uważał oprócz Telimeny.
+
+Wyleciawszy przez bramę, biegł prosto na pole;
+Jak szczupak, gdy mu oścień skróś piersi przekole,
+Pluska się i nurtuje myśląc że uciecze,
+Ale wszędzie żelazo i sznur s sobą wlecze:
+Tak i Tadeusz ciągnął za sobą zgryzoty,
+Suwając się przez rowy i skacząc przez płoty,
+Bez celu i bez drogi; aż nie mało czasu
+Nabłąkawszy się, w końcu wszedł w głębinę lasu
+I trafił czy umyślnie, czyli też przypadkiem,
+Na wzgórek co był wczora szczęścia jego świadkiem,
+Gdzie dostał ów bilecik, zadatek kochania,
+Miejsce jak wiemy, zwane _Swiątynią dumania_.
+
+ Gdy okiem w koło rzuca, postrzega, to ona!
+Telimena, samotna, w myślach pogrążona,
+Od wczorajszéj postacią i strojem odmienna,
+W bieliźnie, na kamieniu, sama jak kamienna;
+Twarz schyloną w otwarte utuliła dłonie,
+Choć nie słyszysz szlochania, znać że we łzach tonie.
+
+Daremnie broniło się serce Tadeusza:
+Ulitował się, uczuł że go żal porusza,
+Długo poglądał niemy, ukryty za drzewem,
+Nakoniec westchnął i rzekł sam do siebie z gniewem:
+Głupi! cóż ona winna, że się ja pomylił;
+Więc zwolna głowę ku niéj z za drzewa wychylił.
+Gdy nagle Telimena zrywa się s siedzenia,
+Rzuca się w prawo, w lewo, skacze skroś strumienia,
+Roskrzyżowana, z włosem rospuszczonym, blada,
+Pędzi w las, podskakuje, przyklęka, upada,
+I nie mogąc już powstać, kręci się po darni,
+Widać z jéj ruchów w jakiéj strasznéj jest męczarni;
+Chywta się za pierś, szyję, za stopy, kolana;
+Skoczył Tadeusz myśląc że jest pomieszana,
+Lub ma wielka chorobę. Lecz z innéj przyczyny
+Pochodziły te ruchy.
+
+ U bliskiéj brzeziny
+Było wielkie mrowisko, owad gospodarny
+Snuł się wkoło po trawie, ruchawy i czarny;
+Nie wiedziéć czy s potrzeby, czy z upodobania,
+Lubił szczególnie zwiedzać świątynię dumania;
+Od stołecznego wzgórku aż po źródła brzegi
+Wydeptał drogę, którą wiodł swoje szeregi.
+Nieszczęściem Telimena siedziała śród drożki;
+Mrówki znęcone blaskiem bieluchnéj pończoszki,
+Wbiegły, gęsto zaczęły łaskotać i kąsać,
+Telimena musiała uciekać, otrząsać,
+Nakoniec na murawie siąść i owad łowić.
+
+Niemógł jéj swéj pomocy Tadeusz odmówić;
+Oczyszczając sukienkę aż do nóg się zniżył,
+Usta trafem ku skroniom Telimeny zbliżył --
+W tak przyjaźnéj postawie, choć nic nie mówili
+O rannych kłótniach swoich, przecież się zgodzili;
+I nie wiedzieć jak długo trwałaby rozmowa,
+Gdyby ich nie przebudził dzwonek s Soplicowa --
+
+ Hasło wieczerzy: pora powracać do domu,
+Zwłaszcza że słychać było opodal trzask łomu.
+Może szukają? razem wracać nie wypada;
+Więc Telimena w prawo pod ogród się skrada,
+A Tadeusz na lewo biegł do wielkiéj drogi;
+Oboje w tym odwrocie mieli nieco trwogi:
+Telimenie zdało się, że raz s poza krzaka
+Błysła zakapturzona, chuda twarz Robaka;
+Tadeusz widział dobrze, jak mu raz i drugi
+Pokazał się na lewo cień biały i długi,
+Co to było nie wiedział, ale miał przeczucie,
+Że to był Hrabia w długim, angielskim surducie.
+
+Wieczerzano w zamczysku. Uparty Protazy
+Niedbajac na wyraźne Sędziego zakazy,
+W niebytność Państwa znowu do zamku szturmował,
+I kredens doń (jak mówi) zaintromitował.
+Goście weszli w porządku i stanęli kołem;
+Podkomorzy naywyższe brał miejsce za stołem,
+Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,
+Idąc kłaniał się damom starcom i młodzieży.
+Kwestarz nie był u stołu; miejsce Bernardyna
+Po prawéj stronie męża, ma Podkomorzymi.
+Sędzia, kiedy już gości jak trzeba ustawił,
+Żegnając po łacinie, stół pobłogosławił;
+Męszczyznom dano wódkę; żaczém wszyscy siedli,
+I chłodnik zabielany milcząc żwawo jedli.
+
+Po chłodniku szły raki, kurczęta, szparagi,
+W towarzystwie kielichów Węgrzyna, Malagi;
+Jedzą, piją a milczą wszyscy. Nigdy pono
+Od czasu jako mury zamku podźwigniono,
+Który uraczał hojnie tylu szlachty bratów,
+Tyle wesołych słyszał i odbił wiwatów,
+Niepamiętano takiéj posępnéj wieczerzy;
+Tylko pukanie korków i brzęki talerzy,
+Odbijała zamkowa sień wielka i pusta:
+Rzekłbyś iż zły duch gościom zasznurował usta.
+
+Mnogie były powody milczenia: myśliwi
+Powrócili z ostępu dosyć gadatliwi;
+Lecz gdy zapał ochłonął, myśląc nad obławą,
+Postrzegają że wyszli z niéj nie z wielką sława:
+Trzebaż było ażeby jeden kaptur popi,
+Wyrwawszy się Bóg wie skąd, jak Filip s konopi,
+Przepisał wszystkich strzelców powiatu? O wstydzie!
+Cóż o tém będą gadać w Oszmianie i Lidzie,
+Które od wieków walczą s tutejszym powiatem
+O piérwszeństwo w strzelectwie; myślili więc nad tém.
+
+Zaś Assessor i Rejent prócz wspólnych niechęci,
+Świeżą hańbę swych chartów mieli na pamięci.
+W oczach im stoi niecny kot, skoki wyciąga,
+I omykiem spod gaju kiwając urąga,
+I tym omykiem ćwiczy po sercach jak biczem:
+Siedzieli s pochyloném ku misie obliczem.
+Assessor nowe jeszcze miał powody żalów,
+Patrząc na Telimenę i na swych rywalów.
+
+Do Tadeusza siedzi Telimena bokiem,
+Pomięszana, zaledwie śmie nań rzucić okiem;
+Chciała zasępionego Hrabiego zabawić,
+Wyzwać w dłuższa rozmowę, w lepszy humor wprawić:
+Bo Hrabia dziwnie kwaśny powrócił s przechadzki,
+A raczéj jako myślił Tadeusz z zasadzki;
+Słuchając Telimeny, czoło podniósł hardo,
+Brwi zmarszczył, spojrzał na nią ledwie nie s pogardą,
+Potém przysiadł się jak mógł najbliżéj do Zosi,
+Nalewa jéj do szklanki, talerze przynosi,
+Prawi tysiąc grzeczności, kłania się, uśmiécha,
+Czasem oczy wywraca i głęboko wzdycha.
+Widać przecież, pomimo tak zręczne łudzenie,
+Ze umizgał się, tylko na złość Telimenie;
+Bo głowę odwracając niby nie umyślnie,
+Co raz ku Telimenie groźnem okiem błyśnie.
+
+Telimena nie mogła pojąć co to znaczy,
+Ruszywszy ramionami, myśliła: dziwaczy.
+Wreszcie nowym zalotom Hrabiego dość rada,
+Zwróciła się do swego drugiego sąsiada.
+
+Tadeusz téż posępny nic nie jadł, nic nie pił,
+Zdawał się słuchać rozmów, oczy w talerz wlepił;
+Telimena mu leje wino, on się gniewa
+Na natrętność; pytany o zdrowie -- poziewa.
+Ma za złe (tak się zmienił jednego wieczora)
+Że Telimena zbytnie do zalotów skora;
+Gorszy się że jéj suknia tak wcięta głęboko,
+Nie skromnie -- a dopiéro, kiedy podniósł oko!
+Aż przeląkł się, bystrzejsze teraz miał źrenice,
+Ledwie spójrzał w rumiane Telimeny lice,
+Odkrył od razu wielką, straszną tajemnicę!
+Przebóg, naróżowana!
+
+ Czy róż w złym gatunku,
+Czy jakoś na obliczu przetarł się s trefunku:
+Gdzieniegdzie zrzedniał, na wskróś grubszą płeć odsłania.
+Może to sam Tadeusz w _Świątyni dumania_,
+Rozmawiając za blisko, omusknął z bielidła
+Karmin, lżejszy od pyłków motylego skrzydła.
+Telimena wracała nazbyt śpieszno z lasu,
+I poprawić kolory swe nie miała czasu;
+Około ust szczególniéj widne były piegi.
+Nuż oczy Tadeusza, jako chytre szpiegi,
+Odkrywszy jedną zdradę, poczną w kolej zwiedzać
+Resztę wdzięków, i wszędzie, jakiś fałsz wyśledzać:
+Dwóch zębów braknie w ustach; na czole, na skroni
+Zmarszczki; tysiące zmarszczków pod brodą się chroni!
+
+Niestety! czuł Tadeusz, jak jest niepotrzebnie,
+Rzecz piękną nazbyt ściśle zważać; jak haniebnie
+Być szpiegiem swej kochanki; nawet jak szkaradnie,
+Odmieniać smak i serce -- lecz ktoż sercem władnie?
+Darmo chce brak miłości zastąpić sumnieniem,
+Chłod duszy ogrzać znowu jéj wzroku promieniem:
+Już ten wzrok, jako księżyc światły a bez ciepła,
+Błyskał po wierzchu duszy, która do dna krzepła..
+Takie robiąc sam w sobie wyrzuty i skargi,
+Pochylił w talerz głowę, milczał i gryzł wargi.
+
+Tym czasem zły duch nową pokusą go wabi,
+Podsłuchiwać co Zosia mówiła do Hrabi:
+Dziewczyna uprzejmością Hrabiego ujęta,
+Z razu rumieniła się spuściwszy oczęta,
+Potém śmiać się zaczęli, w końcu rozmawiali,
+O jakiémś niespodzianém w ogrodzie spotkaniu,
+O jakiémś po łopuchach i grzędach stąpaniu.
+Tadeusz wyciągnąwszy co najdłużéj uszy,
+Połykał gorzkie słowa i przetrawiał w duszy.
+Okropną miał biesiadę. Jak w ogrodzie źmija,
+Dwoistém żądłem zioło zatrute wypija,
+Potém skręci się w kłębek i na drodze legnie,
+Grożąc stopie co na nią nieostróżnie biegnie;
+Tak Tadeusz opity trucizną zazdrości,
+Zdawał się obojętny, a pękał ze złości.
+
+W najweselszém zebraniu niech się kilku gniewa,
+Zaraz się ich ponurość na resztę rozlewa.
+Strzelcy dawniéj milczeli, druga stołu strona
+Umilkła, Tadeusza żółcią zarażona.
+
+Nawet Pan Podkomorzy nadzwyczaj ponury,
+Nie miał ochoty gadać; widząc swoje córy
+Posażne i nadobne Panny, w wieku kwiecie,
+Zdaniem wszystkich najpierwsze partye w powiecie,
+Milczące, zaniedbane od milczącéj młodzi.
+Gościnnego Sędziego również to obchodzi;
+Wojski zaś uważając że tak wszyscy milczą,
+Nazywał tę wieczerzą nie polską, lecz wilczą.
+
+Hreczecha na milczenie miał słuch bardzo czuły,
+Sam gawęda, i lubił niezmiernie gaduły.
+Nie dziw! ze szlachtą strawił życie na biesiadach,
+Na polowaniach, zjazdach, sejmikowych radach;
+Przywykł żeby mu zawsze coś bębniło w ucho,
+Nawet wtenczas, gdy milczał, lub s placką za mucha
+Skradał się, lub zamknąwszy oczy siadał marzyć;
+W dzień szukał rozmów, w nocy musiano mu gwarzyć
+Pacierze różańcowe, albo gadać bajki:
+Stąd też nieprzyjacielem zabitym był fajki,
+Wymyślonéj od niemców by nas scudzoziemczyć,
+Mawiał: Polskę oniemić, jest to Polskę zniemczyć. --
+Starzec wiek przegwarzywszy chciał spoczywać w gwarze,
+Milczenie go budziło ze snu: tak młynarze
+Uśpieni kół tarkotem, ledwie staną osie,
+Budzą się krzycząc s trwogą: a słowo stało się.
+
+Wojski ukłonem dawał znak Podkomorzemu,
+A ręką od ust lekko skinął ku Sędziemu,
+Prosząc o głos; Panowie na ten ukłon niemy
+Odkłonili się oba, co znaczy: prosiemy.
+Wojski zagaił.
+
+ «Śmiałbym upraszać młodzieży,
+Ażeby postaremu bawić u wieczerzy,
+Nie milczeć i żuć: czy my Ojce Kapucyni?
+Kto milczy między szlachtą, to właśnie tak czyni,
+Jako myśliwiec który nabój rdzawi w strzelbie:
+Dla tego ja rozmowność naszych przodków wielbię.
+Po łowach szli do stołu, nie tylko by jadać,
+Ale aby nawzajem mogli się wygadać,
+Co każdy miał na sercu; nagany, pochwały
+Strzelców i obławników, ogary, wystrzały,
+Wywoływano na plac; powstawała wrzawa,
+Miła uchu myśliwców, jak druga obława.
+Wiem, wiem o co wam idzie: ta czarnych trosk chmura
+Pono z Robakowego wzniosła się kaptura!
+Wstydzicie się swych pudeł! niech was wstyd nie pali,
+Znałem myśliwych lepszych od was, a chybiali;
+Trafiać, chybiać, poprawiać, to kolej strzelecka.
+Ja sam, chociaż ze strzelbą włóczę się od dziecka,
+Chybiałem; chybiał sławny ów strzelec Tułoszczyk,
+Nawet nie zawsze trafiał pan Rejtan nieboszczyk.
+O Rejtanie opowiem później. Co się tycze
+Wypuszczenia z obławy, że oba panicze
+Zwierzowi jak należy kroku niedostali
+Choć mieli oszczep w ręku, tego nikt nie chwali.
+Ani gani: bo zmykać mając nabój w rurze
+Znaczyło po staremu być tchórzem nad tchórze,
+Toż wystrzelić na oślep (jak to robi wielu)
+Nie przypuściwszy zwierza, nie wziąwszy do celu,
+Jest rzecz haniebna; ale kto dobrze wymierzy,
+Kto przypuści do siebie zwierza jak należy,
+Jeśli chybił, cofnąć się może bez sromoty,
+Albo walczyć oszczepem, lecz z własnéj ochoty
+A nie z musu: gdyż oszczep strzelcom poruczony,
+Nie dla natarcia, ale tylko dla obrony.
+Tak było po staremu: a więc mnie zawierzcie,
+I waszéj rejterady do serca niebierzcie,
+Kochany Tadeuszku i Wielmożny Grafie;
+Ilekroć zaś wspomnicie o dzisiejszym trafie,
+Wspomnijcie też starego Wojskiego przestrogę,
+Nigdy jeden drugiemu nie zachodzić w drogę,
+Nigdy we dwóch nie strzelać do jednéj źwierzyny.
+
+Właśnie Wojski wymawiał to słowo źwierzyny,
+Gdy Assessor półgębkiem podszepnął: dziewczyny;
+Brawo krzyknęła młodzież, powstał szmer i śmiechy,
+Powtarzano s kolei przestrogę Hreczechy,
+Mianowicie ostatnie słowo: ci źwierzyny,
+A drudzy w głos śmiejąc się krzyczeli dziewczyny;
+Rejent szepnął: kobiety, -- Assessor: kokiety,
+Utkwiwszy w Telimenie oczy jak sztylety.
+
+Nie myślił wcale Wojski przymawiać nikomu,
+Ani uważał, co tam szepcą pokryjomu;
+Rad bardzo że mógł damy i młodzież rosśmieszyć,
+Zwrócił się ku myśliwcom, chcąc i tych pocieszyć.
+I zaczął, nalewając sobie kielich wina:
+
+«Nadaremnie oczyma szukam Bernardyna;
+Chciałbym mu opowiedziéć wypadek ciekawy,
+Podobny do zdarzenia dzisiejszéj obławy.
+Klucznik mówił, że tylko znał jednego człeka,
+Co tak celnie jak Robak mógł strzelić zdaleka;
+Ja zaś znałem drugiego: równie trafnym strzałem
+Ocalił on dwóch panów; sam ja to widziałem,
+Kiedy do Nalibockich zaciągnęli lasów,
+Tadeusz Rejtan poseł i książę Denassow.
+Nie zazdrościli sławie szlachcica panowie,
+Owszem u stołu, pierwsi wnieśli jego zdrowie,
+Nadawali mu wielkich prezentów bez liku,
+I skórę zabitego dzika: u tym dziku
+J o strzale, powiem wam jak naoczny świadek,
+Bo to był dzisiejszemu podobny przypadek,
+A zdarzył się największym strzelcom za mych czasów
+Posłowi Rejtanowi i Księciu Denassow.
+
+A w tém ozwał się Sędzia nalewając czaszę:
+Piję zdrowie Robaka, Wojski, w ręce wasze.
+Jeśli datkiem nie możem kwestarza zbogacić,
+Postaramy się przecież za proch mu zapłacić,
+Uręczamy, że niedźwiedź zabity dziś w boru,
+Przez dwa lata wystarczy na kuchnię klasztoru.
+Lecz skóry Księdzu niedam; lub gwałtem zabiorę,
+Albo ją mnich ustąpić musi przez pokorę,
+Albo ją kupię choćby dziesiątkiem soboli.
+Skórą tą rozrządzimy wedle naszéj woli;
+Pierwszy wieniec i sławę już wziął sługa boży,
+Skórę Jaśnie Wielmożny pan nasz Podkomorzy
+Temu da, kto na drugą nagrodę zasłużył.
+
+Podkomorzy pogładził czoło i brwi zmrużył;
+Strzelcy zaczęli szemrać, każdy coś powiadał,
+Tamten jak zwierza znalazł, ten jak ranę zadał,
+Tamten psiarnię nawołał, ów zwierza nawrócił
+Znowu w ostęp. Assessor z Rejentem się kłócił,
+Jeden wielbiąc przymioty swojéj Sanguszkówki,
+Drugi bałabanowskiéj swéj Sagalasówki.
+
+Sędzio sąsiedzie, wreszcie wyrzekł Podkomorzy,
+Pierwszą nagrodę słusznie zyskał sługa boży;
+Lecz nie łacno rozsądzić kto jest po nim drugi,
+Bo wszyscy zdają mi się mieć równe zasługi,
+Wszyscy równi zręcznością, biegłością i męstwem.
+Przecież dwóch dziś odznaczył los niebespieczeństwem,
+Dwaj byli niedźwiedziego najbliżsi pazura,
+Tadeusz i pan Hrabia; im należy skóra.
+Pan Tadeusz ustąpi (jestem tego pewny)
+Jako młodszy i jako Gospodarza krewny;
+Więc spolia opima weźmiesz Mości Hrabia.
+Niech ten łup twą strzelecką komnatę ozdabia,
+Niechaj pamiątką będzie dzisiejszéj zabawy,
+Godłem szczęścia łowczego, bodźcem przyszłéj sławy.
+
+Umilknął wesoł, myśląc Że Hrabię ucieszył,
+Nie wiedział jak boleśnie serce jego przeszył.
+Bo Hrabia na strzeleckiéj komnaty wspomnienie,
+Mimowolnie wzrok podniósł; a te łby jelenie,
+Te gałęziste rogi jakby las wawrzynów
+Zasiany ręką ojców na wieńce dla synów,
+Te rzędami portretów zdobione filary,
+Ten w sklepieniu błyszczący herb Półkozic stary.
+Ozwały się doń zewsząd głosami przeszłości;
+Zbudził się z marzeń, wspomniał, gdzie, u kogo gości.
+Dziedzic Horeszków, gościem śród swych własnych progów,
+Biesiadnikiem Sopliców, swych odwiecznych wrogów!
+A przytém zawiść którą czuł dla Tadeusza,
+Tém mocniej Hrabię przeciw Soplicom porusza.
+
+Rzekł więc z gorzkim uśmiechem: mój domek zbyt mały,
+Niema godnego miejsca na dar tak wspaniały;
+Niech lepiéj niedźwiedź czeka pośród tych rogaczy,
+Aż mi go Sędzia razem z zamkiem oddać raczy.
+
+Podkomorzy zgadując na co się zanosi,
+Zadzwonił w tabakierę złotą, o głos prosi.
+
+ Godzieneś pochwał, rzecze, Hrabio mój sąsiedzie,
+Że dbasz o interesa nawet przy obiedzie;
+Nie tak jak modni wieku twojego panicze,
+Żyjący bez rachunku. Ja tuszę i życzę
+Zgodą zakończyć moje sądy podkomorskie;
+Dotąd jedyna trudność jest o fundum dworskie.
+Mam już projekt zamiany, fundum wynagrodzić
+Ziemią, w sposób następny -- Tu zaczął wywodzić
+Porządnie (jak zwykł zawsze) plan przyszłéj zamiany;
+Już był w połowie rzeczy; gdy ruch niespodziany
+Wszczął się na końcu stoła: jedni coś postrzegli,
+Wskazują palcem, drudzy z oczyma tam biegli,
+Aż wreszcie wszystkie głowy, jak kłosy schylone,
+Wstecznym wiatrem w przeciwną zwróciły się stronę,
+W kąt.
+
+ S kątu, kędy wisiał portret nieboszczyka
+Ostatniego z rodziny Horeszków Stolnika,
+Z małych drzwiczek ukrytych pomiędzy filary,
+Wysunęła się cicho postać, nakształt mary.
+Gerwazy; poznano go po wzroście, po licach,
+Po srebrzystych na żółtéj kurcie Półkozicach.
+Stąpał jako słup prosto, niemy i surowy,
+Niezdjąwszy czapki, nawet nieschyliwszy głowy;
+W ręku trzymał błyszczący klucz jakby puginał,
+Odemknął szafę i w niéj coś kręcić zaczynał.
+
+Stały w dwóch kątach sieni, wsparte o filary,
+Dwa kurantowe w szafach zamknięte zegary.
+Dziwaki stare, dawno ze słońcem w niezgodzie,
+Południe wskazywały często o zachodzie;
+Gerwazy nie przybrał się machyny naprawić,
+Ale bez nakręceniu nie chciał jéj zostawić,
+Dręczył kluczem zegary każdego wieczora;
+Właśnie teraz przypadła nakręcania pora.
+Gdy Podkomorzy sprawą zajmował uwagę
+Stron interessowanych, on pociągnął wagę:
+Zgrzytnęły wyszczerbionym zębem koła rdzawe,
+Wzdrygnął się Podkomorzy i przerwał rosprawę.
+Bracie, rzekł, odłóż nieco twą pilną robotę --
+I kończył plan zamiany; lecz Klucznik na psotę
+Jeszcze silniej pociągnął drugiego ciężaru;
+I wnet gil który siedział na wierzchu zegaru,
+Trzepiocąc skrzydłem zaczął ciąć kurantów nóty.
+Ptak sztucznie wyrobiony, szkoda że popsuty,
+Zająkął się i piszczał, im daléj tém gorzéj.
+Goście w śmiech; musiał przerwać znowu Podkomorzy.
+Mości Kluczniku, krzyknął, lub raczéj puszczyku,
+Jeśli dziob twój szanujesz, dość mi tego krzyku.
+
+Ale Gerwazy groźbą wcale się nie strwożył.
+Prawą rękę poważnie na zegar położył,
+A lewą wziął się pod bok; tak oburącz wsparty,
+Podkomorzeńku! krzyknął, wolne pańskie żarty,
+Wróbel mniejszy niż puszczyk, a na swoich wiorach
+Śmielszy jest aniżeli puszczyk w cudzych dworach:
+Co Klucznik to nie puszczyk; kto w cudze poddasze
+Nocą włazi, ten puszczyk, i ja go wystraszę.
+-- Za drzwi z nim. Podkomorzy krzyknął.
+
+ -- Panie Hrabia!
+Zawołał Klucznik, widzisz Pan co się wyrabia:
+Czy niedosyć się jeszcze pański honor plami,
+Że Pan jadasz i pijasz s temi Soplicami;
+Trzebaż jeszcze, aby mnie, zamku urzędnika,
+Gerwazego Rembayłę, Horeszków Klucznika,
+Lżyć w domu Panów moich, i Pan że to zniesie!
+-- Wtém Protazy zawołał trzykroć: Uciszcie się,
+Na ustęp! Ja Protazy Baltazar Brzechalski,
+Dwojga imion, Generał niegdyś trybunalski,
+Vulgo Woźny, woźneńską obdukcyą robię
+I vizyą formalną, zamawiając sobie
+Urodzonych tu wszystkich obecnych świadectwo
+I pana Assessora wzywając na śledztwo,
+S powodu Wielmożnego Sędziego Soplicy:
+O inkursyą, to jest o najazd granicy,
+Gwałt zamku, w którym Sędzia dotąd prawnie włada,
+Czego dowodem jawnym jest, że w zamku jada.
+-- Brzechaczu, wrzasnął Klucznik, ja cię wnet nauczę;
+I dobywszy z zapasa swe żelazne klucze,
+Okręcił w koło głowy, puścił s całéj mocy;
+Pęk żelaza wyleciał, jako kamień s procy.
+Pewnie łeb Protazemu rozbiłby na ćwierci;
+Szczęściem schylił się Woźny i wydarł się śmierci.
+
+Porwali się z miejsc wszyscy, chwilę była głucha
+Cichość, aż Sędzia krzyknął: w dyby tego zucha!
+Hola chłopcy! -- i czeladź rzuciła się żwawo
+Ciasném przejściem pomiędzy ścianami i ławą;
+Lecz Hrabia krzesłem w środku zagrodził im drogę
+I na tym szańcu słabym utwierdziwszy nogę,
+Wara! zawołał, Sędzio! niewolno nikomu
+Krzywdzić sługę mojego w moim własnym domu;
+Kto ma na starca skargę, niech mi ją przełoży.
+
+Zyzem w oczy Hrabiemu spojrzał Podkomorzy.
+«Bez Waścinéj pomocy ukarać potrafię
+Zuchwałego szlachetkę; a Waść Mości Grafie,
+Przed dekretem ten zamek zawcześnie przywłaszczasz;
+Nie Wać tu jesteś panem, nie Wać nas ugaszczasz:
+Siedź cicho jakeś siedział; jeśli siwéj głowy
+Nie czcisz, to szanuj pierwszy urząd powiatowy.
+
+-- Co mi? odmruknął Hrabia, dość już téj gawędy,
+Nudźcie drugich waszemi względy i urzędy;
+Dość już głupstwa zrobiłem, wdając się z Wać państwem
+W pijatyki, które się kończą grubijaństwem.
+Zdacie mi sprawę z mego honoru obrazy;
+Do widzenia po trzeźwu -- pódź za mną Gerwazy.
+
+ Nigdy się odpowiedzi takiéj niespodziewał
+Podkomorzy, właśnie swój kieliszek nalewał,
+Gdy zuchwalstwem Hrabiego rażony jak gromem,
+Oparłszy się o kielich butlem nieruchomym,
+Głowę wyciągnął na bok i ucha przyłożył.
+Oczy rozdarł szeroko, usta wpół otworzył;
+Milczał, lecz kielich w ręku tak potężnie cisnął.
+Że szkło dźwięknąwszy pękło, płyn w oczy mu prysnął,
+Rzekłbyś że z winem ognia w duszę się nalało,
+Tak oblicze spłonęło, tak oko pałało;
+Zerwał się mówić, pierwsze słowo niewyraźnie
+Mleł w ustach, aż przez zęby wyleciało: Błaźnie!
+Grafiąlko! ja cię! Tomasz! karabellę! Ja tu
+Nauczę ciebie mores, błaźnie, daj go katu!
+Względy, urzędy nudzą, uszko delikatne!
+Ja cię tu zaraz, po tych zauszniczkach płatnę.
+Fora za drzwi! do kordą! Tomasz, karabellę!
+
+Wtém do Podkomorzego skoczą przyjaciele;
+Sędzia porwał mu rękę; -- Stój Pan, to rzecz nasza.
+Mnie tu naprzód wyzwano. Protazy, pałasza!
+Puszczę go w taniec jako niedźwiadka na kiju --
+Lecz Tadeusz Sędziego wstrzymał -- Panie stryju,
+Wielmożny Podkomorzy, czyż się Państwu godzi
+Wdawać się s tym fircykiem, czy tu nie ma młodzi?
+Na mnie to zdajcie, ja go należycie skarcę;
+A Waszeć Panie śmiałku co wyzywasz starce,
+Obaczym czyli jesteś tak strasznym rycerzem;
+Rosprawimy się jutro, plac i broń wybierzem.
+Dziś uchodź pókiś cały --
+
+ Dobra była rada;
+Klucznik i Hrabia wpadli w obroty nie luda.
+Przy wyższym końcu stoła wrzał tylko krzyk wielki.
+Ale z ostrego końca latały butelki
+Koło Hrabiego głowy. Strwożone kobiety
+W prośby, w płacz; Telimena, krzyknąwszy: niestety!
+Wzniosła oczy, powstała, i padła zemdlona,
+I przechyliwszy szyję przez Hrabi ramiona,
+Na pierś jego złożyła swe piersi łabędzic.
+Hrabia choć zagniewany, wstrzymał się w zapędzie,
+Zaczął cucić, ocierać.
+
+ Tymczasem Gerwazy,
+Wystawiony na stołków i butelek razy,
+Już zachwiał się, już czeladź zakasawszy pieście
+Rzucała się nań zewsząd hurmem, gdy na szczęście
+Zosia widząc szturm, skoczy i litością zdjęta,
+Zasłania starca na krzyż rospiąwszy rączęta --
+Wstrzymali się; Gerwazy zwolna ustępował,
+Zniknął z oczu, szukano gdzie się pod stół schował;
+Gdy nagle, z drugiéj struny wyszedł jak spod ziemi,
+Podniosłszy w górę ławę ramiony silnemi,
+Okręcił się jak wiatrak, oczyścił pół sieni,
+Wziął Hrabię i tak oba ławą zasłonieni
+Cofali się ku drzwiczkom; już dochodzą progów,
+Gerwazy stanął, jeszcze raz spojrzał na wrogów,
+Dumał chwilę, niepewny, czy cofać się zbrojnie,
+Czyli z nowym orężem szukać szczęścia w wojnie.
+Obrał drugie; już ławę jak taran murowy
+W tył dźwignął dla zamachu, już ugiąwszy głowy,
+Z wypiętą na przód piersią, s podniesioną nogą
+Miał wpaść... ujrzał Wojskiego, uczuł w sercu trwogę.
+
+Wojski cicho siedzący s przymrużuném okiem,
+Zdawał się pogrążony w dumaniu głębokiém;
+Dopiero gdy się Hrabia s Podkomorzym skłócił
+I Sędziemu pogroził, Wojski głowę zwrócił.
+Zażył dwakroć tabaki i przetarł powieki.
+Chociaż Wojski Sędziemu był krewny daleki,
+Ale w gościnnym jego domu zamieszkały,
+O zdrowie przyjaciela był niezmiernie dbały.
+Przypatrywał się zatém s ciekawością walce,
+Wyciągnął zlekka na stół rękę dłoń i palce,
+Położył nóż na dłoni, trzonkiem do paznokcia
+Indexu, a żelazem zwrócony do łokcia,
+Potém rękę w tył nieco wychyloną kiwał
+Niby bawiąc się, lecz się w Hrabiego wpatrywał.
+
+Sztuka rzucania nożów, straszna w ręcznéj bitwie,
+Już była zaniedbana podówczas na Litwie,
+Znajoma tylko starym; Klucznik jéj próbował
+Nieraz w zwadacb karczemnych, Wojski w niéj celował
+Widać z zamachu ręki że silnie uderzy,
+A z oczu łacno zgadnąć, że w Hrabiego mierze
+(Ostatniego z Horeszków chociaż po kądzieli)
+Mniéj baczni młodzi ruchów starca niepojęli;
+Gerwazy zbladnął, ławą Hrabiego zakłada,
+Cofa się ku drzwiom. -- «Łapaj!» krzyknęła gromada.
+
+Jako wilk obskoczony znienacka przy ścierwie,
+Rzuca się oślep w zgraję co mu ucztę przerwie,
+Już goni, mu ją szarpać, wtém śród psiego wrzasku
+Trzasło ciche półkorcze, wilk zna je po trzasku,
+Śledzi okiem, postrzega, że s tyłu za charty,
+Myśliwiec wpół schylony, na kolanie wsparty
+Rurą, ku niemu wije, i już cyngla tyka;
+Wilk uszy spuszcza, ogon podtuliwszy zmyka,
+Psiarnia s tryumfującym rzuca się hałasem,
+I skubie go po kudłach, zwierz zwraca się czasem,
+Spojrzy, klapnie paszczęką, i białych kłów zgrzytem
+Ledwie pogrozi, psiarnia pierzcha ze skowytem.
+Taki Gerwazy z groźną cofał się postawą,
+Wstrzymując napastników oczyma i ławą,
+Aż razem z Hrabią wpadli w głąb' ciemnéj framugi.
+
+«Łapaj!» krzykniono znowu; tryumf był nie długi:
+Bo nad głowami tłumu Klucznik niespodzianie
+Ukazał się na chorze, przy starym organie,
+I s trzaskiem jął wyrywać ołowiane rury,
+Wielkąby klęskę zadał uderzając z góry.
+Ale już goście tłumnie wychodzili s sieni,
+Nieśmieli kroku dostać słudzy potrwożeni,
+I chwytając naczyniu w ślad Panów uciekli,
+Nawet nakrycia s częścią sprzętów się wyrzekli.
+
+Któż ostatni, niedbając na groźby i razy
+Ustąpił s placu bitwy? Brzechalski Protazy.
+On za krzesłem Sędziego stojąc niewzruszenie,
+Ciągnął woźnieńskim głosem swoje oświadczenie,
+Aż skończył, i s pustego szedł pobojowiska,
+Kędy zostały trupy, ranni i zwaliska.
+
+W ludziach straty nie było; ale wszystkie ławy
+Miały zwicnione nogi, stół także kulawy.
+Obnażony z obrusa, poległ na talerzach
+Zlanych winem, jak rycerz na krwawych puklerzach,
+Między licznemi kurcząt i jendykow ciały,
+W których piersi widelce świeżo wbite tkwiały.
+
+Po chwili w Horeszkowskim samotnym budynku,
+Wszystko do zwyczajnego wracało spoczynku.
+Mrok zgęstniał; reszty pańskiéj wspaniałéj biesiady
+Leżą, podobne uczcie nocnéj, gdzie na dziady
+Zgromadzać zaklęte mają nieboszczyki.
+Już na poddaszu trzykroć krzyknęły puszczyki
+Jak guślarze; zdają się witać wschód miesiąca,
+Którego postać oknem spadła na stół, drżąca
+Niby dusza czyscowa; s podziemu, przez dziury
+Wyskakiwały nakształt potępieńców szczury:
+Gryzą, piją; czasami w kącie zapomniana
+Puknie na toast duchom butelka szampana.
+
+Ale na drugiém piętrze, w izbie którą zwano,
+Choć była bez zwierciadeł, izbą zwierciadlaną,
+Stał Hrabia na krużganku zwróconym ku bramie;
+Chłodził się wiatrem, surdut wdział na jedno ramie,
+Drugi rękaw i poły u szyi sfałdował,
+I pierś surdutem jakby płaszczem udrapował.
+Gerwazy chodził kroki wielkiemi po sali;
+Obadwa zamyśleni, do siebie gadali:
+-- Pistolety, rzekł Hrabia, lub gdy chcą pałasze.
+-- Zamek, rzekł Klucznik i wieś, oboje to nasze.
+-- Stryja, synowca, wołał Hrabia, całe plemie,
+Wyzywaj -- Zamek, wołał Klucznik, wieś i ziemie
+Zabieraj Pan -- to mówiąc zwrócił się do Hrabi --
+Jeśli Pan chce mieć pokój, niech wszystko zagrabi.
+Poco process, Mopanku! sprawa jak dzień czysta,
+Zamek w ręku Horeszków był przez lat czterysta;
+Część gruntów oderwano w czasie Targowicy,
+I jak Pan wié, oddano władaniu Soplicy.
+Nie tylko tę część, wszystko zabrać im należy,
+Za koszta processowe, za karę grabieży.
+Mówiłem Panu zawsze, processów zaniechać,
+Mówiłem Panu zawsze: najechać, zajechać;
+Tak było po dawnemu: kto raz grunt posiądzie,
+Ten dziedzic; wygraj w polu, a wygrasz i w sądzie.
+Co się tycze dawniejszych s Soplicami sprzéczek,
+Jest na to od processu lepszy scyzoryczek;
+A jeśli Maciej w pomoc da mi swą rózeczkę,
+To my we dwóch, Sopliców tych porzniem na sieczkę.
+
+Brawo! rzekł Hrabia, plan twóy, gotycko -- sarmacki,
+Podoba się mi lepiéj, niż spór adwokacki.
+Wiész co? na całéj Litwie narobim hałasu
+Wyprawą, niesłychaną od dawnego czasu.
+I sami się zabawim. Dwa lata tu siedzę.
+Jakąż bitwę widziałem? s chłopami o miedzę.
+Nasza wyprawa przecież krwi rozlanie wróży;
+Odbyłem taką jedną w czasie mych podróży,
+Gdym w Sycylji bawił u pewnego księcia,
+Rozbójnicy porwali w górach jego zięcia,
+I okupu od krewnych żądali zuchwale;
+My zebrawszy na prędce sługi i Wassale,
+Wpadliśmy; ja dwóch zbójców ręką mą zabiłem,
+Piérwszy wleciałem w tabor, więźnia uwolniłem.
+Ach mój Gerwazy! jaki to był tryumfalny,
+Jaki piękny nasz powrót, rycersko-feudalny!
+Lud s kwiatami spotykał nas -- córka książęcia
+Wdzięczna zbawcy, ze łzami wpadła w me objęcia.
+Gdym przybył do Palermo, wiedziano z gazety,
+Palcami wskazywały mię wszystkie kobiety.
+Nawet wydrukowano o całém zdarzeniu
+Romans, gdzie wymieniony jestem po imieniu.
+Romans ma tytuł: _Hrabia, czyli tajemnice
+Zamku Birbante -- rokka_. Czy są tu ciemnice
+W tym zamku? Są rzekł Klucznik, ogromne piwnice,
+Ale puste! bo wino wypili Soplice.
+-- Dżokejów, dodał Hrabia, uzbroić we dworze,
+Z włości wezwać Wassalów! -- Lokajów? broń Boże!
+Przerwał Gerwazy. Czy to zajazd jest hultajstwem?
+Kto widział zajazd robić s chłopstwem i z lokajstwem?
+Mój Panie, na zajazdach nieznacie się wcale;
+Wąsalów co innego, zdadzą się wąsale.
+Nie we włości ich szukać, ale po zaściankach,
+W Dobrzynie, w Rzezikowie, w Ciętyczach, w Rąbankach;
+Szlachta odwieczna, w któréj krew rycerska płynie,
+Wszyscy przychylni Panów Horeszków rodzinie,
+Wszyscy nieprzyjaciele zabici Sopliców!
+Stamtąd zbiorę ze trzystu wąsatych szlachciców;
+To rzecz moja. Pan niechaj do pałacu wraca,
+I wyśpi się, bo jutro będzie wielka praca;
+Pan spać lubi, już późno, drugi kur już pieje;
+Ja tu będę pilnować zamku aż rozdnieje,
+A ze słoneczkiem stanę w Dobrzyńskim zaścianku.
+
+Na te słowa Pan Hrabia ustąpił s krużganku;
+Ale nim odszedł, spójrzał przez otwór strzelnicy,
+I widząc świateł mnóstwo w domostwie Soplicy,
+Iluminujcie! krzyknął, jutro o téj porze,
+Będzie jasno w tym zamku, ciemno w waszym dworze.
+
+Gerwazy siadł na ziemi, oparł się o ścianę,
+I pochylił ku piersiom czoło zadumane;
+Światłość miesięczna padła na wierzch głowy łysy,
+Gerwazy po nim kryślił palcem różne rysy;
+Widać że przyszłych wypraw snuł plany wojenne.
+Ciężą mu coraz bardziéj powieki brzemienne,
+Bezwładną kiwnął szyją, czuł że go sen bierze,
+Zaczął wedle zwyczaju wieczorne pacierze.
+Lecz między Ojczenaszem i Zdrowaś Maryą,
+Dziwne stanęły mary, tłoczą się i wiją:
+Klucznik widzi Horeszki, swoje dawne Pany,
+Ci niosą karabelle, drudzy buzdygany,
+Każdy groźnie spoziera i pokręca wąsa,
+Składa się karabellą, buzdyganem wstrząsa --
+Za nimi jeden cichy, posępny cień mignął,
+S krwawą na piersi plamą. Gerwazy się wzdrygnął,
+Poznał Stolnika; zaczął w koło siebie żegnać,
+I ażeby tém pewniéj straszne sny rozegnać,
+Odmawiał litanią o czyscowych duszach.
+Znowu wzrok mu skleił się, zadzwoniło w uszach --
+Widzi tłum szlachty konnéj, błyszczą karabelle:
+Zajazd! zajazd Korelicz i Rymsza na czele!
+I ogląda sam siebie: jak na koniu siwym,
+S podniesionym nad głową rapiérem straszliwym
+Leci; rospięta na wiatr szumi taratatka,
+Z lewego ucha spadła w tył konfederatka;
+Leci, jezdnych i pieszych po drodze obala,
+I nakoniec Soplicę w stodole podpala --
+Wtém ciężka marzeniami na pierś spadła głowa,
+I tak usnął ostatni Klucznik Horeszkowa.
+
+
+
+
+OBJAŚNIENIA.
+
+
+_Ostatni zajazd na Litwie._
+
+Za czasów Rzeczypospolitej Polskiéj, exekwowanie wyroków sądowych było
+bardzo trudne, w kraju gdzie władza wykonawcza nie miała prawie żadnéj
+policji pod swemi roskazami, a obywatele możni trzymali nadworne półki,
+niektórzy nawet, jak książęta Radziwiłłowie, kilkunasto tysięczne
+wojska. Żałujący więc uzyskawszy dekret musiał po exekucją udawać się do
+stanu rycerskiego, to jest do szlachty, przy któréj była także władza
+wykonawcza. Zbrojni krewni, przyjaciele i powietnicy ciągnęli z dekretem
+w ręku i w towarzystwie woźnego, zdobywali często nie bez rozlewu krwi
+dobra przysądzone żałującemu, które woźny legalnie tradował lub w
+possessyę oddawał. Taka exekucja zbrojna dekretu nazywała się
+_zajazdem_. -- W dawnych czasach, póki szanowano prawa, najmożniejsi
+panowie nie śmieli się opierać wyrokom, rzadko zdarzały się zbrojne
+napaści, a gwałt prawie nigdy nie uszedł bezkarnie. Wiadomy z dziejów
+smutny koniec księcia Wasila Sanguszki i Stadnickiego zwanego djabłem.
+-- Zepsucie publicznych obyczajów Rzeczypospolitéj namnożyło zajazdów,
+które ciągle mieszały spokojność Litwy.
+
+
+Str. 9, w. 5. Panno Swięta, co jasnéj bronisz Częstochowy
+ I w Ostréj świecisz Bramie.
+
+Wszyscy w Polszcze wiedzą o obrazie cudownym N. P. na jasnéj górze w
+Częstochowie. W Litwie słyną cudami obrazy N. P. Ostrobramskiéj w
+Wilnie, Zamkowéj w Nowogródku, tudzież Żyrowickiéj i Boruńskiéj.
+
+
+Str. 14, w. 5. Nim się Pan Wojski ubierze.
+
+Wojski (tribunus) bywał niegdyś z urzędu opiekunem żon i dzieci szlachty
+w czasie pospolitego ruszenia. Od dawnego czasu urząd ten bez obowiązków
+stał się tytularnym. W Litwie jest zwyczajem, iż Osobom poważnym, nadaje
+się przez grzeczność jakikolwiek tytuł dawny, który używaniem uprawnia
+się. Mianują naprzykład sąsiedzi przyjaciela swego Oboźnym, Stolnikiem
+lub Podczaszym, z razu w rozmowie tylko i w korrespondencyi, a następnie
+nawet w aktach urzędowych. Rząd Rossyjski zabraniał podobnych tytułów, i
+pragnąłby je śmiesznością okryć a wprowadzić na ich miejsce, tytułowanie
+podług rang swojéj hierarchji, do któréj Litwini dotąd wielki wstręt
+mają.
+
+
+Str. 14, w. 19. ....Ale nie myśl wcale,
+ Aby w domu Sędziego służono niedbale.
+
+Rząd Rossyjski nigdy w krajach zdobytych nie obala od razu praw i
+instytucji cywilnych, ale je powoli ukazami podkopuje i rostacza. W
+Małorossyi na przykład, utrzymano aż do ostatnich czasów Statut
+Litewski, ukazami odmieniony. Litwie zostawiono całe dawne urządzenie
+Sądów cywilnych i kryminalnych. Obierani więc są po dawnemu Sędziowie
+ziemscy i grodzcy w powiatach, i Sędziowie główni w guberniach. Ale że
+appellacya idzie do Petersburga do mnogich różnego stopnia instancji,
+przy sądach więc miejscowych, ledwie pozostał cień dawnéj powagi
+tradycyjnéj.
+
+
+Str. 16, w. 1. Podkomorzy już zjechał z żoną i s córkami.
+
+Podkomorzy, niegdyś urzędnik znakomity i poważny Princeps Nobilitalis,
+za rządu Rossyjskiego stał się tylko tytularnym. Sądził jeszcze niekiedy
+sprawy graniczne, ale nakoniec i tę część jurysdykcji utracił. Teraz
+zastępuje czasem Marszałka, i mianuje Komorników czyli miernicznych
+powiatowych.
+
+
+Str. 19, w. 11. Wojski z Woźnym Protazym ze świecami w sieni.
+
+Woźny albo jenerał, wybrany uchwałą trybunalską lub sądową ze szlachty
+osiadłéj, roznosił pozwy, ogłaszał intromissye, robił wizye, przywoływał
+aktoraty etc. Pospolicie drobna szlachta urząd ten sprawowała.
+
+
+Str. 28, w. 11. Biegali za nim wszyscy jakby za rarogiem.
+
+Raróg, ptak z gatunku jastrzębia. Wiadomo że za jastrzębiami drobne
+ptastwo szczególnie jaskułki, tłumnie opędzają się. Stąd przysłowie:
+latać jak za rarogiem.
+
+
+Str. 32, w. 13 Że Bonapart czarował.
+
+Mnóstwo krąży powieści między prostym ludem rossyjskim o czarach
+Bonapartego i Suwarowa.
+
+
+Str. 34, w. 21. Assessora z Rejentem wzmogła się uparta.
+
+Assessorowie składają policją ziemską powiatu. Wedle ukazów czasem
+bywają obierani przez obywateli, czasem naznaczani od Rządu; ci ostatni
+zowią się koronni. Sędziowie appellacyjni zowią się także Assessorami,
+ale tu nie o nich mowa.
+
+Rejenci aktowi zarządzają kancellarją, dekretowi piszą wyroki, wszyscy
+zaś mianowani z ręki Pisarzów sądowych.
+
+
+Str. 45, w. 3. Coby Rzekł Wojewoda Niesiołowski stary.
+
+Józef Hrabia Niesiołowski, ostatni Wojewoda Nowogrodzki, był prezesem
+Rządu rewolucyjnego w czasie powstania Jasińskiego.
+
+
+Str. 45, w. 9. Białopiotrowiczowi samemu odmówił.
+
+Jerzy Białopiotrowicz, ostatni pisarz W. X. Litewskiego, czynnie należał
+do powstania Litwy pod Jasińskim. Sądził więźniów stanu w Wilnie. Mąż
+dla cnot i patryotyzmu bardzo szanowany w Litwie.
+
+
+Str. 47, w. 21. Woźny pas mu odwiązał, pas Słucki, pas lity.
+
+W Słucku sławna była fabryka złotogłowu i pasów litych na całą Polskę;
+udoskonalona staraniem Tyzenhauza.
+
+
+Str. 49, w. 2. Była to trybunalska wokanda...
+
+Wokanda, wąska podługowata książeczka, na któréj spisywano nazwiska
+stron processujących wedle porządku aktoratów. Każdy Adwokat i Woźny
+musiał mieć takową, wokandę.
+
+
+Str. 51, w. 11. Rzucił w oczy Francuzów sto krwawych sztandarów.
+
+Jenerał Kniaziewicz, wysłany przez armią włoską, złożył Dyrektorjatowi
+zdobyte chorągwie.
+
+
+Str. 51, w. 12. Jak Jabłonowski zabiegł aż kędy pieprz rośnie.
+
+Książe Jabłonowski, dowodzący Legią Naddunajską, umarł w Saint Domingo,
+i prawie cała legia tam zginęła. W Emigracji jest kilku Weteranów
+pozostałych z owéj nieszczęsnéj wyprawy, między innymi Jenerał
+Małachowski.
+
+
+Str. 68, w. 18. I w organ i w rozliczne instrumenty grała.
+
+W dawnych zamkach stawiano na chorach organ.
+
+
+Str. 71, w. 7. I czarną mu polewkę do stołu podano.
+
+Czarna polewka podana u stołu paniczowi starającemu się o rękę panny,
+oznaczała rekuzę.
+
+
+Str. 81, w 19. Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku.
+
+Wiciny są to wielkie statki na Niemnie, któremi Litwini prowadzą handel
+s Prussami, spławiając zboża, i biorąc wzamian za nie towary kolonialne.
+
+
+Str. 97, w. 9. Książe Dominik, kiedym z nim razem polował.
+
+Ks. Dominik Radziwiłł, wielki miłośnik polowania, -- emigrował do
+Księstwa Warszawskiego, i wystawił własnym kosztem pułk jazdy, którym
+dowodził. Umarł we Francyi. Na nim zgasła linia męska Książąt na Ołyce i
+Nieświeżu, największych Panów w Polszcze i zapewne w Europie.
+
+
+Str. 97, w. 11. ...z Jenerałem Mejenem.
+
+Mejen odznaczył się w wojnie Narodowéj za Kościuszki. Dotąd pokazują pod
+Wilnem okopy Mejenowskie.
+
+
+Str. 114, w. 10. Panienki za wysmukłym gonią borowikiem,
+ Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem.
+
+
+Znajoma w Litwie pieśń gminna, o grzybach wychodzących na wojnę pod
+wodzą borowika. W téj pieśni opisane są własności grzybów jadalnych.
+
+
+Str. 132, w. 9. Nasz malarz Orłowski...
+
+Znany malarz rodzajowy; na kilka lat przed śmiercią malować zaczął
+pejzaże. Umarł, niedawno w Petersburgu.
+
+
+Str. 138, w. 14. .....Dwie Pijawki,
+ Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Srabczyną.
+
+
+Rodzaj psów angielskich, małych i silnych, zwanych pijawkami, służy do
+łowów na wielkiego zwierza, szczególniéj niedźwiedzia.
+
+_Sprawnik_ czyki kapitan Sprawnik, naczelnik Policji Ziemskiéj --
+_Strabczy_, rodzaj Prokurora rządowego. Urzędnicy ci mając często
+sposobność nadużywania władzy, w wielkiém są obrzydzeniu u obywateli.
+
+
+Str. 144, w. 5. Ukołysany marzył o wilku żelaznym.
+
+Podług tradycji, wielki Książe Gedymin miał sen na górze Ponarskiéj o
+wilku żelaznym, i za radą Wajdeloty Lizdejki założył miasto Wilno.
+
+
+Str. 144, w. 26. Ostatni król co nosił kołpak Witoldowy.
+
+Zygmunt August był podniesiony starożytnym obyczajem na stolicę
+Wielkiego Księstwa Litewskiego, przypasał miecz i koronował się
+kołpakiem. Lubił bardzo myśliwstwo.
+
+
+Str. 145, w. 2. Czy żyje wielki Baublis.
+
+W powiecie Rosieńskim w majętności Paszkiewicza Pisarza Ziemskiego, rosł
+dąb znany pod imieniem Baublisa, niegdyś w czasach pogańskich czczony
+jak świętość. We wnętrzu tego wygniłego olbrzyma, Paszkiewicz założył
+gabinet starożytności Litewskich.
+
+
+Str. 145, w. 5. Czy kwitnie gaj Mendoga pod farnym kościołem.
+
+Nie daleko fary Nowogrodzkiéj, rosły starożytne lipy, których wiele
+wycięto około roku 1812.
+
+
+Str. 145, w. 15. ....Wszak ów dąb gaduła
+ Kozackiemu wieszczowi tyle cudów śpiewa.
+
+Ob. Poema Goszczyńskiego «Zamek Kaniowski.»
+
+
+Str. 156, w. 2. Kołomyjek z Halicza.
+
+Kołomyjki, piosenki ruskie w rodzaju mazurów polskich.
+
+
+Str. 156, w. 16. Znał się dobrze na handlu zbożowym,
+ Na wicinnym...
+
+Ob. przyp. do str. 81, w. 18.
+
+
+Str. 157, w. 12. Miejsce zwane pokuciem.
+
+Zaszczytne miejsce, gdzie dawniéj stawiano bogów domowych, gdzie dotąd
+rossyanie zawieszają obrazy. Tam wieśniak litewski sadza gościa którego
+chce uczcić.
+
+
+Str. 169, w. 20. Orzeł gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi,
+ Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi.
+
+
+Dzioby wielkich ptaków drapieżnych z wiekiem coraz bardziéj zakrzywiają
+się, i nakoniec wierzchnie ostrze zagiąwszy się, dziób zamyka, i ptak z
+głodu umiérać musi. To mniemanie gminne przyjęli niektórzy
+Ornitologowie.
+
+
+Str. 170, w. 2. Stąd to w miejscach dostępnych kędy człowiek gości,
+ Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.
+
+Rzeczywiście, nie ma przykładu, aby znaleziono kiedy szkielet zdechłego
+zwierza.
+
+
+Str. 179, w. 2. A co fuzyjka moja, nie wielka ptaszyna.
+
+Ptaszynki są to strzelby małego kalibru, w które kładzie się drobna
+kula. Dobrzy strzelcy s takich fuzji ptaka w lot trafiają.
+
+
+Str. 184, w. 1. Zaczęło złoto kapać i błyskać na słońcu.
+
+W butelkach wódki gdańskiéj, bywają na dnie listki złota.
+
+
+Str. 191, w. 14. ...Taki ziemi kawał,
+ Któryby się wołową skóra nakryć dawał.
+
+Królowa Dydo kazała porznąć na pasy skórę wołowa, i tym sposobem
+zamknęła w obrębie skóry obszerne pole, gdzie wystawiła Kartaginę.
+Wojski wyczytał opis tego zdarzenia nie w Eneidzie, ale zapewne w
+Kommentarzach Scholiastów.
+
+
+Str. 212, w. 1. Wyrwawszy się Bóg wie skąd, jak Filip s konopi.
+
+Raz na Sejmie poseł _Filip_ ze wsi dziedzicznej _Konopie_, Zabrawszy
+głos, tak dalece odstąpił od materji, że wzbudził śmiech powszechny w
+Jzbie. Stąd urosło przysłowie: wyrwał się jak Filip s konopi.
+
+NB. Niektóre miejsca w pieśni czwartéj są pióra Stefana Witwickiego.
+
+
+
+
+OMYŁKI.
+
+Str. 50, w. 17. Bez ręki lub nogi _popraw:_ Bez ręki lub bez nogi.
+
+Str. 52, w. 4. Piotrowki, Obolewki _popraw:_ Piotrowski, Obolewski
+
+Str. 53, w. 10. Postrzegli to chłopcy _popraw:_ Postrzegali to chłopcy
+
+Str. 83, w. 12. Oba dobrze pusczczali _popraw:_ Oba dobrze poszczuli
+
+Str. 111, w. 14. Cały w wiatr _popraw:_ Cały kwiat
+
+Str. 124, w. 14. Jesli Tadeusza _popraw:_ Jesli Tadeuszka
+
+Str. 144, w. 20. Bym was oglądał znowu _popraw:_ Bym wrócił was oglądać
+
+Str. 168, w. 8. W koło _popraw:_ W około.
+
+
+CENA 2 TOMÓW ZŁO. POL. DWADZIEŚCIA.
+
+
+
+
+SPIS RZECZY.
+
+
+ strona.
+KSIĘGA PIERWSZA GOSPODARSTWO 5
+KSIĘGA DRUGA - ZAMEK 55
+KSIĘGA TRZECIA - UMIZGI 99
+KSIĘGA CZWARTA - DYPLOMATYKA I ŁOWY 141
+KSIĘGA PIĄTA - KŁOTNIA 193
+OBJAŚNIENIA 241
+
+W TYPOGRAFII A. PINARD, PRZY WYBRZEŻU VOLTAIRE, 15.
+
+
+
+
+
+
+End of Project Gutenberg's Pan Tadeusz, (Tom Pierwszy), by Adam Mickiewicz
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK PAN TADEUSZ, (TOM PIERWSZY) ***
+
+***** This file should be named 31536-0.txt or 31536-0.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ http://www.gutenberg.org/3/1/5/3/31536/
+
+Produced by Jimmy O'Regan and the volunteers of Distributed
+Proofreaders Europe http://dp.rastko.net (Produced from
+images generously made available by CBN Polona
+http://www.polona.pl)
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+http://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need, are critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at http://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+http://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at http://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit http://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including checks, online payments and credit card donations.
+To donate, please visit: http://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart is the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ http://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.
diff --git a/31536-0.zip b/31536-0.zip
new file mode 100644
index 0000000..07207a3
--- /dev/null
+++ b/31536-0.zip
Binary files differ
diff --git a/31536-h.zip b/31536-h.zip
new file mode 100644
index 0000000..496344e
--- /dev/null
+++ b/31536-h.zip
Binary files differ
diff --git a/31536-h/31536-h.htm b/31536-h/31536-h.htm
new file mode 100644
index 0000000..2e38ff9
--- /dev/null
+++ b/31536-h/31536-h.htm
@@ -0,0 +1,6252 @@
+<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD XHTML 1.0 Strict//EN"
+ "http://www.w3.org/TR/xhtml1/DTD/xhtml1-strict.dtd">
+
+<html xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml">
+ <head>
+ <meta http-equiv="Content-Type" content="text/html;charset=utf-8" />
+ <title>
+ The Project Gutenberg eBook of Pan Tadeusz: Tom Pierwszy, by Adam Mickiewicz.
+ </title>
+ <style type="text/css">
+ p { margin-top: .75em;
+ text-align: justify;
+ margin-bottom: .75em;
+ }
+ h1,h2,h3,h4,h5,h6 {
+ text-align: center; /* all headings centered */
+ clear: both;
+ }
+ hr { width: 33%;
+ margin-top: 2em;
+ margin-bottom: 2em;
+ margin-left: auto;
+ margin-right: auto;
+ clear: both;
+ }
+
+ table {margin-left: auto; margin-right: auto;}
+
+ body{margin-left: 10%;
+ margin-right: 10%;
+ }
+
+ .pagenum { /* uncomment the next line for invisible page numbers */
+ /* visibility: hidden; */
+ position: absolute;
+ left: 92%;
+ font-size: smaller;
+ text-align: right;
+ } /* page numbers */
+
+ .linenum {position: absolute; top: auto; left: 4%;} /* poetry number */
+ .blockquot{margin-left: 5%; margin-right: 10%;}
+ .sidenote {width: 20%; padding-bottom: .5em; padding-top: .5em;
+ padding-left: .5em; padding-right: .5em; margin-left: 1em;
+ float: right; clear: right; margin-top: 1em;
+ font-size: smaller; color: black; background: #eeeeee; border: dashed 1px;}
+
+ .bb {border-bottom: solid 2px;}
+ .bl {border-left: solid 2px;}
+ .bt {border-top: solid 2px;}
+ .br {border-right: solid 2px;}
+ .bbox {border: solid 2px;}
+
+ .center {text-align: center;}
+ .smcap {font-variant: small-caps;}
+ .u {text-decoration: underline;}
+
+ .caption {font-weight: bold;}
+
+ .figcenter {margin: auto; text-align: center;}
+
+ .figleft {float: left; clear: left; margin-left: 0; margin-bottom: 1em; margin-top:
+ 1em; margin-right: 1em; padding: 0; text-align: center;}
+
+ .figright {float: right; clear: right; margin-left: 1em; margin-bottom: 1em;
+ margin-top: 1em; margin-right: 0; padding: 0; text-align: center;}
+
+ .footnotes {border: dashed 1px;}
+ .footnote {margin-left: 10%; margin-right: 10%; font-size: 0.9em;}
+ .footnote .label {position: absolute; right: 84%; text-align: right;}
+ .fnanchor {vertical-align: super; font-size: .8em; text-decoration: none;}
+
+ .err { color:#111; text-decoration: none; border-bottom: 1px dashed #039; }
+ .omylka { color:#111; text-decoration: none; border-bottom: 0.5px dashed #d39; }
+
+ .tresc { font-size: smaller; margin: auto; text-align: center;}
+ .objas {font-size: smaller; margin: auto;}
+
+ .poem {margin-left:10%; margin-right:10%; text-align: left;}
+ .poem br {display: none;}
+ .poem .stanza {margin: 1em 0em 1em 0em;}
+ .poem span.i0 {display: block; margin-left: 0em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+ .poem span.i2 {display: block; margin-left: 2em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+ .poem span.i4 {display: block; margin-left: 4em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+ </style>
+ </head>
+<body>
+
+
+<pre>
+
+Project Gutenberg's Pan Tadeusz, (Tom Pierwszy), by Adam Mickiewicz
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Pan Tadeusz, (Tom Pierwszy)
+ Czyli Ostatni Zajazd na Litwie. Historja Szlachecka z r.
+ 1811 i 1812 we Dwunastu Ksiêgach Wierszem.
+
+Author: Adam Mickiewicz
+
+Release Date: March 7, 2010 [EBook #31536]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK PAN TADEUSZ, (TOM PIERWSZY) ***
+
+
+
+
+Produced by Jimmy O'Regan and the volunteers of Distributed
+Proofreaders Europe http://dp.rastko.net (Produced from
+images generously made available by CBN Polona
+http://www.polona.pl)
+
+
+
+
+
+
+</pre>
+
+
+
+
+<!-- Page 1 -->
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2>PAN TADEUSZ.</h2>
+
+
+<h4>TOM PIERWSZY.</h4>
+<!-- Page 2 -->
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="PAN_TADEUSZ" id="PAN_TADEUSZ"></a>PAN TADEUSZ.</h2>
+<!-- Page 3 -->
+
+<p style="text-align: center;">W TYPOGRAFJI A. PINARD,<br />
+PRZY WYBRZEŻU VOLTAIRE, 15.</p>
+
+<!-- Page 4 -->
+
+<!-- Page 5 -->
+<p><span class='pagenum'><a name="Str_2" id="Str_2">[2]</a></span></p>
+
+<p style="text-align: center;"><a href="images/frontis_l.png"><img src="images/frontis_s.png" alt="[Illustration]" /></a></p>
+
+<p style="text-align: center;">A. MICKIEWICZ.</p>
+
+<p style="text-align: center;">Podług Medalionu wykonanego w Weymarze 1829<br />
+przez P. Dawida Członka Instytutu Francyi</p>
+
+<p style="text-align: center;">Stefanowi Witwickemu<br />
+poświęca ziomek, towarzysz i przyjaciel<br />
+Antoni Oleszczynski</p>
+
+<p style="text-align: center;">Imprimé par Dion</p>
+
+<p style="text-align: center;">1834</p>
+<hr style="width: 65%;" />
+<!-- Page 6 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_3" id="Str_3">[3]</a></span></p>
+
+<p style="text-align: center;"><a href="images/title_l.png"><img src="images/title_s.png" alt="Tytuł" /></a></p>
+
+<h2>PAN
+TADEUSZ</h2>
+
+<p style="text-align: center;">CZYLI</p>
+
+<h3>OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE.</h3>
+
+<h4>Historja szlachecka</h4>
+<p style="text-align: center;">z r. 1811 i 1812,</p>
+
+<p style="text-align: center;">WE DWUNASTU KSIĘGACH, WIERSZEM,</p>
+
+<h4>przez</h4>
+
+<h3>ADAMA MICKIEWICZA.</h3>
+
+<p style="text-align: center;">TOM PIERWSZY.</p>
+
+<p style="text-align: center;">Wydanie Alexandra Jeżowickiego,</p>
+
+<p style="text-align: center;">S POPIERSIEM AUTORA.</p>
+
+<h4>PARYŻ.</h4>
+<p style="text-align: center;">1834</p>
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<!-- Autogenerated TOC. Modify or delete as required. -->
+<p>
+<a href="#GOSPODARSTWO"><b>GOSPODARSTWO.</b></a><br />
+<a href="#ZAMEK"><b>ZAMEK.</b></a><br />
+<a href="#UMIZGI"><b>UMIZGI.</b></a><br />
+<a href="#DYPLOMATYKA"><b>DYPLOMATYKA I ŁOWY.</b></a><br />
+<a href="#KLOTNIA"><b>KŁ&Oacute;TNIA.</b></a><br />
+<a href="#OBJASNIENIA"><b>OBJAŚNIENIA.</b></a><br />
+<a href="#OMYLKI"><b>OMYŁKI.</b></a><br />
+<a href="#SPIS_RZECZY"><b>SPIS RZECZY.</b></a><br />
+</p>
+<!-- End Autogenerated TOC. -->
+
+<!-- Page 7 -->
+
+<!-- Page 8 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_5" id="Str_5">[5]</a></span></p>
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2>KSIĘGA PIÉRWSZA.</h2>
+<!-- Page 9 -->
+
+<!-- Page 10 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_7" id="Str_7">[7]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="GOSPODARSTWO" id="GOSPODARSTWO"></a><img src="images/gospodarstwo.png" alt="GOSPODARSTWO."/></h2>
+
+
+<p style="text-align: center;">TREŚĆ.</p>
+
+<p><span class="tresc">Powrot panicza &mdash; Spotkanie się piérwsze w pokoiku, drugie u stołu
+&mdash; Ważna Sędziego nauka o grzeczności &mdash; Podkomorzego uwagi
+polityczne nad modami &mdash; Początek sporu o Kusego i Sokoła
+&mdash; Żale Wojskiego &mdash; Ostatni Woźny Trybunału
+&mdash; Rzut oka na ówczesny stan polityczny Litwy i
+Europy.</span></p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 1em;">Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;</span><br />
+Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie<br />
+Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całéj ozdobie<br />
+Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.<br />
+<br />
+<a name="str9_w5"></a>
+<span style="margin-left: 1em;">Panno święta, co jasnéj bronisz <span class='err' title='Czętochowy'>Częstochowy</span></span><br />
+I w Ostréj świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy<br />
+<!-- Page 11 --><span class='pagenum'><a name="Str_8" id="Str_8">[8]</a></span>
+Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!<br />
+Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem,<br />
+(Gdy od płaczącéj matki, pod Twoję opiekę<br />
+Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę;<br />
+I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu<br />
+Iść za wrócone życie podziękować Bogu;)<br />
+Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.<br />
+Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną<br />
+Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,<br />
+Szeroko nad błękitnym Niemnem rosciągnionych;<br />
+Do tych pól malowanych zbożem rozmaitém,<br />
+Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;<br />
+Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,<br />
+Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,<br />
+A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą<br />
+Zieloną, na niéj zrzadka ciche grusze siedzą.<br />
+<br />
+Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,<br />
+Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,<br />
+Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;<br />
+Świéciły się zdaleka pobielane ściany,<br />
+Tém bielsze że odbite od ciemnéj zieleni<br />
+<!-- Page 12 --><span class='pagenum'><a name="Str_9" id="Str_9">[9]</a></span>
+Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.<br />
+Dóm mieszkalny niewielki lecz zewsząd chędogi,<br />
+I stodołę miał wielką i przy niéj trzy stogi<br />
+Użątku, co pod strzechą zmieścić się niemoże;<br />
+Widać że okolica obfita we zboże,<br />
+I widać z liczby kopie, co wzdłuż i wszerz smugów<br />
+Świecą gęsto jak gwiazdy; widać z liczby pługów<br />
+Orzących wcześnie łany ogromne ugoru<br />
+Czarnoziemne, zapewne należne do dworu,<br />
+Uprawne dobrze nakształt ogrodowych grządek:<br />
+Że w tym domu dostatek mieszka i porządek.<br />
+Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,<br />
+Że gościnna, i wszystkich w gościnę zaprasza.<br />
+<br />
+Właśnie dwókonną bryką wjechał młody panek<br />
+I obiegłszy dziedziniec zawrócił przed ganek,<br />
+Wysiadł s powozu; konie porzucone same,<br />
+Szczypać trawę ciągnęły powoli pod bramę.<br />
+We dworze pusto: bo drzwi od ganku zamknięto<br />
+Zaszczepkami, i kołkiem zaszczepki przetknięto.<br />
+Podróżny do folwarku nie biegł sług zapytać,<br />
+Odemknął, wbiegł do domu, pragnął go powitać,<br />
+<!-- Page 13 --><span class='pagenum'><a name="Str_10" id="Str_10">[10]</a></span>
+Dawno domu niewidział; bo w dalekiém mieście<br />
+Kończył nauki, końca doczekał nareszcie.<br />
+Wbiega i okiem chciwie ściany starodawne<br />
+Ogląda czule, jako swe znajome dawne.<br />
+Też same widzi sprzęty, też same obicia,<br />
+S któremi się zabawiać lubił od powicia;<br />
+Lecz mniéj wielkie, mniéj piękne niż się dawniéj zdały.<br />
+I też same portrety na ścianach wisiały.<br />
+Tu Kościuszko w czamarce krakowskiéj, z oczyma<br />
+Podniesionemi w niebo, miecz oburącz trzyma;<br />
+Takim był gdy przysięgał na stopniach ołtarzów,<br />
+Że tym mieczem wypędzi s Polski trzech mocarzów,<br />
+Albo sam na nim padnie. Daléj w polskiéj szacie<br />
+Siedzi Rejtan żałośny po wolności stracie,<br />
+W ręku trzyma nóż ostrzem zwrócony do łona,<br />
+A przed nim leży Fedon i żywot Katona.<br />
+Daléj Jasiński młodzian piękny i posępny;<br />
+Obok Korsak towarzysz jego nieodstępny<br />
+Stoją na szańcach Pragi, na stosach moskali<br />
+Siekąc wrogów a Praga już się w koło pali.<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Nawet stary stojący zegar kurantowy</span><br />
+W drewnianéj szafie poznał, u wniścia alkowy;<br />
+<!-- Page 14 --><span class='pagenum'><a name="Str_11" id="Str_11">[11]</a></span>
+I z dziecinną radością pociągnął za sznurek,<br />
+By stary Dąbrowskiego usłyszyć mazurek.<br />
+<br />
+Biegał po całym domu i szukał komnaty<br />
+Gdzie mieszkał dzieckiem będąc, przed dziesięciu laty.<br />
+Wchodzi, cofnął się, toczył zdumione źrenice<br />
+Po ścianach; w téj komnacie mieszkanie kobiéce?<br />
+Któżby tu mieszkał? stary stryj niebył żonaty;<br />
+A ciotka w Petersburgu mieszkała przed laty.<br />
+To niebył ochmistrzyni pokój? Fortepiano?<br />
+Na niém noty, i książki; wszystko porzucano<br />
+Niedbale i bezładnie; nieporządek miły!<br />
+Niestare były rączki co je tak rzuciły.<br />
+Tuż i sukienka biała, świeżo s kołka zdjęta<br />
+Do ubrania, na krzesła poręczu rospięta.<br />
+A na oknach donices pachnącemi ziołki,<br />
+Gieranium, lewkonia, astry i fijołki.<br />
+Podróżny stanął w jedném z okien &mdash; nowe dziwo:<br />
+W sadzie, na brzegu niegdyś zarosłym pokrzywą<br />
+Był maleńki ogródek ścieszkami porznięty.<br />
+Pełen bukietów trany angielskiéj i mięty.<br />
+Drewniany drobny w cyfrę powiązany płotek<br />
+<!-- Page 15 --><span class='pagenum'><a name="Str_12" id="Str_12">[12]</a></span>
+Połyskał się wstążkami jaskrawych stokrotek.<br />
+Grządki widać że były świeżo polewane;<br />
+Tuż stało wody pełne naczynie blaszane,<br />
+Ale nigdzie niewidać było ogrodniczki;<br />
+Tylko co wyszła; jeszcze kołyszą się drzwiczki<br />
+Świeżo trącone, blisko drzwi ślad widać nóżki<br />
+Na piasku, bez trzewika była i pończoszki,<br />
+Na piasku drobnym, suchym, białym nakształt śniegu;<br />
+Ślad wyraźny lecz lekki, odgadniesz że w biegu<br />
+Chybkim był zostawiony nóżkami drobnemi<br />
+Od kogoś, co zaledwie dotykał się ziemi.<br />
+<br />
+Podróżny długo w oknie stał patrząc, dumając,<br />
+Wonnemi powiewami kwiatów oddychając,<br />
+Oblicze aż na krzaki fijołkowe skłonił,<br />
+Oczyma ciekawemi po drożynach gonił,<br />
+I znowu je na drobnych śladach zatrzymywał,<br />
+Myślał o nich i czyje były odgadywał.<br />
+Przypadkiem oczy podniósł, i toż na parkanie<br />
+Stała młoda dziewczyna &mdash; białe jéj ubranie<br />
+Wysmukłą postać tylko aż do piersi kryje,<br />
+Odsłaniając ramiona i łabędzią szyję.<br />
+<!-- Page 16 --><span class='pagenum'><a name="Str_13" id="Str_13">[13]</a></span>
+W takiém Litwinka tylko chodzić zwykła z rana,<br />
+W takiém nigdy niebywa od męsczyzn widziana;<br />
+Więc choć świadka niemiała, założyła ręce<br />
+Na piersiach, przydawając zasłony sukience.<br />
+Włos w pukle nierozwity, lecz w węzełki małe<br />
+Pokręcony, schowany w drobne strączki białe,<br />
+Dziwnie ozdabiał głowę, bo od słońca blasku<br />
+Świecił się, jak korona na świętych obrasku.<br />
+Twarzy niebyło widać, zwrócona na pole<br />
+Szukała kogoś okiem, daleko, na dole;<br />
+Ujrzała, zaśmiała się i klasnęła w dłonie,<br />
+Juk biały ptak zleciała s parkanu na błonie,<br />
+I wionęła ogrodem, przez płotki, przez kwiaty,<br />
+I po desce opartéj o ścianę komnaty,<br />
+Nim spostrzegł się, wleciała przez okno, świecąca,<br />
+Nagła, cicha i lekka, jak światłość miesiąca.<br />
+Nócąc chwyciła suknie, biegła do zwierciadła;<br />
+W tém ujrzała młodzieńca i z rąk jéj wypadła<br />
+Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła.<br />
+Twarz podróżnego barwą spłonęła rumianą,<br />
+Jak obłok gdy z jutrzenką napotka się ranną;<br />
+Skromny młodzieniec oczy zmrużył i przysłonił,<br />
+<!-- Page 17 --><span class='pagenum'><a name="Str_14" id="Str_14">[14]</a></span>
+Chciał coś mówić, przepraszać, tylko się ukłonił<br />
+I cofnął się; dziewica krzyknęła boleśnie,<br />
+Niewyraźnie, jak dziecko przestraszone we śnie;<br />
+Podróżny zląkł się, spojrzał, lecz już jéj niebyło,<br />
+Wyszedł zmieszany i czuł że serce mu biło<br />
+Głośno, i sam niewiedział czy go miało śmieszyć<br />
+To dziwaczne spotkanie, czy wstydzie, czy cieszyć.<br />
+<br />
+Tymczasem na folwarku nieuszło baczności,<br />
+Ze przed ganek zajechał któryś z nowych gości.<br />
+Już konie w stajnię wzięto, już im hojnie dano<br />
+Jako w porządnym domu i obrok i siano:<br />
+Bo Sędzia nigdy niechciał, według nowéj mody,<br />
+Odsyłać konie gości żydom do gospody,<br />
+<a name="str14_w19"></a>
+Słudzy niewyszli witac, ale niemyśl wcale<br />
+Aby w domu Sędziego służono niedbale;<br />
+<a name="str14_w5"></a>
+Słudzy czekają nim się Pan Wojski ubierze,<br />
+Który teraz za domem urządzał wieczerzę.<br />
+On Pana zastępuje i on w niebytności<br />
+Pana, zwykł sam przyjmować i zabawiać gości;<br />
+(Daleki krewny pański i przyjaciel domu).<br />
+Widząc gościa na folwark dążył pokryjomu;<br />
+<!-- Page 18 --><span class='pagenum'><a name="Str_15" id="Str_15">[15]</a></span>
+(Bo niemógł wyjść spotykać w tkackim pudermanie,)<br />
+Wdział więc jak mógł najprędzéj niedzielne ubranie<br />
+Nagotowane z rano, bo od rana wiedział,<br />
+Że u wieczerzy będzie z mnóstwem gości siedział.<br />
+<br />
+Pan Wojski poznał zdala, ręce roskrzyżował<br />
+I s krzykiem podróżnego ściskał i całował;<br />
+Zaczęła się ta prętka, zmieszana rozmowa,<br />
+W której lat kilku dzieje chciano zamknąć w słowa<br />
+Krótkie i poplątane, w ciąg powieści, pytań,<br />
+Wykrzykników i westchnień i nowych powitań.<br />
+Gdy się Pan Wojski dosyć napytał, nabadał,<br />
+Na samym końcu dzieje tego dnia powiadał.<br />
+<br />
+&laquo;Dobrze mój Tadeuszu,&raquo; (bo tak nazywano<br />
+Młodzieńca, który nosił Kościuszkowskie miano<br />
+Na pamiątkę, że w czasie wojny się urodził,}<br />
+&laquo;Dobrze mój Tadeuszu, żeś się dziś nagodził<br />
+Do domu, właśnie kiedy mamy panien wiele.<br />
+Stryjaszek myśli wkrótce sprawić ci wesele;<br />
+Jest s czego wybrać; u nas towarzystwo liczne<br />
+Od dni kilku zbiera się na sądy graniczne,<br />
+<!-- Page 19 --><span class='pagenum'><a name="Str_16" id="Str_16">[16]</a></span>
+Dla skończenia dawnego z Panem Hrabią sporu,<br />
+I Pan Hrabia ma jutro sam zjechać do dworu;<br />
+<a name="str16_w1"></a>
+Podkomorzy już zjechał z żoną i s córkami.<br />
+Młodzież poszła do lasu bawić się strzelbami,<br />
+A starzy i kobiety żniwo oglądają<br />
+Pod lasem, i tam pewnie na młodzież czekają.<br />
+Pójdziemy jeśli zechcesz, i wkrótce spotkamy<br />
+Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy.&raquo;<br />
+<br />
+Pan Wojski s Tadeuszem idą pod las drogą<br />
+I jeszcze się dowoli nagadać niemogą.<br />
+Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło,<br />
+Mniéj silnie ale szerzéj niż we dnie świeciło,<br />
+Całe zaczerwienione, jak zdrowe oblicze<br />
+Gospodarza, gdy prace skończywszy rolnicze<br />
+Na spoczynek powraca: już krąg promienisty<br />
+Spuszcza się na wierzch boru, i już pomrok mglisty<br />
+Napełniając wierzchołki i gałęzie drzewa,<br />
+Cały las wiąże w jedno i jakoby zlewa;<br />
+I bór czernił się nakształt ogromnego gmachu,<br />
+Słońce nad niém czerwone jak pożar na dachu;<br />
+Wtém zapadło do głębi; jeszcze przez konary<br />
+<!-- Page 20 --><span class='pagenum'><a name="Str_17" id="Str_17">[17]</a></span>
+Błysnęło, jako świeca przez okienic szpary,<br />
+I zgasło. I wnet sierpy gromadnie dzwoniące<br />
+We zbożach, i grabliska suwane po łące,<br />
+Ucichły i stanęły: tak Pan Sędzia każe,<br />
+U niego ze dniem kończą pracę gospodarze.<br />
+&laquo;Pan świata wié jak długo pracować potrzeba;<br />
+&laquo;Słońce Jego robotnik kiedy znidzie z nieba,<br />
+&laquo;Czas i ziemianinowi ustępować s pola.&raquo;<br />
+Tak zwykł mawiać Pan Sędzia; a Sędziego wola<br />
+Była Ekonomowi poczciwemu święta.<br />
+Bo nawet wozy, w które już składać zaczęto<br />
+Kopę żyta, niepełne jadą do stodoły;<br />
+Cieszą się z niezwyczajnéj ich lekkości woły.<br />
+<br />
+Właśnie z lasu wracało towarzystwo całe,<br />
+Wesoło lecz w porządku; naprzód dzieci małe<br />
+Z dozorcą, potem Sędzia szedł s Podkomorzyną,<br />
+Obok pan Podkomorzy otoczon rodziną;<br />
+Panny tuż za starszemi, a młodzież na boku;<br />
+Panny szły przed młodzieżą o jakie pół kroku,<br />
+(Tak każe przyzwoitość) nikt tam nie rosprawiał<br />
+O porządku, nikt męsczyzn i dam nie ustawiał,<br />
+<!-- Page 21 --><span class='pagenum'><a name="Str_18" id="Str_18">[18]</a></span>
+A każdy mimowolnie porządku pilnował.<br />
+Bo Sędzia w domu dawne obyczaje chował,<br />
+I nigdy nie dozwalał, by chybiano względu<br />
+Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzędu;<br />
+Tym ładem, mawiał, domy i narody słyną,<br />
+Z jego upadkiem domy i narody giną.<br />
+Więc do porządku wykli domowi i słudzy;<br />
+I przyjezdny gość, krewny albo człowiek cudzy<br />
+Gdy Sędziego nawiedził, skoro pobył mało,<br />
+Przejmował zwyczaj, którym wszystko oddychało.<br />
+<br />
+Krótkie były Sędziego s synowcem witania,<br />
+Dał mu poważnie rękę do pocałowania<br />
+I w skroń ucałowawszy uprzejmie pozdrowił;<br />
+A choć przez wzgląd na gości niewiele z nim mówił,<br />
+Widać było z łez, które wylotem kontusza<br />
+Otarł prędko, jak kochał Pana Tadeusza.<br />
+<br />
+W ślad gospodarza wszystko ze żniwa i z boru<br />
+I z łąk i s pastwisk razem wracało do dworu.<br />
+Tu owiec trzoda becząc w ulice się tłoczy<br />
+I wznosi chmurę pyłu; daléj zwolna kroczy<br />
+<!-- Page 22 --><span class='pagenum'><a name="Str_19" id="Str_19">[19]</a></span>
+Stado cielic tyrolskich z mosiężnemi dzwonki.<br />
+Tam konie rżące lecą ze skoszonéj łąki;<br />
+Wszystko bieży ku studni, któréj <span class='err' title='ramie'>ramię</span> i drzewa<br />
+Raz wraz skrzypi i napój w koryta rozlewa.<br />
+<br />
+Sędzia choć utrudzony, chociaż w gronie gości,<br />
+Nie chybił gospodarskiéj, ważnéj powinności,<br />
+Udał się sam ku studni; najlepiéj z wieczora<br />
+Gospodarz widzi w jakim stanie jest obora,<br />
+Dozoru tego nigdy pługom nie poruczy,<br />
+Bo Sędzia wié że oko pańskie konia tuczy.<br />
+<br />
+<a name="str19_w11"></a>
+Wojski z Woźnym Protazym ze świecami w sieni<br />
+Stali i rozprawiali nieco poróżnieni,<br />
+Bo w niebytność Wojskiego Woźny pokryjomu<br />
+Kazał stoły z wieczerzą powynosić z domu,<br />
+I ustawić co prędzej w pośrodku zamczyska,<br />
+Którego widne były pod lasem zwaliska.<br />
+Po cóż te przenosiny? Pan Wojski się krzywił<br />
+I przepraszał Sędziego; Sędzia się zadziwił,<br />
+Lecz stało się; już późno i trudno zaradzić,<br />
+Wolał gości przeprosić i w pustki prowadzić.<br />
+<!-- Page 23 --><span class='pagenum'><a name="Str_20" id="Str_20">[20]</a></span>
+Po drodze Woźny ciągle Sędziemu tłumaczył,<br />
+Dla czego urządzenie pańskie przeinaczył;<br />
+We dworze żadna izba nie ma obszerności<br />
+Dostatecznéj dla tylu, tak szanownych gości,<br />
+W zamku sień wielka jeszcze dobrze zachowana,<br />
+Sklepienie całe &mdash; wprawdzie pękła jedna ściana.<br />
+Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi;<br />
+Bliskość piwnic wygodna służącéj czeladzi.<br />
+Tak mówiąc, na Sędziego mrugał; widać z miny,<br />
+Ze miał i taił inne ważniejsze przyczyny.<br />
+<br />
+O dwa tysiące kroków zamek stał za domem,<br />
+Okazały budową, poważny ogromem,<br />
+Dziedzictwo starożytnej rodziny Horeszków;<br />
+Dziedzic zginął był w czasie krajowych zamieszków.<br />
+Dobra całe zniszczone sekwestrami rządu,<br />
+Bezładnością opieki, wyrokami sądu,<br />
+W cząstce spadły dalekim krewnym po kądzieli,<br />
+A resztę rozdzielono między wierzycieli.<br />
+Zamku żaden wziąść nie chciał, bo w szlacheckim stanie<br />
+Trudno było wyłożyć koszt na utrzymanie;<br />
+Lecz Hrabia sąsiad bliski, gdy wyszedł z opieki,<br />
+<!-- Page 24 --><span class='pagenum'><a name="Str_21" id="Str_21">[21]</a></span>
+Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki,<br />
+Przyjechawszy z wojażu upodobał mury<br />
+Tłumacząc, że gotyckiéj są architektury;<br />
+Choć Sędzia z dokumentów przekonywał o tém,<br />
+Że Architekt był majstrem z Wilna nie zaś Gotem.<br />
+Dość że Hrabia chciał zamku, właśnie i Sędziemu<br />
+Przyszła nagle taż chętka, nie wiadomo czemu.<br />
+Zaczęli proces w ziemstwie, potém w głównym lądzie,<br />
+W senacie, znowu w ziemstwie i w guberskim rządzie;<br />
+Wreszcie po wielu kosztach, i ukazach licznych,<br />
+Sprawa wróciła znowu do sądów granicznych.<br />
+<br />
+Słusznie Wożny powiadał że w zamkowéj sieni<br />
+Zmieści się i palestra i goście proszeni.<br />
+Sień wielka jak refektarz, z wypukłém sklepieniem<br />
+Na filarach, podłoga wysłana kamieniem,<br />
+Ściany bez żadnych ozdób, ale mur chędogi;<br />
+Sterczały wkoło sarnie i jelenie rogi<br />
+Z napisami: gdzie, kiedy te łupy zdobyte;<br />
+Tuż myśliwców herbowne klejnoty wyryte,<br />
+I stoi wypisany każdy po imieniu;<br />
+Herb Horeszków Półkozic jaśniał na sklepieniu.<br />
+<!-- Page 25 --><span class='pagenum'><a name="Str_22" id="Str_22">[22]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 3em;">Goście weszli w porządku i stanęli kołem;</span><br />
+Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem;<br />
+Z wieku mu i urzędu ten zaszyt należy,<br />
+Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży.<br />
+Przy nim stał kwestarz, Sędzia tuż przy Bernardynie.<br />
+Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie,<br />
+Męsczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli,<br />
+I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.<br />
+<br />
+Pan Tadeusz choć młodzik, ale prawem gościa,<br />
+Wysoko siadł przy damach obok Jegomościa;<br />
+Między nim i stryjaszkiem jedno pozostało<br />
+Puste miejsce, jak gdyby na kogoś czekało.<br />
+Stryj nie raz na to miejsce i na drzwi poglądał,<br />
+Jakby czyjegoś przyjścia był pewny i żądał.<br />
+I Tadeusz wzrok stryja ku drzwiom odprowadzał,<br />
+I z nim na miejscu pustém oczy swe osadzał.<br />
+Dziwna rzecz! miejsca w koło są siedzeniem dziewic,<br />
+Na które mógłby spojrzéć bez wstydu królewic,<br />
+Wszystkie zacnie zrodzone, każda młoda, ładna;<br />
+Tadeusz tam pogląda, gdzie nie siedzi żadna.<br />
+To miejsce jest zagadką, młódź lubi zagadki;<br />
+<!-- Page 26 --><span class='pagenum'><a name="Str_23" id="Str_23">[23]</a></span>
+Rostargniony, do swojéj nadobnéj sąsiadki<br />
+Ledwo słów kilka wyrzekł do Podkomorzanki,<br />
+Nie zmienia jéj talerzów, nie nalewa szklanki,<br />
+I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne,<br />
+S którychby wychowanie poznano stołeczne;<br />
+To jedno puste miejsce nęci go i mami,<br />
+Już niepuste, bo on je napełnił myślami.<br />
+Po tem miejscu biegało domysłów tysiące,<br />
+Jako po deszczu żabki po samotnéj łące;<br />
+Śród nich jedna <span class='err' title='królóje'>króluje</span> postać, jak w pogodę<br />
+Lilia jezior skroń białą wznosząca nad wodę.<br />
+<br />
+Dano trzecią potrawę. W tém pan Podkomorzy,<br />
+Wlawszy kropelkę wina w szklankę panny Róży,<br />
+A młodszéj przysunąwszy s talerzem ogórki,<br />
+Rzekł: &laquo;Muszę ja wam służyć, moje panny córki<br />
+Choć stary i niezgrabny.&raquo; Zatem się rzuciło<br />
+Kilku młodych od stołu i pannom służyło.<br />
+Sędzia z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza<br />
+I poprawiwszy nieco wylotów kontusza,<br />
+Nalał węgrzyna i rzekł: &laquo;Dziś nowym zwyczajem<br />
+My na naukę młodzież do stolicy dajem,<br />
+<!-- Page 27 --><span class='pagenum'><a name="Str_24" id="Str_24">[24]</a></span>
+I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki<br />
+Mają od starych więcéj książkowéj nauki,<br />
+Ale co dzień postrzegam jak młódź cierpi na tém,<br />
+Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem;<br />
+Dawniéj na dwory pańskie jachał szlachcic młody,<br />
+Ja sam lat dziesięć byłem dworskim Wojewody<br />
+Ojca Podkomorzego, Mościwego Pana,<br />
+(Mówiąc Podkomorzemu ścisnął za kolana);<br />
+On mnie radą do usług publicznych sposobił,<br />
+Z opieki nic wypuści aż człowiekiem zrobił.<br />
+W mym domu wiecznie będzie jego pamięć droga,<br />
+Co dzień za duszę jego proszę Pana Boga.<br />
+Jeżlim tyle na jego nie korzystał dworze<br />
+Jak drudzy, i wróciwszy w domu ziemię orzę,<br />
+Gdy inni więcéj godni Wojewody względów<br />
+Doszli potém najwyższych krajowych urzędów,<br />
+Przynajmniéj tom skorzystał, że mi w moim domu<br />
+Nikt nigdy nie zarzuci, bym uchybił komu,<br />
+W uczciwości, w grzeczności; a ja powiem śmiało.<br />
+Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą.<br />
+Niełatwą, bo nie na tém kończy się, jak nogą<br />
+Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo;<br />
+<!-- Page 28 --><span class='pagenum'><a name="Str_25" id="Str_25">[25]</a></span>
+Bo taka grzeczność modna, zda mi się kupiecka<br />
+Ale nie staropolska, ani też szlachecka.<br />
+Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna;<br />
+Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna,<br />
+I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i Pana<br />
+Dla sług swoich, a w każdéj jest pewna odmiana.<br />
+Trzeba się długo uczyć, ażeby nie zbłądzić<br />
+I każdemu powinną uczciwość wyrządzić.<br />
+I starzy się uczyli; u Panów rozmowa,<br />
+Była to historja żyjąca krajowa,<br />
+A między szlachtą dzieje domowe powiatu:<br />
+Dawano przez to poznać szlachcicowi bratu,<br />
+Że wszyscy o nim wiedzą, lekce go nie ważą;<br />
+Więc szlachcic obyczaje swe trzymał pod strażą.<br />
+Dziś człowieka nie pytaj: co zacz? kto go rodzi?<br />
+S kim on żył, co porabiał? każdy gdzie chce wchodzi<br />
+Byle nie szpieg rządowy, i byle nie w nędzy.<br />
+Jak ów Wespazjanus nie wąchał pieniędzy,<br />
+I nie chciał wiedziéć skąd są, z jakich rąk i krajów;<br />
+Tak nie chcą znać człowieka rodu, obyczajów!<br />
+Dość że ważny i że się <span class='err' title='stępel'>stempel</span> na nim widzi,<br />
+Więc szanują przyjaciół jak pieniądze żydzi.&raquo;<br />
+<!-- Page 29 --><span class='pagenum'><a name="Str_26" id="Str_26">[26]</a></span>
+<span style="margin-left: 1em;">To mówiąc, Sędzia gości obejrzał porządkiem;</span><br />
+Bo choć zawsze i płynnie mówił i z rozsądkiem,<br />
+Wiedział, że niecierpliwa młodzież teraźniejsza,<br />
+Że ją nudzi rzecz długa choć najwymowniejsza.<br />
+Ale wszyscy słuchali w milczeniu głębokiém;<br />
+Sędzia Podkomorzego zdał się radzić okiem,<br />
+Podkomorzy pochwałą rzeczy nie przerywał,<br />
+Ale częstém skinieniem głowy potakiwał.<br />
+Sędzia milczał, on jeszcze skinieniem przyzwalał;<br />
+Więc Sędzia jego <span class='err' title='puhar'>puchar</span> i swój kielich nalał,<br />
+I daléj mówił: &laquo;Grzeczność nie jest rzeczą małą:<br />
+Kiedy się człowiek uczy ważyć, jak przystało,<br />
+Drugich wiek, urodzenie, cnoty, obyczaje,<br />
+Wtenczas i swoją ważność zarazem poznaje:<br />
+Jak na szalach żebyśmy nasi ciężar poznali,<br />
+Musim kogoś posadzić na przeciwnéj szali.<br />
+Zaś godna jest Waszmościów uwagi osobnéj<br />
+Grzeczność, którą powinna młódź dla płci nadobnéj<br />
+Zwłaszcza gdy zacność domu, fortuny szczodroty,<br />
+Objaśniają wrodzone wdzięki i przymioty.<br />
+Stąd droga do affektów i stąd się kojarzy<br />
+Wspaniały domów sojusz &mdash; tak myślili starzy.<br />
+<!-- Page 30 --><span class='pagenum'><a name="Str_27" id="Str_27">[27]</a></span>
+A zatem&raquo; &mdash; Tu Pan Sędzia nagłym zwrotem głowy<br />
+Skinął na Tadeusza, rzucił wzrok surowy,<br />
+Znać było że przychodził już do wniosków mowy.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">W tém brząknął w tubakierę złotą Podkomorzy,</span><br />
+I rzekł: &raquo;Mój Sędzio, dawniéj było jeszcze gorzéj!<br />
+Teraz niewiém czy moda i nas starych zmienia,<br />
+Czy młodzież lepsza, ale widzę mniéj zgorszenia.<br />
+Ach ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny<br />
+Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!<br />
+Gdy raptem paniczyki młode s cudzych krajów<br />
+Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów,<br />
+Prześladując w Ojczyźnie Boga, przodków wiarę,<br />
+Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.<br />
+Żałośnie było widziéć wyżółkłych młokosów,<br />
+Gadających przez nosy, a często bez nosów,<br />
+Opatrzonych w broszurki i w różne gazety,<br />
+Głoszących nowe wiary, prawa, toalety.<br />
+Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza;<br />
+Bo Pan Bóg kiedy karę na naród przepuszcza,<br />
+Odbiéra naprzód rozum od Obywateli.<br />
+I tak, mędrsi fircykom oprzéć się nie śmieli,<br />
+<!-- Page 31 --><span class='pagenum'><a name="Str_28" id="Str_28">[28]</a></span>
+I zląkł ich się jak dżumy jakiéj cały naród,<br />
+Bo już sam wewnątrz, siebie czuł choroby zaród;<br />
+Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory;<br />
+Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory.<br />
+Była to maszkarada, zapustna swawola,<br />
+Po któréj miał przyjść wkrótce wielki post &mdash; niewola!<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">&laquo;Pamiętam, chociaż byłem wtenczas małe dziécie,</span><br />
+Kiedy do ojca mego w Oszmiańskim powiecie,<br />
+Przyjechał Pan Podczaszyc na francuskim wózku.<br />
+Pierwszy człowiek, co w Litwie chodził po francusku.<br />
+<a name="str28_w11"></a>
+Biegali wszyscy za nim jakby za rarogiem,<br />
+Zazdroszczono domowi, przed którego progiem<br />
+Stanęła Podczaszyca dwókolna dryndulka,<br />
+Która się po francusku zwała karjulka.<br />
+Zamiast lokajów w kielni siedziały dwa pieski,<br />
+A na kozłach niemczysko chude nakształt deski;<br />
+Nogi miał długie, cienkie, jak od chmielu tyki,<br />
+W pończochach, ze srebrnemi klamrami trzewiki,<br />
+Peruka z harbajtelem zawiązanym w miechu.<br />
+Starzy na on ekwipaż parskali ze śmiechu,<br />
+A chłopi żegnali się, mówiąc: że po świecie<br />
+<!-- Page 32 --><span class='pagenum'><a name="Str_29" id="Str_29">[29]</a></span>
+Jeździ wenecki djabeł w niemieckiéj karecie<br />
+Sam Podczaszyc jaki był opisywać długo,<br />
+Dosyć że się nam zdawał małpą lub papugą<br />
+W wielkiéj peruce, którą do złotego runa<br />
+On lubił porównywać, a my do kołtuna.<br />
+Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie<br />
+Piękniejsze jest niż obcéj mody małpowanie,<br />
+Milczał; bo by krzyczała młodzież, że przeszkadza<br />
+Kulturze, że tamuje progressy, że zdradza!<br />
+Taka była przesądów owoczesnych władza!<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">&laquo;Podczaszyc zapowiedział że nas reformować,</span><br />
+Cywilizować będzie i konstytuować;<br />
+Ogłosił nam, że jacyś francuzi wymowni<br />
+Zrobili wynalazek: iż ludzie są rowni.<br />
+Choć o tém dawno w Pańskim pisano zakonie,<br />
+I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie.<br />
+Nauka dawną byłą, szło o jéj pełnienie!<br />
+Lecz wtenczas panowało takie oślepienie,<br />
+Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie,<br />
+Jeśli ich nic czytano w francuskiéj gazecie.<br />
+Podczaszyc mimo równość wziął tytuł Markiża;<br />
+<!-- Page 33 --><span class='pagenum'><a name="Str_30" id="Str_30">[30]</a></span>
+Wiadomo że tytuły przychodzą s Paryża,<br />
+A natenczas tam w modzie był tytuł Markiża.<br />
+Jakoż kiedy się moda odmieniła z laty,<br />
+Tenże sam Markiż przybrał tytuł Demokraty;<br />
+Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem,<br />
+Demokrata przyjechał s Paryża Baronem;<br />
+Gdyby żył dłużéj, może nową alternatą,<br />
+Z Barona przechrzciłby się kiedyś Demokratą.<br />
+Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,<br />
+A co Francuz wymyśli, to Polak polubi.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">&laquo;Chwała Bogu, że teraz jeśli nasza młodzież</span><br />
+Wyjeżdża za granicę, to już nie po odzież,<br />
+Nie szukać prawodastwa w drukarskich kramarniach,<br />
+Lub wymowy uczyć się w paryskich kawiarniach.<br />
+Bo teraz Napoleon, człek mądry a prędki,<br />
+Nie daje czasu szukać mody i gawędki.<br />
+Teraz grzmi oręż, a nam starym serca rosną,<br />
+Że znowu o Polakach tak na świecie głośno;<br />
+Jest sława, a więc będzie i Rzeczpospolita!<br />
+<span class='err' title='Zawzdy'>Zawżdy</span> z wawrzynów drzewo wolności wykwita.<br />
+Tylko smutno, że nam ach! tak się lata wleką<br />
+<br />
+<!-- Page 34 --><span class='pagenum'><a name="Str_31" id="Str_31">[31]</a></span>
+W nieczynności! a oni tak zawsze daleko!<br />
+Tak długo czekać! nawet tak randka nowina &mdash;<br />
+Ojcze Robaku (ciszéj rzekł do Bernardyna)<br />
+Słyszałem, żeś z za Niemna odebrał wiadomość;<br />
+Może téż co o naszém wojsku wié Jegomość?&raquo;<br />
+&mdash; &laquo;Nic a nic&raquo; odpowiedział Robak obojętnie,<br />
+(Widać było że słuchał rozmowy niechętnie)<br />
+Mnie polityka nudzi; jeżeli z Warszawy<br />
+Mam list, to rzecz zakonna, to są nasze sprawy<br />
+Bernardyńskie, cóż o tém gadać u wieczerzy;<br />
+Są tu świeccy do których nic to nie należy.&raquo;<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Tak mówiąc, spojrzał zyzem, gdzie śród biesiadników</span><br />
+Siedział gość Moskal; był to pan kapitan Ryków,<br />
+Stary żołnierz, stał w bliskiéj wiosce na kwaterze,<br />
+Pan Sędzia go przez grzeczność prosił na wieczerzę.<br />
+<span class='err' title='Rykow'>Ryków</span> jadł smaczno, mało wdawał się w rozmowę,<br />
+Lecz na wzmiankę Warszawy, rzekł podniosłszy głowę:<br />
+&laquo;Pan Podkomorzy! Oj Wy! Pan zawsze ciekawy<br />
+O Bonaparta, zawsze Wam tam do Warszawy!<br />
+He! Ojczyzna! Ja nie szpieg, a popolsku umiem, &mdash;<br />
+Ojczyzna! ja to czuję wszystko, ja rozumiem!<br />
+<!-- Page 35 --><span class='pagenum'><a name="Str_32" id="Str_32">[32]</a></span>
+Wy Polaki, ja Ruski, teraz się nie bijem,<br />
+Jest armistycjum, to my razem jemy, pijem,<br />
+Często na awanpostach nasz s francuzem gada.<br />
+Pije wódkę; jak krzykną ura! &mdash; kanonada.<br />
+Ruskie przysłowie: s kim się biję, tego lubię.<br />
+Gładź drużkę jak po duszy, a bij jak po szubie,<br />
+Ja mówię, będzie wojna u nas. Do Majora<br />
+Płuta Adjutant Sztabu przyjechał zawczora:<br />
+Gotować się do marszu! Pójdziem, czy pod Turka,<br />
+Czy na Francuza; oj ten Bonapart figurka!<br />
+Bez Suwarowa to on może nas wytuza.<br />
+U nas w pułku gadano, jak szli na francuza.<br />
+<a name="str32_w13"></a>
+Że Bonapart czarował, no, tak i Suwarów<br />
+Czarował; tak i były czary przeciw czarów.<br />
+Baz w bitwie, gdzie podział się? szukać Bonaparta, &mdash;<br />
+A on zmienił się w lisa, tak Suwarów w charta,<br />
+Tak Bonaparte znowu w kota się przerzuca,<br />
+Daléj drzeć pazurami, a Suwarów w kuca.<br />
+Obaczcież co się stało w końcu z Bonapartą&raquo; &mdash;<br />
+Tu Ryków przerwał i jadł; wtém s potrawą czwartą<br />
+Wszedł służący, i raptem boczne drzwi otwarto.<br />
+<!-- Page 36 --><span class='pagenum'><a name="Str_33" id="Str_33">[33]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Weszła nowa osoba przystojna i młoda;</span><br />
+Jéj zjawienie się nagłe, jéj wzrost i uroda,<br />
+Jéj ubiór, zwrócił oczy, wszyscy ją witali,<br />
+Prócz Tadeusza widać że ją wszyscy znali.<br />
+Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną,<br />
+Suknię materjalną różową jedwabną,<br />
+Gors wycięły, kołnierzyk s korónek; rękawki<br />
+Krótkie, w ręku kleciła wachlarz dla zabawki<br />
+(Bo nie było gorąca), wachlarz pozłocisty<br />
+Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty.<br />
+Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi,<br />
+W pukle, i przeplatane różowemi wstęgi,<br />
+Pośród nich brylant, niby zakryły od oczu,<br />
+Świecił się jako gwiazda w komety warkoczu,<br />
+Słowem ubior galowy; szeptali nie jedni,<br />
+Ze zbyt wykwintny na wieś i na dzień powszedni.<br />
+Nóżek, chuć suknia krótka, oko nic zobaczy,<br />
+Bo biegła bardzo szybko, suwała się raczéy<br />
+Jako osobki, które na trzykrólskie święta<br />
+Przesuwają w jasełkach ukryte chłopięta.<br />
+Biegła i wszystkich lekkim witając ukłonem,<br />
+Chciała usieść na miejscu sobie zostawioném.<br />
+<!-- Page 37 --><span class='pagenum'><a name="Str_34" id="Str_34">[34]</a></span>
+Trudno było; bo krzeseł dla gości nie stało,<br />
+Na czterech ławach cztery ich rzędy siedziało,<br />
+Trzeba było rzęd ruszyć lub ławę przeskoczyć;<br />
+Zręcznie między dwie ławy umiała się wtłoczyć,<br />
+A potém między rzędem siedzących i stołem,<br />
+Jak bilardowa kula toczyła się kołem,<br />
+W biegu dotknęła blisko naszego młodziana;<br />
+Uczepiwszy falbaną o czyjeś kolana<br />
+Pośliznęła się nieco, i w tém roztargnieniu<br />
+Na pana Tadeusza wsparła się ramieniu.<br />
+Przeprosiwszy go grzecznie, na miejscu swém siadła<br />
+Pomiędzy nim i stryjem, ale nic nie jadła;<br />
+Tylko się wachlowała, to wachlarza trzonek<br />
+Kręciła, to kołnierzyk z brabanckich koronek<br />
+Poprawiała, to lekkiém dotknieniem się ręki<br />
+Muskała włosów pukle i wstąg jasnych pęki.<br />
+<br />
+Ta przerwa rozmów trwała już minut ze cztery.<br />
+Tymczasem, w końcu stoła naprzód ciche szmery,<br />
+A potém się zaczęły wpółgłośne rozmowy;<br />
+Męszczyźni rozsądzali swe dzisiejsze łowy.<br />
+<a name="str34_w21"></a>
+Assesora z Rejentem wzmogła się uparta,<br />
+<!-- Page 38 --><span class='pagenum'><a name="Str_35" id="Str_35">[35]</a></span>
+Coraz głośniejsza kłótnia o kusego charta,<br />
+Którego posiadaniem pan Rejent się szczycił<br />
+I utrzymywał, że on zająca pochwycił;<br />
+Assesor zaś dowodził na złość Rejentowi,<br />
+Że ta chwała należy chartu Sokołowi.<br />
+Pytano zdania innych; więc wszyscy dokoła<br />
+Brali stronę Kusego albo też Sokoła,<br />
+Ci jak znawcy, ci znowu jak naoczne świadki.<br />
+Sędzia na drugim końcu do nowéj sąsiadki<br />
+Rzekł półgłosem: przepraszam, musieliśmy siadać,<br />
+Niepodobna wieczerzy na późniéj odkładać,<br />
+Goście głodni, chodzili daleko na pole,<br />
+Myśliłem że dziś z nami nie będziesz przy stole.<br />
+To rzekłszy, s Podkomorzym przy pełnym kielichu<br />
+O politycznych sprawach rozmawiał po cichu.<br />
+<br />
+Gdy tak były zajęte stołu strony obie,<br />
+Tadeusz przyglądał się nieznanéj osobie;<br />
+Przypomniał że za pierwszem na miejsce wejrzeniem<br />
+Odgadnął zaraz, czyjém miało być siedzeniem.<br />
+Rumienił się, serce mu biło nadzwyczajnie;<br />
+Więc rozwiązane widział swych domysłów tajnie!<br />
+<!-- Page 39 --><span class='pagenum'><a name="Str_36" id="Str_36">[36]</a></span>
+Więc było przeznaczono, by przy jego buku<br />
+Usiadła owa piękność widziana w pomroku;<br />
+Wprawdzie zdała się teraz wzrostem dorodniejsza,<br />
+Bo ubrana, a ubior powiększa i zmniejsza.<br />
+I włos u tamtej widział krótki, jasnozłoty,<br />
+A u téj krucze długie zwijały się sploty?<br />
+Kolor musiał pochodzie od słońca promieni<br />
+Któremi przy zachodzie wszystko się czerwieni.<br />
+Twarzy w ów czas niedostrzegł, nazbyt rychło znikła,<br />
+Ale myśl twarz nadobną odgadywać zwykła;<br />
+Myślił że pewnie miała czarniutkie oczęta,<br />
+Białą twarz, usta kraśne jak wiśnie bliźnięta;<br />
+U téj znalazł podobne oczy, usta, lica;<br />
+W wieku możeby była największa różnica;<br />
+Ogrodniczka dziewczynką zdawała się małą,<br />
+A Pani ta niewiastą już w latach dojrzałą;<br />
+Lecz młodzież o piękności metrykę niepyta,<br />
+Bo młodzieńcowi młodą jest każda kobiéta,<br />
+Chłopcowi każda piękność zda się rowiennicą,<br />
+A niewinnemu każda kochanka dziewicą.<br />
+<br />
+Tadeusz chociaż liczył lat blisko dwadzieście,<br />
+<!-- Page 40 --><span class='pagenum'><a name="Str_37" id="Str_37">[37]</a></span>
+I od dzieciństwa mieszkał w Wilnie, wielkiém mieście;<br />
+Miał za dozorcę księdza który go pilnował<br />
+I w dawnéj surowości prawidłach wychował.<br />
+Tadeusz zatém przywiózł w strony swe rodzinne<br />
+Duszę czystą, myśl żywą i serce niewinne;<br />
+Ale razem nie małą chętkę do swywoli,<br />
+Z góry już robił projekt, że sobie pozwoli<br />
+Używać na wsi, długo wzbronionej swobody;<br />
+Wiedział, że był przystojny, czuł się rześki, młody;<br />
+A w spadku po rodzicach wziął czerstwość i zdrowie.<br />
+Nazywał się Soplica; wszyscy Soplicowie<br />
+Są jak wiadomo krzepcy, otyli i silni,<br />
+Do żołnierki jedyni, w naukach mniéj pilni.<br />
+<br />
+Tadeusz się od przodków swoich nieodrodził,<br />
+Dobrze na koniu jeździł, pieszo dzielnie chodził,<br />
+Tępy nie był, lecz mało w naukach postąpił,<br />
+Choć stryj na wychowanie niczego nieskąpił.<br />
+On wolał z flinty strzelać, albo szablą robić.<br />
+Wiedział że go myślano do wojska sposobić,<br />
+Że Ojciec w testamencie wyrzekł taką wolę;<br />
+Ustawicznie do bębna tęsknił siedząc w szkole.<br />
+<!-- Page 41 --><span class='pagenum'><a name="Str_38" id="Str_38">[38]</a></span>
+Ale stryj nagle pierwsze zamiary odmienił,<br />
+Kazał aby przyjechał i aby się żenił,<br />
+I objął gospodarstwo; przyrzekł na początek<br />
+Dać małą wieś, a potém, cały swój majątek.<br />
+<br />
+Te wszystkie Tadeusza cnoty i zalety<br />
+Ściągnęły wzrok sąsiadki, uważnéj kobiety.<br />
+Zmierzyła jego postać kształtną i wysoką,<br />
+Jego ramiona silne, jego pierś szeroką,<br />
+I w twarz spójrzała, s której wytryskał rumieniec.<br />
+Ilekroć z jéj oczyma spotkał się młodzieniec:<br />
+Bo s pierwszéj lękliwości całkiem już ochłonął,<br />
+I patrzył wzrokiem śmiałym w którym ogień płonął,<br />
+Również patrzyła ona, i cztery źrenice<br />
+Gorzały przeciw sobie jak roratne świéce.<br />
+<br />
+Pierwsza z nim po francusku zaczęła rozmowę;<br />
+Wracał z miasta, ze szkoły; więc o książki nowe,<br />
+O autorów pytała Tadeusza zdania,<br />
+I ze zdań wyciągała na nowo pytania;<br />
+Cóż gdy potém zaczęła mówić o malarstwie,<br />
+O muzyce, o tańcach, nawet o rzeźbiarstwie!<br />
+<!-- Page 42 --><span class='pagenum'><a name="Str_39" id="Str_39">[39]</a></span>
+Dowiodła że zna równic pędzel, noty, druki;<br />
+Aż osłupiał Tadeusz na tyle nauki,<br />
+Lękał się, by niezostał pośmiewiska celem,<br />
+I jąkał się jak żaczek przed nauczycielem.<br />
+Szczęściem, że nauczyciel ładny i niesrogi:<br />
+Odgadnęła sąsiadka powód jego trwogi,<br />
+Wszczęła rzecz o mniej trudnych i mądrych przedmiotach,<br />
+O wiejskiego pożycia nudach i kłopotach,<br />
+I jak bawić się trzeba, i jak czas podzielić,<br />
+By życie uprzyjemnić i wieś rozweselić.<br />
+Tadeusz odpowiadał śmieléj, szła rzecz daléj,<br />
+W półgodziny <span class='err' title='iuż'>już</span> byli s sobą poufali;<br />
+Zaczęli nawet małe żarciki i sprzeczki.<br />
+W końcu,stawiła przed nim trzy s chleba gałeczki,<br />
+Trzy osoby na wybor; wziął najbliższą sobie;<br />
+Podkomorzanki na to zmarszczyły się obie,<br />
+Sąsiadka zaśmiała się, lecz niepowiedziała<br />
+Kogo owa szczęśliwsza gałka oznaczała.<br />
+<br />
+Inaczéj bawiono się w drugim końcu stoła,<br />
+Bo tam wzmogłszy się nagle stronnicy Sokoła,<br />
+Na partyę Kusego bez litości wsiedli:<br />
+<!-- Page 43 --><span class='pagenum'><a name="Str_40" id="Str_40">[40]</a></span>
+Spór był wielki, już potraw ostatnich niejedli.<br />
+Stojąc i pijąc obie kłóciły się strony,<br />
+A najstraszniéj Pan Rejent był zacietrzewiony,<br />
+Jak raz zaczął, bez przerwy ncci swoję tokował<br />
+I gestami ją bardzo dobitnie malował.<br />
+(Był dawniéj adwokatem Pan Rejent Bolesta,<br />
+Zwano go kaznodzieją, że zbyt lubił gesta.)<br />
+Teraz ręce przy boku miał, w tył wygiął łokcie,<br />
+S pod ramion wytknął palce i dłonie paznokcie.<br />
+Przedstawiając dwa smycze chartów tym obrazem,<br />
+Właśnie rzecz kończył. &laquo;Wyczha, puściliśmy razem<br />
+Ja i Assessor, razem, jakoby dwa kórki<br />
+Jednym palcem spuszczone u jednej dwórórki;<br />
+Wyezha, poszli, a tając jak strona, smyk w pole.<br />
+Psy tuż, (to mówiąc ręce ciągnął wzdłuż po stole<br />
+I palcami ruch chartów przedziwnie udawał)<br />
+Psy tuż, i hec od lasu odsadzili kawał;<br />
+Sokoł smyk naprzód, rączy pies, lecz zagorzalec.<br />
+Wysadził się przed kusym, o tyle, o palec.<br />
+Wiedziałem że spudłuje, szarak gracz nielada,<br />
+Czchał niby prosto w pole, za nim psów gromada;<br />
+Gracz szarak! skoro poczuł wszystkie charty w kupie<br />
+<!-- Page 44 --><span class='pagenum'><a name="Str_41" id="Str_41">[41]</a></span>
+Pstręk na prawo, koziołka, z nim w prawo psy głupie,<br />
+A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy,<br />
+Psy za nim fajt na lewo, on w las, a mój Kusy<br />
+Cap!!&raquo; Tak krzycząc Pan Rejent na stół pochylony,<br />
+S palcami swemi zabiegł aż do drugiéj strony,<br />
+I &laquo;Cap!&raquo; Tadeuszowi wrzasnął tuż nad uchem;<br />
+Tadeusz i sąsiadka tym głosu wybuchem<br />
+Znienacka przestraszeni właśnie w pół rozmowy,<br />
+Odstrychnęli od siebie mimowolnie głowy:<br />
+Jako wierzchołki drzewa powiązane społem<br />
+Gdy je wicher rozerwie; i ręce pod stołem<br />
+Blisko siebie leżące wstecz nagle uciekły,<br />
+I dwie twarze w jeden się rumieniec oblekły.<br />
+<br />
+Tadeusz by niezdradzić swego rostargnienia,<br />
+Prawda rzekł mój Rejencie, prawda, bez wątpienia<br />
+Kusy piękny chart s kształtu, jeśli równie chwytny...<br />
+Chwytny? krzyknął Pan Rejent, mój pies faworytny<br />
+Żeby niemiał być chwytny? Więc Tadeusz znowu<br />
+Cieszył się, że tak piękny pies niéma narowu.<br />
+Żałował że go tylko widział idąc z lasu,<br />
+I że przymiotów jego poznać niemiał czasu.<br />
+<!-- Page 45 --><span class='pagenum'><a name="Str_42" id="Str_42">[42]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Na to zadrżał Assessor, puścił z rąk kieliszek,</span><br />
+Utopił w Tadeusza wzrok juk bazyliszek.<br />
+Assessor mniéj krzykliwy i mniéj był ruchowy<br />
+Od Rejenta, szczuplejszy i mały s postawy,<br />
+Lecz straszny na reducie, balu i sejmiku,<br />
+Bo powiadano o nim, ma żądło w języku.<br />
+Tak dowcipne żarciki umiał komponować,<br />
+Iżby je w kalendarzu można wydrukować:<br />
+Wszystkie złośliwe, ostre. Dawniéj człek dostatni,<br />
+Schedę ojca swojego i majątek bratni,<br />
+Wszystko strwonił na wielkim figurując świecie;<br />
+Teraz wszedł w służbę rządu by znaczyć w powiecie.<br />
+Lubił bardzo myślistwo, już to dla zabawy,<br />
+Już to że odgłos trąbki i widok obławy,<br />
+Przypominał mu jego lata młodociane,<br />
+Kiedy miał strzelców licznych i psy zawołane;<br />
+Teraz mu s całej psiarni dwa charty zostały,<br />
+I jeszcze s tych jednemu chciano przeczyć chwały.<br />
+Wiec zbliżył się i zwolna gładząc faworyty,<br />
+Rzekł z uśmiechem, a był to uśmiech jadowity:<br />
+&laquo;Chart bez ogona jest jak szlachcic bez urzędu,<br />
+Ogon też znacznie chartom pomaga do pędu,<br />
+<!-- Page 46 --><span class='pagenum'><a name="Str_43" id="Str_43">[43]</a></span>
+A Pan kusość uważasz za dowód dobroci?<br />
+Zresztą zdać się możemy na sąd Pańskiéj cioci.<br />
+Choć Pani Telimena mieszkała w stolicy<br />
+I bawi się niedawno w naszéj okolicy,<br />
+Lepiéj zna się na łowach niż myśliwi młodzi:<br />
+Tak to nauka sama z latami przychodzi.&raquo;<br />
+<br />
+Tadeusz na którego niespodzianie spadał<br />
+Grom taki, wstał zmieszany, chwilę nic niegadał,<br />
+Lecz patrzył na rywala coraz straszniéj, srożéj...<br />
+W tém wielkiem szczęściem dwakroć kichnął Podkomorzy,<br />
+&laquo;Wiwat&raquo; krzyknęli wszyscy; on się wszystkim skłonił,<br />
+I zwolna w tabakierę palcami zadzwonił:<br />
+Tabakiera ze złota, z brylantów oprawa,<br />
+A wśrodku jéj był portret króla Stanisława.<br />
+Ojcu Podkomorzego sam król ją darował,<br />
+Po ojcu Podkomorzy godnie ją piastował,<br />
+Gdy w nię dzwonił, znak dawał, że miał głos zabierać;<br />
+Umilkli wszyscy i ust nieśmieli otwierać.<br />
+On rzekł: <span class='err' title='&raquo;'>&laquo;</span>Wielmożni Szlachta Bracia Dobrodzieje,<br />
+Forum myśliwskiém tylko są łąki i knieje,<br />
+Więc ja w domu podobnych spraw nie decyduję,<br />
+<!-- Page 47 --><span class='pagenum'><a name="Str_44" id="Str_44">[44]</a></span>
+I posiedzenie nasze na jutro solwuję.<br />
+I dalszych replik stronom dzisiaj nie dozwolę;<br />
+Woźny! odwołaj sprawę, na jutro na pole,<br />
+Jutro i Hrabia s całém myśliwstwem tu zjedzie,<br />
+I Waszeć z nami ruszysz Sędzio mój sąsiedzie,<br />
+I Pani Telimena i Panny i Panie,<br />
+Słowem zrobim na urząd wielkie polowanie;<br />
+I Wojski towarzystwa nam też nie odmówi.&raquo;<br />
+To mówiąc tabakierę podawał starcowi.<br />
+<br />
+Wojski na ostrym końcu śród myśliwych siedział.<br />
+Słuchał zmrużywszy oczy, słowa nie powiedział,<br />
+Choć młodzież nieraz jego zasięgała zdania,<br />
+Bo nikt lepiéj nad niego nie znał polowania.<br />
+On milczał, szczypię wziętą s tabakiery ważył<br />
+W palcach, i długo dumał nim ją w końcu zażył,<br />
+Kichnął aż cała izba rozległa się echem,<br />
+I potrząsając głową rzekł z gorzkim uśmiechem:<br />
+&laquo;O jak mnie to starego i smuci i dziwi!<br />
+Cóżbyto o tém starzy mówili myśliwi?<br />
+Widząc że w tylu szlachty, w tylu panów gronie,<br />
+Mają sądzić się spory o charcim ogonie;<br />
+<!-- Page 48 --><span class='pagenum'><a name="Str_45" id="Str_45">[45]</a></span>
+Cóżby rzekł na to stary Rejtan gdyby ożył?<br />
+Wróciłby do Lachowicz i w grób się położył!<br />
+<a name="str45_w3"></a>
+Coby rzekł wojewoda Niesiołowski stary,<br />
+Który ma dotąd pierwsze na świecie ogary,<br />
+I dwiestu strzelców trzyma obyczajem pańskim,<br />
+I ma sto wozów sieci w zamku Worończańskim,<br />
+A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze,<br />
+Nikt go na polowanie uprosić nie może,<br />
+<a name="str45_w9"></a>
+Białopiotrowiczowi samemu odmówił!<br />
+Bo cóżby on na waszych polowaniach łowił?<br />
+Piękna byłaby sława! ażeby pan taki<br />
+Wedle dzisiejszéj mody jeździł na szaraki.<br />
+Za moich panie czasów, w języku strzeleckim,<br />
+Dzik, niedźwiedź, łoś, wilk, zwany był zwierzem szlacheckim,<br />
+A zwierze nic mające kłów, rogów, pazurów,<br />
+Zostawiano dla płatnych sług i dworskich ciurów;<br />
+Żaden pan przyjąć nie chciałby do ręki<br />
+Strzelby, którą zhańbiono sypiąc w nią śrót cienki!<br />
+Trzymano wprawdzie chartów, bo z łowów wracając,<br />
+Trafia się że spod konia mknie się biedak zając,<br />
+Puszczano wtenczas za nim dla zabawki smycze,<br />
+I na konikach małe goniły panicze<br />
+<!-- Page 49 --><span class='pagenum'><a name="Str_46" id="Str_46">[46]</a></span>
+Przed oczyma rodziców, którzy te pogonie<br />
+Ledwie raczyli widzieć, cóż kłócić się o nie!<br />
+Więc niech Jaśnie Wielmożny Podkomorzy raczy<br />
+Odwołać swe roskazy, i niech mi wybaczy<br />
+Że nie mogę na takie jechać polowanie,<br />
+I nigdy na niém noga moja nie postanie!<br />
+Nazywam się Hreczecha, a od króla Lecha,<br />
+Żaden za zającami nie jeździł Hreczecha.&raquo;<br />
+<br />
+Tu śmiech młodzieży mowę Wojskiego zagłuszył,<br />
+Wstano od stołu; pierwszy Podkomorzy ruszył,<br />
+Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,<br />
+Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży;<br />
+Za nim szedł kwestarz, Sędzia tuż przy Bernardynie,<br />
+Sędzia u progu rękę dał Podkomorzynie,<br />
+Tadeusz Telimenie, Assessor Krajczance,<br />
+A pan Rejent na końcu Wojskiéj Hreczeszance.<br />
+<br />
+Tadeusz s kilku gośćmi poszedł do stodoły,<br />
+A czuł się pomięszany, zły i niewesoły,<br />
+Rozbierał myślą wszystkie dzisiejsze wypadki,<br />
+Spotkanie się, wieczerzę przy boku sąsiadki,<br />
+<!-- Page 50 --><span class='pagenum'><a name="Str_47" id="Str_47">[47]</a></span>
+A szczególniéj mu słowo &laquo;Ciocia&raquo;, koło ucha<br />
+Brzęczało ciągle jako naprzykrzona mucha,<br />
+Pragnąłby u Woźnego lepiéj się wypytać<br />
+O Pani Telimenie, lecz go niemógł schwytać;<br />
+Wojskiego też niewidział, bo zaraz z wieczerzy<br />
+Wszyscy poszli za gośćmi jak sługom należy,<br />
+Urządzając we dworze izby do spoczynku.<br />
+Starsi i damy spały we dworskim budynku,<br />
+Młodzież Tadeuszowi prowadzić kazano<br />
+W zastępstwie gospodarza, w stodołę na siano.<br />
+<br />
+W półgodziny tak było głucho w całym dworze<br />
+Jako po zadzwonieniu na pacierz w klasztorze;<br />
+Ciszę przerywał tylko głos nocnego stróża.<br />
+Usnęli wszyscy. Sędzia sam oczu niezmruża,<br />
+Jako wódz gospodarstwa, obmyśla wyprawę<br />
+W pole, i w domu przyszłą urządza zabawę.<br />
+Dał roskaz ekonomom, wójtom i gumiennym,<br />
+Pisarzom, ochmistrzyni, strzelcom i stajennym,<br />
+I musiał wszystkie dzienne rachunki przezierać,<br />
+Nareszcie rzekł Woźnemu, że się chce rozbierać.<br />
+<a name="str47_w21"></a>
+Woźny pas mu odwiązał, pas Słucki, pas lity,<br />
+<!-- Page 51 --><span class='pagenum'><a name="Str_48" id="Str_48">[48]</a></span>
+Przy którym świecą gęste kutasy jak kity,<br />
+Z jednéj strony złotogłów w purpurowe kwiaty,<br />
+Na wywrót jedwab' czarny posrebrzany w kraty;<br />
+Pas taki można równie kłaść na strony obie,<br />
+Złotą na dzień galowy, a czarną w żałobie.<br />
+Sam Woźny umiał pas ten odwiązywać, składać;<br />
+Właśnie tém się zatrudniał i kończył tak gadać:<br />
+<br />
+&laquo;Cóż złego że przeniosłem stoły do zamczyska,<br />
+Nikt na tém nic niestracił, a Pan może zyska,<br />
+Bo przecież o ten zamek dziś toczy się sprawa.<br />
+My od dzisiaj do zamku nabyliśmy prawa,<br />
+I mimo całą strony przeciwnéj zajadłość,<br />
+Dowiodę że zamczysko wzięliśmy w posiadłość.<br />
+Wszakże kto gości prosi w zamek na wieczerzę,<br />
+Dowodzi że posiadłość tam ma albo bierze,<br />
+Nawet strony przeciwne weźmiemy na świadki:<br />
+Pamiętam za mych czasów podobne wypadki.&raquo;<br />
+<br />
+Już Sędzia spał. Więc Woźny cicho wszedł do sieni,<br />
+Siadł prze świecy i dobył książeczkę s kieszeni,<br />
+Która mu jak Ołtarzyk Złoty zawsze służy,<br />
+<!-- Page 52 --><span class='pagenum'><a name="Str_49" id="Str_49">[49]</a></span>
+Któréj nigdy nie rzuca w domu i w podróży.<br />
+<a name="str49_w2"></a>
+Była to trybunalska wokanda: tam rzędem<br />
+Stały spisane sprawy, które przed urzędem<br />
+Woźny sam głosem swoim przed laty wywołał,<br />
+Albo o których później dowiedzieć się zdołał.<br />
+Prostym ludziom wokanda zda się imion spisem,<br />
+Woźnemu jest obrazów wspaniałych zarysem.<br />
+Czytał więc i rozmyślał: Ogiński z Wizgirdem,<br />
+Dominikanie z Rymszą, Rymsza z Wysogierdem,<br />
+Radziwił z Wereszczaką, Giedrojć z Rodułtowskim,<br />
+Obuchowicz s kahałem, Juraha s Piotrowskim,<br />
+Maleski z Mickiewiczem, a nakoniec Hrabia<br />
+S Soplicą: i czytając, s tych imion wywabia<br />
+Pamięć spraw wielkich, wszystkie processu wypadki,<br />
+I stają mu przed oczy sąd, strony i świadki;<br />
+I ogląda sam siebie, jak w żupanie białym<br />
+W granatowym <span class='err' title='kuntuszu'>kontuszu</span> stał przed trybunałem,<br />
+Jedna ręka na szabli, a drugą do stoła<br />
+Przywoławszy dwie strony, &laquo;Uciszcie się!&raquo; woła.<br />
+Marząc i kończąc pacierz wieczorny, pomału<br />
+Usnął ostatni w Litwie Woźny trybunału.<br />
+<!-- Page 53 --><span class='pagenum'><a name="Str_50" id="Str_50">[50]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Takie były zabawy, spory w one lata</span><br />
+Śród cichéj wsi litewskiéj; kiedy reszta świata<br />
+We łzach i krwi <span class='err' title='tonęłą'>tonęła</span>, gdy ów mąż, bóg wojny<br />
+Otoczon chmurą pułków, tysiącem dział zbrojny,<br />
+Wprzągłszy w swój rydwan orły złote obok srebnych.<br />
+Od puszcz Libijskich latał do Alpów podniebnych,<br />
+Ciskając grom po gromie, w Piramidy, w Tabor,<br />
+W Marengo, w Ulm, w Austerlitz. Zwycięstwo i Zabor<br />
+Biegły przed nim i za nim. Sława czynów tylu,<br />
+Brzemienna imionami rycerzy, od Nilu<br />
+Szła hucząc ku północy, aż u Niemna brzegów<br />
+Odbiła się, jak od skał, od Moskwy szeregów,<br />
+Które broniły Litwę murami żelaza<br />
+Przed wieścią dla Rossyj straszną jak zaraza.<br />
+<br />
+Przecież nieraz nowina, niby kamień z nieba<br />
+Spadała w Litwę; nieraz dziad żebrzący chleba,<br />
+<span class="omylka" title="Bez ręki lub nogi">Bez ręki lub bez nogi</span>, przyjąwszy jałmużnę,<br />
+Stanął i oczy w koło obracał ostróżne.<br />
+Gdy niewidział we dworze rossyjskich żołnierzy,<br />
+Ani jarmułek, ani czerwonych kołnierzy,<br />
+Wtenczas kim był, wyznawał; był legionistą,<br />
+<!-- Page 54 --><span class='pagenum'><a name="Str_51" id="Str_51">[51]</a></span>
+Przynosił kości stare na ziemię, ojczystą,<br />
+Któréj już bronie niemógł &mdash; jak go wtenczas cała<br />
+Rodzina pańska, jak go czeladka ściskała<br />
+Zanosząc się od płaczu! on za stołem siadał,<br />
+I dziwniejsze od baśni historye gadał.<br />
+On opowiadał jako Jenerał Dąbrowski<br />
+Z ziemi Włoskiéj stara się przyciągnąć do Polski,<br />
+Jak on rodaków zbiera na Lombardskiém polu;<br />
+Jak Kniaziewiez roskazy daje s Kapitolu,<br />
+I zwycięsca, wydartych potomkom Cezarów<br />
+<a name="str51_w11"></a>
+Rzucił w oczy Francuzów sto krwawych sztandarów;<br />
+<a name="str51_w12"></a>
+Jak Jabłonowski zabiegł aż kędy pieprz rośnie,<br />
+Gdzie się cukier wytapia, i gdzie w wiecznéj wiośnie<br />
+Pachnące kwitną lasy; z legią Dunaju<br />
+Tam wódz murzyny gromi, a wzdycha do kraju.<br />
+<br />
+Mowy starca krążyły we wsi pokryjomu;<br />
+Chłopiec co je posłyszał, znikał nagle z domu,<br />
+Lasami i bagnami skradał się tajemnie,<br />
+Ścigany od Moskali, skakał kryć się w Niemnie<br />
+I nurkiem płynął na brzeg księstwa Warszawskiego,<br />
+Gdzie usłyszał głos miły &laquo;Witaj nam kollego!&raquo;<br />
+<!-- Page 55 --><span class='pagenum'><a name="Str_52" id="Str_52">[52]</a></span>
+Lecz nim odszedł, wyskoczył na wzgórek s kamienia<br />
+I Moskalom przez Niemen rzekł: &laquo;do zobaczenia&raquo;.<br />
+Tak przekradł się Górecki, Pac i Obuchowicz,<br />
+Piotrowski, Obolewski, Rożycki, Janowicz,<br />
+Mirzejewscy, Brochocki i Bernatowicze,<br />
+Kupść, Gedymin i inni których nie policzę;<br />
+Opuszczali rodziców i ziemię kochaną,<br />
+I dobra, które na skarb Carski zabierano.<br />
+<br />
+Czasem do Litwy kwestarz z obcego klasztoru<br />
+Przyszedł, i kiedy bliżéj poznał Panów dworu,<br />
+Gazetę im pokazał wyprutą s szkaplerza;<br />
+Tam stała wypisana i liczba żołnierza,<br />
+I nazwisko każdego wodza legionu,<br />
+I każdego z nich opis zwycięstwa, lub zgonu.<br />
+Po wielu latach, pierwszy raz miała rodzina<br />
+Wieść o życiu, o chwale i o śmierci syna;<br />
+Brał dom żałobę, ale powiedziéć nie śmiano<br />
+Po kim była żałoba, tylko zgadywano<br />
+W okolicy; i tylko cichy smutek Panów,<br />
+Lub cicha radość, była gazetą ziemianów.<br />
+<!-- Page 56 --><span class='pagenum'><a name="Str_53" id="Str_53">[53]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Takim kwestarzem tajnym był Robak podobno:</span><br />
+Często on s Panem Sędzią rozmawiał osobno,<br />
+Po tych rozmowach zawsze jakowaś nowina<br />
+Rozeszła się w sąsiedztwie. Postać bernardyna<br />
+Wydawała, że mnich ten nie zawsze w kapturze<br />
+Chodził, i nie w klasztornym zestarzał się murze.<br />
+Miał on nad prawém uchem, nieco wyżej skroni,<br />
+Bliznę, wyciętéj skóry na szerokość dłoni,<br />
+I w brodzie ślad niedawny lancy lub postrzału;<br />
+Ran tych niedostał pewnie przy czytaniu mszału.<br />
+Ale nie tylko groźne wejrzenie i blizny,<br />
+Lecz sam ruch i głos jego miał coś żołniersczyzny.<br />
+<br />
+Przy mszy, gdy z wzniesionemi zwracał się rękami<br />
+Od ołtarza do ludu, by mówić: &laquo;Pan z wami&raquo;,<br />
+To nie raz tak się zręcznie skręcił jednym razem,<br />
+Jakby prawo w tył robił za wodza roskazem,<br />
+I słowa liturgji takim wyrzekł tonem<br />
+Do ludu, jak oficer stojąc przed szwadronem;<br />
+Postrzegali to chłopcy służący mu do mszy.<br />
+Spraw także politycznych był Robak świadomszy,<br />
+Niźli żywotów świętych, a jeżdżąc po kweście,<br />
+<!-- Page 57 --><span class='pagenum'><a name="Str_54" id="Str_54">[54]</a></span>
+Często zastanawiał się w powiatowém mieście;<br />
+Miał pełno interessów: to listy odbierał<br />
+Których nigdy przy obcych ludziach nie otwierał,<br />
+To wysyłał posłańców, ale gdzie i po co<br />
+Nie powiadał; częstokroć wymykał się nocą<br />
+Do dworów Pańskich, s szlachtą ustawicznie szeptał,<br />
+I okoliczne wioski do koła wydeptał,<br />
+I w karczmach z wieśniakami rosprawiał nie mało,<br />
+A zawsze o tém, co się w cudzych krajach działo.<br />
+Teraz Sędziego który już spał od godziny<br />
+Przychodzi budzić; pewnie ma jakieś nowiny.<br />
+</p>
+
+<p style="text-align: center;"><img src="images/ill1.png" alt="[Illustration]" /></p>
+
+<!-- Page 58 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_55" id="Str_55">[55]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="KSIEGA_DRUGA" id="KSIEGA_DRUGA"></a>KSIĘGA DRUGA.</h2>
+<!-- Page 59 -->
+<!-- Page 60 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_57" id="Str_57">[57]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="ZAMEK" id="ZAMEK"></a><img src="images/zamek.png" alt="ZAMEK."/></h2>
+
+
+<p style="text-align: center;">TREŚĆ.</p>
+
+<p><span class="tresc">Polowanie s chartami na upatrzonego &mdash; Gość w Zamku &mdash; Ostatni
+z dworzan opowiada historją ostatniego z Horeszków &mdash; Rzut oka
+w sad &mdash; Dziewczyna w ogórkach &mdash; Śniadanie &mdash; Pani Telimeny
+Anegdota petersburska &mdash; Nowy wybuch sporów o Kusego
+i Sokoła &mdash; Interwencja Robaka &mdash; Rzecz Wojskiego
+&mdash; Zakład &mdash; Daléj w grzyby.</span></p>
+
+
+<p>
+Kto z nas tych lat niepomni, gdy młode pacholę,<br />
+Ze strzelbą na ramieniu świszcząc szedł na pole;<br />
+Gdzie żaden wał, płot żaden nogi nieutrudza,<br />
+Gdzie przestępując miedzę, niepoznasz że cudza!<br />
+Bo na Litwie myśliwiec jak okręt na morzu,<br />
+Gdzie chcesz, jaką chcesz drogą, buja po przestworzu<br />
+Czyli jak prorok patrzy w niebo, gdzie w obłoku<br />
+<!-- Page 61 --><span class='pagenum'><a name="Str_58" id="Str_58">[58]</a></span>
+Wiele jest znaków widnych strzeleckiemu oku,<br />
+Czy jak czarownik gada z ziemią, która głucha<br />
+Dla mieszczan, mnóstwem głosów szepce mu do ucha.<br />
+<br />
+Tam derkacz wrzasnął z łąki, szukać go daremnie,<br />
+Bo on szybuje w trawie, jako szczupak w Niemnie;<br />
+Tam ozwał się nad głową ranny wiosny dzwonek,<br />
+Również głęboko w niebie schowany skowronek;<br />
+&Oacute;wdzie orzeł szerokiém skrzydłem przez obszary<br />
+Zaszumiał, strasząc wróble, jak kometa cary;<br />
+Zaś jastrząb pod jasnemi wiszący błękity,<br />
+Trzepie skrzydłem jak motyl na szpilce przybity,<br />
+Aż ujrzawszy wśród łąki ptaka lub zającu,<br />
+Runie nań z góry jako gwiazda spadająca.<br />
+<br />
+Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli,<br />
+I znowu dom zamieszkać na ojczystéj roli,<br />
+I służyć w jeździe która wojuje szaraki,<br />
+Albo w piechocie, która nosi broń na ptaki;<br />
+Nie znać innych prócz kosy i sierpa rynsztunków<br />
+I innych gazet oprócz domowych rachunków!<br />
+<!-- Page 62 --><span class='pagenum'><a name="Str_59" id="Str_59">[59]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Nad Soplicowem słońce weszło, i już padło</span><br />
+Na strzechy i przez szpary w stodołę się wkradło;<br />
+I po ciemnozieloném świeżém wonném sianie,<br />
+S którego młodzież sobie zrobiła posłanie,<br />
+Rospływały się złote, migające pręgi<br />
+Z otworu czarnéj strzechy, jak z warkocza wstęgi;<br />
+I słońce usta sennych promykiem poranka<br />
+Draźni, jak dziewcze kłosem budzące kochanka.<br />
+Już wróble skacząc świerkać zaczęły pod strzechą,<br />
+Już trzykroć gęgnął gęsior, a za nim <span class='err' title='iak'>jak</span> echo,<br />
+Odezwały się chorem kaczki i indyki,<br />
+I słychać bydła w pole idącego ryki.<br />
+<br />
+Wstała młodzież, Tadeusz jeszcze senny leży,<br />
+Bo też najpoźniej zasnął; s wczorajszéj wieczerzy<br />
+Wrócił tak niespokojny, że o kurów pianiu<br />
+Jeszcze oczu niezmrużył, a na swém posłaniu<br />
+Tak kręcił się, że w siano jak w wodę utonął,<br />
+I spał twardo, aż zimny wiatr w oczy mu wionął,<br />
+Gdy skrzypiące stodoły drzwi otwarto s trzaskiem,<br />
+I bernardyn ksiądz Robak wszedł z węzlastym paskiem<br />
+&laquo;Surge puer&raquo; wołając i ponad barkami<br />
+<!-- Page 63 --><span class='pagenum'><a name="Str_60" id="Str_60">[60]</a></span>
+Rubasznie wywijając pasek z ogórkami.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Już na dziedzińcu słychać myśliwskie okrzyki.</span><br />
+Wyprowadzają konie, zajeżdżają bryki,<br />
+Ledwie dziedziniec taką gromadę ogarnie,<br />
+Odezwały się trąby, otworzono psiarnie;<br />
+Zgraja chartów wypadłszy wesoło skowycze;<br />
+Widząc rumaki szczwaczów, dojeżdżaczów smycze,<br />
+Psy jak szalone cwałem śmigają po dworze,<br />
+Potém biegą i kładą szyje na obroże:<br />
+Wszystko to bardzo dobre polowanie wróży;<br />
+Nareszcie Podkomorzy dał roskaz podróży.<br />
+<br />
+Ruszyli szczwacze zwolna, jeden tuż za drugim,<br />
+Ale za bramą rzędem rozbiegli się długim;<br />
+W środku jechali obok Assessor z Rejentem,<br />
+A choć na siebie czasem patrzyli ze wstrętem,<br />
+Rozmawiali przyjaźnie jak ludzie honoru<br />
+Idąc na rostrzygnienie śmiertelnego sporu;<br />
+Nikt ze słów zawziętości ich poznać niezdoła.<br />
+Pan Rejent wiodł Kusego, Assessor Sokoła.<br />
+S tyłu damy w pojazdach, młodzieńcy stronami<br />
+<!-- Page 64 --><span class='pagenum'><a name="Str_61" id="Str_61">[61]</a></span>
+Czwałując tuż przy kołach gadali z damami.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Ksiądz Robak po dziedzińcu wolnym chodził krokiem</span><br />
+Kończąc ranne pacierze; ale rzucał okiem<br />
+Na Pana Tadeusza, marszczył się, uśmiéchał,<br />
+Wreście kiwnął nań palcem, Tadeusz podjechał;<br />
+Robak palcem po nosie dawał mu znak groźby:<br />
+Lecz mimo Tadeusza pytania i prośby<br />
+Ażeby mu wyraźnie co chce wytłumaczył,<br />
+Bernardyn odpowiedziéć, ni spójrzéć nieraczył,<br />
+Kaptur tylko nasunął i pacierz swój kończył;<br />
+Więc Tadeusz odjechał i z gośćmi się złączył.<br />
+<br />
+Właśnie w ten czas myśliwi smycze zatrzymali<br />
+I wszyscy nieruchomi w miejscach swoich stali;<br />
+Jeden drugiemu ręką dawał znak milczenia,<br />
+A wszyscy obrócili oczy do kamienia<br />
+Nad którym stał Pan Sędziu, on zwierza obaczył<br />
+I rąk skinieniem swoje roskazy tłumaczył.<br />
+Pojęli wszyscy, stoją, a środkiem po roli<br />
+Assessor i Pan Rejent kłusują powoli;<br />
+Tadeusz będąc bliższy obudwu wyprzedził,<br />
+<!-- Page 65 --><span class='pagenum'><a name="Str_62" id="Str_62">[62]</a></span>
+Stanął obok Sędziego i oczyma śledził.<br />
+Dawno już nie był w polu; na szaréj przestrzeni<br />
+Trudno dojrzeć szaraka, zwłaszcza wśród kamieni.<br />
+Pokazał mu Pan Sędzia; siedział biedny zając<br />
+Płaszcząc się pod kamieniem, uszy nadstawiając,<br />
+Okiem czerwoném spotkał myśliwców wejrzenie,<br />
+I jakby urzeczony, czując przeznaczenie<br />
+Ze strachu od ich oczu niemógł zwrócić oka,<br />
+I pod opoką siedział martwy jak opoka.<br />
+Tym czasem kurz na roli rośnie coraz bliżéj.<br />
+Pędzi na smyczy Kusy, za nim Sokół chyży,<br />
+Tuż Assessor z Rejentem, razem wrzaśli s tyłu:<br />
+&laquo;Wyczha, wyczha&raquo; i s psami znikli w kłębach pyłu.<br />
+<br />
+Kiedy tak za szarakiem goniono, tymczasem<br />
+Ukazał się Pan Hrabia pod zamkowym lasem.<br />
+Wiedziano w okolicy, że ten Pan niemoże<br />
+Nigdy nigdzie stawić się w naznaczonéj porze,<br />
+I dziś zaspał poranek, więc na sługi zrzędził,<br />
+Widząc myśliwców w polu czwałem do nich pędził<br />
+Surdut swój angielskiego kroju, biały, długi,<br />
+Połami na wiatr puścił; s tyłu konno sługi<br />
+<!-- Page 66 --><span class='pagenum'><a name="Str_63" id="Str_63">[63]</a></span>
+W kapeluszach jak grzybki, czarnych, lśnących, małych,<br />
+W kurtkach, w butach stryflastych, w pantalonach białych:<br />
+Sługi które Pan Hrabia tym kształtem odzieje,<br />
+Nazywają się w jego pałacu, dżokeje.<br />
+<br />
+Czwałująca czereda zleciała na błonia,<br />
+Gdy Hrabia ujrzał zamek i zatrzymał konia.<br />
+Pierwszy raz widział zamek z rana, i niewierzył<br />
+Że to były też same mury, tak odświeżył<br />
+I upięknił poranek zarysy budowy;<br />
+Zadziwił się Pan Hrabia na widok tak nowy.<br />
+Wieża zdała się dwakroć wyższa, bo stercząca<br />
+Nad mgłą ranną; dach z blachy złocił się od słońca,<br />
+Pod nim błyszczała w kratach reszta szyb wybitych,<br />
+Łamiąc promienie wschodu w tęczach rozmaitych;<br />
+Niższe piętra oblała tumanu powłoka,<br />
+Rospadliny i szczerby zakryła od oka.<br />
+Krzyk dalekich myśliwców wiatrami przygnany<br />
+Odbijał się kilkakroć o zamkowe ściany;<br />
+Przysiągłbyś że krzyk z zamku, że pod mgły zasłoną<br />
+Mury odbudowano i znów zaludniono<br />
+<!-- Page 67 --><span class='pagenum'><a name="Str_64" id="Str_64">[64]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Hrabia lubił widoki niezwykłe i nowe,</span><br />
+Zwał je romansowemi; mawiał że ma głowę<br />
+Romansową, w istocie był wielkim dziwakiem.<br />
+Nieraz pędząc za lisem albo za szarakiem,<br />
+Nagle stawał i w niebo poglądał żałośnie,<br />
+Jak kot gdy ujrzy wróble na wysokiéj sośnie;<br />
+Często bez psa, bez strzelby błąkał się po gaju,<br />
+Jak rekrut zbiegły; często siadał przy ruczaju<br />
+Nieruchomy, schyliwszy głowę nad potokiem,<br />
+Jak czapla wszystkie ryby chcąca pozrzec okiem.<br />
+Takie były Hrabiego dziwne obyczaje,<br />
+Wszyscy mówili że mu czegoś nic dostaje.<br />
+Szanowano go przecież, bo pan s prapradziadów,<br />
+Bogacz, dobry dla chłopów, ludzki dla sąsiadów;<br />
+Nawet dla żydów.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 8em;">Hrabski koń zwrócony z drogi,</span><br />
+Prosto kłusował polem aż pod zamku progi.<br />
+Hrabia samotny wzdychał, poglądal na mury,<br />
+Wyjął papier, ołówek i kreślił figury.<br />
+Wtém spójrzawszy w bok ujrzał o dwadzieścia kroków<br />
+Człowieka, który równie miłośnik widoków,<br />
+<!-- Page 68 --><span class='pagenum'><a name="Str_65" id="Str_65">[65]</a></span>
+Z głową zadartą, ręce włożywszy w kieszenie,<br />
+Zdawało się że liczył oczyma kamienic.<br />
+Poznał go zaraz, ale musiał kilkn razy<br />
+Krzyknąć, nim głos Hrabiego usłyszał Gerwazy.<br />
+Szlachcic to był służący dawnych zamku panów,<br />
+Pozostały ostatni z Horeszki dworzanów;<br />
+Starzec wysoki, siwy, twarz miał czerstwa, zdrową,<br />
+Marszczkami pooraną, posępną, surową.<br />
+Dawniéj pomiędzy szlachtą z wesołości słynął;<br />
+Ale od bitwy w któréj dziedzic zamku zginął,<br />
+Gerwazy się odmienił, i już od lat wielu<br />
+Ani był na kiermaszu, ani na weselu;<br />
+Odtąd jego dowcipnych żartów niesłyszano,<br />
+I uśmiechu na jego twarzy niewidziano.<br />
+Zawsze nosił Horeszków liberją dawną.<br />
+Kurtę s połami żółtą, galonem oprawną,<br />
+Który dziś żółty dawniéj zapewne był złoty.<br />
+W koło szyte jedwabiem herbowne klejnoty<br />
+Półkozice, i stąd też cała okolica<br />
+Półkozicem przezwała starego szlachcica.<br />
+Czasem też od przysłowia, które bez ustanku<br />
+Powtarzał, nazywano go także Mopanku,<br />
+<!-- Page 69 --><span class='pagenum'><a name="Str_66" id="Str_66">[66]</a></span>
+Czasem Szczerbcem, że całą łysinę miał w szczerbach;<br />
+Lecz on zwał się Rębajło a o jego herbach<br />
+Niewiadomo. Klucznikiem siebie tytułował,<br />
+Iż ten urząd na zamku przed laty piastował.<br />
+I dotąd nosił wielki pęk kluczów za pasem,<br />
+Uwiązany na taśmie ze srebrnym kutasem.<br />
+Choć nie miał co otwierać; bo zamku podwoje<br />
+Stały otworem; przecież wynalazł drzwi dwoje.<br />
+Sam je własnym nakładem naprawił i wstawił,<br />
+I drzwi tych odmykaniem codziennie się bawił<br />
+W jednéj z izb pustych obrał mieszkanie dla siebie;<br />
+Mogąc żyć u Hrabiego na łaskawym chlebie,<br />
+Nie chciał, bo wszędzie tęsknił i czuł się niezdrowym,<br />
+Jeżeli nie oddychał powietrzem zamkowém.<br />
+<br />
+Skoro ujrzał Hrabiego, czapkę z głowy schwycił,<br />
+I krewnego swych panów ukłonem zaszczycił<br />
+Chyląc łysinę wielką, świecącą zdaleka,<br />
+I naciętą od licznych kordów jak nasieka.<br />
+Gładził ją ręką, podszedł, i jeszcze raz nisko<br />
+Skłoniwszy się, rzekł smutnie: Mopanku, panisko<br />
+Daruj mnie że tak mówię Jaśnie Grafie Panie,<br />
+<!-- Page 70 --><span class='pagenum'><a name="Str_67" id="Str_67">[67]</a></span>
+To jest mój zwyczaj, nie zaś nieuszanowanie:<br />
+&laquo;Mopanku&raquo; powiadali wszyscy Horeszkowie,<br />
+Ostatni Stolnik pan mój miał takie przysłowie;<br />
+Czyż to prawda Mopanku że pan grosza skąpisz<br />
+Na proces, i ten zamek Soplicom ustąpisz;<br />
+Nie wierzyłem, lecz w całym powiecie tak słychać.<br />
+Tu poglądając w zamek nie przestawał wzdychać.<br />
+<br />
+Cóż dziwnego, rzekł Hrabia, koszt wielki a nuda<br />
+Jeszcze większa; chcę skończyć, lecz szlachcic maruda<br />
+Upiera się; przewidział że mię znudzić może:<br />
+Dłużéj też nie wytrzymam i dzisiaj broń złożę,<br />
+Przyjmę warunki zgody jakie mi sąd poda.<br />
+Zgody? krzyknął Gerwazy, s Soplicami zgoda,<br />
+S Soplicami Mopanku? tu mówiąc wykrzywił<br />
+Usta, jakby nad własną mową się zadziwił.<br />
+Zgoda i Soplicowic! Mopanku Panisko<br />
+Pan żartuje, co? Zamek Horeszków siedlisko<br />
+Ma pójść w ręce Sopliców? niech pan tylko raczy<br />
+Ssiąść s konia, pódżmy w tamek, niech no pan obaczy.<br />
+Pan sam nie wie co robi, niech się pan nie wzbrania,<br />
+Ssiadaj Pan &mdash; i przytrzymał strzemię do ssiadania.<br />
+<!-- Page 71 --><span class='pagenum'><a name="Str_68" id="Str_68">[68]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Weszli w zamek; Gerwazy stanął w progu sieni:</span><br />
+Tu, rzekł, dawni panowie dworem otoczeni,<br />
+Często siadali w krzesłach w poobiedniéj porze.<br />
+Pan godził spory włościan; lub w dobrym homurze<br />
+Gościom różne ciekawe historye prawił,<br />
+Albo ich powieściami i żarty się bawił.<br />
+A młodzież na dziedzińcu biła się w palcaty,<br />
+Lub ujeżdżała pańskie tureckie bachmaty.<br />
+<br />
+Weszli w sień. &mdash; Rzekł Gerwazy, w téj ogromnéj sieni<br />
+Brukowanéj, nie znajdziesz Pan tyle kamieni,<br />
+Ile tu pękło beczek wina w dobrych czasach;<br />
+Szlachta ciągnęła kufy s piwnicy na pasach,<br />
+Sproszona na sejm albo sejmik powiatowy,<br />
+Albo na imieniny Pańskie, lub na łowy.<br />
+Podczas uczty na chorze tym kapela stała<br />
+<a name="str68_w18"></a>
+I w organ i w rozliczne instrumenty grała;<br />
+A gdy wnoszono zdrowie, trąby jak w dniu sądnym<br />
+Grzmiały s choru; wiwaty szły ciągiem porządnym &mdash;<br />
+Pierwszy wiwat za zdrowie króla Jegomości,<br />
+Potém Prymasa, potém królowej Jéjmości,<br />
+Potém Szlachty i całéj Rzeczypospolitéj;<br />
+<!-- Page 72 --><span class='pagenum'><a name="Str_69" id="Str_69">[69]</a></span>
+A nakoniec po piątéj szklanicy wypitéj,<br />
+Wnoszono Kochajmy się, wiwat bez przestanku,<br />
+Który dniem okrzykniony, brzmiał aż do poranku;<br />
+A już gotowe stały cugi i podwody,<br />
+Aby każdego odwieść do jego gospody.<br />
+<br />
+Przeszli już kilka komnat; Gerwazy w milczeniu<br />
+Tu wzrok na ścianie wstrzymał, ówdzie na sklepieniu,<br />
+Przywołując pamiątkę tu smutną, tam miłą;<br />
+Czasem jakby chciał mówić &laquo;wszystko się skończyło&raquo;<br />
+Kiwnął żałośnie głową; czasem machnął ręką.<br />
+Widać że mu wspomnienie samo było męką,<br />
+I że je chciał odpędzić; aż się zatrzymali<br />
+Na górze, w wielkiéj, niegdyś zwierciadlanéj sali;<br />
+Dziś wydartych zwierciadeł stały puste ramy,<br />
+Okna bet szyb, s krużgankiem wprost naprzeciw bramy.<br />
+Tu wszedłszy starzec głowę zadumaną skłonił<br />
+I twarz zakrył rękami, a gdy ją odsłonił,<br />
+Miała wyraz żałości wielkiéj i rospaczy.<br />
+Hrabia chociaż niewiedział co to wszystko znaczy,<br />
+Poglądając w twarz starca czuł jakieś wzruszenie,<br />
+Rękę mu scisnął; chwilę trwało to milczenie.<br />
+<!-- Page 73 --><span class='pagenum'><a name="Str_70" id="Str_70">[70]</a></span>
+Przerwał je starzec trzęsąc wzniesioną prawicą:<br />
+&laquo;Niemasz zgody Mopanku pomiędzy Soplicą<br />
+I krwią Horeszków; w Panu krew Horeszków płynie,<br />
+Jesteś krewnym Stolnika, po matce Łowczynie,<br />
+Która się rodzi z drugiéj córki Kasztelana,<br />
+Który był jak wiadomo, wujem mego Pana,<br />
+Słuchaj Pan historyi swéj własnéj rodzinnéj,<br />
+Która się stała właśnie w téj izbie, nie innéj.<br />
+<br />
+&laquo;Nieboszczyk Pan mój Stolnik, pierwszy Pan w powiecie,<br />
+Bogacz i familiant, miał jedyne dziecie,<br />
+Córkę piękną jak anioł; więc się zalecało<br />
+Stolnikównie i szlachty i paniąt niemało.<br />
+<span class='err' title='Mięzdy'>Między</span> szlachtą był jeden wielki paliwoda,<br />
+Kłótnik, Jacek Soplica, zwany Wojewoda<br />
+Przez żart; w istocie wiele znaczył w województwie<br />
+Bo rodzinę Sopliców miał jakby w dowództwie,<br />
+I trzystu ich kreskami rządził wedle woli,<br />
+Chód sam nic nieposiadał prócz kawałka roli,<br />
+Szabli, i wielkich wąsów od ucha do ucha.<br />
+Owoż Pan Stolnik nieraz wzywał tego zucha<br />
+I ugaszczał w pałacu, zwłaszcza w czas sejmików,<br />
+<!-- Page 74 --><span class='pagenum'><a name="Str_71" id="Str_71">[71]</a></span>
+Popularny dla jego krewnych i stronników.<br />
+Wąsal tak wzbił się w dumę łaskawém przyjęciem,<br />
+Że mu się uroiło zostać Pańskim zięciem.<br />
+Do zamku nieproszony coraz częściéj jeździł,<br />
+W końcu u nas jak w swoim domu się zagnieździł<br />
+I już miał się oświadczać, lecz pomiarkowano,<br />
+<a name="str71_w7"></a>
+I czarną mu poléwkę do stołu podano.<br />
+Podobno Stolnikownie wpadł Soplica w oko,<br />
+Ale przed rodzicami taiła głęboko.<br />
+<br />
+&laquo;Było to za Kościuszki czasów; Pan popierał<br />
+Prawo trzeciego maja, i już szlachtę zbierał.<br />
+Aby Konfederatom ciągnąć ku pomocy,<br />
+Gdy nagle Moskwa zamek opasała w nocy:<br />
+Ledwie był czas z moździerza na trwogę wypalić,<br />
+Podwoje dolne zamknąć i ryglem zawalić.<br />
+W zamku całym był tylko Pan Stolnik, ja, Pani,<br />
+Kuchmistrz i dwóch kuchcików, wszyscy trzej pijani<br />
+Proboszcz, lokaj, hajducy czterej, ludzie śmiali;<br />
+Więc za strzelby, do okien; aż tu tłum Moskali<br />
+Krzycząc ura, od bramy wali po tarasie;<br />
+My im ze strzelb dziesięciu palnęli &laquo;a zasie&raquo;<br />
+<!-- Page 75 --><span class='pagenum'><a name="Str_72" id="Str_72">[72]</a></span>
+Nic tam niebyło widać; słudzy bez ustanku<br />
+Strzelali z dolnych pięter, a ja i Pan z ganku.<br />
+Wszystko szło pięknym ładem, choć w tak wielkiéj trwodze<br />
+Dwadzieścia strzelb leżało tu na téj podłodze,<br />
+Wystrzeliliśmy jedną, podawano druga,<br />
+Ksiądz Proboszcz zatrudniał się czynnie tą usługą.<br />
+J Pani i Panienka i nadworne Panny;<br />
+Trzech było strzelców a szedł ogień nieustanny;<br />
+Grad kul sypały z dołu <span class='err' title='moskiewkie'>moskiewskie</span> piechury,<br />
+My zrzadka, ale celniéj dogrzewali z góry.<br />
+Trzy razy aż pode drzwi to chłopstwo się wparło,<br />
+Ale za każdym razem trzech nogi zadarło,<br />
+Wiec uciekli pod lamus; a już był poranek.<br />
+Pan Stolnik wesoł wyszedł ze strzelbą na ganek,<br />
+I skoro s pod lamusa moskal łeb wychylił,<br />
+On dawał zaraz ognia a nigdy nie mylił,<br />
+Za każdym razem czarny kaszkiet w trawę padał,<br />
+I już się rzadko który z za ściany wykradał.<br />
+Stolnik widząc strwożone swe nieprzyjaciele,<br />
+Myślił zrobić wycieczkę, porwał karabelę<br />
+I z ganku krzycząc sługom wydawał roskazy;<br />
+Obróciwszy się do mnie rzekł; za mną Gerwazy!<br />
+<!-- Page 76 --><span class='pagenum'><a name="Str_73" id="Str_73">[73]</a></span>
+Wtém strzelono s pod bramy, Stolnik się zająknął,<br />
+zaczerwienił się, zbladnął, chciał mówić, krwią chrząknął;<br />
+Postrzegłem wtenczas kulę, wpadła w piersi same,<br />
+Pan słaniając się palcem ukazał na bramę.<br />
+Poznałem tego łotra Soplicę! poznałem!<br />
+Po wzroście i po wąsach! jego to postrzałem<br />
+Zginął Stolnik, widziałem! łotr jeszcze do góry<br />
+Wzniesioną trzymał strzelbę, jeszcze dym szedł z rury!<br />
+Wziąłem go na cel, zbójca stał jak skamieniały!<br />
+Dwa razy dałem ognia, i oba wystrzały<br />
+Chybiły; czym ze złości czy z żalu źle mierzył.<br />
+Usłyszałem wrzask kobiet, spojrzałem, &mdash; pan nieżył.&raquo;<br />
+<br />
+Tu Gerwazy umilknął i łzami się zalał,<br />
+Potém rzekł kończąc: &laquo;Moskal już wrota wywalał;<br />
+Bo po śmierci Stolnika stałem bezprzytomnie,<br />
+I nie wiedziałem co się działo w około mnie;<br />
+Szczęściem na odsiecz przyszedł nam Parafianowicz<br />
+Przywiódłszy Mickiewiczów dwiestu z Horbatowicz,<br />
+Którzy są szlachta liczna i dzielna, człek w człeka,<br />
+A nienawidzą rodu Sopliców od wieka.<br />
+<!-- Page 77 --><span class='pagenum'><a name="Str_74" id="Str_74">[74]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Tak zginął pan potężny, pobożny i prawy,</span><br />
+Który miał w domu krzesła, wstęgi i buławy,<br />
+Ojciec włościan, brat szlachty; i nie miał po sobie<br />
+Syna, któryby zemstę poprzysiągł na grobie!<br />
+Ale miał sługi wierne; ja w krew jego rany<br />
+Obmoczyłem mój rapier scyzorykiem zwany,<br />
+(Zapewne Pan o moim słyszał scyzoryku,<br />
+Sławnym na każdym sejmie, targu i sejmiku)<br />
+Przysiągłem wyszczerbić go na Sopliców karkach,<br />
+Ścigałem ich na sejmach, zajazdach, jarmarkach;<br />
+Dwóch zarąbałem w kłótni, dwóch na pojedynku;<br />
+Jednego podpaliłem w drewnianym budynku.<br />
+Kiedyśmy zajeżdżali z Rymszą Korelicze,<br />
+Upiekł się tam jak piskorz; a tych nie policzę<br />
+Którym uszy obciąłem. Jeden tylko został,<br />
+Który dotąd ode mnie pamiątki nie dostał!<br />
+Rodzoniutki braciszek owego wąsala,<br />
+Żyje dotąd, i s swoich bogactw się przechwala,<br />
+Zamku Horeszków tyka swych kopców krawędzią,<br />
+Szanowany w powiecie, ma urząd, jest Sędzią!<br />
+I Pan mu zamek oddasz? niecne jego nogi<br />
+Mają krew Pana mego zetrzeć s téj podłogi?<br />
+<!-- Page 78 --><span class='pagenum'><a name="Str_75" id="Str_75">[75]</a></span>
+O nie! póki Gerwazy ma choć za grosz duszy,<br />
+I tyle sił, że jednym małym palcem ruszy<br />
+Scyzoryk swój, wiszący dotychczas na ścianie!<br />
+Póty Soplica tego zamku nie dostanie!.&raquo;<br />
+<br />
+&laquo;O! Krzyknął Hrabia, ręce podnosząc do góry!<br />
+Dobre miałem przeczucie, żem lubił te mury!<br />
+Choć nie wiedziałem że w nich taki skarb się mieści,<br />
+Tyle scen dramatycznych, i tyle powieści!<br />
+Skoro zamek mych przodków Soplicom zagrabię,<br />
+Ciebie osadzę w murach jak mego Burgrabię:<br />
+Twoja powieść Gerwazy zajęła mię mocno.<br />
+Szkoda, żeś mię nie przywiódł tu w godzinę nocną;<br />
+Udrapowany płaszczem siadłbym na ruinach,<br />
+A tybyś mi o krwawych rospowiadał czynach.<br />
+Szkoda że nasz nie wielki dar opowiadania!<br />
+Nie raz takie słyszałem, i czytam podania;<br />
+W Anglii i w Szkocyi każdy zamek Lordów,<br />
+W Niemczech każdy dwór Grafów, był teatrem mordów!<br />
+W każdej dawnéj, szlachetnéj, potężnéj rodzinie<br />
+Jest wieść o jakimś krwawym lub zdradzieckim czym.<br />
+Po którym zemsta spływa na dziedziców w spadku:<br />
+<!-- Page 79 --><span class='pagenum'><a name="Str_76" id="Str_76">[76]</a></span>
+W Polsce pierwszy raz słyszę o takim wypadku.<br />
+Czuję że we mnie mężnych krew Horeszków płynie!<br />
+Wiem co winienem sławie i mojéj rodzinie,<br />
+Tak! muszę zerwać wszelkie s Soplicą układy,<br />
+Choćby do pistoletów przyszło lub do szpady!<br />
+Honor każe&raquo; Rzekł, ruszył uroczystym krokiem,<br />
+A Gerwazy szedł s tyłu w milczeniu głębokiém.<br />
+Przed bramą stanął Hrabia, sam do siebie gadał,<br />
+Poglądając na zamek prędko na koń wsiadał,<br />
+Tak samotną rozmowę kończąc rostargnionv:<br />
+&laquo;Szkoda że ten Soplica stary nie ma żony!<br />
+Lub córki pięknéj, któréj ubóstwiałbym wdzięki!<br />
+Kochając i niemogąc otrzymać jéj ręki;<br />
+<span class='err' title='Nowabysię'>Nowa by się</span> w powieści zrobiła zawiłość:<br />
+Tu serce, tam powinność! tu zemsta, tam miłość!&raquo;<br />
+<br />
+Tak szepcąc spiął ostrogi, koń leciał do dworu,<br />
+Gdy zdrugiéj strony strzelcy wyjeżdżali z boru;<br />
+Hrabia lubił myśliwstwo, ledwie strzelców zoczył,<br />
+Zapomniawszy o wszystkiém prosto ku nim skoczył,<br />
+Mijając bramę, ogród, płoty; gdy w zawrocie<br />
+Obejrzał się, i konia zatrzymał przy płocie;<br />
+<!-- Page 80 --><span class='pagenum'><a name="Str_77" id="Str_77">[77]</a></span>
+Był sad &mdash;<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 5em;">Drzewa owocne zasadzone, w rzędy</span><br />
+Ocieniały szerokie pole; spodem grzędy.<br />
+Tu kapusta sędziwe schylając łysiny,<br />
+Siedzi i zda się dumać o losach jarzyny;<br />
+Tam plącząc strąki w marchwi zielonéj warkoczu<br />
+Wysmukły bob obraca na nią tysiąc oczu;<br />
+Owdzie podnosi złotą kitę kukuruza;<br />
+Gdzie niegdzie otyłego widać brzuch harbuza.<br />
+Który od swéj łodygi aż w daleką stronę<br />
+Wtoczył się jak gość między buraki czerwone.<br />
+<br />
+Grzędy roscięte miedzą; na każdym przykopie<br />
+Stoją jakby na straży, w szeregach konopie,<br />
+Cyprysy jarzyn; ciche, proste i zielone,<br />
+Jch liście i woń służą grzędom za obronę,<br />
+Bo przez ich liście nie śmie przecisnąć się żmija,<br />
+A ich woń gąsienice i owad zabija.<br />
+Daléj maków białawe górują badyle,<br />
+Na nich, myślisz iż rojem usiadły motyle<br />
+Trzepiecąc skrzydełkami, na których się mieni<br />
+<!-- Page 81 --><span class='pagenum'><a name="Str_78" id="Str_78">[78]</a></span>
+Z rozmaitością tęczy blask drogich kamieni;<br />
+Tylą farb żywych, różnych, mak zrzenicę mami.<br />
+W środku kwiatów jak pełnia pomiędzy gniazdami<br />
+Krągły słonecznik, licem wielkiém, gorejącém,<br />
+Od wschodu do zachodu kręci się za słońcem.<br />
+<br />
+Pod płotem wąskie, długie, wypukłe pagórki,<br />
+Bez drzew, krzewów i kwiatów; ogród na ogórki.<br />
+Pięknie wyrosły; liściem wielkim, rozłożystym,<br />
+Okryły grzędy jakby kobiercem fałdzistym.<br />
+Pośrodku, szła dziewczyna, w bieliznę ubrana,<br />
+W majowéj zieloności tonąc po kolana;<br />
+Z grząd zniżając się w brózdy, zdała się nie stąpać,<br />
+Ale pływać po liściach, w ich barwie się kąpać.<br />
+Słomianym kapeluszem osłoniła głowę,<br />
+Od skroni powiewały dwie wstążki różowe<br />
+I kilka puklów światłych, rozwitych warkoczy;<br />
+Na ręku miała koszyk, w dół spuściła oczy,<br />
+Prawą rękę podniosła, niby do chwytania;<br />
+Jako dziewcze gdy rybki w kąpieli ugania<br />
+Bawiące się z jéj nóżką, tak ona co chwila<br />
+Z rekami i koszykiem po owoc się schyla<br />
+<!-- Page 82 --><span class='pagenum'><a name="Str_79" id="Str_79">[79]</a></span>
+Który stopą nadtrąci, lub dostrzeże okiem.<br />
+<br />
+Pan Hrabia zachwycony tak cudnym widokiem,<br />
+Stał cicho. Słysząc tentent towarzyszów w dali,<br />
+Ręką dał znak ażeby wstrzymać konie; stali.<br />
+On patrzył z wyciągniętą szyją; jak dziobaty<br />
+Żuraw, zdala od stada gdy odprawia czaty<br />
+Stojąc na jednéj nodze, s czujnemi oczyma,<br />
+I by niezasnąć kamień w drugiéj nodze trzyma.<br />
+<br />
+Zbudził Hrabiego szelest na plecach i skroni;<br />
+Był to bernardyn kwestarz Robak, a miał w dłoni<br />
+Podniesione do góry węzłowate sznurki:<br />
+Ogórków chcesz Waść, krzyknął, oto masz ogórki.<br />
+Wara Panie od szkody, na tutejszéj grzędzie<br />
+Nie dla Waszeci owoc, nic s tego nie będzie &mdash;<br />
+Potém palcem pogroził, kaptura poprawił,<br />
+I odszedł; Hrabia jeszcze chwilę w miejscu bawił,<br />
+Śmiejąc się i klnąc razem téj nagłéj przeszkodzie;<br />
+Okiem powrócił w ogród; ale już w ogrodzie<br />
+Niebyło jéj; mignęła tylko śród okienka<br />
+Jéj różowa wstążeczka i biała sukienka.<br />
+<!-- Page 83 --><span class='pagenum'><a name="Str_80" id="Str_80">[80]</a></span>
+Widać na grzędach jaką przeleciała drogą,<br />
+Bo liść zielony, w biegu potrącony nogą,<br />
+Podnosił się, drżał chwilę, aż się uspokoił,<br />
+Jak woda którą ptaszek skrzydłami roskroił.<br />
+A na miejscu gdzie stała, tylko porzucony<br />
+Koszyk mały z rokity, denkiem wywrócony.<br />
+Pogubiwszy owoce na liściach zawisał,<br />
+I wśród fali zielonéj jeszcze się kołysał.<br />
+<br />
+Po chwili wszędzie było samotnie i głucho;<br />
+Hrabia oczy w dom utkwił i natężył ucho,<br />
+Zawsze dumał, a strzelcy zawsze nieruchomie<br />
+Za nim stali. &mdash; Aż w cichym i samotnym domie<br />
+Wszczął się naprzód szmer, potém gwar i krzyk wesoły,<br />
+Jak w ulu pustym kiedy weń wiatają pszczoły:<br />
+Był to znak że wracali goście s polowania,<br />
+I krzątała się służba około śniadania.<br />
+<br />
+Jakoż po wszystkich izbach panował ruch wielki,<br />
+Roznoszono potrawy, sztuczce i butelki;<br />
+Męszczyzni tak jak weszli, w swych zielonych strojach,<br />
+S talerzami, s szklankami, chodząc po pokojach,<br />
+<!-- Page 84 --><span class='pagenum'><a name="Str_81" id="Str_81">[81]</a></span>
+Jedli, pili, lub wsparci na okien uszakach,<br />
+Rosprawiali o flintach, chartach i szarakach;<br />
+Podkomorstwo i Sędzia przy stole; a w kątku<br />
+Panny szeptały s sobą; niebyło porządku,<br />
+Jaki się przy obiadach i wieczerzach chowa,<br />
+Była to w staropolskim domie moda nowa;<br />
+Przy śniadaniach, Pan Sędzia choć nuierad pozwalał<br />
+Na taki nieporządek, lecz go niepochwalał.<br />
+<br />
+Różne też były dla dam i męszczyzn potrawy:<br />
+Tu roznoszono tace s całą służbą kawy,<br />
+Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,<br />
+Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane,<br />
+I s porcelany saskiej złote filiżanki,<br />
+Przy każdéj garnuszeczek mały do śmietanki.<br />
+Takiéj kawy jak w Polszcze niema w żadnym kraju:<br />
+W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,<br />
+Jest do <span class='err' title='robiena'>robienia</span> kawy osobna niewiasta,<br />
+Nazywa się Kawiarka; ta sprowadza z miasta,<br />
+<a name="str81_w19"></a>
+Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku,<br />
+I zna tajne sposoby gotowania trunku,<br />
+Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,<br />
+<!-- Page 85 --><span class='pagenum'><a name="Str_82" id="Str_82">[82]</a></span>
+Zapach moki i gęstość miodowego płynu.<br />
+Wiadomo, czém dla kawy jest dobra śmietana,<br />
+Na wsi nietrudno o nię: bo kawiarka z rana<br />
+Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie,<br />
+I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie<br />
+Do każdéj filiżanki w osobny garnuszek,<br />
+Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek.<br />
+<br />
+Panie starsze już wcześniéj wstawszy piły kawę,<br />
+Teraz drugą dla siebie zrobiły potrawę<br />
+Z gorącego, śmietaną bielonego piwa,<br />
+W którym twarog gruzłami posiekany pływa.<br />
+<br />
+Zaś dla męsczyzn więdliny leżą do wyboru.<br />
+Półgęski tłuste, kumpia, skrzydliki ozoru,<br />
+Wszystkie wyborne, wszystkie sposobem domowym<br />
+Uwędzone w kominie dymem jałowcowym;<br />
+W końcu, wniesiono zrazy na ostatnie danie:<br />
+Takie bywało w domu Sędziego śniadanie.<br />
+<br />
+We dwóch izbach dwa różne skupiły się grona:<br />
+Starszyzna przy stoliku małym zgromadzona<br />
+<!-- Page 86 --><span class='pagenum'><a name="Str_83" id="Str_83">[83]</a></span>
+Mówiła o sposobach nowych gospodarskich,<br />
+O nowych coraz sroższych ukazach cesarskich.<br />
+Podkomorzy krążące o wojnie pogłoski<br />
+Oceniał, i wyciągał polityczne wnioski.<br />
+Panna Wojska włożywszy okólary sine,<br />
+Zabawiała kabałą s kart Podkomorzynę.<br />
+W drugiéj izbie toczyła młodzież rzecz o łowach.<br />
+W spokojniejszych i cichszych niż zwykle rozmowach;<br />
+Bo Assessor i Rejent, oba mówcy wielcy,<br />
+Pierwsi znawcy myślistwa i najlepsi strzelcy,<br />
+Siedzieli przeciw sobie mrukliwi i gniewni;<br />
+Oba dobrze <span class='omylka' title='puszczali'>poszczuli</span>, oba byli pewni<br />
+Zwycięstwa swoich chartów, gdy pośród równiny<br />
+Znalazł się zagon chłopskiej, niezżętéj jarzyny;<br />
+Tam wpadł zając: już Kosy, już go Sokół imał,<br />
+Gdy Sędzia dojeżdżaczy na miedzy zatrzymał;<br />
+Musieli być posłuszni, chociaż w wielkim gniewie;<br />
+Psy powróciły same: i nikt pewnie niewié,<br />
+Czy źwierz uszedł, czy wzięty; nikt zgadnąć niezdoła,<br />
+Czy wpadł w paszczę Kusego, czyli też Sokoła,<br />
+Czyli obódwu razem: różnie sądzą strony,<br />
+I spór na dalsze czasy trwał nierostrzygniony.<br />
+<!-- Page 87 --><span class='pagenum'><a name="Str_84" id="Str_84">[84]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Wojski stary od izby do izby przechodził.</span><br />
+Po obu stronach oczy rostargnione wodził,<br />
+Niemieszał się w myśliwych, ni w starców rozmówę,<br />
+I widać że czém innem zajętą miał głowę;<br />
+Nosił skórzaną plackę: czasem w miejscu stanie.<br />
+Duma długo, i &mdash; muchę zabije na ścianie.<br />
+<br />
+Tadeusz s Telimeną pomiędzy izbami<br />
+Stojąc we drzwiach na progu, rozmawiali sami;<br />
+Niewielki oddzielał ich od słuchaczów przedział,<br />
+Wiec szeptali; Tadeusz teraz się dowiedział:<br />
+Ze ciocia Telimena jest bogata Pani,<br />
+Ze niesą kanonicznie s sobą powiązani<br />
+Zbyt bliskiém pokrewieństwem; i nawet niepewno<br />
+Czy ciocia Telimena jest synowca krewną,<br />
+Choć ją stryj zowie siostrą, bo wspólni rodzice<br />
+Tak ich kiedyś nazwali mimo lat różnicę;<br />
+Że potém ona żyjąc w stolicy czas długi<br />
+Wyrządziła nieźmierne Sędziemu usługi;<br />
+Stąd ją Sędzia szanował bardzo, i przed światem<br />
+Lubił może s próżności, nazywać się bratem,<br />
+Czego mu Telimena przez przyjaźń niewzbrania.<br />
+<!-- Page 88 --><span class='pagenum'><a name="Str_85" id="Str_85">[85]</a></span>
+Ulżyły Tadeusza sercu te wyznania.<br />
+Wiele też innych rzeczy sobie oświadczyli;<br />
+A wszystko to się stało w jednéj krótkiéj chwili.<br />
+<br />
+Ale w izbie na prawo, kusząc Assessora<br />
+Rzekł Rejent mimojazdem: ja mówiłem wczora,<br />
+Że polowanie nasze udać się niemoże:<br />
+Jeszcze zbyt wcześnie, jeszcze na pniu stoi zboże,<br />
+I mnóstwo sznurów chłopskiej niezżętéj jarzyny;<br />
+Stąd i Hrabia nięprzybył mimo zaprosiny,<br />
+Hrabia na polowaniu bardzo dobrze zna się,<br />
+Nieraz gadał o łowów i miejscu i czasie;<br />
+Hrabia chował się w obcych krajach od dzieciństwa,<br />
+I powiada, że to jest znakiem barbarzyństwa<br />
+Polować tak jak u nas, bez żadnego względu<br />
+Na artykuły ustaw, przepisy urzędu;<br />
+Nieszanując niczyich kopców ani miedzy<br />
+Jeździć po cudzym gruncie, bez dziedzica wiedzy;<br />
+Wiosną równie jak latem zbiegać pola, knieje,<br />
+Zabijać nieraz lisa właśnie gdy linieje,<br />
+Albo cierpieć iż kolną samicę zajęczą<br />
+Charty w runi uszczują, a raczéj zamęczą,<br />
+<!-- Page 89 --><span class='pagenum'><a name="Str_86" id="Str_86">[86]</a></span>
+Z wielką szkodą źwierzyny. Stąd się Hrabia żali,<br />
+Że cywilizacja większa u Moskali;<br />
+Bo tam o polowaniu są ukazy Cara<br />
+I dozor policyi i na winnych kara.<br />
+<br />
+Telimena ku lewéj iźbie obrócona,<br />
+Wachlując batystową chusteczką ramiona,<br />
+&laquo;Jak mamę kocham, rzekła, Hrabia się niemyli,<br />
+Znam ja dobrze Rossyą. Państwo niewierzyli<br />
+Gdy im nieraz mówiłam, jak tam z wielu względów<br />
+Godna pochwały czujność i srogość urzędów.<br />
+Byłam ja w Petersburgu, nie raz, nie dwa razy!<br />
+Miłe wspomnienia! wdzięczne przeszłości obrazy!<br />
+Co za miasto! Nikt s Panów niebył w Petersburku?<br />
+Chcecie może plan widzieć, mam plan miasta, w biórku.<br />
+Latem świat Petersburski zwykł mieszkać na daczy,<br />
+To jest w pałacach wiejskicb (dacza wioskę znaczy);<br />
+Mieszkałam w pałacyku, tuż nad Newą rzeką,<br />
+Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko,<br />
+Na niewielkim, umyślnie sypanym pagórku:<br />
+Ach co to był za domek! plan mam dotąd w biórku.<br />
+Otoż na me nieszczęście, najął dom w sąsiedztwie<br />
+<!-- Page 90 --><span class='pagenum'><a name="Str_87" id="Str_87">[87]</a></span>
+Jakiś mały czynownik, siedzący na śledztwie;<br />
+Trzymał kilkoro chartów; co to za męczarnie!<br />
+Gdy blisko mieszka mały czynownik i psiarnie.<br />
+Ilekroć s książką wyszłam sobie do ogrodu,<br />
+Użyć księżyca blasku, wieczornego chłodu;<br />
+Zaraz i pies przyleciał, i kręcił ogonem,<br />
+I strzygł uszami, właśnie jakby był szalonym.<br />
+Nieraz się nalękałam. Serce mi wróżyło<br />
+S tych psów jakieś nieszczęście: tak się też zdarzyło.<br />
+Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka,<br />
+Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka<br />
+Bonończyka! Ach była to roskoszna psina,<br />
+Miałam ją w podarunku od księcia Sukina<br />
+Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka,<br />
+Mam jéj portrecik, tylko niechcę iść do biórka.<br />
+Widząc ją zadławioną, z wielkiéj alteracyi<br />
+Dostałam mdłości, spazmów, serca palpitacyi.<br />
+Możeby gorzéj jeszcze z mojém zdrowiem było;<br />
+Szczęściem nadjechał właśnie z wizytą Kiryło<br />
+Gawrylicz Kozodusin, Wielki Łowczy Dworu,<br />
+Pyta się o przyczynę tak złego humoru.<br />
+Każe wnet urzędnika przyciągnąć za uszy;<br />
+<!-- Page 91 --><span class='pagenum'><a name="Str_88" id="Str_88">[88]</a></span>
+Staje pobladły, drżący i prawie bez duszy.<br />
+Jak śmiesz, krzyknął Kiryło piorunowym głosem,<br />
+Szczuć wiosną łanię kotną tuż pod Carskim nosem?<br />
+Osłupiały czynownik, darmo się zaklinał,<br />
+Że polowania dotąd jeszcze niezaczynał,<br />
+Że z Wielkiego Łowczego wielkiém pozwoleniem,<br />
+Zwierz uszczuty zda mu się być psem nie jeleniem.<br />
+Jakto? krzyknął Kiryłło, to śmiałbyś hultaju<br />
+Znać się lepiej na łowach i źwierząt rodzaju,<br />
+Niżli ja Kozodusin, Carski Jegermajster?<br />
+Niechajże nas rozsądzi zaraz Policmajster.<br />
+Wołają Policmajstra, każą spisać śledztwo:<br />
+Ja rzecze Kozodusin wydaję świadectwo,<br />
+Że to łani; on plecie że to pies domowy:<br />
+Rozsądź nas kto zna lepiéj zwierzynę i łowy.<br />
+Policmajster powinność służby swéj rozumiał,<br />
+Bardzo się nad zuchwalstwem czynownika zdumiał,<br />
+I odwiódłszy na stronę po bratersku radził,<br />
+By przyznał się do winy i tém grzech swój zgładził.<br />
+Łowczy udobruchany, przyrzekł że się wstawi<br />
+Do Cesarza, i wyrok nieco ułaskawi;<br />
+Skończyło się że charty poszły na powrozy,<br />
+<!-- Page 92 --><span class='pagenum'><a name="Str_89" id="Str_89">[89]</a></span>
+A czynownik na cztéry tygodnie do kozy,<br />
+Zabawiła nas cały wieczor ta pustota,<br />
+Zrobiła się nazajutrz s tego anegdota,<br />
+Że w sądy o mym piesku Wielki Łowczy wdał się;<br />
+I nawet wiem s pewnością, że sam Cesarz śmiał się.<br />
+<br />
+Śmiech powstał w obu izbach. Sędzia z Bernardynem<br />
+Grał w maryasza, i właśnie z wyświeconém winem<br />
+Miał coś ważnego zadać; już ksiądz ledwo dyszał,<br />
+Kiedy <span class='err' title='Siędzia'>Sędzia</span> początek powieści posłyszał;<br />
+I tak nią był zajęty, że z zadartą głową,<br />
+I s kartą podniesioną, do bicia gotową,<br />
+Siedział cicho i tylko bernardyna trwożył,<br />
+Aż gdy skończono powieść, Pamfila położył,<br />
+I rzekł śmiejąc się: niech tam sobie kto chce chwali<br />
+Niemców cywilizacyą, porządek Moskali;<br />
+Niechaj Wielkopolanie uczą się od Szwabów<br />
+Prawować się o lisa, i przyzywać drabów<br />
+By wziąść w areszt ogara, że wpadł w cudze gaje;<br />
+Na Litwie chwała Bogu stare obyczaje:<br />
+Mamy dosyć zwierzyny dla nas i sąsiedztwa,<br />
+I niebędziemy nigdy o to robić śledztwa;<br />
+<!-- Page 93 --><span class='pagenum'><a name="Str_90" id="Str_90">[90]</a></span>
+I zboża mamy dosyć, psy nas nieogłodzą,<br />
+Że po jarzynach albo po życie pochodzą;<br />
+Na morgach chłopskich bronię robić polowanie.<br />
+<br />
+Ekonom z lewéj izby rzekł: niedziw Mospanie,<br />
+Bo też Pan tak drogo płaci za taką zwierzynę.<br />
+Chłopy i radzi temu; kiedy w ich jarzynę<br />
+Wskoczy chart, niech otrząśnie dziesięć kłosów żyt.<br />
+To Pan mu kopę oddasz i jeszcze nie kwita,<br />
+Często chłopi talara w przydatku dostali;<br />
+Wierz mi Pan że się chłopstwo bardzo rozzuchwali,<br />
+Jeśli &mdash; Resztę dowodów Pana Ekonoma<br />
+Niemógł usłyszyć Sędzia, bo pomiędzy dwoma<br />
+Rosprawami, wszczęło się dziesięć rozgoworów,<br />
+Anegdot, opowiadań, i nakoniec sporów.<br />
+<br />
+Tadeusz s Telimeną całkiem zapomnieni,<br />
+Pamiętali o sobie: &mdash; Rada była Pani,<br />
+Że jéj dowcip tak bardzo Tadeusza bawił;<br />
+Młodzieniec jéj nawzajem komplementy prawił,<br />
+Telimena mówiła coraz wolniéj, ciszéj,<br />
+<!-- Page 94 --><span class='pagenum'><a name="Str_91" id="Str_91">[91]</a></span>
+I Tadeusz udawał że jéj niedosłyszy<br />
+W tłumie rozmów: więc szepcąc tak zbliżył się do niéj,<br />
+Że uczuł twarzą lubą gorącość jéj skroni.<br />
+Wstrzymując oddech, usty chwytał jéj westchnienie<br />
+I okiem łowił wszystkie jéj wzroku promienie.<br />
+<br />
+Wtém pomiędzy ich usta, mignęła znienacka<br />
+Naprzód mucha, a za nią tuż Wojskiego placka.<br />
+<br />
+Na Litwie much dostatek. Jest pomiędzy niemi<br />
+Gatunek much osobny, zwanych szlacheckiemi;<br />
+Barwą i kształtem całkiem podobne do innych,<br />
+Ale pierś mają szerszą, brzuch większy od gminnych,<br />
+Latając bardzo huczą i nieznośnie brzęczą,<br />
+A tak silne, że tkankę przebiją pajęczą,<br />
+Lub jeśli która wpadnie, trzy dni będzie bzykać,<br />
+Bo s pająkiem sam na sam może się borykać.<br />
+Wszystko to Wojski zbadał, i jeszcze dowodził<br />
+Że się s tych much szlacheckich, pomniejszy lud rodził,<br />
+Że one tém są muchom, czem dla roju matki,<br />
+Że z ich wybiciem zginą owadów ostatki.<br />
+Prawda że Ochmistrzyni, ani Pleban wioski,<br />
+<!-- Page 92 --><span class='pagenum'><a name="Str_92" id="Str_92">[92]</a></span>
+Nieuwierzyli nigdy w te Wojskiego wnioski<br />
+I trzymali inaczéj o muszym rodzaju;<br />
+Lecz Wojski nieodstąpił dawnego zwyczaju,<br />
+Ledwo dostrzegł takową muchę, wnet ją gonił.<br />
+Właśnie mu teraz szlachcic nad uchem zadzwonił,<br />
+Podwakroć Wojski machnął, zdziwił się że chybił,<br />
+Trzeci raz machnął, tylko co okna niewybił;<br />
+Aż mucha odurzona od tyla łoskotu,<br />
+Widząc dwóch ludzi w progu broniących odwrotu,<br />
+Rzuciła się z rospaczą pomiędzy ich lica;<br />
+I tam za nia mignęła Wojskiego prawica:<br />
+Raz tak był tęgi, że dwie odskoczyły głowy,<br />
+Jak rozdarte piorunem dwie drzewa połowy;<br />
+Uderzyły się mocno oboje w uszaki,<br />
+Tak że obojgu sine zostały się znaki.<br />
+<br />
+Szczęściem nikt nieuważał, bo dotychczasowa<br />
+Żywa, głośna, lecz dosyć porządna rozmowa,<br />
+Zakończyła się nagłym wybuchem hałasu: &mdash; <br />
+Jak strzelcy gdy na lisa zaciągną do lasu,<br />
+Słychać gdzieniegdzie trzask drzew, strzały, psiarni granie,<br />
+A wtém dojeżdżacz dzika ruszył niespodzianie,<br />
+<!-- Page 93 --><span class='pagenum'><a name="Str_93" id="Str_93">[93]</a></span>
+Dał znak, i wrzask powstaje w strzelców i psów tłuszczy,<br />
+Jak gdyby się ozwały wszystkie drzewa puszczy;<br />
+Tak dzieje się z rozmową: zwolna się pomyka,<br />
+Aż natrafi na przedmiot wielki, jak na dzika.<br />
+Dzikiem rozmów strzeleckich, był ów spór zażarty<br />
+Rejenta z Assessorem o sławne ich charty.<br />
+Krótko trwał, lecz zrobili wiele w jedną chwilę;<br />
+Bo razem wyrzucili słów i obelg tyle,<br />
+Że wyczerpnęli sporu zwyczajne trzy części,<br />
+Przycinki, gniew, wyzwanie &mdash; i szło już do pięści.<br />
+<br />
+Więc ku nim z drugiéj izby wszyscy się porwali,<br />
+I tocząc się przeze drzwi nakształt bystréj fali,<br />
+Unieśli młodą parę stojącą na progu,<br />
+Podobną Janusowi, dwólicemu bogu.<br />
+<br />
+Tadeusz s Telimeną nim na skroniach włosy<br />
+Poprawili, już groźne ucichły odgłosy,<br />
+Szmer zmieszany ze śmiechem śród ciżby się szerzył,<br />
+Nastąpił rozejm kłótni, kwestarz ją uśmierzył:<br />
+Człowiek stary, lecz krępy i bardzo pleczysty.<br />
+Właśnie kiedy Assessor podbiegł do Jurysty,<br />
+<!-- Page 94 --><span class='pagenum'><a name="Str_94" id="Str_94">[94]</a></span>
+Gdy już sobie gestami grozili szermierze,<br />
+On raptem porwał obu s tyłu za kołnierze,<br />
+I dwakroć uderzywszy głowy obie mocne<br />
+Jedną o drugą jako jaja wielkonocne,<br />
+Roskrzyżował ramiona nakształt drogoskazu<br />
+I we dwa kąty izby rzucił ich od razu;<br />
+Chwilę z rosciągnionemi stał w miejscu rękami,<br />
+I Pax, pax, pax vobiscum krzyczał, pokój z wami!<br />
+<br />
+Zdziwiły się, zaśmiały nawet strony obie:<br />
+Przez szacunek należny duchownéj osobie,<br />
+Nieśmiano łajać mnicha; a po takiéj probie<br />
+Nikt też niemiał ochoty zaczynać z nim zwadę,<br />
+Zaś kwestarz Robak skoro uciszył gromadę,<br />
+Widać było że wcale triumfu nieszukał,<br />
+Ani groził kłótnikom więcéj, ani fukał;<br />
+Tylko poprawił kaptur, i ręce za pasem<br />
+Zatknąwszy, wyszedł cicho s pokoju.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 15em;">Tym czasem</span><br />
+Podkomorzy i Sędzia między dwiema strony<br />
+Plac zajęli. Pan Wojski jakby przebudzony<br />
+<!-- Page 95 --><span class='pagenum'><a name="Str_95" id="Str_95">[95]</a></span>
+Z głębokiego dumania, na środek wystąpił,<br />
+Obiegał zgromadzenie ognistą źrenicą,<br />
+I gdzie szmer jeszcze słyszał, jak ksiądz kropielnicą,<br />
+Tam uciszając machał swą placką ze skóry;<br />
+Wreszcie podniosłszy trzonek s powagą do góry,<br />
+Jak laskę marszałkowską, nakazał milczenie.<br />
+<br />
+Uciszcie się! powtarzał, miejcie też baczenie,<br />
+Wy co jesteście pierwsi myśliwi w powiecie,<br />
+Z gorszącéj kłótni waszéj co będzie? czy wiecie?<br />
+Oto młodzież na któréj Ojczyzny nadzieje,<br />
+Która ma wsławiać nasze ostępy i knieje,<br />
+Która niestety, i tak zaniedbuje łowy,<br />
+Może do ich wzgardzenia weźmie pochop nowy!<br />
+Widząc, że ci co innym mają dać przykłady,<br />
+Z łowów przynoszą tylko poswarki i zwady.<br />
+Miejcie też wzgląd powinny dla mych włosów siwych;<br />
+Bo znałem większych dawniéj niźli wy myśliwych,<br />
+A sądziłem ich nieraz sądem polubownym.<br />
+Któż był w lasach Litewskich Rejtanowi równym?<br />
+Czy obławę zaciągnąć, czy spotkać się ze źwierzem,<br />
+Kto z Białopiotrowiczem porówna się Jerzym?<br />
+<!-- Page 96 --><span class='pagenum'><a name="Str_96" id="Str_96">[96]</a></span>
+Gdzie jest dziś taki strzelec jak szlachcic Żegota,<br />
+Co kulą s pistoletu w biegu trafiał kota?<br />
+Terajewicza znałem, co idąc na dziki<br />
+Niebrał nigdy innego oręża prócz piki!<br />
+Budrewicza co chodził z niedźwiedziem w zapasy:<br />
+Takich mężów widziały niegdyś nasze lasy!<br />
+Jeśli do sporu przyszło, jakże spór godzili?<br />
+Oto obrali sędziów, i zakład stawili.<br />
+Ogiński sto włók lasu raz przegrał o wilka,<br />
+Niesiołowskiemu borsuk kosztował wsi kilka!<br />
+I wy Panowie pójdźcie za starych przykładem,<br />
+I rostrzygnijcie spór wasz choć mniejszym zakładem.<br />
+Słowo wiatr, w sporach słównych nigdy nie masz końca<br />
+Szkoda ust dłużéj suszyć kłótnią o zająca;<br />
+Więc polubownych sędziów najpierwéj obierzcie,<br />
+A co wyrzekną, temu sumiennie zawierzcie.<br />
+Ja uproszę Sędziego, ażeby niebronił<br />
+Dojeżdżaczowi, choćby po pszenicy gonił;<br />
+I tuszę że tę łaskę otrzymam od Pana:<br />
+To wyrzekłszy, Sędziego ścisnął za kolana.<br />
+<br />
+&laquo;Konia, zawołał Rejent, stawię konia z rzędem,<br />
+<!-- Page 97 --><span class='pagenum'><a name="Str_97" id="Str_97">[97]</a></span>
+I opiszę się jeszcze przed ziemskim urzędem,<br />
+Iż ten pierścień Sędziemu w salarium złożę.&raquo;<br />
+&mdash; &laquo;Ja, rzekł Assessor, stawię me złote obroże,<br />
+Jaszczurem wykładane s kółkami ze złota,<br />
+I smycz tkany jedwabny, którego robota<br />
+Równie cudna jak kamień, co się na nim świeci.<br />
+Chciałem ten sprzęt zostawić w dziedzictwie dla dzieci,<br />
+Jeślibym się ożenił; ten sprzęt mnie darował<br />
+<a name="str97_w9"></a>
+Książe Dominik, kiedym z nim razem polował<br />
+I z marszałkiem Sanguszką księciem, z jenerałem<br />
+<a name="str97_w11"></a>
+Mejenem, i gdy wszystkich na charty wyzwałem.<br />
+Tam bezprzykładną w dziejach polowania sztuką,<br />
+Uszczułem sześć zajęcy pojedynczą suką.<br />
+Polowaliśmy wtenczas na Kupiskiém błoniu;<br />
+Książe Radziwił niemógł dosiedzieć na koniu;<br />
+Ssiadł, i objąwszy sławną mą charcicę kanię,<br />
+Trzykroć jéj w samą głowę dał pocałowanie,<br />
+A potém trzykroć ręką klasnąwszy po pysku,<br />
+Rzekł, mianuję cię odtąd Księżną na Kupisku: &mdash; <br />
+Tak Napoleon daje wodzom swoim księstwa,<br />
+Od miejsc na których wielkie odnieśli zwycięstwa.<br />
+<!-- Page 98 --><span class='pagenum'><a name="Str_98" id="Str_98">[98]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Telimena znudzona zbyt długiemi swary,</span><br />
+Chciała wyjść na dziedziniec, lecz szukała pary,<br />
+Wzięła koszyczek s kołka: &laquo;Panowie jak widzę,<br />
+Chcecie zostać w pokoju, ja idę na rydze;<br />
+Kto łaska, proszę za mną&raquo;: rzekła &mdash; koło głowy<br />
+Obwijając czerwony szal kaszemirowy;<br />
+Córeczkę Podkomorstwa wzięła w jedna rękę,<br />
+A drugą podchyliła do kostek sukienkę;<br />
+Tadeusz milczkiem za nią na grzyby pośpieszył.<br />
+<br />
+Zamiar przechadzki bardzo Sędziego ucieszył,<br />
+Widział sposób rozjęcia krzykliwego sporu,<br />
+A więc krzyknął: Panowie, po grzyby do boru!<br />
+Kto z <span class='err' title='najpięknieyszym'>najpiękniejszym</span> rydzem do stołu przybędzie,<br />
+Ten obok najpiękniejszéj Panienki usiędzie;<br />
+Sam ją sobie wybierze. Jeśli znajdzie dama,<br />
+Najpiękniejszego chłopca weźmie sobie sama.<br />
+</p>
+
+<p style="text-align: center;"><img src="images/ill2.png" alt="Ilustracja"/></p>
+
+<!-- Page 99 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_99" id="Str_99">[99]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="KSIEGA_TRZECIA" id="KSIEGA_TRZECIA"></a><b>KSIĘGA TRZECIA.</b></h2>
+
+<!-- Page 101 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_101" id="Str_101">[101]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="UMIZGI" id="UMIZGI"></a><img src="images/umizgi.png" alt="UMIZGI."/></h2>
+
+
+<p style="text-align:center;">TREŚĆ.</p>
+
+<p><span class="tresc">Wyprawa Hrabi na sad &mdash; Tajemnicza nimfa gęsi pasie &mdash; Podobieństwo
+grzybo-brania do przechadzki cieniów elizeyskich &mdash; Gatunki grzybów &mdash; Telimena
+w świątyni dumania &mdash; Narady tyczące się postanowienia
+Tadeusza &mdash; Hrabia pejzażysta &mdash; Tadeusza
+uwagi malarskie nad drzewami i obłokami &mdash; Hrabiego
+myśli o sztuce &mdash; Dzwon &mdash; Bilecik &mdash; Niedźwiedź
+Mospanie!</span></p>
+
+
+<p>
+Hrabia wracał do siebie lecz konia wstrzymywał,<br />
+Głową coraz w tył kręcił, w ogród się wpatrywał;<br />
+I raz mu się zdawało, że znowu z okienka<br />
+Błysnęła tajemnicza, bieluchna sukienka,<br />
+I coś lekkiego znowu upadło z wysoka,<br />
+I przeleciawszy cały ogród w mgnieniu oka,<br />
+Pomiędzy zielonemi świeciło ogórki:<br />
+<!-- Page 95 --><span class='pagenum'><a name="Str_102" id="Str_102">[102]</a></span>
+Jako promień słoneczny wykradłszy się s chmurki,<br />
+Kiedy śród roli padnie na krzemienia skibę,<br />
+Lub śród zielonéj łąki w drobną wody szybę.<br />
+<br />
+Hrabia ssiadł s konia, sługi odprawił do domu,<br />
+A sam ku ogrodowi ruszył pokryjomu;<br />
+Dobiegł wkrótce parkanu, znalazł w nim otwory,<br />
+I wcisnął się pocichu, jak wilk do obory;<br />
+Nieszczęściem trącił krzaki suchego agrestu.<br />
+Ogrodniczka jak gdyby zlękła się szelestu,<br />
+Oglądała się wkoło, lecz nic niespostrzegła;<br />
+Przecież ku drugiéj stronie ogrodu pobiegła.<br />
+A Hrabia bokiem, między wielkie końskie szczawie,<br />
+Między liście łopuchu, na rękach, po trawie,<br />
+Skacząc jak żaba, cichu, przyczołgał się blisko,<br />
+Wytknął głowę, i ujrzał cudne widowisko.<br />
+<br />
+W téj części sadu, rosły tu i ówdzie wiśnie,<br />
+Sród nich zboże, w gatunkach zmieszanych umyślnie:<br />
+Pszenica, kukuruza, bob, jęczmień wąsaty,<br />
+Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty.<br />
+Domowemu to ptastwu, taki ochmistrzyni<br />
+<!-- Page 96 --><span class='pagenum'><a name="Str_103" id="Str_103">[103]</a></span>
+Wymyśliła ogródek: sławna gospodyni,<br />
+Zwała się Kokosznicka, z domu Jendykowi &mdash;<br />
+czówna; jéj wynalazek epokę stanowi<br />
+W domowém gospodarstwie; dziś powszechnie znany,<br />
+Lecz w owych czasach jeszcze za nowość podany,<br />
+Przyjęty pod sekretem od niewielu osób,<br />
+Nim go wydal kalendarz, pod tytułem! <i>Sposób<br />
+Na jastrzębie i kanie, albo nowy środek<br />
+Wychowywania drobiu</i> &mdash; był to ów ogródek.<br />
+<br />
+Jakoż zaledwie kogut co odprawia warty<br />
+Stanie, i nieruchomie dzierżąc dziob zadarty,<br />
+I głowę grzebieniastą pochyliwszy bokiem,<br />
+Aby tém łacniéj w niebo mógł celować okiem,<br />
+Dostrzeże wiszącego jastrzębia śród chmury;<br />
+Krzyknie: zaraz w ten ogród chowają się kury,<br />
+Nawet gęsi i pawie, i w nagłym przestrachu<br />
+Gołębie gdy niemogą schronić się na dachu.<br />
+<br />
+Teraz w niebie żadnego niewidziano wroga,<br />
+Tylko skwarzyła słońca letniego pożoga,<br />
+Od niéj ptaki w zbożowym ukryły się lasku;<br />
+<!-- Page 97 --><span class='pagenum'><a name="Str_104" id="Str_104">[104]</a></span>
+Tamte leżą w murawie, te kąpią się w piasku.<br />
+<br />
+Sród ptaszych głów sterczały główki ludzkie małe,<br />
+Odkryte; włosy na nich krótkie, jak len białe;<br />
+Szyje nagie do ramion, a pomiędzy niemi<br />
+Dziewczyna głową wyższa, z włosami dłuższemi;<br />
+Tuż za dziećmi paw siedział, i piór swych obręcze<br />
+Szeroko rosprzestrzenił w różnofarbną tęczę,<br />
+Na któréj główki białe jak na tle obrasku,<br />
+Rzucone w ciemny błękit, nabierały blasku,<br />
+Obrysowane w koła kręgiem pawich oczu<br />
+Jak wiankiem gwiazd, świeciły w zbożu jak w przezroczu<br />
+Pomiędzy kukuruzy złocistemi laski,<br />
+I angielska trawicą posrebrzaną w paski,<br />
+I szczyrem koralowym, i zielonym ślazem,<br />
+Których kształty i barwy mieszały się razem,<br />
+Niby krata ze srebra i złota pleciona<br />
+A powiewna od wiatru jak lekka zasłona.<br />
+<br />
+Nad gęstwą różnofarbnych kłosów i badylów<br />
+Wisiała jak baldakim jasna mgła motylów,<br />
+Zwanych babkami, których poczwórne skrzydełka<br />
+<!-- Page 98 --><span class='pagenum'><a name="Str_105" id="Str_105">[105]</a></span>
+Lekkie jak pajęczyna, przejrzyste juk szkiełka,<br />
+Gdy w powietrzu zawisną zaledwo widome,<br />
+I chociaż brzęczą, myślisz że są nieruchome.<br />
+<br />
+Dziewczyna powiewała podniesioną w ręku<br />
+Szarą kitką, podobną do piór strusich pęku,<br />
+Nią zdała się oganiać główki niemowlęce<br />
+Od złotego motylów deszczu &mdash; w drugiéj ręce<br />
+Coś u niej rogatego, złocistego świeci,<br />
+Zdaje się że naczynie do karmienia dzieci:<br />
+Bo je zbliżała dzieciom do ust po kolei,<br />
+Miało zaś kształt złotego rogu Amaltei.<br />
+<br />
+Tak zatrudniona, przecież obracała głowę<br />
+Na pamiętne szelestem krzaki agrestowe,<br />
+Niewiedząc, że napastnik już s przeciwnéj strony<br />
+Zbliżył się czołgając jak wąż przez zagony;<br />
+Aż wyskoczył z łopucha, spóyrzała, &mdash; stał blisko,<br />
+O cztery grzędy od niéj i kłaniał się nisko.<br />
+Już głowę odwróciła i wzniosła ramiona,<br />
+I zrywała się lecieć jak kraska spłoszona,<br />
+I już lekkie jéj stopy wionęły nad liściem,<br />
+<!-- Page 99 --><span class='pagenum'><a name="Str_106" id="Str_106">[106]</a></span>
+Kiedy dzieci przelękłe podróżnego wniściem<br />
+I ucieczką dziewczyny, wrzasnęły okropnie;<br />
+Posłyszała, uczuła że jest nierostropnie<br />
+Dziatwę małą, przelękłą i samą porzucić:<br />
+Wracała wstrzymując się, lecz musiała wrócić,<br />
+Jak niechętny duch, wróżka przyzwany zaklęciem;<br />
+Przybiegła z najkrzykliwszém bawić się dziecięciem,<br />
+Siadła przy niém na ziemi, wzięła je na łono,<br />
+Drugie głaskała ręką i mową pieszczoną;<br />
+Aż się uspokoiły, objąwszy w rączęta<br />
+Jéj kolana i tuląc główki jak pisklęta<br />
+Pod skrzydło matki. Ona rzekła: czy to pięknie<br />
+Tak krzyczeć? czy to grzecznie? ten Pan was się zlęknie,<br />
+Ten Pan nieprzyszedł straszyć, to nie dziad szkaradny,<br />
+To gość, dobry Pan, patrzcie tylko jaki ładny.<br />
+<br />
+Sama spójrzała: Hrabia <span class='err' title='uśmichnął'>uśmiechnął</span> się mile,<br />
+I widocznie był wdzięczen jéj za pochwał tyle;<br />
+Postrzegła się, umilkła, oczy opuściła,<br />
+I jako róży pączek cała się spłoniła.<br />
+<br />
+W istocie był to piękny Pan; słusznej urody,<br />
+<!-- Page 100 --><span class='pagenum'><a name="Str_107" id="Str_107">[107]</a></span>
+Twarz miał pociągłą, blade lecz świeże jagody,<br />
+Oczy modre, łagodne, włos długi, białawy;<br />
+Na włosach, listki ziela i kosmyki trawy,<br />
+Które Hrabia oberwał pełznąc przez zagony.<br />
+Zieleniły się jako wieniec rospleciony.<br />
+<br />
+&laquo;O ty, rzekł, jakiémkolwiek uczczę cię imieniem,<br />
+Bóstwem jesteś czy Nimfą, duchem czy widzeniem!<br />
+Mów! własnali cię wola na ziemię sprowadza,<br />
+Obcali więzi ciebie na padole władza?<br />
+Ach domyślam się &mdash; pewnie wzgardzony miłośnik<br />
+Jaki Pan możny, albo opiekun zazdrośnik,<br />
+W tym cię parku zamkowym jak zaklętą strzeże!<br />
+Godna by o cię bronią walczyli rycerze.<br />
+Byś została romansów heroiną smutnych!<br />
+Odkryj mi Piękna tajnie twych losów okrutnych!<br />
+Znajdziesz wybawiciela &mdash; odtąd twém skinieniem,<br />
+Jak rządzisz sercem mojém, tak rządź mém ramieniem.<br />
+Wyciągnął ramie &mdash;<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 9em;">Ona z rumieńcem dziewiczym</span><br />
+Ale z rozweseloném słuchała obliczém:<br />
+<!-- Page 101 --><span class='pagenum'><a name="Str_108" id="Str_108">[108]</a></span>
+Jak dziecie lubi widzieć obraski jaskrawe<br />
+I w liczmanach błyszczących znajduje zabawę,<br />
+Nim rozezna ich wartość, tak się słuch jéj piśsci<br />
+Z dźwięcznemi słowy, których niepojęła treści.<br />
+"Nakoniec zapytała: skąd tu Pan przychodzi?<br />
+I czego tu po grzędach szuka Pan Dobrodziéj?<br />
+<br />
+Hrabia oczy ronstworzył, zmieszany, zdziwiony,<br />
+Milczał; wreszcie zniżając swéj rozmowy tony,<br />
+Przepraszam, rzekł, Panienko! widzę żem pomieszał<br />
+Zabawy! ach przepraszam, jam właśnie pośpieszał<br />
+Na śniadanie; już późno, chciałem na czas zdążyć,<br />
+Panienka wié że drogą trzeba w koło krążyć,<br />
+Przez ogród zdaje mi się jest do dworu prościej.<br />
+Dziewczyna rzekła: tędy droga Jegomości;<br />
+Tylko grząd psuć nietrzeba; tam między murawą<br />
+Scieszka &mdash; W lewo, zapytał Hrabia, czy na prawo?<br />
+Ogrodniczka podniósłszy błękitne oczęta,<br />
+Zdawała się go badać ciekawością zdjęta:<br />
+Bo dom o tysiąc kroków widny jak na dłoni,<br />
+A Hrabia drogi pyta? Ale Hrabia do niéj<br />
+Chciał koniecznie coś mówić i szukał powodu<br />
+<!-- Page 102 --><span class='pagenum'><a name="Str_109" id="Str_109">[109]</a></span>
+Rozmowy-Panna mieszka tu? blisko ogrodu?<br />
+Czy na wsi? jak to było, żem Panny we dworze<br />
+Niewidział? czy niedawno tu? przyjezdna może?<br />
+Dziewczę wstrząsnęło głową; &mdash; Przepraszam Panienko,<br />
+Czy nie tam pokój Panny, gdzie owe okienko?<br />
+<br />
+Myślił zaś w duchu, jeśli niejest Heroiną<br />
+Romansów, jest młodziuchną, prześliczną dziewczyną,<br />
+Zbyt często wielka dusza, myśl wielka ukryła<br />
+W samotności, jak róża śród lasów roskwita;<br />
+Dosyć ją wynieść na świat, postawić przed słońcem<br />
+Aby widzów zdziwiła jasnych barw tysiącem!<br />
+<br />
+Ogrodniczka tymczasem powstała w milczeniu,<br />
+Podniosła jedno dziécie źwisłe na ramieniu,<br />
+Drugie wzięła za rękę, a kilkoro przodem<br />
+Zaganiając jak gąski, szła dalej ogrodem.<br />
+<br />
+Odwróciwszy się rzekła &mdash; czy też Pan niemoże<br />
+Rozbiegłe moje ptastwo wpędzić nazad w zboże?<br />
+&mdash; Ja ptastwo pędzać? krzyknął Hrabia z zadziwieniem;<br />
+Ona tymczasem znikła zakryta drzew cieniem.<br />
+<!-- Page 103 --><span class='pagenum'><a name="Str_110" id="Str_110">[110]</a></span>
+Chwilę jeszcze s szpaleru przez majowe zwoje<br />
+Przeświecało coś na wskróś jakby oczu dwoje.<br />
+<br />
+Samotny Hrabia długo jeszcze stał w ogrodzie:<br />
+Dusza jego jak ziemia po słońca zachodzie,<br />
+Ostygała powoli, barwy brała ciemne:<br />
+Zaczął marzyć, lecz sny miał bardzo nieprzyjemne.<br />
+Zbudził się, sam niewiedząc, na kogo się gniewał;<br />
+Niestety mało znalazł! nadto się spodziewał!<br />
+Bo gdy zagonem pełznął ku owéj pasterce,<br />
+Paliło mu się w głowie, skakało w nim serce;<br />
+Tyle wdzięków w tajemnéj nimfie upatrywał,<br />
+W tyle ją cudów ubrał, tyle odgadywał!<br />
+Wszystko znalazł inaczéj: prawda że twarz ładną,<br />
+Kibić miała wysmukłą, ale jak nieskładną!<br />
+A owa pulchność liców i rumieńca żywość<br />
+Malująca zbyteczną, prostacką szczęśliwość!<br />
+Znak że myśl jeszcze drzémie, że serce nieczynne<br />
+I owe odpowiedzi, tak wiejskie, tak gminne!<br />
+Pocóż się łudzić, krzyknął, zgaduję, po czasie!<br />
+Moja nimfa tajemna pono gęsi pasie!<br />
+<!-- Page 104 --><span class='pagenum'><a name="Str_111" id="Str_111">[111]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Z Nimfy zniknieniem całe czarowne przezrocze</span><br />
+Zmieniło się: te wstęgi, te kraty urocze<br />
+Złote, srebrne, niestety! więc to była słoma?<br />
+<br />
+Hrabia z załamanemi poglądał rękoma<br />
+Na snopek uwiązanej trawami mietlicy,<br />
+Którą brał za pęk strusich piór w ręku dziewicy.<br />
+Niezapomnial naczynia: złocista konewka,<br />
+Ow rożek Amaltei, była to marchewka!<br />
+Widział ją w ustach dziecka pożeraną chciwie:<br />
+Więc było po uroku! po czarach! po dziwie!<br />
+<br />
+Tak chłopiec kiedy ujrzy cykoryi kwiaty<br />
+Wabiące dłoń miękkiemi, lekkiemi bławaty,<br />
+Chce je pieścić, zbliża się, dmuchnie, i s podmuchem<br />
+<span class='omylka' title="Cały w wiatr">Cały kwiat</span> na powietrzu rozleci się puchem,<br />
+A w ręku widzi tylku badacz zbyt ciekawy<br />
+Nagą łodygę szarozielonawéj trawy.<br />
+<br />
+Hrabia wcisnął na oczy kapelusz i wracał<br />
+Tamtędy kędy przyszedł, ale drogę skracał,<br />
+Stąpając po jarzynach, kwiatach i agreście,<br />
+<!-- Page 105 --><span class='pagenum'><a name="Str_112" id="Str_112">[112]</a></span>
+Aż przeskoczywszy parkan odetchnął nareście!<br />
+Przypomniał że dziewczynie mówił o śniadaniu;<br />
+Może już wszyscy wiedzą o jego spotkaniu<br />
+W ogrodzie, blisko domu? może szukać wyślą?<br />
+Postrzegli że uciekał? kto wié co pomyślą?<br />
+Więc wypadało wrócić. Chyląc się u płotów<br />
+Około miedz i zielska, po tysiącach zwrotów<br />
+Rad był przecież że wyszedł w końcu na gościniec,<br />
+Który prosto prowadził na dworski dziedziniec.<br />
+Szedł przy płocie a głowę odwracał od sadu<br />
+Jak złodziej od spichlerza, aby niedać śladu<br />
+Że go myśli nawiedzić, albo już nawiedził.<br />
+Tak Hrabia był ostróżny choć go nikt nieśledził;<br />
+Patrzył w stronę przeciwną ogrodu, na prawo.<br />
+<br />
+Był gaj zrzadka zarosły, wysłany murawą,<br />
+Po jéj kobiercach, na wskroś białych pniów brzozowych,<br />
+Pod namiotem obwisłych gałęzi majowych,<br />
+Snuło się mnóstwo kształtów, których dziwne ruchy,<br />
+Niby tańce, i dziwny ubiór: istne duchy<br />
+Błądzące po księżycu. Tamci w czarnych, ciasnych,<br />
+Ci w długich, rospuszczonych szatach, jak śnieg jasnych;<br />
+<!-- Page 106 --><span class='pagenum'><a name="Str_113" id="Str_113">[113]</a></span>
+Tamten pod kapeluszem jak obręcz szerokim,<br />
+Ten z gołą głową; inni jak gdyby obłokiem<br />
+Obwiani, idąc, na wiatr puszczają zasłony<br />
+Ciągnące się za głową, jak komet ogony.<br />
+Każdy w innéj postawie: ten przyrosł do ziemi,<br />
+Tylko oczyma kręci nu dół spuszczonemi,<br />
+&Oacute;w patrząc wprost przed siebie, niby senny kroczy<br />
+Jak po linie, ni wprawo, ni w lewo niezboczy;<br />
+Wszyscy zaś ciągle w różne schylają się strony<br />
+Aż do ziemi, jak gdyby wybijać pokłony.<br />
+Jeżeli się przybliżą albo się spotkają,<br />
+Ani mówią do siebie, ani się witają,<br />
+Głęboko zadumani, w sobie pogrążeni.<br />
+Hrabia widział w nich obraz Elizejskich cieni.<br />
+Które chociaż boleściom, troskom niedostępne,<br />
+Błąkają się spokojne, ciche, lecz posępne.<br />
+<br />
+Któżby zgadnął że owi, tak mało ruchomi,<br />
+Owi milczący ludzie, są nasi znajomi?<br />
+Sędziowscy towarzysze! z hucznego śniadania<br />
+Wyszli na uroczysty obrzęd grzybo-brania:<br />
+Jako ludzie rozsądni, umieją miarkować<br />
+<!-- Page 109 --><span class='pagenum'><a name="Str_114" id="Str_114">[114]</a></span>
+Mowy i ruchy swoje, aby je stosować<br />
+W każdéj okoliczności do miejsca i czasu.<br />
+Dla tego, nim ruszyli za Sędzią do lasu,<br />
+Wzięli postawy, tudzież obiory odmienne,<br />
+Służące do przechadzki opończe płócienne<br />
+Któremi osłaniają po wierzchu kontusze,<br />
+A na głowy słomianne wdziali kapelusze,<br />
+Stąd biali wyglądają, jak czyscowe dusze.<br />
+Młodzież także przebrana, oprócz Telimeny<br />
+I kilku po francusku chodzących.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 17em;">Téj sceny</span><br />
+Hrabia niepojął, nieznał wiejskiego zwyczaju,<br />
+Więc zdziwiony nieźmiernie biegł pędem do gaju.<br />
+<br />
+Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice,<br />
+Tyle w pieśniach litewskich sławione <i>lisice</i>,<br />
+Co są godłem panieństwa: bo czerw ich niezjada<br />
+I dziwna, żaden owad na nich nieusiada.<br />
+<a name="str114_w10"></a>
+Panienki za wysmukłym gonią <i>borowikiem</i><br />
+Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem.<br />
+Wszyscy dybią na <i>rydza</i>; ten wzrostem skromniejszy<br />
+<!-- Page 110 --><span class='pagenum'><a name="Str_115" id="Str_115">[115]</a></span>
+I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,<br />
+Czy świeży, czy solony, czy jesiennéj pory,<br />
+Czy zimą. Ale <span class='err' title='Wójski'>Wojski</span> zbierał <i>muchomory</i>.<br />
+<br />
+Inne pospólstwo grzybów pogardzone w braku<br />
+Dla szkodliwości albo niedobrego smaku,<br />
+Lecz niesą bez użytku, one zwierza pasą.<br />
+I gniazdem są owadów i gajów okrasą.<br />
+Na zielonym obrusie łąk, jako szeregi<br />
+Naczyń stołowych sterczą: tu s krągłemi brzegi<br />
+<i>Surojadki</i> srebrzyste, żółte i czerwone,<br />
+Niby czareczki rożném winem napełnione;<br />
+<i>Koźlak</i> jak przewrócone kubka dno wypukłe,<br />
+<i>Lejaki</i> jako szampańskie kieliszki wysmukłe,<br />
+<i>Bielaki</i> krągłe, białe, szerokie i płaskie,<br />
+Jakby mlekiem nalane filiżanki saskie,<br />
+I kulista, czarniawym pyłkiem napełniona<br />
+<i>Purchawka</i>, jak pieprzniczka &mdash; zaś innych imiona<br />
+Znane tylko w zajęczym, lub wilczym języku,<br />
+Od ludzi nieochrzczone; a jest ich bez liku.<br />
+Ni wilczych ni zajęczych nikt dotknąć nieraczy,<br />
+A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy,<br />
+<!-- Page 111 --><span class='pagenum'><a name="Str_116" id="Str_116">[116]</a></span>
+Zagniewany, grzyb złamie, albo nogą kopnie;<br />
+Tak szpecąc trawię, czyni bardzo nierostropnie.<br />
+<br />
+Telimena ni wilczych, ni ludzkich niezbiera,<br />
+Rostargniona, znudzona, do koła spoziera,<br />
+Z głową w górę zadartą. Więc Pan Rejent w gniewie<br />
+Mówił o niéj, że grzybów szukała na drzewie;<br />
+Assessor ją złośliwiej, równał do samicy,<br />
+Która miejsca na gniazdo szuka w okolicy.<br />
+<br />
+Jakoż zdała się szukać samotności, ciszy,<br />
+Oddalała się zwolna od swych towarzyszy,<br />
+I szła lasem na wzgórek pochyło wyniosły,<br />
+Ocieniony, bo drzewa gęściéj na nim rosły.<br />
+Wśrodku szarzał się kamień; strumień s pod kamienia<br />
+Szumiał, tryskał, i zaraz, jakby szukał cienia<br />
+Chował się między gęste i wysokie zioła,<br />
+Które wodą pojone bujały do koła;<br />
+Tam ów bystry swawolnik spowijany w trawy<br />
+I liściem podesłany, bez rucha, bez wrzawy,<br />
+Niewidzialny i ledwie dosłyszany szepce,<br />
+Jako dziecię krzykliwe złożone w kolebce,<br />
+<!-- Page 112 --><span class='pagenum'><a name="Str_117" id="Str_117">[117]</a></span>
+Gdy matka nad niém zwiąże firanki majowe<br />
+I liścia makowego nasypie pod głowę:<br />
+Miejsce piękne i ciche, tu się często schrania<br />
+Telimena, zowiąc je <i><span class='err' title='Swiątynią'>Świątynią</span> dumania</i>.<br />
+<br />
+Stanąwszy nad strumieniem, rzuciła na trawnik<br />
+Z ramion, swój szal powiewny, czerwony jak krwawnik,<br />
+I podobna pływaczce, która do kąpieli<br />
+Zimnéj schyla się, nim się zanurzyć ośmieli,<br />
+Klęknęła i powoli chyliła się bokiem;<br />
+Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem,<br />
+Upadła nań i cała wzdłuż się rospostarła,<br />
+Łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła,<br />
+Z głową na dół skłoniona; na dole o głowy,<br />
+Błysnął francuskiéj książki papier welinowy;<br />
+Nad alabastrowemi stronicami księgi,<br />
+Wiły się czarne pukle i różowe wstęgi.<br />
+<br />
+W szmaragdzie bujnych traw, na krwawnikowym szalu,<br />
+W sukni długiéj, jak gdyby w powłoce koralu,<br />
+Od któréj odbijał się włos z jednego końca,<br />
+Z drugiego czarny trzewik; po bokach błyszcząca<br />
+<!-- Page 113 --><span class='pagenum'><a name="Str_118" id="Str_118">[118]</a></span>
+Śnieżną pończoszką, chustką, białością rąk, lica,<br />
+Wydawała się zdała jak pstra gąsienica,<br />
+Gdy wpełźnie na zielony liść klonu.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 18em;">Niestety!</span><br />
+Wszystkie tego obrazu wdzięki i zalety,<br />
+Darmo czekały znawców, nikt niezważał na nie,<br />
+Tak mocno zajmowało wszystkich grzybobranie<br />
+Tadeusz przecież zważał i w bok strzelał okiem,<br />
+I nieśmiejąc iść prosto, przysuwał się bokiem:<br />
+Jak strzelec gdy w ruchoméj, gałęzistéj szopie,<br />
+Usiadłszy na dwóch kołach, podjeżdża na dropie,<br />
+Albo na siewki idąc, przy koniu się kryje,<br />
+Strzelbę złoży na siodle lub pod końską szyję,<br />
+Niby to bronę włóczy, niby idzie miedzą,<br />
+A coraz się przybliża kędy ptaki siedzą;<br />
+Tak skradał się Tadeusz.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 12em;">Sędzia czaty zmieszał</span><br />
+I przeciąwszy mu drogę, do źródła pośpieszał.<br />
+Z wiatrem igrały białe poły szarafana,<br />
+I wielka chustka w pasie końcem uwiązana;<br />
+<!-- Page 114 --><span class='pagenum'><a name="Str_119" id="Str_119">[119]</a></span>
+Słomiany, podwiązany kapelusz, od ruchu<br />
+Nagłego chwiał się z wiatrem jako liść łopuchu,<br />
+Spadając to na barki, to znowu na oczy;<br />
+W ręku ogromna laska: tak Pan Sędzia kroczy.<br />
+Schyliwszy się i ręce obmywszy w strumieniu,<br />
+Usiadł przed Telimeną na wielkim kamieniu,<br />
+I wsparłszy się oburącz na gałkę słoniową<br />
+Trzciny ogromnéj, s taką ozwał się przemową.<br />
+<br />
+Widzi Aśćka od czasu jak tu u nas gości<br />
+Tadeuszek, niemało mam niespokojności;<br />
+Jestem bezdzietny, stary; ten dobry chłopczyna,<br />
+Wszakto moja na świecie pocięcha jedyna,<br />
+Przyszły dziedzic fortunki mojéj. Z łaski nieba<br />
+Zostawię mu kęs niezły szlacheckiego chleba;<br />
+Już mu też czas obmyśleć los, postanowienie:<br />
+Ale zważajno Aśćka moje utrapienie!<br />
+Wiesz że Pan Jacek brat mój, Tadeusza ociec<br />
+Dziwny człowiek, zamiarów jego trudno dociec,<br />
+Niechce wracać do kraju, Bóg wié gdzie się kryje,<br />
+Nawet niechęć synowi oznajmić że żyje,<br />
+A ciągle nim zarządza. Naprzód w legiony<br />
+<!-- Page 115 --><span class='pagenum'><a name="Str_120" id="Str_120">[120]</a></span>
+Chciał go posyłać; byłem okropnie zmartwiony.<br />
+Potem zgodził się przecie by w domu pozostał<br />
+I żeby się ożenił. Jużbyć żony dostał;<br />
+Partyę upatrzyłem; nikt z obywateli<br />
+Niewyrówna z imienia ani z parenteli<br />
+Podkomorzemu; jego starsza córka Anna<br />
+Jest na wydaniu, piękna i posażna Panna.<br />
+Chciałem zagaić. &mdash; Na to Telimena zbladła,<br />
+Złożyła książkę, wstała nieco i usiadła.<br />
+<br />
+Jak Mamę kocham, rzekła, czy to Panie bracie<br />
+Jest w tém sens jaki, czy wy Boga w sercu macie?<br />
+To myślisz Tadeusza zostać Dobrodziejem,<br />
+Jeśli młodego chłopca zrobisz grykosiejem!<br />
+Świat mu zawiążesz! wierz mi, kląć was kiedyś będzie!<br />
+Zakopać taki talent w lasach i na grzędzie!<br />
+Wierz mi, ile poznałam, pojętne to dziecie,<br />
+Warto, żeby na wielkim przetarło się świecie;<br />
+Dobrze brat zrobi gdy go do stolicy wyśle;<br />
+Naprzykład do Warszawy? lub wié brat co myślę,<br />
+Żeby do Peterburka? Ja pewnie téj zimy<br />
+Pojadę tam dla sprawy; razem ułożymy<br />
+<!-- Page 116 --><span class='pagenum'><a name="Str_121" id="Str_121">[121]</a></span>
+Co zrobić s Tadeuszem; znam tam wiele osób,<br />
+Mam wpływy: to najlepszy kreacyi sposób.<br />
+Za mą pomocą znajdzie wstęp w najpierwsze domy,<br />
+A kiedy będzie ważnym osobom znajomy,<br />
+Dostanie urząd, order; wtenczas niech porzuci<br />
+Służbę, jeżeli zechce, niech do domu wróci,<br />
+Mając już i znaczenie i znajomość świata.<br />
+I cóż brat myśli o tem? &mdash; Jużci w młode lala,<br />
+Rzekł Sędzia, nieźle chłopcu trochę się przewietrzyć,<br />
+Obejrzeć się na świecie, między ludźmi przetrzéć;<br />
+Ja za młodu niemało świata objechałem,<br />
+Byłem w Piotrkowie, w Dobnie, to za trybunałem<br />
+Jadąc jako palestrant, to własne swe sprawy<br />
+Forytując, jeździłem nawet do Warszawy.<br />
+Człek niemało skorzystał! chciałbym i synowca<br />
+Wysłać pomiędzy ludzie, prosto jak wędrowca,<br />
+Jak czeladnika który terminuje lata<br />
+Ażeby nabył trochę znajomości świata.<br />
+Nie dla rang, ni orderów! proszę uniżenie,<br />
+Ranga moskiewska, order, cóż to za znaczenie?<br />
+Któryż to z dawnych Panów, ba nawet dzisiejszych,<br />
+Między szlachtą w powiecie nieco zamożniejszych,<br />
+<!-- Page 221 --><span class='pagenum'><a name="Str_122" id="Str_122">[122]</a></span>
+Dba o podobne fraszki; przecież są w estymie<br />
+U ludzi, bo szanujem w nich ród, dobre imie,<br />
+Albo urząd, lecz ziemski, przyznany wyborem<br />
+Obywatelskim, nie zaś czyimś tam faworem. &mdash; <br />
+<br />
+Telimena przerwała: &laquo;Jeśli brat tak myśli,<br />
+Tém lepiej, więc go jako wojażom wyślij.&raquo;<br />
+<br />
+Widzi siostra, rzekł Sędzia, skrobiąc smutnie głoę,<br />
+Chciałbym bardzo, cóż kiedy mam trudności nowe!<br />
+Pan Jacek niewypuszcza z opieki swéj syna,<br />
+I przysłał mi tu właśnie na kark Bernardyna<br />
+Robaka, który przybył s tamtéj strony Wisły,<br />
+Przyjaciel brata, wszystkie wié jego zamysły;<br />
+A wiec o Tadeusza już wyrzekli losie,<br />
+I chcą by się ożenił, aby pojął Zosię,<br />
+Wychowankę Wać Pani; oboje dostaną,<br />
+Oprócz fortunki mojéj, z łaski Jacka wiano<br />
+W kapitałach; wiesz Aśćka że ma kapitały<br />
+I z łaski jego mam też fundusz prawie cały,<br />
+Ma więc prawo rozrządzać &mdash; Aśćka pomyśl o tém<br />
+Żeby się to zrobiło najmniejszym kłopotem;<br />
+<!-- Page 222 --><span class='pagenum'><a name="Str_123" id="Str_123">[123]</a></span>
+Trzeba ich s sobą poznać. Prawda, bardzo młodzi,<br />
+Szczególnie Zosia mała, leci to nic nieszkodzi;<br />
+Czasby już Zośkę wreszcie wydobyć z zamknięcia,<br />
+Bo wszakci to już pono wyrasta z dziecięcia.<br />
+<br />
+Telimena zdziwiona i prawie wylękła,<br />
+Podnosiła się coraz, na szalu uklękła,<br />
+Zrazu słuchała pilnie, potém dłoni ruchem<br />
+Przeczyła, ręką żwawo wstrząsając nad uchem,<br />
+Odpędzając jak owad nieprzyjemne słowu<br />
+Na powrót w usta mówcy &mdash; <br />
+<br />
+<span style="margin-left: 12em;">&laquo;A! A! to rzecz nowa!</span><br />
+Czy to Tadeuszowi szkodzi czy nieszkodzi,<br />
+Rzekła z gniewem, sądź o tém sam W Pan Dobrodziéj,<br />
+Mnie nic do Tadeusza, sami o nim radźcie,<br />
+Zróbcie go ekonomem, lub w karczmie posadźcie,<br />
+Niech szynkuje lub z lasu niech zwierzynę znosi:<br />
+Z nim sobie co zechcecie zróbcie; lecz do Zosi?<br />
+Co Wać Państwu do Zosi? ja jéj ręką rządzę,<br />
+Ja sama. Że Pan Jacek dawał był pieniądze<br />
+Na wychowanie Zosi i że jéj wyznaczył<br />
+<!-- Page 223 --><span class='pagenum'><a name="Str_124" id="Str_124">[124]</a></span>
+Małą pensyjkę roczną, więcéj przyrzec raczył;<br />
+Toć jej jeszcze niekupił. Z resztą Państwo wiecie,<br />
+I dotąd jeszcze o tém wiadomo na świecie,<br />
+Że hojność Państwa dla nas nie jest bez powodu,<br />
+Winni coś Soplicowie dla Horeszków rodu.&raquo;<br />
+(Téj części mowy Sędzia słuchał z niepojętém<br />
+Pomieszaniem, żałością i widocznym wstrętem;<br />
+Jakby lękał się reszty mowy, głowę skłonił,<br />
+I ręką potakując, mocno się zapłonił.)<br />
+<br />
+Telimena kończyła: byłam jéj piastunką,<br />
+Jestem krewną, jedyną Zosi opiekunką.<br />
+Nikt oprócz mnie niebędzie myślił o jéj szczęściu &mdash; <br />
+A jeśli ona szczęście znajdzie w tém zamęściu?<br />
+Rzekł Sędzia, wzrok podnosząc; jeśli <span class='omylka' title='Tadeusza'>Tadeuszka</span><br />
+Podoba? &mdash; Czy podoba? to na wierzbie gruszka;<br />
+Podoba, niepodoba, a to mi rzecz ważna!<br />
+Zosia niebędzie, prawda, partya posażna,<br />
+Ale też niejest z lada wsi, lada szlachcianka,<br />
+Idzie z Jaśnie Wielmożnych, jest Wojewodzianka,<br />
+Rodzi się z Horeszkówny; małżonka dostanie!<br />
+Staraliśmy się tyle o jéj wychowanie!<br />
+<!-- Page 224 --><span class='pagenum'><a name="Str_125" id="Str_125">[125]</a></span>
+Chybaby tu zdziczała &mdash; Sędzia pilnie słuchał<br />
+Patrząc w oczy; zdało się że się udobruchał,<br />
+Bo rzekł dosyć wesoło: no to i cóż robić,<br />
+Bóg widzi, szczérze chciałem interessu dobić;<br />
+Tylko bez gniewu, jeśli Aśćka się niezgodzi,<br />
+<span class='err' title='Aścka'>Aśćka</span> ma prawo; smutno &mdash; gniewać się nie godzi;<br />
+Radziłem bo brat kazał, nikt tu nieprzymusza;<br />
+Gdy <span class='err' title='Aścka'>Aśćka</span> rekuzuje Pana Tadeusza,<br />
+Odpisuję Jackowi że nie z mojéj winy,<br />
+Niedojdą Tadeusza z Zosią zaręczyny.<br />
+Teraz sam będę radzić; pono s Podkomorzym<br />
+Zagaimy swatostwo i resztę ułożym.<br />
+<br />
+Przez ten czas Telimena ostygła z zapału:<br />
+&laquo;Ja nie nierekuzuję, braciszku, pomału!<br />
+Sam mówiłeś że jeszcze za wcześnie &mdash; zbyt młodzi &mdash; <br />
+Rospatrzmy się, czekajmy, nic to niezaszkodzi,<br />
+Poznajmy s sobą <span class='err' title='Państwu'>Państwa</span> młodych; będziem zważać,<br />
+Niemożna szczęścia drugich tak na traf narażać:<br />
+Ostrzegam tylko wcześnie, niech brat Tadeusza<br />
+Nienamawia, kochać się w Zosi nieprzymusza,<br />
+Bo serce niejest sługa, niezna co to pany,<br />
+<!-- Page 225 --><span class='pagenum'><a name="Str_126" id="Str_126">[126]</a></span>
+I nieda się przemocą okuwać w kajdany. &mdash; <br />
+<br />
+Zaczém Sędzia powstawszy odszedł zamyślony;<br />
+Pan Tadeusz s przeciwnéj przybliżył się strony.<br />
+Udając że szukanie grzybów tam go zwabia;<br />
+W tymże kierunku zwolna posuwa się Hrabia.<br />
+<br />
+Hrabia podczas Sędziego sporów s Telimeną<br />
+Stał za drzewami, mocno zdziwiony tą sceną;<br />
+Dobył s kieszeni papier i ołówek, sprzęty<br />
+Które zawsze miał s sobą, i na pień wygięły<br />
+Rospiąwszy kartkę, widać że obraz malował,<br />
+Mówiąc sam s sobą: Jakbyś umyślnie grupował,<br />
+Ten na głazie, ta w trawie, grupa malownicza!<br />
+Głowy charakterowe! s kontrastem oblicza!<br />
+<br />
+Podchodził, wstrzymywał się, lornetkę przecierał,<br />
+Oczy chustką obwiewał i coraz spozierał &mdash; <br />
+Miałożby to cudowne, śliczne widowisko<br />
+Zginąć albo zmienić się gdy podejdę blisko?<br />
+Ten aksamit traw, będzież to mak i botwinie?<br />
+W Nimfie téj czyż obaczę jaką ochmistrzynię?<br />
+<!-- Page 226 --><span class='pagenum'><a name="Str_127" id="Str_127">[127]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Choć Hrabia Telimenę już dawniej widywał</span><br />
+W domu Sędziego, w którym dosyć często bywał,<br />
+Lecz mało ją uważał; zadziwił się z razu,<br />
+Rozeznając w niéj model swojego obrazu.<br />
+Miejsca piękność, postawy wdzięk i gust ubrania,<br />
+Zmieniły ją, zaledwo była do poznania.<br />
+W oczach świeciły jeszcze niezagasłe gniewy;<br />
+Twarz ożywiona wiatru świeżemi powiewy,<br />
+Sporem s Sędzią i nagłym przybyciem młodzieńców,<br />
+Nabrała mocnych, żywszych niż zwykłe rumieńców.<br />
+<br />
+Pani, rzekł Hrabia, racz méj śmiałości darować,<br />
+Przychodzę i przepraszać i razem dziękować.<br />
+Przepraszać, że jéj kroków śledziłem ukradkiem;<br />
+I dziękować, że byłem jéj dumania świadkiem;<br />
+Tyle ją obraziłem! winienem jéj tyle!<br />
+Przerwałem chwilę dumań: winienem ci chwile<br />
+Natchnienia! chwile błogie! potępiaj człowieka,<br />
+Ale sztukmistrz twojego przebaczenia czeka!<br />
+Na wielem się odważył, na więcéj odważę!<br />
+Sądź! tu ukląkł i podał swoje peizaże.<br />
+<!-- Page 227 --><span class='pagenum'><a name="Str_128" id="Str_128">[128]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Telimena sądziła malowania próby</span><br />
+Tonem grzecznéj lecz sztukę znającéj osoby;<br />
+Skąpa w pochwały lecz nieszczędziła zachętu,<br />
+Brawo, rzekła, winszuję, niemało talentu.<br />
+Tylko Pan niezaniedbuj; szczególniéj potrzeba<br />
+Szukać pięknéj natury! O szczęśliwe nieba<br />
+Krajów włoskich! różowe Cezarów ogrody!<br />
+Wy klassyczne Tyburu spadające wody!<br />
+I straszne Pauzylipu skaliste wydroże!<br />
+To Hrabio kraj malarzów! u nas żal się Boże.<br />
+Dziecko muz w Soplicowie oddane na mamki<br />
+Umrze pewnie. Mój Hrabio, oprawię to w ramki,<br />
+Albo w Album umieszczę do rysunków zbiorku,<br />
+Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biorku.<br />
+<br />
+Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach,<br />
+Morskich szumach, i wiatrach wonnych, i skał sczytach,<br />
+Mieszając tu i ówdzie, podróżnych zwyczajem,<br />
+Śmiéch i urąganie się nad oyczystym krajem.<br />
+<br />
+A przecież w około nich ciągnęły się lasy<br />
+Litewskie! tak poważne, i tak pełne krasy! &mdash; <br />
+<!-- Page 228 --><span class='pagenum'><a name="Str_129" id="Str_129">[129]</a></span>
+Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem,<br />
+Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem,<br />
+Leszczyna jak menada z zielonemi berły,<br />
+Ubranemi jak w grona, w orzechowe perły;<br />
+A niżéj dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin,<br />
+Ożyna czarne usta tuląca do malin.<br />
+Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce,<br />
+Jak do tańca stojące panny i młodzieńce,<br />
+W koło pary małżonków. Stoi pośród grona<br />
+Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona<br />
+Wysmukłością kibici i barwy powabem,<br />
+Brzoza biała, kochanka, z małżonkiem swym grabem,<br />
+A daléj jakby starce na dzieci i wnuki<br />
+Patrzą, siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki,<br />
+Tam matrony topole, i mechami brodaty<br />
+Dąb włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty,<br />
+Wspiera się jak na grobów połamanych słupach,<br />
+Na dębów, przodków swoich skamieniałych trupach.<br />
+<br />
+Pan Tadeusz kręcił się nudząc niepomału<br />
+Długą rozmową, w któréj niemogł brać udziału;<br />
+Aż gdy zaczęto sławić cudzoziemskie gaje,<br />
+<!-- Page 229 --><span class='pagenum'><a name="Str_130" id="Str_130">[130]</a></span>
+I wyliczać s kolei wszystkich drzew rodzaje:<br />
+Pomarańcze, cyprysy, oliwki, migdały,<br />
+Kaktusy, aloesy, mahonie, sandały,<br />
+Cytryny, bluszcz, orzechy włoskie, nawet figi,<br />
+Wysławiające ich kształty, kwiaty i łodygi,<br />
+Tadeusz nieprzestawał dąsać się i zżymać,<br />
+Nakoniec niemógł dłużéj od gniewu wytrzymać.<br />
+<br />
+Był on prostak, lecz umiał czuć wdzięk przyrodzenia,<br />
+I patrząc w las ojczysty, rzekł pełen natchnienia:<br />
+&laquo;Widziałem w botanicznym Wileńskim ogrodzie,<br />
+Owe sławione drzewa rosnące na wschodzie<br />
+I na południu, w owéj pięknéj Włoskiej ziemi;<br />
+Któreż równać się może z drzewami naszemi?<br />
+Czy aloes z długiemi jak konduktor pałki?<br />
+Czy cytryna karlica z złocistemi gałki?<br />
+Z liściem lakierowanym krótka i pękata,<br />
+Jako kobieta mała, brzydka, lecz bogata?<br />
+Czy zachwalony cyprys długi, cienki, chudy!<br />
+Co zdaje się być drzewem nie smutku lecz nudy;<br />
+Mówią że bardzo smutnie wygląda na grobie,<br />
+Jest to jak lokaj niemiec we dworskiéj żałobie,<br />
+<!-- Page 230 --><span class='pagenum'><a name="Str_131" id="Str_131">[131]</a></span>
+Nieśmiejący rąk podnieść, ani głowy skrzywić,<br />
+Aby się etykiecie niczém niesprzeciwić.<br />
+<br />
+Czyż nie piękniejsza nasza, poczciwa brzezina,<br />
+Która, jako wieśniaczka kiedy płacze syna<br />
+Lub wdowa męża, ręce załamie, rostoczy<br />
+Po ramionach do ziemi strumienie warkoczy!<br />
+Niema z żalu, postawą jak wymownie szlocha!<br />
+Czemuż Pan Hrabia, jeśli w malarstwie się kocha,<br />
+Niemaluje drzew naszych pośród których siedzi?<br />
+Prawdziwie, będą s Pana żartować sąsiedzi,<br />
+Ze mieszkając na żyznéj Litewskiéj równinie,<br />
+Malujesz tylko jakieś skały i pustynie.<br />
+<br />
+Przyjacielu, rzekł Hrabia! piękne przyrodzenie<br />
+Jest formą, tłem, materyą, a duszą natchnienie<br />
+Które na wyobraźni unosi się skrzydłach,<br />
+Poleruje się gustem, wspiera na prawidłach.<br />
+Niedość jest przyrodzenia, niedosyć zapału,<br />
+Sztukmistrz musi ulecieć w sfery ideału!<br />
+Niewszystko co jest piękne wymalować da się!<br />
+Dowiesz się o tém wszysykiem s książek w swoim czasie.<br />
+<!-- Page 117 --><span class='pagenum'><a name="Str_132" id="Str_132">[132]</a></span>
+Co się tycze malarstwa: do obrazu trzeba<br />
+Punktów widzenia, grupy, ansemblu i nieba,<br />
+Nieba włoskiego! stąd też w kunszcie peizażów,<br />
+Włochy były, są, będą, ojczyzną malarzów.<br />
+Stąd też oprócz Brejgela, lecz nie Van der Helle<br />
+Ale pejzażysty (bo są dwaj Brejgele)<br />
+J oprócz Ruisdalla, na całéj północy<br />
+Gdzież był pejzażysta który pierwszéj mocy?<br />
+<a name="str132_w9"></a>
+Niebios, niebios potrzeba. &mdash; Nasz malarz Orłowski,<br />
+Przerwała Telimena, miał gust Soplicowski.<br />
+(Trzeba wiedzieć że to jest Sopliców choroba,<br />
+Ze im oprócz Ojczyzny nic się niepodoba)<br />
+Orłowski który życie strawił w Peterburku,<br />
+Sławny malarz, (mam jego kilka szkiców w biórku)<br />
+Mieszkał tuż przy Cesarzu, na dworze, jak w raju,<br />
+A nieuwierzy Hrabia jak tęsknił po kraju,<br />
+Lubił ciągle wspominać swéj młodości czasy,<br />
+Wystawiał wszystko w Polszcze: ziemię, niebo, lasy...<br />
+<br />
+I miał rozum, zawołał Tadeusz z zapałem:<br />
+Te państwa niebo Włoskie, jak o niém słyszałem,<br />
+Błękitne, czyste, wszak to jak zamarzła woda;<br />
+<!-- Page 118 --><span class='pagenum'><a name="Str_133" id="Str_133">[133]</a></span>
+Czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda?<br />
+U nas dość głowę podnieść, ileż to widoków!<br />
+Ileż scen i obrazów s saméj gry obłoków!<br />
+Bo każda chmura inna: na przykład jesienna<br />
+Pełźnie jak <span class='err' title='żółw&apos;'>żółw</span> leniwa, ulewą brzemienna,<br />
+I z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi<br />
+Jak rozwite warkocze, to są deszczu strugi.<br />
+Chmura z gradem, jak balon szybko z wiatrem leci<br />
+Krągła, ciemno-błękitna, w środku żółto świeci,<br />
+Szum wielki słychać w koło: nawet te codzienne,<br />
+Patrzcie Państwo, te białe chmurki, jak odmienne!<br />
+Z razu jak stada dzikich gęsi lub łabędzi,<br />
+A s tyłu wiatr jak sokół do kupy je pędzi:<br />
+Ściskają się, grubieją, rosną, nowe dziwy!<br />
+Dostają krzywych karków, rospuszczają grzywy,<br />
+Wysuwają nóg rzędy, i po niebios sklepie<br />
+Przelatują jak tabun rumaków po stepie:<br />
+Wszystkie białe jak srebro, zmieszały się &mdash; nagle<br />
+Z ich karków rosną maszty, z grzyw szerokie żagle,<br />
+Tabun zmienia się w okręt i wspaniale płynie<br />
+Cicho, zwolna, po niebios błękitnéj równinie!<br />
+<!-- Page 119 --><span class='pagenum'><a name="Str_134" id="Str_134">[134]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Hrabia i Telimena poglądali w górę;</span><br />
+Tadeusz jedną ręką pokazał im chmurę,<br />
+A drugą ścisnął zlekka rączkę Telimeny;<br />
+Kilka już upłynęło minut cichéj sceny;<br />
+Hrabia rozłożył papier na swym kapieluszu,<br />
+I wydobył ołówek: wtem przykry dla uszu<br />
+Odezwał się dzwon dworski, i zaraz śród lasu<br />
+Głuchego, pełno było krzyku i hałasu.<br />
+<br />
+Hrabia kiwnąwszy głową, rzekł poważnym tonem:<br />
+Tak to na świecie wszystko los zwykł kończyć dzwonem.<br />
+Rachunki myśli wielkiéj, plany wyobraźni,<br />
+Zabawki niewinności, uciechy przyjaźni,<br />
+Wylania się serc czułych! gdy śpiż zdala ryknie,<br />
+Wszystko miesza się, zrywa, mąci się i niknie!<br />
+Tu obróciwszy czuły wzrok ku Telimenie,<br />
+&laquo;Cóż zostaje?&raquo; a ona mu rzekła: &laquo;wspomnienie&raquo;<br />
+I chcąc Hrabiego nieco ułagodzić smutek,<br />
+Podała mu urwany kwiatek niezabudek.<br />
+Hrabia go ucałował i na pierś przyśpilał,<br />
+Tadeusz z drugiej strony krzak ziela roschylał,<br />
+Widząc że się ku niemu tém zielem przewija<br />
+<!-- Page 120 --><span class='pagenum'><a name="Str_135" id="Str_135">[135]</a></span>
+Coś białego, była to rączka jak lilija:<br />
+Pochwycił ją, całował, i usty po cichu<br />
+Utonął w niéj jak pszczoła w lilii kielichu;<br />
+Uczuł na ustach zimno; znalazł klucz i biały<br />
+Papier w trąbkę zwiniony, był to listek mały;<br />
+Porwał, schował w kieszenie, niewié co klucz znaczy,<br />
+Lecz mu to owa biała kartka wytłumaczy.<br />
+<br />
+Dzwon wciąż dzwonił, i echem i głębi cichych lasów<br />
+Odezwało się tysiąc krzyków i hałasów;<br />
+Odgłos to był szukania i nawoływania,<br />
+Hasło zakończonego na dziś grzybo-brania,<br />
+Odgłos nie smutny wcale, ani pogrzebowy<br />
+Jak się Hrabiemu zdało, owszem obiadowy.<br />
+Dzwon ten w każde południe krzyczący s poddasza,<br />
+Gości i czeladź domu na obiad zaprasza:<br />
+Tak było w dawnych licznych dworach we zwyczaju,<br />
+I zostało się w domu Sędziego. Więc z gaju<br />
+Wychodziła gromada niosąca krobeczki,<br />
+Koszyki, uwiązane końcami chusteczki,<br />
+Pełne grzybów; a panny w jednym ręku niosły<br />
+Jako wachlarz zwiniony, <i>borowik</i> rozrosły,<br />
+<!-- Page 121 --><span class='pagenum'><a name="Str_136" id="Str_136">[136]</a></span>
+W drugim związane razem, jakby polne kwiatki<br />
+<i>Opieńki</i>, i rozlicznéj barwy <i>Surojadki</i>.<br />
+Wojski miał muchomora. S próżnemi przychodzi<br />
+Rękami Telimena, z nią Panicze młodzi.<br />
+<br />
+Goście weszli w porządku i stanęli kołem:<br />
+Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem,<br />
+Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,<br />
+Idąc kłaniał się starcom, damom i młodzieży.<br />
+Obok stał kwestarz; Sędzia tuż przy bernardynie.<br />
+Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie,<br />
+Podano w kolej wódkę, zaczem wszyscy siedli,<br />
+I chołodziec litewski, milczkiem, żwawo jedli.<br />
+<br />
+Obiadowano ciszéj niż się zwykle zdarza,<br />
+Nikt niegadał pomimo wezwań gospodarza.<br />
+Strony biorące udział w wielkiéj o psów zwadzie<br />
+Myśliły o jutrzejszéj walce i zakładzie;<br />
+Myśl wielka zwykle usta do milczenia zmusza.<br />
+Telimena mówiąca wciąż do Tadeusza,<br />
+Musiała ku Hrabiemu nieraz się się odwrócić,<br />
+Nawet na Assessora nieraz okiem rzucić:<br />
+<!-- Page 122 --><span class='pagenum'><a name="Str_137" id="Str_137">[137]</a></span>
+Tak ptasznik patrzy w sidło kędy szczygły zwabia<br />
+I razem w pastkę wróblą. Tadeusz i Hrabia<br />
+Obadwa radzi s siebie, obadwa szczęśliwi,<br />
+Oba pełni nadziei, więc niegadatliwi.<br />
+Hrabia na kwiatek dumne <span class='err' title='opusczczał'>opuszczał</span> wejrzenie<br />
+A Tadeusz ukradkiem spozierał w kieszenie<br />
+Czy ów kluczyk nieuciekł, ręką nawet chwytał<br />
+I kręcił kartkę której dotąd nieprzeczytał.<br />
+Sędzia <span class='err' title='Podkomorzenu'>Podkomorzemu</span> węgrzyna, szampana<br />
+Dolewał, służył pilnie, ściskał za kolana,<br />
+Ale do rozmawiania z nim niemiał ochoty<br />
+I widać, że czuł jakieś tajemne kłopoty.<br />
+<br />
+Przemijały w milczeniu talerze i dania:<br />
+Przerwał nareszcie nudny tok obiadowania<br />
+Gość niespodziany, szybko wpadając gajowy;<br />
+Niezważał nawet że czas właśnie obiadowy,<br />
+Podbiegł do Pana; widać s postawy i z miny<br />
+Że ważnéj, i niezwykłéj jest posłem nowiny.<br />
+Ku niemu oczy całe zwróciło zebranie.<br />
+On odetchnąwszy nieco, rzekł: Niedźwiedź Mospanie!<br />
+Resztę wszyscy odgadli; że zwierz z <i>matecznika</i><br />
+<!-- Page 123 --><span class='pagenum'><a name="Str_138" id="Str_138">[138]</a></span>
+Wyszedł, że w Zaniemieńską puszczę się przemyka,<br />
+Że go trzeba wnet ścigać, wszyscy wraz uznali,<br />
+Choć ani się radzili, ani namyślali &mdash;<br />
+Spólną myśl widać było z uciętych wyrazów,<br />
+Z gestów żywych, z wydanych rozlicznych roskazów,<br />
+Które wychodząc tłumnie, razem z ust tak wielu<br />
+Dążyły przecież wszystkie do jednego celu.<br />
+<br />
+Na wieś! zawołał Sędzia, hej konno, setnika,<br />
+Jutro na brzask obława, lecz na ochotnika;<br />
+Kto wystąpi z osczepem, temu z robocizny<br />
+Wytrącić dwa szarwarki i pięć dni pańszczyzny.<br />
+<br />
+Wskok, krzyknął Podkomorzy, okulbaczyć siwą,<br />
+Dobiedz w cwał do mojego dwom; wziąć co żywo<br />
+<a name="str138_w14"></a>
+Dwie pijawki, które w całej okolicy słyną,<br />
+Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Strapczyną;<br />
+Zakneblować im pyski, zawiązać je w miechu<br />
+J przystawić ie tutaj konno dla pośpiechu.<br />
+&laquo;Wańka! krzyknął na chłopca Assessor po rusku,<br />
+Tasak mój Sanguszkówski pociągnąć na brusku:<br />
+<!-- Page 124 --><span class='pagenum'><a name="Str_139" id="Str_139">[139]</a></span>
+Wiesz, tasak co od Księcia miałem w podarunki;<br />
+Pas opatrzyć, czy kula jest w każdym ładunku.<br />
+&laquo;Strzelby, krzyknęli wszyscy, mieć na pogotowiu.<br />
+Assessor wołał ciągle ołowiu, ołowiu!<br />
+Formę do kul nam w torbie. &mdash; Do Księdza Plebana<br />
+Dać znać, dodał Pan Sędzia, żeby jutro zrana<br />
+Mszę miał w kaplicy leśnéj; króciuchna offerta<br />
+Za myśliwych, msza zwykła świętego Huberta.<br />
+<br />
+Po wydanych roskazach nastało milczenie;<br />
+Każdy dumał i rzucał do koła wejrzenie,<br />
+Jak gdyby kogoś szukał; zwolna wszystkich oczy<br />
+Sędziwa twarz Wojskiego ciągnie i jednoczy:<br />
+Znak to był że szukają na przyszłą wyprawę<br />
+Wodza, i że Wojskiemu oddają buławę.<br />
+Wojski powstał, zrozumiał towarzyszów wolę,<br />
+I uderzywszy ręką poważnie po stole,<br />
+Pociągnął złocistego z zanadrza łańcuszka,<br />
+Na którym wisiał gruby zegarek jak gruszka.<br />
+Jutro rzekł, pół do piątéj, przy leśnéj kaplicy<br />
+Stawią się bracia strzelcy, wiara obławnicy.<br />
+<!-- Page 125 --><span class='pagenum'><a name="Str_140" id="Str_140">[140]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Rzekł i ruszył od stołu, za nim szedł gajowy;</span><br />
+Oni obmyślić mają i urządzić łowy.<br />
+<br />
+Tak wodze gdy na jutro bitwę zapowiedzą,<br />
+Żołnierze po obozie broń czyszczą i jedzą,<br />
+Lub na płaszczach i siodłach śpią próżni kłopotu;<br />
+A wodze śród cichego dumają namiotu.<br />
+<br />
+Przerwał się obiad, dzień sszedł na kowaniu koni,<br />
+Karmieniu psów, zbieraniu i czyszczeniu broni,<br />
+U wieczerzy zaledwo kto przysiadł do stoła;<br />
+Nawet strona Kusego s partyą Sokoła,<br />
+Przestała dawnym wielkim zatrudniać się sporem:<br />
+Pobrawszy się pod ręce Rejent z Assessorem<br />
+Wyszukują ołowiu. Reszta spracowana<br />
+Szła spać wcześnie, żeby przebudzić się z rana.<br />
+</p>
+
+<p style="text-align: center;"><img src="images/ill3.png" alt="Ilustracja"/></p>
+<!-- Page 126 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_141" id="Str_141">[141]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="KSIEGA_CZWARTA" id="KSIEGA_CZWARTA"></a><b>KSIĘGA CZWARTA.</b></h2>
+
+<!-- Page 128 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_143" id="Str_143">[143]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="DYPLOMATYKA" id="DYPLOMATYKA"></a><img src="images/dyplomatyka.png" alt="DYPLOMATYKA I ŁOWY"/></h2>
+
+
+<p style="text-align: center;">TREŚĆ.</p>
+
+<p><span class="tresc">Zjawisko w papilotach budzi Tadeusza &mdash; Zapóźne postrzeżenie omyłki &mdash; Karczma &mdash; Emissaryuz &mdash; Zręczne
+użycie tabakiery zwraca dyskusye
+na właściwą drogę &mdash; Matecznik &mdash; Niedźwiedź &mdash; Niebezpieczeństwo
+Tadeusza i Hrabiego &mdash; Trzy strzały &mdash; Spor Sagalasówki
+s Sangunkówką rosstrzygniony na stronę
+jednorórki Horeszkowskiéj &mdash; Bigos &mdash; Wojskiego
+powieść o pojedynku Dowejki z Domejką,
+przerwana szczuciem kota &mdash; Koniec
+powieści o Dowejce i Domejce.</span></p>
+
+
+<p>
+Rowienniki Litewskich wielkich kniaziów, drzewa<br />
+Białowieży, Switezi, Ponar, Kuszelewa!<br />
+Których cień spadał niegdyś na koronne głowy<br />
+Groźnego Witenesa, Wielkiego Mindowy,<br />
+<!-- Page 129 --><span class='pagenum'><a name="Str_144" id="Str_144">[144]</a></span>
+I Giedymina, kiedy na Ponarskiéj górze<br />
+Przy ognisku myśliwskiem, na niedźwiedziéj skórze<br />
+Leżał, słuchając pieśni mądrego Lizdejki,<br />
+A Wilii widokiem i szumem Wilejki<br />
+<a name="str144_w5"></a>
+Ukołysany marzył o wilku żelaznym;<br />
+I zbudzony, za bogów roskazem wyraźnym<br />
+Zbudował miasto Wilno, które w lasach siedli,<br />
+Jak wilk pośrodku żubrów, dzików i niedźwiedzi.<br />
+S lego to miasta Wilna, jak z Rzymskiéj wilczycy<br />
+Wyszedł Kiejstut i Olgierd i Olgierdowicy,<br />
+Równie myśliwi wielcy jak sławni rycerze,<br />
+Czyli wroga ścigali, czyli dzikie źwierze.<br />
+Sen myśliwski nam odkrył tajnie przyszłych czasów,<br />
+Że Litwie trzeba zawsze żelaza i lasów.<br />
+<br />
+Knieje! do was ostatni przyjeżdżał na łowy<br />
+<a name="str144_w26"></a>
+Ostatni król co nosił kołpak Witoldowy,<br />
+Ostatni z Jagiellonów wojownik szczęśliwy,<br />
+I ostatni na Litwie monarcha myśliwy.<br />
+Drzewa moje ojczyste! jeśli niebo zdarzy<br />
+<span class="omylka" title="Bym was oglądał znowu">Bym wrócił was oglądać</span> przyjaciele starzy,<br />
+Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie?<br />
+<!-- Page 130 --><span class='pagenum'><a name="Str_145" id="Str_145">[145]</a></span>
+Wy, koło których niegdyś pełzałem jak dziecie;<br />
+<a name="str145_w2"></a>
+Czy żyje wielki Baublis, w którego ogromie<br />
+Wiekami wydrążonym jakby w dobrym domie,<br />
+Dwónastu ludzi mogło wieczerzać za stołem?<br />
+<a name="str145_w5"></a>
+Czy kwitnie gaj Mendoga pod farnym kościołem?<br />
+I tam na Ukrainie, czy się dotąd wznosi<br />
+Przed Hołowińskich domem, nad brzegami rosi,<br />
+Lipa tak rozrośniona, że pod jéj cieniami<br />
+Sto młodzieńców, sto panien szło w taniec parami?<br />
+<br />
+Pomniki nasze! ileż co rok was pożera<br />
+Kupiecka, lub rządowa, moskiewska siekiera!<br />
+Nie zostawia przytułku, ni leśnym śpiewakom,<br />
+Ni wieszczom, którym cień wasz tak miły jak ptakom.<br />
+Wszak lipa Czarnolaska, na głos Jana czuła,<br />
+<a name="str145_w15"></a>
+Tyle rymów natchnęła! wszak ów dąb gaduła.<br />
+Kozackiemu wieszczowi tyle cudów śpiewa!<br />
+<br />
+Ja ileż wam winienem o domowe drzewa!<br />
+Błahy strzelce uchodząc szyderstw towarzyszy,<br />
+Za chybioną źwierzynę, ileż w waszéj ciszy<br />
+Upolowałem dumań, gdy w dzikim ostępie<br />
+<!-- Page 131 --><span class='pagenum'><a name="Str_146" id="Str_146">[146]</a></span>
+Zapomniawszy o łowach usiadłem na kępie,<br />
+A koło mnie srebrzył się, tu mech siwobrody,<br />
+Zlany granatem czarnéj, zgniecionéj jagody,<br />
+A tam się czerwieniły wrzosiste pagórki,<br />
+Strojne w brusznice, jakby w koralów paciorki &mdash;<br />
+W około była ciemność; gałęzie u góry<br />
+Wisiały jak zielone, gęste, niskie chmury,<br />
+Wicher kędyś nad sklepem szalał nieruchomym,<br />
+Jękiem, szumami, wyciem, łoskotami, gromem:<br />
+Dziwny, odurzający hałas! mnie się zdało<br />
+Że tam nad głową morze wiszące szalało.<br />
+<br />
+Na dole jak ruiny miast: tu wywrót dębu<br />
+Wysterka z ziemi, nakształt ogromnego zrębu,<br />
+Na nim oparte jak ścian i kolumn obłamy,<br />
+Tam gałęziste kłody, tu wpół zgniłe tramy,<br />
+Ogrodzone parkanem traw: w środek tarasu<br />
+Zajrzeć straszno, tam siedzą gospodarze lasu,<br />
+Dziki, niedźwiedzie, wilki; u wrót leżą kości<br />
+Na pół zgryzione, jakichś nieostrożnych gości.<br />
+Czasem wymkną się w górę przez trawy zielenie<br />
+Jakby dwa wodotryski, dwa rogi jelenie,<br />
+<!-- Page 132 --><span class='pagenum'><a name="Str_147" id="Str_147">[147]</a></span>
+I mignie między drzewu zwierz żółtawym pasem,<br />
+Juk promień kiedy wpadłszy, gaśnie między lasem.<br />
+<br />
+I znowu cichość w dnie. Dzięcioł na jedlinie,<br />
+Stuka z lekka i daléj odlatuje, ginie,<br />
+Schował się, ale dziobem nieprzestaje pukać,<br />
+Jak dziecko gdy schowane, woła by go szukać.<br />
+Bliżéj siedzi wiewiórka, orzech w łapkach trzyma.<br />
+Gryzie go; zawiesiła kitkę nad oczyma,<br />
+Jak pióro nad szyszakiem u kirasyera;<br />
+Chociaż tak osłoniona, do koła spoziera,<br />
+Dostrzegłszy gościa skacze gajów tanecznica,<br />
+Z drzew na drzewa, miga się jako błyskawica;<br />
+Nakoniec w niewidzialny otwór pnia przepada,<br />
+Jak wracająca w drzewo rodzime Driada.<br />
+Znowu cicho.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 7em;">W tém gałąź wstrzęsła się trącona,</span><br />
+I pomiędzy jarzębin rozsunione grona,<br />
+Kraśniejsze od jarzębin zajaśniały lica,<br />
+To jagod lub orzechów zbieraczka dziewica;<br />
+W krobeczce s prostéj kory, podaje zebrane<br />
+<!-- Page 133 --><span class='pagenum'><a name="Str_148" id="Str_148">[148]</a></span>
+Bruśnice świeże, jako jéj usta rumiane;<br />
+Obok młodzieniec idzie, leszczynę nagina,<br />
+Chwyta w lot migające orzechy dziewczyna.<br />
+<br />
+W tém usłyszeli odgłos rogów i psów granie,<br />
+Zgadują że się ku nim zbliża polowanie,<br />
+J pomiędzy gałęzi gęstwę, pełni trwogi<br />
+Zniknęli nagle z oczu, jako <span class='err' title='lesne'>leśne</span> bogi.<br />
+<br />
+W Soplicowie ruch wielki: lecz ni psów hałasy,<br />
+Ani rżące rumaki, skrzypiące kolasy,<br />
+Ni odgłos trąb dających hasło polowania,<br />
+Nie mogły Tadeusza wyciągnąć s posłania;<br />
+Ubrany padłszy w łóżko, spał jak bobak w norze.<br />
+Nikt z młodzieży niemyślił szukać go po dworze,<br />
+Każdy sobą zajęty, śpieszył gdzie kazano:<br />
+O towarzyszu sennym całkiem zapomniano.<br />
+<br />
+On chrapał: słońce w otwór, co śród okienicy<br />
+Wyrżnięty był w kształt serca, wpadło do ciemnicy<br />
+Słupem ognistym, prosto sennemu na czoło;<br />
+On jeszcze chciał zadrzemać i kręcił się w koło<br />
+<!-- Page 134 --><span class='pagenum'><a name="Str_149" id="Str_149">[149]</a></span>
+Chroniąc się blasku, nagle usłyszał stuknienie,<br />
+Przebudził się; wesołe było przebudzenie.<br />
+Czuł się rzeźwym jak ptaszek, z lekkością oddychał,<br />
+Czuł się szczęśliwym, sam się do siebie uśmiechał:<br />
+Myśląc o wszystkiém co mu wczora się zdarzyło,<br />
+Rumienił się, i wzdychał, i serce mu biło.<br />
+<br />
+Spojrzał w okno, o dziwy! w promieni przezroczu,<br />
+W owém sercu, błyszczało dwoje jasnych oczu,<br />
+Szeroko otworzonych, jak zwykle wejrzenie<br />
+Kiedy z jasności dziennéj przedziera się w cienie;<br />
+Ujrzał i małą rączkę, niby wachlarz z boku<br />
+Nadstawioną ku słońcu dla ochrony wzroku,<br />
+Palce drobne zwrócone na światło różowe,<br />
+Czerwieniły się na wskroś jakby rubinowe;<br />
+Usta widział ciekawe, rostulone nieco,<br />
+I ząbki, co jak perły śród koralów świecą,<br />
+I lica, choć od słońca zasłaniane dłonią<br />
+Różową, same całe jak róże się płonią.<br />
+<br />
+Tadeusz spał pod oknem; sam ukryty w cieniu<br />
+Leżąc nawznak cudnemu dziwił się zjawieniu,<br />
+<!-- Page 135 --><span class='pagenum'><a name="Str_150" id="Str_150">[150]</a></span>
+I miał je tuż nad sobą, ledwie nie na twarzy,<br />
+Nie wiedział czy to jawa, czyli mu się marzy<br />
+Jedna s tych miłych, jasnych twarzyczek dziecinnych,<br />
+Które pomnim widziane we śnie lat niewinnych.<br />
+Twarzyczka schyliła się &mdash; ujrzał, drżąc z bojaźni<br />
+I radości, niestety! ujrzał najwyraźniéj,<br />
+Przypomniał, poznał włos ów krótki, jasnozłoty,<br />
+W drobne, jako śnieg białe, zwity papiloty,<br />
+Niby srebrzyste strączki, co od słońca blasku<br />
+Świeciły się jak korona na świętych obrasku.<br />
+<br />
+Zerwał się; i widzenie zaraz uleciało<br />
+Przestraszone łoskotem i czekał, niewracało!<br />
+Tylko usłyszał znowu trzykrotne stukanie<br />
+I słowa: &laquo;Niech Pan wstaje, czas na polowanie.<br />
+Pan zaspał.&raquo; Skoczył z łóżka i obu rękami<br />
+Pchnął okienicę, że aż trzasła zawiasami<br />
+I rozwarłszy się w obie uderzyła ściany;<br />
+Wyskoczył, patrzył w koło, zdumiony, zmieszany,<br />
+Nie niewidział, nie dostrzegł niczyjego śladu:<br />
+Niedaleko od okna był parkan od sadu,<br />
+Na nim chmielowe liście i kwieciste wieńce<br />
+<!-- Page 136 --><span class='pagenum'><a name="Str_151" id="Str_151">[151]</a></span>
+Chwiały się; czy je lekkie potrąciły ręce?<br />
+Czy wiatr ruszył? Tadeusz długo patrzył na nie,<br />
+Nieśmiał iść w ogród: tylko wsparł się na parkanie,<br />
+Oczy podniósł, i s palcem do ust przyciśnionym<br />
+Kazał sam sobie milczeć, by słowem kwapioném<br />
+Nie rozerwał myślenia; potém w czoło stukał,<br />
+Niby do wspomnień dawnych uśpionych w niém pukał,<br />
+Nakoniec gryząc palce do krwi się zadrasnął,<br />
+I na cały głos &mdash; dobrze, dobrze mi tak! &mdash; wrzasnął.<br />
+<br />
+We dworze, gdzie przed chwilą tyle było krzyku,<br />
+Teraz pusto i głucho, jak na mogilniku:<br />
+Wszyscy ruszyli w pole; Tadeusz nadstawił<br />
+Uszu, i ręce do nich jak trąbki przyprawił,<br />
+Słuchał, aż mu wiatr przyniósł wiejący od puszczy,<br />
+Odgłosy trąb i wrzaski polującej tłuszczy.<br />
+<br />
+Koń Tadeusza w stajni czekał osiodłany,<br />
+Wziął więc flintę, skoczył nań, i jak opętany<br />
+Pędził ku karczmom które stały przy kaplicy.<br />
+Kędy mieli się rankiem zebrać obławnicy.<br />
+<!-- Page 231 --><span class='pagenum'><a name="Str_152" id="Str_152">[152]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Dwie chyliły się karczmy po dwóch stronach drogi,</span><br />
+Oknami wzajem sobie grożące jak wrogi;<br />
+Stara należy s prawa do zamku dziedzica,<br />
+Nową na złość zamkowi postawił Soplica.<br />
+W tamtéj, jak w swém dziedzictwie rej wodził Gerwazy,<br />
+W téj najwyższe za stołem brał miejsce Protazy.<br />
+<br />
+Nowa karczma niebyła ciekawa s pozoru.<br />
+Stara wedle dawnego zbudowana wzoru,<br />
+Który był wymyślony od Tyryjskich cieśli,<br />
+A potém go żydowie po świecie roznieśli:<br />
+Rodzaj architektury, obcym budowniczym<br />
+Wcale nieznany; my go od żydów dziedziczym.<br />
+<br />
+Karczma s przodu jak korab', s tyłu jak świątynia:<br />
+Korab', istna Noego czworogranna skrzynia,<br />
+Znany dziś pod prostackiém nazwiskiem stodoły;<br />
+Tam różne są zwierzęta, konie, krowy, woły,<br />
+Kozy brodate; w górze zaś ptastwa gromady,<br />
+I płazów choć po parze, są też i owady.<br />
+Część tylnia nakształt dziwnéj świątyni stawiona<br />
+Przypomina s pozoru ów gmach Salomona,<br />
+<!-- Page 232 --><span class='pagenum'><a name="Page_153" id="Page_153">[153]</a></span>
+Który pierwsi ćwiczeni w budowań rzemieśle<br />
+Hiramscy na Syonie wystawili cieśle.<br />
+Żydzi go naśladują dotąd we swych szkołach,<br />
+A szkoł rysunek widny w karczmach i stodołach.<br />
+Dach z dranic i ze słomy, śpiczasty, zadarty,<br />
+Pogięty jako kołpak żydowski podarty.<br />
+Ze szczytu wytryskują krużganku krawędzie,<br />
+Oparte na drewnianym licznych kolumn rzędzie;<br />
+Kolumny, co jest wielkie architektów dziwo,<br />
+Trwałe, chociaż wpół zgniłe, i stawione krzywo<br />
+Jaków wieży Pizańskiej, nie podług modelów<br />
+Greckich, bo są bez podstaw i bez kapitelów.<br />
+Nad kolumnami biegą wpółokrągłe łuki,<br />
+Także z drzewa, gotyckiéj naśladowstwo sztuki.<br />
+Z wierzchu ozdoby sztuczne, nie rylcem, nie dłótem,<br />
+Ale zręcznie ciesielskim wyrzezane sklutem,<br />
+Krzywe jak szabasowych ramiona świeczników;<br />
+Na końcu wiszą gałki, cóś nakształt guzików,<br />
+Które żydzi modląc się na łbach zawieszają,<br />
+I które po swojemu, cyces nazywają.<br />
+Słowem zdaleka karczma chwiejąca się, krzywa,<br />
+Podobna jest do żyda, gdy się modląc kiwa;<br />
+<!-- Page 233 --><span class='pagenum'><a name="Str_154" id="Str_154">[154]</a></span>
+Dach jak czapka, jak broda strzecha rostrzęśniona,<br />
+<span class='err' title='Sciany'>Ściany</span> dymne i brudne jak czarna opona,<br />
+A s przodu rzeźba sterczy jak cyces na czole.<br />
+<br />
+W środku karczmy jest podział jak w żydowskiéj szkole,<br />
+Jedna część pełna izbic ciasnych i podłużnych,<br />
+Służy dla dam wyłącznie i panów podróżnych;<br />
+W drugiéj ogromna sala. Koło każdéj ściany<br />
+Ciągnie się wielonożny stół wąski drewniany,<br />
+Przy nim stołki choć niższe, podobne do stoła,<br />
+Jako dzieci do ojca.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 10.5em;">Na stołkach do koła</span><br />
+Siedziały chłopy, chłopki, tudzież szlachta drobna<br />
+Wszyscy rzędem; ekonom sam siedział z osobna.<br />
+Po rannéj mszy s kaplicy, że była niedziela,<br />
+Zabawić się i wypić przyszli do Jankiela.<br />
+Przy każdym już szumiała siwą wódką czarka,<br />
+Po nad wszystkimi z butlą biegała szynkarka.<br />
+W środku arędarz Jankiel, w długim aż do ziemi<br />
+Szarafanie zapiętym haftkami srebrnemi,<br />
+Rękę jedną za czarny pas jedwabny wsadził,<br />
+<!-- Page 234 --><span class='pagenum'><a name="Str_155" id="Str_155">[155]</a></span>
+Drugą poważnie sobie siwą brodę gładził;<br />
+Rzucając w koło okiem roskazy wydawał,<br />
+Witał wchodzących gości, przy siedzących stawał<br />
+Zagajając rozmowę, kłótliwych zagadzał,<br />
+Lecz nie służył nikomu; tylko się przechadzał.<br />
+Żyd stary i powszechnie znany s poczciwości,<br />
+Od lat wielu dzierżawił karczmę, a nikt z włości<br />
+Nikt ze szlachty niezaniosł nań skargi do dworu;<br />
+O cóż skarżyć? miał trunki dobre do wyboru,<br />
+Rachował się ostróżnie lecz bez oszukaństwa,<br />
+Ochoty niezabraniał, nie cierpiał pijaństwa:<br />
+Zabaw wielki miłośnik; u niego wesele<br />
+I chrzciny obchodzono; on w każdą niedzielę<br />
+Kazał do siebie ze wsi przychodzić muzyce,<br />
+Przy któréj i basetla była i kozice.<br />
+<br />
+Muzykę znał, sam słynął muzycznym talentem;<br />
+S cymbałami, narodu swego instrumentem,<br />
+Chadzał niegdyś po dworach i graniem zdumiewał<br />
+I pieśniami, bo biegle i uczenie śpiewał.<br />
+Chociaż żyd dosyć czystą miał polską wymowę,<br />
+Szczególniéj zaś polubił pieśni narodowe;<br />
+<!-- Page 235 --><span class='pagenum'><a name="Str_156" id="Str_156">[156]</a></span>
+Przywoził mnóstwo s każdéj za Niemen wyprawy,<br />
+<a name="str156_w2"></a>
+Kołomyjek z Halicza, mazurów z Warsznwy;<br />
+Wieść, niewiem czyli pewna, w całéj okolicy<br />
+Głosiła, że on pierwszy przywiózł z zagranicy<br />
+I upowszechnił wówczas, w tamecznym powiecie,<br />
+Ową piosenkę, sławną dziś na całym świecie,<br />
+A którą po raz pierwszy na ziemi <span class='err' title='Auzonow'>Auzonów</span><br />
+Wygrały Włochom polskie trąby legionów.<br />
+Talent <span class='err' title='spiewania'>śpiewania</span> bardzo na Litwie popłaca,<br />
+Jedna miłość u ludzi, wsławia i wzbogaca:<br />
+Jankiel zrobił majątek; syt zysków i chwały<br />
+Zawiesił dźwięcznostronne na <span class='err' title='scianie'>ścianie</span> cymbały;<br />
+Osiadłszy z dziećmi w karczmie, zatrudniał się szynkiem,<br />
+Przy tém w pobliskiém mieście był też podrabinkiem,<br />
+A zawsze miłym wszędzie gościem, i domowym<br />
+<a name="str156_w16"></a>
+Doradzcą; znał się dobrze na handlu zbożowym,<br />
+Na wicinnym: potrzebna jest znajomość taka<br />
+Na wsi. &mdash; Miał także sławę dobrego Polaka.<br />
+<br />
+On pierwszy zgodził kłótnie często nawet krwawe<br />
+Między dwiema karczmami, obie wziął w dzierżawę;<br />
+Szanowali go równie i starzy stronnicy<br />
+<!-- Page 236 --><span class='pagenum'><a name="Str_157" id="Str_157">[157]</a></span>
+Horeszkowscy i słudzy sędziego Soplicy.<br />
+On sam powagę umiał utrzymać nad groźnym<br />
+Klucznikiem Horeszkowskim i kłotliwym Woźnym;<br />
+Przed Jankielem tłumili dawne swe urazy,<br />
+Gerwazy groźny ręką, językiem Protazy.<br />
+<br />
+Gerwazego niebyło; ruszył na obławę,<br />
+Niechcąc aby tak ważną i trudną wyprawę<br />
+Odbył sam Hrabia, młody i niedoświadczony;<br />
+Poszedł więc z nim dla rady, tudzież dla obrony.<br />
+<br />
+Dziś miejsce Gerwazego najdalsze od progu,<br />
+Między dwiema ławami, w samym karczmy rogu,<br />
+<a name="str157_w12"></a>
+Zwane <i>pokuciem</i>, kwestarz ksiądz Robak zajmował;<br />
+Jankiel go tam posadził; widać że szanował<br />
+Wysoko Bernardyna, bo skoro dostrzegał<br />
+Ubytek w jego szklance, natychmiast podbiegał<br />
+I roskazał dolewać lipcowego miodu.<br />
+Słychać, że z Bernardynem znali się za młodu<br />
+Kędyś tam w cudzych krajach. Robak często chadzał<br />
+Nocą do karczmy, tajnie z żydem się naradzał<br />
+O ważnych rzeczach; słychać było że towary<br />
+<!-- Page 237 --><span class='pagenum'><a name="Str_158" id="Str_158">[158]</a></span>
+Ksiądz przemycał, lecz potwarz to niegodna wiary.<br />
+<br />
+Robak wsparty na stole, wpółgłośno rosprawiał,<br />
+Tłum szlachty go otaczał i uszy nadstawiał,<br />
+I nosy ku księdzowskiéj chylił tabakierze;<br />
+Brano z niéj, i kichała szlachta jak możdzerze.<br />
+<br />
+&laquo;Rewerendissime, rzekł kichnąwszy Skołuba,<br />
+To mi tabaka, co to idzie aż do czuba;<br />
+Od czasu jak nos dźwigam (tu głasnął nos długi)<br />
+Takiéj niezażywałem (tu kichnął raz drugi)<br />
+Prawdziwa Bernardynka, pewnie s Kowna rodem,<br />
+Miasta sławnego w świecie tabaką i miodem.<br />
+Byłem tam lat już &mdash; Robak przerwał mu &laquo;na zdrowie<br />
+Wszystkim Waszmościom, moi Mościwi Panowie;<br />
+Co się tabaki tyczy, hem, ona pochodzi<br />
+Z dalszéj strony niż myśli Skołuba Dobrodziéj;<br />
+Pochodzi z Jasnéj Góry; Xiężą Paulinowie<br />
+Tabakę taką robią w mieście Częstochowie,<br />
+Kędy jest obraz tylu cudami wsławiony,<br />
+Bogarodzicy Panny, Królowéj korony<br />
+Polskiéj; zowią ją dotąd i Księżną Litewską!<br />
+<!-- Page 238 --><span class='pagenum'><a name="Str_159" id="Str_159">[159]</a></span>
+Koronęć jeszcze dotąd piastuje królewską,<br />
+Lecz na Litewskiém Księstwie teraz syzma siedzi!&raquo;<br />
+&mdash; S Częstochowy? rzekł Wilbik, byłem tam w spowiedzi,<br />
+Kiedym na odpust chodził lat temu trzydzieście;<br />
+Czy to prawda że Francuz gości teraz w mieście,<br />
+Że chce kościół rozwalać, i skarbiec zabierze,<br />
+Bo to wszystko w Litewskim stoi Kurierze?<br />
+&mdash; Nieprawda rzekł Bernardyn, nie, Pan Najjaśniejszy<br />
+Napoleon katolik jest najprzykładniejszy;<br />
+Wszak go papież namaścił, żyją s sobą w zgodzie<br />
+I nawracają ludzi w francuskim narodzie,<br />
+Który się trochę popsuł; prawda s Częstochowy<br />
+Oddano wiele srebra na skarb narodowy<br />
+Dla Ojczyzny, dla Polski, sam Pan Bóg tak <span class='err' title='także'>każe</span>,<br />
+Skarbcem Ojczyzny zawsze są jego ołtarze;<br />
+Wszakże w Warszawskiém Księstwie mamy sto tysięcy<br />
+Wojska polskiego, może wkrótce będzie więcéj,<br />
+A któż wojsko opłaci? czy nie wy Litwini,<br />
+Wy tylko grosz dajecie do Moskiewskiéj skrzyni.<br />
+&mdash; Kat by dał, krzyknął Wilbik, gwałtem od nas biorą.<br />
+&mdash; Oj dobrodzieju, chłopek ozwał się s pokorą,<br />
+Pokłoniwszy się księdzu i skrobiąc się w głowę,<br />
+<!-- Page 239 --><span class='pagenum'><a name="Str_160" id="Str_160">[160]</a></span>
+Już to szlachcie, to jeszcze bieda przez połowę,<br />
+Lecz nas drą jak na łyka &mdash; Cham, Skołuba krzyknął,<br />
+Głupi, tobieć to lepiéj, tyś chłopie przywyknął<br />
+Jak węgórz do odarcia; lecz nam <i>urodzonym</i>,<br />
+Nam wielmożnym, do złotych swobód wzwyczajonym!<br />
+Ach bracia! wszak to dawniéj szlachcic na zagrodzie!<br />
+&mdash; (Tak, tak, krzyknęli wszyscy: rowny wojewodzie!)<br />
+Dziś nam szlachectwa przeczą, każą nam drabować<br />
+Papiery, i szlachectwa papierem probować.<br />
+&mdash; Jeszcze Waszeci mniejsza, zawołał Juraha,<br />
+Waszeć s pradziadów chłopów uszlachcony szlaha,<br />
+Ale ja, s kniaziów! pytać u mnie o patenta,<br />
+Kiedym został szlachcicem? sam Bóg to pamięta!<br />
+Niechaj Moskal w las idzie pytać się dębiny<br />
+Kto jéj dał patent rosnąć nad wszystkie krzewiny.<br />
+&mdash; Kniaziu, rzekł Żagiel, świeć Waść baki lada komu,<br />
+Tu znajdziesz pono mitry i w niejednym domu,<br />
+&mdash; Waść ma krzyż w herbie, wołał Podhajski, to skryta<br />
+Aluzya, że w rodzie bywał neofita.<br />
+&mdash; Fałsz, przerwał Birbarz, przecież ja s tatarskich Hrabiów<br />
+Pochodzę, a mam krzyże nad herbem korabiów.<br />
+&mdash; Poraj, krzyknął Mickiewicz, z mitrą w polu złotém,<br />
+<!-- Page 240 --><span class='pagenum'><a name="Str_161" id="Str_161">[161]</a></span>
+Herb Książęcy, Stryjkowski gęsto pisze o tém.<br />
+<br />
+Za czém wielkie powstały w całéj karczmie szmery;<br />
+Ksiądz Bernardyn uciekł się do swéj tabakiery,<br />
+W koléj częstował mówców, gwar zaraz ucichnął,<br />
+Każdy zażył przez grzeczność i kilkakroć kichnął;<br />
+Bernardyn korzystając s przerwy, mówił dalej:<br />
+&mdash; Oj wielcy ludzie od téj tabaki kichali!<br />
+Czy uwierzycie Państwo, że s téj tabakiery,<br />
+Pan jenerał Dąbrowski zażył razy cztery?<br />
+&mdash; Dąbrowski? zawołali &mdash; Tak, tak, on jenerał;<br />
+Byłem w obozie gdy on Gdańsk Niemcom odbierał<br />
+Miał coś pisać, bojąc się ażeby nie zasnął,<br />
+Zażył, kichnął, dwakroć mię po ramieniu klasnął;<br />
+Księże Robaku mówił, Księże Bernardynie,<br />
+Obaczymy się w Litwie może nim rok minie,<br />
+Powiedz <span class='err' title='Liwinom'>Litwinom</span> niech mnie czekają s tabaką<br />
+Częstochowską, niebiorę innéj tylko taką.<br />
+<br />
+Mowa Księdza wzbudziła takie zadziwienie,<br />
+Taką radość, że całe huczne zgromadzenie<br />
+Milczało chwilę; potem napół ciche słowa<br />
+<!-- Page 137 --><span class='pagenum'><a name="Str_162" id="Str_162">[162]</a></span>
+Powtarzano: tabaka s Polaki? Częstochowa?<br />
+Dąbrowski? z ziemi włoskiéj? aż nakoniec razem.<br />
+Jakby myśl z myślą, wyraz sam zbiegł się z wyrazem,<br />
+Wszyscy jednogłośnie jak na dane hasło<br />
+Krzyknęli: Dąbrowskiego! wszystko razem wrzasło,<br />
+Wszystko się uścisnęło: chłop s tatarskim Hrabią,<br />
+Mitra s Krzyżem, Poraje z Gryfem i s Korabią;<br />
+Zapomnieli wszystkiego, nawet Bernardyna,<br />
+Tylko śpiewali krzycząc: wódki, miodu, wina!<br />
+<br />
+Długo się przysłuchiwał Ksiądz Robak piosence,<br />
+Nakoniec chciał ją przerwać; wziął w obiedwie ręce<br />
+Tabakierkę, kichaniem melodyę zmieszał,<br />
+I nim się nastroili, tak mówić pośpieszał:<br />
+Chwalicie mą tabakę Mości Dobrodzieje,<br />
+Obaczcież co się wewnątrz tabakierki dzieje.<br />
+Tu wycierając chustką zabrudzone denko,<br />
+Pokazał malowaną armią malenką<br />
+Jak roj much; w środku jeden człowiek na rumaku,<br />
+Wielki jako chrząszcz, siedział, pewnie wódz orszaku;<br />
+Spinał konia jak gdy by chciał skakać w niebiosa,<br />
+Jednę rękę na cuglach, drugą miał u nosa:<br />
+<!-- Page 138 --><span class='pagenum'><a name="Str_163" id="Str_163">[163]</a></span>
+Przypatrzcie się, rzekł Robak, tej groźnéj postawie,<br />
+Zgadnijcie czyja? &mdash; Wszyscy patrzyli ciekawie, &mdash;<br />
+Wielki to człowiek, Cesarz, ale nie Moskali,<br />
+Ich Carowie tabaki nigdy niebierali.<br />
+&mdash; Wielki człowiek, zawołał Cydzlk, a w kapocie?<br />
+Ja myśliłem że wielcy ludzie chodzą w złocie,<br />
+Bo u Moskałów lada jenerał Mospanie,<br />
+To tak świeci się w złocie, jak szczupak w szafranie;<br />
+&mdash; Ba, przerwał Rymsza; przecież widziałem za młodu<br />
+Kościuszkę, naczelnika naszego narodu:<br />
+Wielki człowiek! a chodził w krakowskiéj sukmanie,<br />
+To jest czamarce; &mdash; w jakiéj czamarce, Mospanie?<br />
+Odparł Wilbik, to przecież zwano taratatką;<br />
+&mdash; Ale tamta s fręzlumi, ta jest całkiem gładką,<br />
+Krzyknął Mickiewicz; &mdash; za tém wszczynały się swary<br />
+O rożnych taratatki kształtach i czamary.<br />
+<br />
+Przemyślny Robak widząc, że się tak rospryska<br />
+Rozmowa, jął ją znowu zbierać do ogniska,<br />
+Do swojéj tabakiery; częstował, kichali,<br />
+Życzyli sobie zdrowia, on rzecz ciągnął daléj:<br />
+&mdash; Gdy Cesarz Napoleon w potyczce zażywa<br />
+<!-- Page 139 --><span class='pagenum'><a name="Str_164" id="Str_164">[164]</a></span>
+Raz po raz, to znak pewny że bitwę wygrywa:<br />
+Na przykład pod Austerlic; Francuzi tak stali<br />
+Z armatami, a na nich biegła ćma Moskali;<br />
+Cesarz patrzył i milczał; co Francuzi strzelą,<br />
+To Moskale półkami jak trawa się ścielą.<br />
+Półk za półkiem cwałował i spadał s kulbaki;<br />
+Co półk spadnie, to Cesarz zażyje tabaki;<br />
+Aż w końcu Alexander ze swoim braciszkiem<br />
+Konstantym, i z niemieckim cesarzem Franciszkiem,<br />
+W nogi s pola; więc Cesarz widząc że po walce,<br />
+Spojrzał na nich, zaśmiał się i otrząsnął palce.<br />
+Otoż jeśli kto s Panów coście tu <span class='err' title='przypomni'>przytomni</span><br />
+Będzie w wojsko Cesarza, niech to sobie wspomni.<br />
+<br />
+Ach! zawołał Skołuha, mój księże kwestarzu!<br />
+Kiedyż to będzie! wszak to ile w kalendarzu<br />
+Jest świąt, na każde święto Francuzów nam wróżą,<br />
+Wygląda człek, wygląda, aż się oczy mrożą,<br />
+A Moskal jak nas trzymał, tak trzyma za szyję,<br />
+Pono nim słońce wnidzie, rosa oczy <span class='err' title='wyjje'>wyje</span>.<br />
+<br />
+Mospanie, rzekł Bernardyn, babska rzecz narzekać,<br />
+<!-- Page 140 --><span class='pagenum'><a name="Str_165" id="Str_165">[165]</a></span>
+A żydowska rzecz ręce założywszy czekać<br />
+Nim kto w karczmę zajedzie i do drzwi zapuka;<br />
+Z Napoleonem pobić Moskalów nie sztuka.<br />
+Już ci on Szwabom skórę trzy razy wymłócił,<br />
+Brzydkie Prusactwo zdeptał, Anglików wyrzucił<br />
+Het za morze, Moskalom zapewne wygodzi;<br />
+Ale co stąd wyniknie, wié Asan Dobrodziej?<br />
+Oto szlachta Litewska wtenczas na koń wsiędzie<br />
+I szable weźmie, kiedy bić się s kim nie będzie;<br />
+Napoleon sam wszystkich pobiwszy, nareszcie<br />
+Powie, obejdę się ja bez was, kto jesteście?<br />
+Więc nie dość gościa czekać, nie dość i zaprosić,<br />
+Trzeba czeladkę zebrać i stoły pownosić,<br />
+A przed ucztą potrzeba dom oczyścić s śmieci,<br />
+Oczyścić dom powtarzam, oczyścić dom, dzieci!<br />
+Nastąpiło milczenie, potém głosy w tłumie:<br />
+Jakże to dom oczyścić, jakto ksiądz rozumie?<br />
+Już ci my wszystko zrobim, na wszystko gotowi,<br />
+Tylko niech Ksiądz Dobrodziéj, jaśniéj się wysłowi.<br />
+<br />
+Ksiądz poglądał za okno, przerwawszy rozmowę,<br />
+Ujrzał coś ciekawego, z okna wytknął głowę,<br />
+<!-- Page 141 --><span class='pagenum'><a name="Str_166" id="Str_166">[166]</a></span>
+Po chwili rzekł powstając: dziś czasu niemamy,<br />
+Potém o tém obszerniéj s sobą pogadamy;<br />
+Jutro będę dla sprawy w powiatowém mieście<br />
+J do Waszmościów z drogi zajadę po kweście.<br />
+<br />
+Niech też do Niehrymowa Ksiądz na nocleg zdąży,<br />
+Rzekł Ekonom, rad będzie Księdzu Pan Chorąży;<br />
+Wszakże na Litwie stare powiada przysłowie:<br />
+Szczęśliwy człowiek, jako kwestarz w Niehrymowie!<br />
+I do nas rzekł Zubkowski, wstąp jeżeli łaska,<br />
+Znajdzie się tam półsztuczek płótna, masła faska,<br />
+Baran lub krówka, wspomnij księże na te słowa:<br />
+Szczęśliwy człowiek, trafił, jak ksiądz do Zubkowa,<br />
+I do nas rzekł Skołuba, do nas Terajewicz,<br />
+Żaden Bernardyn głodny nie wyszedł s Pucewicz.<br />
+Tak cała szlachta prośbą i obietnicami<br />
+Przeprowadzała Księdza; on już był za drzwiami.<br />
+<br />
+On już pierwéj przez okno ujrzał Tadeusza<br />
+Który leciał gościńcem, w cwał, bez kapelusza,<br />
+Z głową schyloną, bladém, posępném obliczem,<br />
+A konia ustawicznie bódł i kropił biczem.<br />
+<!-- Page 142 --><span class='pagenum'><a name="Str_167" id="Str_167">[167]</a></span>
+Ten widok bardzo Księdza Bernardyna zmieszał,<br />
+Więc za młodzieńcem kroki szybkiemi pośpieszał<br />
+Do wielkiéj pusczy, która jako oko sięga<br />
+Czerniła się na całym brzegu widnokręga.<br />
+<br />
+Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy,<br />
+Aż do samego środka, do jądra gęstwiny?<br />
+Rybak ledwie u brzegów nawiedza dno morza;<br />
+Myśliwiec krąży koło puszcz litewskich łoża,<br />
+Zna je ledwie po wierzchu, ich postać, ich lice,<br />
+Lecz obce mu ich wnętrzne serca tajemnice:<br />
+Wieść tylko albo bajka wié co się w nich dzieje.<br />
+Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,<br />
+Trafisz w głębi na wielki wał pniów, kłod, korzeni,<br />
+Obronny trzęsawicą, tysiącem strumieni<br />
+I siecią zielsk zarosłych, i kopcami mrowisk,<br />
+Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.<br />
+Gdybyś i te zapory zmógł nadludzkiem męztwem,<br />
+Daléj spotkać się z większém masz niebezpieczeństwém;<br />
+Daléj co krok czychaja, niby wilcze doły,<br />
+Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,<br />
+Tak głębokie że ludzie dna ich niedośledzą,<br />
+<!-- Page 143 --><span class='pagenum'><a name="Str_168" id="Str_168">[168]</a></span>
+(Wielkie jest podobieństwo że djabły tam siedzą)<br />
+Woda tych studni sklni się, plamista rdzą krwawą,<br />
+A z wnętrza ciągle dymi zionąc woń plugawą,<br />
+Od któréj drzewa w koło tracą liść i korę;<br />
+Łyse, skarłowaciałe, robaczliwe, chore,<br />
+Pochyliwszy konary mchem kołtunowate,<br />
+I pnie garbiąc brzydkiemi grzybami brodate,<br />
+Siedzą <span class="omylka" title="wkoło">w około</span> wody, jak czarownic kupa<br />
+Grzejąca się nad kotłem w którym warzą trupa.<br />
+<br />
+Za temi jeziorkami już nie tylko krokiem,<br />
+Ale daremnie nawet zapuszczać się okiem;<br />
+Bo tam już wszystko mglistym zakryte obłokiem,<br />
+Co się wiecznie ze trzęskich oparzelisk wznosi.<br />
+A w tą mgłą nakoniec (jak wieść gminna głosi)<br />
+Ciągnie się bardzo piękna, żyzna okolica,<br />
+Główna królestwa zwierząt i roślin stolica.<br />
+W niéj są złożone wszystkich drzew i ziół nasiona,<br />
+S których się rozrastają na świat ich plemiona;<br />
+W niéj jak w arce Noego, s wszelkich zwierząt rodu<br />
+Jedna przynajmniéj para chowa się dla płodu.<br />
+W samym środku (jak słychać) mają swoje dwory,<br />
+<!-- Page 144 --><span class='pagenum'><a name="Str_169" id="Str_169">[169]</a></span>
+Dawny Tur, Żubr i Niedźwiedź, puszcz imperatory.<br />
+Około nich na drzewach gnieździ się Ryś bystry,<br />
+I żarłoczny Rosomak, jak czujne ministry;<br />
+Daléj zaś jak podwładni szlachetni wassale,<br />
+Mięszkają Dziki, Wilki i Łosie rogale.<br />
+Nad głowami Sokoły i Orłowie dzicy,<br />
+Żyjący s pańskich stołów, dworscy zausznicy.<br />
+Te pary zwierząt główne i patryarchalne,<br />
+Ukryte w jądrze puszczy, światu niewidzialne,<br />
+Dzieci swe ślą dla osad za granicę lasu,<br />
+A sami we stolicy używają wczasu;<br />
+Nie giną nigdy bronią sieczną ani palną,<br />
+Lecz starzy umierają śmiercią naturalną.<br />
+Mają też i swój smętarz, kędy bliscy śmierci,<br />
+Ptaki składają pióra, czworonogi sierci.<br />
+Niedźwiedź gdy zjadłszy zęby strawy nieprzeżuwa,<br />
+Jeleń zgrzybiały gdy już ledwie nogi suwa,<br />
+Zając sędziwy gdy mu już krew w żyłach krzepnie,<br />
+Kruk gdy już posiwieje, sokoł gdy oślepnie,<br />
+<a name="str169_w20"></a>
+Orzeł gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi<br />
+Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi,<br />
+Idą na smętarz. Nawet mniejszy zwierz raniony<br />
+<!-- Page 145 --><span class='pagenum'><a name="Str_170" id="Str_170">[170]</a></span>
+Lub chory, bieży umrzéć w swe ojczyste strony.<br />
+<a name="str170_w2"></a>
+<span class='err' title='Stądto'>Stąd to</span> w miejscach dostępnych kędy człowiek gości,<br />
+Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.<br />
+Słychać że tam w stolicy, między zwierzętami<br />
+Dobre są obyczaje, bo rządzą się sami;<br />
+Jeszcze cywilizacją ludzką niepopsuci,<br />
+Nieznają praw własności która świat nasz kłóci,<br />
+Nie znają pojedynków, ni wojennéj sztuki.<br />
+Jak ojce żyły w raju, tak dziś żyją wnuki,<br />
+Dzikie i swojskie razem w miłości i zgodzie,<br />
+Nigdy jeden drugiego nie kąsa, ni bodzie.<br />
+Nawet gdyby tam człowiek wpadł chociaż niezbrojny,<br />
+Toby środkiem bestyi przechodził spokojny;<br />
+Oneby nań patrzyły tym wzrokiem zdziwienia,<br />
+Jakim w owym ostatnim szóstym dniu stworzenia<br />
+Ojce ich pierwsze co się w ogrójcu gnieździły,<br />
+Patrzyły na Adama nim się z nim skłóciły.<br />
+Szczęściem człowiek nie zbłądzi do tego ostępu,<br />
+Bo Trud i Trwoga i Śmierć bronią mu przystępu.<br />
+<br />
+Czasem tylko w pogoni zaciekłe ogary,<br />
+Wpadłszy niebacznie między bagna, mchy i jary,<br />
+<!-- Page 146 --><span class='pagenum'><a name="Str_171" id="Str_171">[171]</a></span>
+Wnętrznéj ich okropności rażone widokiem,<br />
+Uciekają skowycząc z obłąkanym wzrokiem;<br />
+I długo potém ręką pana już głaskane,<br />
+Drżą jeszcze u nóg jego strachem opętane.<br />
+Te puszcz stołeczne, ludziom nieznane tajniki,<br />
+W języku swoim strzelcy zowią &mdash; <i>Mateczniki</i>.<br />
+<br />
+Głupi niedźwiedziu! gdybyś w Mateczniku siedział,<br />
+Nigdyby się o tobie Wojski niedowiedział;<br />
+Ale czyli pasieki zwabiła cię wonność,<br />
+Czy uczułeś do owsa dojrzałego skłonność;<br />
+Wyszedłeś na brzeg puszczy gdzie się las przerzedził<br />
+I tam zaraz leśniczy bytność twą wyśledził,<br />
+I zaraz obsaczniki, chytre nasłał szpiegi,<br />
+By poznać gdzie popasasz i gdzie masz noclegi;<br />
+Teraz Wojski z obławą, już od matecznika<br />
+Postawiwszy szeregi odwrót ci zamyka.<br />
+<br />
+Tadeusz się dowiedział, że niemało czasu<br />
+Już przeszło, jak ogary wpadły w otchłań lasu.<br />
+<br />
+Cicho; &mdash; próżno myśliwi natężają ucha;<br />
+<!-- Page 147 --><span class='pagenum'><a name="Str_172" id="Str_172">[172]</a></span>
+Próżno, jak najciekawszéj mowy, każdy słucha<br />
+Milczenia, długo w miejscu nieruchomy czeka;<br />
+Tylko muzyka puszczy gra do nich zdaleka.<br />
+Psy nurtują po puszczy jak pod morzem nurki,<br />
+A strzelcy obróciwszy do lasu dwórurki,<br />
+Patrzą Wojskiego: ukląkł, ziemię uchem pyta:<br />
+Jako w twarzy lekarza wzrok przyjacioł czyta<br />
+Wyrok życia lub zgonu miłéj im osoby,<br />
+Tak strzelcy ufni w sztuki Wojskiego sposoby<br />
+Topili w nim spójrzenia nadziei i trwogi.<br />
+&laquo;Jest! jest! wyrzekł półgłosem, zerwał się na nogi.<br />
+On słyszał! oni jeszcze słuchali &mdash; nareszcie,<br />
+Słyszą, jeden pies wrzasnął, potém dwa, dwadzieście,<br />
+Wszystkie razem ogary rospierzchnioną zgrają<br />
+Doławiają się, wrzeszczą, wpadli na trop, grają,<br />
+Ujadają: już nie jest to powolne granie<br />
+Psów goniących zająca, lisa albo łanie;<br />
+Lecz wciąż, wrzask krótki, częsty, ucinany, zjadły;<br />
+To nie na ślad daleki ogary napadły,<br />
+Na oko gonią &mdash; nagle ustał krzyk pogoni,<br />
+Doszli zwierza &mdash; wrzask znowu, skowyt, &mdash; zwierz się broni<br />
+I zapewne kaleczy, śród ogarów grania<br />
+<!-- Page 148 --><span class='pagenum'><a name="Str_173" id="Str_173">[173]</a></span>
+Słychać co raz to częściéj jęk psiego konania.<br />
+<br />
+Strzelcy stali, i każdy ze strzelbą gotową<br />
+Wygiął się jak łuk na przód s wciśnioną w las głową,<br />
+Niemogą dłużéj czekać! już ze stanowiska<br />
+Jeden za drugim zmyka i w pusczę się wciska,<br />
+Chcą pierwsi spotkać zwierza: choć Wojski ostrzegał,<br />
+Choć Wojski stanowiska na koniu obiegał,<br />
+Krzycząc, że czy kto prostym chłopem czy paniczem,<br />
+Jeżeli z miejsca zejdzie dostanie w grzbiet smyczem.<br />
+Nie było rady! wszyscy pomimo zakazu<br />
+W las pobiegli, trzy strzelby huknęły od razu,<br />
+Potém wciąż kanonada, aż głośniéj nad strzały<br />
+Ryknął niedźwiedź i echem napełnił las cały.<br />
+Ryk okropny! boleści, wściekłości, rospaczy,<br />
+Za nim wrzask psów, krzyk strzelców, trąby dojeżdżaczy<br />
+Grzmiały ze środka puszczy; strzelcy ci w las śpieszą,<br />
+Tamci korki odwodzą a wszyscy się cieszą;<br />
+Jeden Wojski w żałości, krzyczy że chybiono.<br />
+Strzelcy i obławnicy poszli jedną stroną<br />
+Na przełaj zwierza między ostępem i puszczą;<br />
+A <span class='err' title='niedźwiedz'>niedźwiedź</span> odstraszony psów i ludzi tłuszczą,<br />
+<!-- Page 149 --><span class='pagenum'><a name="Str_174" id="Str_174">[174]</a></span>
+Zwrócił się nazad w miejsca mniéj pilnie strzeżone<br />
+Ku polom, skąd już zeszły strzelcy rozstawione,<br />
+Gdzie tylko pozostali z mnogich łowczych szyków<br />
+Wojski, Tadeusz, Hrabia s kilką obławników.<br />
+<br />
+Tu las był rzadszy; słychać z głębi ryk, trzask łomu<br />
+Aż z gęstwy jak s chmur wypadł niedźwiedź nakształt gromu;<br />
+W koło psy gonią, straszą, rwą; on wstał na nogi<br />
+Tylne i spojrzał w koło, rykiem strasząc wrogi,<br />
+I przedniemi łapami to drzewu korzenie,<br />
+To pniaki osmalone, to wrosłe kamienie<br />
+Rwał, waląc w psów i w ludzi; aż wyłamał drzewo<br />
+Kręcąc nim jak maczugą, na prawo, na lewo;<br />
+Runął wprost na ostatnich strażników obławy,<br />
+Hrabię i Tadeusza: oni bez obawy<br />
+Stoją w kroku, na zwierza wytknęli flint rury,<br />
+Jako dwa konduktury w łono ciemnéj chmury;<br />
+Aż oba jednym razem pociągnęli kórki,<br />
+[Niedoświadczeni!) razem zagrzmiały dwórurki;<br />
+Chybili; Niedźwiedź skoczył, oni tuż utkwiony<br />
+Oszczep jeden chwycili czterema ramiony,<br />
+Wydzierali go sobie; spojrzą, aż tu s pyska<br />
+<!-- Page 150 --><span class='pagenum'><a name="Str_175" id="Str_175">[175]</a></span>
+Wielkiego czerwonego dwa rzędy kłów błyska,<br />
+I łapa s pazurami już się na łby spuszcza;<br />
+Pobledli, w tył skoczyli, i gdzie rzadnie puszcza<br />
+Zmykali; zwierz za nimi wspiął się, już pazury<br />
+Zahaczał, chybił, podbiegł, wspiął się znów do góry,<br />
+I czarną łapą sięgał Hrabiego włos płowy.<br />
+Zdarłby mu czaszkę z mózgów jak kapelusz z głowy,<br />
+Gdy Assessor z <span class='err' title='rejentem'>Rejentem</span> wyskoczyli z boków,<br />
+A Gerwazy biegł s przodu o jakie sto kroków,<br />
+Z nim Robak, choć bez strzelby &mdash; i trzej w jednéj chwili<br />
+Jak gdyby na komendę razem wystrzelili.<br />
+Niedźwiedź wyskoczył w górę juk kot przed chartami,<br />
+I głową na dół runął, i czterma łapami<br />
+Przewróciwszy się młyńcem, cielska krwawe brzemie<br />
+Waląc tuż pod Hrabiego, zbił go z nóg na ziemię.<br />
+Jeszcze ryczał, chciał jeszcze powstać, gdy nań wsiadły<br />
+Rozjuszona Strapczyna i Sprawnik zajadły.<br />
+<br />
+Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty<br />
+Swój róg bawoli, długi, centkowany, kręty<br />
+Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,<br />
+Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,<br />
+<!-- Page 151 --><span class='pagenum'><a name="Str_176" id="Str_176">[176]</a></span>
+Zasunął w pół powieki, w ciągnął w głąb pół brzucha<br />
+I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha,<br />
+I zagrał: róg jak wicher, nie wstrzymanym dechem,<br />
+Niesie w puszczę muzykę i podwaja echem.<br />
+Umilkli strzelce, stali szczwacze zadziwieni<br />
+Mocą, czystością, dziwną harmonią pieni.<br />
+Starzec cały kunszt którym niegdyś w lasach słynął<br />
+Jeszcze raz przed uszami myśliwców rozwinął;<br />
+Napełnił wnet, ożywił knieje i dąbrowy,<br />
+Jakby psiarnię w nię wpuścił i rospoczął łowy.<br />
+Bo w graniu była łowów historja krótka:<br />
+Z razu odzew dźwięczący, rześki: to pobudka;<br />
+Potém jęki po jękach skomlą: to psów granie;<br />
+A gdzie niegdzie ton twardszy jak grzmot: to strzelanie.<br />
+<br />
+Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało<br />
+Ze Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.<br />
+<br />
+Zadał znowu; myśliłbyś że róg kształty zmieniał,<br />
+I że w ustach Wojskiego to grubiał to cieniał,<br />
+Udając głosy zwierząt; to raz w wilczą szyję<br />
+Przeciągając się, długo, przeraźliwie wyje.<br />
+<!-- Page 152 --><span class='pagenum'><a name="Str_177" id="Str_177">[177]</a></span>
+Znowu jakby w niedźwiedzie rozwarłszy się garło.<br />
+Ryknął; potém beczenie żubra wiatr rozdarło.<br />
+<br />
+Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało<br />
+Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.<br />
+Wysłuchawszy rogowéj arcydzieło sztuki,<br />
+Powtarzały je dęby dębom, bukom buki.<br />
+<br />
+Dmie znowu: jakby w rogu były setne rogi,<br />
+Słychać zmieszane wrzaski szczwania, gniewu, trwogi,<br />
+Strzelców, psiarni i zwierząt; aż Wojski do góry<br />
+Podniósł róg, i tryumfu hymn uderzył w chmury.<br />
+<br />
+Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało<br />
+Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.<br />
+Ile drzew tyle rogów znalazło się w boru,<br />
+Jedne drugim pieśń niosą jak s choru do choru.<br />
+I szła muzyka coraz szersza, coraz dalsza,<br />
+Coraz ciższa i coraz czystsza, doskonalsza,<br />
+Aż znikła gdzieś daleko, gdzieś na niebios progu!<br />
+<br />
+Wojski obiedwie ręce odjąwszy od rogu<br />
+<!-- Page 153 --><span class='pagenum'><a name="Str_178" id="Str_178">[178]</a></span>
+Roskrzyżował; róg opadł, na pasie rzemiennym<br />
+Chwiał się. Wojski z obliczem nabrzmiałem, promienném,<br />
+Z oczyma wzniesioniemi, stał jakby natchniony,<br />
+Łowiąc uchem ostatnie znikające tony.<br />
+A tymczasem zagrzmiało tysiące oklasków,<br />
+Tysiące powinszowań i wiwatnych wrzasków.<br />
+<br />
+Uciszono się zwolna, i oczy gawiedzi<br />
+Zwróciły się na wielki, świeży trup niedźwiedzi:<br />
+Leżał krwią opryskany, kulami przeszyty,<br />
+Piersiami w gęszczę trawy wplątany i wbity,<br />
+Rosprzestrzenił szeroko przednie krzyżem łapy,<br />
+Dyszał jeszcze, wylewał strumień krwi przez chrapy,<br />
+Otwierał jeszcze oczy, lecz głowy nie ruszy;<br />
+Pijawki Podkomorzego dzierżą go pod uszy,<br />
+Z lewéj strony Strapczyna, a s prawéj zawisał<br />
+Sprawnik i dusząc gardziel krew czarną wysysał.<br />
+<br />
+Zaczem Wojski roskazał kij żelazny włożyć<br />
+Psom między zęby, i tak paszczęki rostworzyć.<br />
+Kolbami przewrócono na wznak zwierza zwłoki,<br />
+I znów trzykrotny wiwat uderzył w obłoki.<br />
+<!-- Page 154 --><span class='pagenum'><a name="Str_179" id="Str_179">[179]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">&mdash; A co? krzyknął Asssessor, kręcąc strzelby rurą,</span><br />
+A co? fuzyjka moja? górą nosi górą!<br />
+<a name="str179_w2"></a>
+A co? fuzyjka moja? nie wielka ptaszyna,<br />
+A jak się popisała? to jéj nie nowina,<br />
+Nie puści ona na wiatr żadnego ładunku,<br />
+Od Książecia Sanguszki mam ją w podarunku.<br />
+Tu pokazywał strzelbę przedziwnéj roboty<br />
+Choć maleńką, i zaczął wyliczać jéj cnoty.<br />
+&mdash; Ja biegłem, przerwał Rejent otarłszy pot s czoła<br />
+Biegłem tuż za niedźwiedziem; a Pan Wojski woła<br />
+Stój na miejscu; jak tam stać, niedźwiedź w pole wali,<br />
+Rwąc s kopyta jak zając coraz daléj, daléj,<br />
+Aż mi ducha niestało, dobiedz ni nadziei,<br />
+Aż spojrzę w prawo, sadzi, a tu rzadko w kniei,<br />
+Jak téż wziąłem na oko, postójże marucha,<br />
+Pomyśliłem, i basta, ot leży bez ducha;<br />
+Tęga strzelba, prawdziwa to Sagalasówka,<br />
+Napis Sagalas London &agrave; Bałabanówka.<br />
+(Sławny tam mieszkał slósarz polak, który robił<br />
+Polskie strzelby, ale je po angielsku zdobił.)<br />
+<br />
+&mdash; Jak to, parsknął Assessor, do kroćset niedźwiedzi<br />
+<!-- Page 155 --><span class='pagenum'><a name="Str_180" id="Str_180">[180]</a></span>
+Tu to niby Pan zabił? co też tu Pan bredzi!<br />
+&mdash; Słuchajno, odparł Rejent, tu Panie nie śledztwo,<br />
+Tu obława, tu wszystkich weźmiem na świadectwo.<br />
+<br />
+Więc kłótnia między zgrają wszczęła się zawzięta,<br />
+Ci stronę Assessora, ci brali Rejenta;<br />
+O Gerwazym niewspomniał nikt, bo wszyscy biegli<br />
+Z boków, i co się s przodu działo nie postrzegli.<br />
+Wojski głos zabrał: teraz jest przynajmniéj za co,<br />
+Bo to Panowie nie jest ow szarak ladaco,<br />
+To niedźwiedź, tu już nie żal poszukać odwetu,<br />
+Czy szarpentyną, czyli nawet s pistoletu;<br />
+Spór wasz trudno pogodzić, więc dawnym zwyczajem,<br />
+Na pojedynek nasze pozwolenie dajem.<br />
+Pamiętam za mych czasów żyło dwóch sąsiadów,<br />
+Oba ludzie uczciwi, szlachta s prapradziadów,<br />
+Mieszkali po dwóch stronach nad rzekę Wilejką,<br />
+Jeden zwał się Domeyko a drugi Doweyko.<br />
+Do niedźwiedzicy oba razem wystrzelili,<br />
+Kto zabił trudno dociec, strasznie się kłócili,<br />
+I przysięgli strzelać się przez niedźwiedzią skórę:<br />
+To mi to po szlachecku, prawie rura w rurę.<br />
+<!-- Page 156 --><span class='pagenum'><a name="Str_181" id="Str_181">[181]</a></span>
+Pojedynek ten wiele narobił hałasu;<br />
+Pieśni o nim śpiewano za owego czasu.<br />
+Ja byłem sekundantem; jak się wszystko działo,<br />
+Opowiem od początku historję całą.<br />
+<br />
+Nim Wojski zaczął mówić, Gerwazy spór zgodził;<br />
+On niedźwiedzia z uwagą do koła obchodził,<br />
+Nareszcie dobył tasak, rościął pysk na dwoje,<br />
+I w tylcu głowy, mózgu roskroiwszy słoje,<br />
+Znalazł kulę, wydobył, suknią ochędożył.<br />
+Przymierzył do ładunku, do flinty przyłożył;<br />
+A potém dłoń podnosząc i kulę na dłoni,<br />
+Panowie, rzekł, ta kula nie jest z waszéj broni,<br />
+Ona s téj Horeszkowskiéj wyszła jednorurki,<br />
+(Tu podniósł flintę starą, obwiązaną w sznurki)<br />
+Lecz nie ja wystrzeliłem &mdash; o trzeba tam było<br />
+Odwagi; straszno wspomnieć, w oczach mi się ćmiło!<br />
+Bo prosto biegli ku mnie oba paniczowie,<br />
+A niedźwiedź s tyłu już, już, na Hrabiego głowie,<br />
+Ostatniego z Horeszków! chociaż po kądzieli.<br />
+Jezus Marya, krzyknąłem; i Pańscy anieli<br />
+Zesłali mi na pomoc Księdza Bernardyna.<br />
+<!-- Str 241 --><span class='pagenum'><a name="Str_182" id="Str_182">[182]</a></span>
+On nas wszystkich zawstydził; oj dzielny księżyna!<br />
+Gdym drżał, gdym się do cyngla dotknąć nie ośmielił,<br />
+On mi z rąk flintę wyrwał, wycelił, wystrzelił:<br />
+Między dwie głowy strzelić! sto kroków! nie chybić!<br />
+I w sam środek paszczęki! tak mu zęby wybić!<br />
+Panowie! długo żyję, jednego widziałem<br />
+Człowieka, co mógł takim popisać się strzałem.<br />
+Ów głośny niegdyś u nas s tylu pojedynków,<br />
+Ów co korki kobiétom wystrzelał s patynków,<br />
+Ów łotr nad łotry, sławny wczasy wiekopomne,<br />
+Ów Jacek, vulgo Wąsal; nazwiska nie wspomnę:<br />
+Ale mu nie czas teraz dojeżdżać niedźwiedzi;<br />
+Pewnie po same wąsy hultaj w piekle siedzi.<br />
+Chwała Księdzu! dwom ludziom on życie ocalił,<br />
+Może i trzem; Gerwazy nie będzie się chwalił,<br />
+Ale gdyby <span class='err' title='otatnie'>ostatnie</span> s krwi Horeszków dziecie<br />
+Wpadło w bestyi paszczę, niebyłbym na świecie,<br />
+I moje by tam stare pogryzł niedźwiedź kości;<br />
+Pójdź księże, wypijemy zdrowie Jegomości.<br />
+<br />
+Próżno szukano księdza; wiedzą tylko tyle.<br />
+Że po zabiciu zwierza, zjawił się na chwilę,<br />
+<!-- Str 242 --><span class='pagenum'><a name="Str_183" id="Str_183">[183]</a></span>
+Podskoczył ku Hrabiemu i Tadeuszowi,<br />
+A widząc że obadwa cali są i zdrowi,<br />
+Podniósł ku niebu oczy, cicho pacierz zmówił,<br />
+I pobiegł w pole szybko, jakby go kto łowił.<br />
+<br />
+Tymczasem na Wojskiego roska, pęki wrzosu,<br />
+Suche chrosty i pniaki rzucono do stosu;<br />
+Bucha ogień, wyrasta szara sosna dymu,<br />
+I rosszerza się w górze nakształt baldakimu.<br />
+Nad płomieniem oszczepy złożono w koziołki,<br />
+Na grotach zawieszono brzuchate kociołki;<br />
+Z wozów niosą jarzyny, mąki i pieczyste,<br />
+I chléb.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 4em;">Sędzia otworzył puzderko zamczyste,</span><br />
+W którém rzędami flaszek białe sterczą głowy;<br />
+Wybiera z nich największy kufel kryształowy,<br />
+(Dostał go Sędzia w darze od księdza Robaka)<br />
+Wódka to Gdańska napój miły dla Polaka;<br />
+Niech żyje! krzyknął Sędzia w górę wznosząc flaszę,<br />
+Miasto Gdańsk niegdyś nasze, będzie znowu nasze!<br />
+I lał srebrzysty likwor w kolej, aż na końcu<br />
+<!-- Str 243 --><span class='pagenum'><a name="Str_184" id="Str_184">[184]</a></span>
+<a name="str184_w1"></a>
+Zaczęło złoto kapać i błyskać na słońcu.<br />
+<br />
+W kociołkach bigos grzano &mdash; w słowach wydać trudno<br />
+Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;<br />
+Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,<br />
+Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.<br />
+Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,<br />
+Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.<br />
+<br />
+Przecież i bez tych przypraw, potrawą nielada<br />
+Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.<br />
+Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,<br />
+Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;<br />
+Zamknięta w kotle, łonem wilgotném okrywa<br />
+Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;<br />
+I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie<br />
+Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie,<br />
+I powietrze do koła zionie aromatem.<br />
+<br />
+Bigos już gotów. Strzelcy s trzykrotnym wiwatem<br />
+Zbrojni łyżkami biegą i bodą naczynie,<br />
+Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,<br />
+<!-- Str 244 --><span class='pagenum'><a name="Str_185" id="Str_185">[185]</a></span>
+Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów,<br />
+Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.<br />
+<br />
+Kiedy się już do woli napili, najedli,<br />
+Zwierza na wóz złożyli, sami na koń siedli,<br />
+Radzi wszyscy, rozmowni, oprócz Assessora<br />
+I Rejenta, ci byli gniewliwsi niż wczora,<br />
+Kłócąc się o zalety, ten swéj Sanguszkówki,<br />
+A ten bałabanowskiéj swéj Sagalasówki.<br />
+Hrabia też i Tadeusz jadą nie weseli,<br />
+Wstydząc się że chybili i że się cofnęli:<br />
+Bo na Litwie kto zwierza wypuści z obławy,<br />
+Długo musi pracować nim poprawi sławy.<br />
+<br />
+Hrabia mówił że pierwszy do oszczepu godził,<br />
+I że spotkaniu z zwierzem Tadeusz przeszkodził;<br />
+Tadeusz utrzymywał, że będąc silniejszy<br />
+I do robienia ciężkim oszczepem zręczniejszy,<br />
+Chciał wyręczyć Hrabiego: tak sobie niekiedy<br />
+Przymawiali śród gwaru i wrzasku czeredy.<br />
+<br />
+Wojsk i jechał po środku; staruszek szanowny,<br />
+<!-- Str 245 --><span class='pagenum'><a name="Str_186" id="Str_186">[186]</a></span>
+Wesoły był nadzwyczaj i bardzo rozmowny;<br />
+Chcąc kłótników zabawić i do zgody dowieść,<br />
+Kończył im o Doweyce i Domeyce powieść:<br />
+&mdash; Assessorze, jeżeli chciałem byś z Rejentem<br />
+Pojedynkował, nie myśl że jestem zawziętym<br />
+Na krew ludzką; broń Hoże, chciałem was zabawić,<br />
+Chciałem wam komedyę niby to wyprawić,<br />
+Wznowić koncept, który ja, lat temu czterdzieście,<br />
+Wymyśliłem &mdash; przedziwny! &mdash; Wy młodzi jesteście,<br />
+Nie pamiętacie o nim, lecz za moich czasów,<br />
+Głośny był od téj puszczy, do poleskich lasów.<br />
+<br />
+Domeyki i Doweyki wszystkie sprzeciwieństwa<br />
+Pochodziły, rzecz dziwna, z nazwisk podobieństwa<br />
+Bardzo niewygodnego. Bo gdy w czas seymików,<br />
+Przyjaciele Doweyki skarbili stronników,<br />
+Szepnął ktoś do szlachcica, day kreskę Doweyce;<br />
+A ten niedosłyszawszy dał kreskę Domeyce.<br />
+Gdy na uczcie wniósł zdrowie Marszałek Rupeyko<br />
+Wiwat Doweyko, drudzy krzyknęli Domeyko;<br />
+A kto siedział w pośrodku, nie trafił do ładu,<br />
+Zwłaszcza przy niewyraźnéj mowie w czas objadu.<br />
+<!-- Str 246 --><span class='pagenum'><a name="Str_187" id="Str_187">[187]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Gorzéj było; raz w Wilnie jakiś szlachcic pijany,</span><br />
+Bił się w szable z Domeyką i dostał dwie rany;<br />
+Potém ow szlachcic z Wilna wracając do domu.<br />
+Dziwnym trafem z Doweyką zjechał się u promu;<br />
+Gdy więc na jednym promie płynęli Wileyką,<br />
+Pyta sąsiada kto on, odpowie: Doweyko;<br />
+Nie czekając dobywa rapier spod kireyki,<br />
+Czach, czach, i za Domeykę podciął wąs Doweyki.<br />
+<br />
+Wreszcie jak na dobitkę, trzeba jeszcze było,<br />
+Żeby na polowaniu tak się wydarzyło,<br />
+Że stali blisko siebie oba imiennicy,<br />
+I do jednéj strzelili razem Niedźwiedzicy.<br />
+Prawda że po ich strzale upadła bez duchu,<br />
+Ale już piérwéj niosła z dziesiątek kul w brzuchu;<br />
+Strzelby z jednym kalibrem miało wiele osób,<br />
+Kto zabił Niedźwiedzicę? dojdźże! jaki sposób?<br />
+<br />
+Tu już krzyknęli: dosyć! trzeba raz rzecz skończyć,<br />
+Bóg nas czy diabeł złączył, trzeba się rozłączyć:<br />
+Dwóch nas jak dwóch słońc pono za nadto na świecie, &mdash; <br />
+A więc do szerpentynek i stają na mecie.<br />
+<!-- Str 247 --><span class='pagenum'><a name="Str_188" id="Str_188">[188]</a></span>
+Oba szanowni ludzie; co ich szlachta godzą,<br />
+To oni na się jeszcze zapalczywiéj godzą.<br />
+Zmienili broń; od szabel szło na pistolety,<br />
+Stają, krzyczym że nadto przybliżyli mety;<br />
+Oni na złość, przysięgli przez niedźwiedzią skórę<br />
+Strzelać się, śmierć niechybna! prawie rura w rurę;<br />
+Oba tęgo strzelali &mdash; Sekunduj Hreczecha;<br />
+Zgoda rzekłem, niech zaraz dół wykopie klecha:<br />
+Bo taki spór nie może skończyć się na niczém;<br />
+Lecz bijcie się szlacheckim trybem, nie rzeźniczym,<br />
+Dosyć już mety zbliżać, widzę żeście zuchy,<br />
+Chcecie strzelać się rury oparłszy na brzuchy?<br />
+Ja nie pozwolę; zgoda że na pistolety;<br />
+Lecz strzelać się nie z dalszéj, ani z bliższéj mety,<br />
+Jak przez skórę niedźwiedzią; ja rękami memi<br />
+Jako <span class='err' title='sekudant'>sekundant</span> skórę rościągnę na ziemi,<br />
+I ja sam was ustawię. Waść po jednéj stronie<br />
+Stanie na końcu pyska, a Waść na ogonie.<br />
+Zgoda! wrzaśli: czas? &mdash; jutro &mdash; miejsce? Karczma Usza.<br />
+Rozjechali się. Ja zaś do Wirgiliusza &mdash; <br />
+<br />
+Tu Wojskiemu przerwał krzyk: Wyczha! tuż spod koni<br />
+<!-- Str 248 --><span class='pagenum'><a name="Str_189" id="Str_189">[189]</a></span>
+Smyknął szarak; już Kusy, już go Sokół goni.<br />
+Psy wzięto na obławę, wiedząc że s powrotem<br />
+Na polu łatwo można napotkać się s kotem;<br />
+Bez smyczy szły przy koniach; gdy kota spostrzegły,<br />
+Wprzód nim strzelcy poszczuli już za nim pobiegły.<br />
+Rejent też i Assessor chcieli końmi natrzeć,<br />
+Lecz Wojski wstrzymał krzycząc: wara! stać i patrzeć;<br />
+Nikomu krokiem ruszyć z miejsca niedozwolę,<br />
+Stąd widzim wszyscy dobrze, zając idzie w pole.<br />
+W istocie, kot czuł s tyłu myśliwych i psiarnie,<br />
+Rwał w pole, słuchy wytknął jak dwa różki sarnie,<br />
+Sam szarzał się nad rolą długi, wyciągnięty,<br />
+Skoki pod nim sterczały jakby cztery pręty,<br />
+Rzekłbyś że ich nie rusza tylko ziemię trąca<br />
+Po wierzchu, jak jaskółka wodę całująca.<br />
+Pył za nim, psy za pyłem, zdaleka się zdało,<br />
+Że zając, psy i charty jedne tworzą ciało:<br />
+Jakby jakaś przez pole suwała się źmija,<br />
+Kot jak głowa, pył s tyłu jakby modra szyja,<br />
+A psami jak podwójnym ogonem wywija.<br />
+<br />
+Rejent, Assessor patrzą, otworzyli usta,<br />
+<!-- Str 249 --><span class='pagenum'><a name="Str_190" id="Str_190">[190]</a></span>
+Dech wstrzymali; wtém Rejent pobladnął jak chusta,<br />
+Zbladł i Assessor, widzą &mdash; fatalnie się dzieje,<br />
+Owa źmija im daléj, tém bardziéj dłużeje,<br />
+Już rwie się w pół, już znikła owa szyja pyłu,<br />
+Głowa już blisko lasu, ogony, gdzie s tyłu!<br />
+Głowa niknie, raz jeszcze jakby kto kutasem<br />
+Mignął: w las wpadła; ogon urwał się pod lasem.<br />
+<br />
+Biedne psy, ogłupiałe biegały pod gajem,<br />
+Zdawały się naradzać, oskarżać nawzajem;<br />
+Wreście wracają, zwolna skacząc przez zagony,<br />
+Spuściły uszy, tulą do brzucha ogony,<br />
+I przybiegłszy, ze wstydu nieśmieją wznieść oczu,<br />
+I zamiast iść do Panów, stały na uboczu.<br />
+<br />
+Rejent spuścił ku piersiom zasępione czoło,<br />
+Assessor rzucał okiem ale niewesoło,<br />
+Potém zaczęli oba słuchaczom wywodzić:<br />
+Jak ich charty bez smycza nie nawykły chodzić,<br />
+Jak kot z nienacka wypadł, jak źle był poszczuty<br />
+Na roli, gdzie psom chyba trzebaby wdziać buty,<br />
+Tak pełno wszędzie głazów i ostrych kamieni.<br />
+<!-- Str 250 --><span class='pagenum'><a name="Str_191" id="Str_191">[191]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Mądrze rzecz wyłuszczali, szczwacze doświadczeni;</span><br />
+Myśliwi s tych mów wiele mogliby korzystać,<br />
+Lecz nie słuchali pilnie, ci zaczęli świstać,<br />
+Ci śmiać się w głos, ci mając niedźwiedzia w pamięci<br />
+Gadali o nim, świeżą obławą zajęci.<br />
+<br />
+<br />
+Wojski ledwie raz okiem za zającem rzucił,<br />
+Widząc że uciekł, głowę obojętnie zwrócił<br />
+I kończył rzecz przerwaną: na czém więc stanąłem?<br />
+A ha! na tém, że obu za słowo ująłem<br />
+Iż będą strzelali się przez niedźwiedzią skórę,<br />
+Szlachta w krzyk, to śmierć pewna! prawie rura w rurę,<br />
+A ja w śmiech, bo mnie uczył mój przyjaciel Maro,<br />
+Że skóra źwierza nic jest ladajaką miarą.<br />
+Wszak wiecie Waćpanowie jak królowa Dydo<br />
+Przypłynęła do Libów i tam z wielką biédą<br />
+<a name="str191_w14"></a>
+Wytargowała sobie taki ziemi kawał,<br />
+Któryby się wołową skórą nakryć dawał;<br />
+Na tym kawałku ziemi stanęła Kartago!<br />
+Więc ja to sobie w nocy rozbieram z uwagą.<br />
+<br />
+Ledwie dniało, już z jednéj strony taradejką<br />
+<!-- Page 157 --><span class='pagenum'><a name="Str_192" id="Str_192">[192]</a></span>
+Jedzie Dowejko, z drugiéj na koniu Domeyko.<br />
+Patrzą, aż tu przez rzekę, leży most kosmaty,<br />
+Pas ze skóry niedźwiedziéj porzniętéj na szmaty.<br />
+Postawiłem Dowejkę na zwierza ogonie<br />
+Z jednéj strony, Domeykę zaś po drugiéj stronie.<br />
+Pukajcie teraz, rzekłem, choć przez całe życie,<br />
+Lecz póty was niespuszczę aż się pogodzicie.<br />
+Oni w złość; a tu szlachta kładnie się na ziemi<br />
+Od śmiechu, a ja s Księdzem słowy poważnemi<br />
+Nuż im z Ewanjelji, s statutów dowodzić,<br />
+Niema rady: &mdash; śmieli się i musieli zgodzić.<br />
+<br />
+Spor ich potém w dozgonną przyjaźń się zamienił,<br />
+I Doweyko się s siostrą Domeyki ożenił,<br />
+Domeyko pojął siostrę szwagra, Doweykównę,<br />
+Podzielili majątek na dwie części równe,<br />
+A w miejscu gdzie się zdarzył tak dziwny przypadek,<br />
+Pobudowawszy karczmę, nazwali Niedźwiadek.<br />
+</p>
+
+<p style="text-align: center;"><img src="images/ill4.png" alt="Ilustracja"/></p>
+<!-- Page 158 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_193" id="Str_193">[193]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="KSIEGA_PIATA" id="KSIEGA_PIATA"></a><b>KSIĘGA PIĄTA.</b></h2>
+
+<!-- Page 160 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_195" id="Str_195">[195]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="KLOTNIA" id="KLOTNIA"></a><img src="images/klotnia.png" alt="KŁÓTNIA."/></h2>
+
+
+<p style="text-align: center;">TREŚĆ.</p>
+
+<p><span class="tresc">Plany myśliwskie Telimeny &mdash; Ogrodniczka wybiera się na wielki świat
+i słucha nauk opiekunki &mdash; Strzelcy wracają &mdash; Wielkie zadziwienie
+Tadeusza &mdash; Spotkanie się powtórne w świątyni dumania i zgoda
+ułatwiona za pośrednictwem mrowek &mdash; U stołu wytacza się
+rzecz o łowach &mdash; Powieść Wojskiego o Rejtanie i Księciu
+Denassów, przerwana &mdash; Zagajenie układów
+między stronami, także przerwane &mdash; Zjawisko
+s kluczem &mdash; Kłótnia &mdash; Hrabia
+z <span class='err' title='Gierwazym'>Gerwazym</span> odbywają radę
+wojenną.</span></p>
+
+
+<p>
+Wojski chlubnie skończywszy łowy wraca z boru,<br />
+A Telimena w głębi samotnego dworu<br />
+Zaczyna polowanie. Wprawdzie nieruchoma<br />
+Siedzi z założonemi na piersiach rękoma,<br />
+<!-- Page 161 --><span class='pagenum'><a name="Str_196" id="Str_196">[196]</a></span>
+Lecz myślą goni źwierzów dwóch; szuka sposobu<br />
+Jakby razem obsobaczyć i ułowić obu:<br />
+Hrabię i Tadeusza. Hrabia panicz młody.<br />
+Wielkiego domu dziedzic, powabnéj urody;<br />
+Już trochę zakochany! cóż? może się zmienić!<br />
+Potém, czy szczérze kocha? czy się zechce żenić?<br />
+S kobietą kilka laty starszą! nie bogatą!<br />
+Czy mu krewni pozwolą? co świat powié na to?<br />
+<br />
+Telimena tak myśląc s sofy się podniosła<br />
+I stanęła na palcach, rzekłbyś że podrosła;<br />
+Odkryła nieco piersi, wygięła się bokiem,<br />
+I sama siebie pilném obejrzała okiem,<br />
+I znowu zapytała o radę zwierciadła,<br />
+Po chwili, wzrok spuściła, westchnęła i siadła.<br />
+<br />
+Hrabia Pan! zmienni w gustach są ludzie majętni!<br />
+Hrabia blondyn! blondyni nie są zbyt namiętni.<br />
+A Tadeusz? prostaczek! poczciwy chłopczyna!<br />
+Prawie dziecko! raz pierwszy kochać się zaczyna!<br />
+Pilnowany niełacno zerwie pierwsze zwiąski,<br />
+Przytém dla Telimeny ma już obowiąski<br />
+<!-- Page 162 --><span class='pagenum'><a name="Str_197" id="Str_197">[197]</a></span>
+Męszczyzni póki młodzi, chociaż w myślach zmienni,<br />
+W uczuciach są od dziadów stalsi, ho sumienni.<br />
+Długo serce młodzieńca proste i dziewicze<br />
+Chowa wdzięczność za pierwsze miłości słodycze!<br />
+Ono roskosz i wita i żegna z weselem,<br />
+Jak skromną ucztę ktorą dzielim s przyjacielem,<br />
+Tylko siary pianica, gdy już spali trzewa,<br />
+Brzydzi się trunkiem, którym nazbyt się zalewa.<br />
+Wszystko to Telimena dokładnie wiedziała,<br />
+Bo i rozum i wielkie doświadczenie miała.<br />
+<br />
+Lecz co powiedzą ludzie? można im zejść % oczu,<br />
+W inne strony wyjechać, mieszkać na uboczu,<br />
+Lub co lepsza, wynieść się całkiem z okolicy,<br />
+Naprzykład zrobić małą podróż do stolicy,<br />
+Młodego chłopca na świat wielki wyprowadzić,<br />
+Kroki jego kierować, pomagać mu, radzić,<br />
+Serce mu kształcić, mieć w nim przyjaciela, brata!<br />
+Nareszcie &mdash; użyć świata, póki służą lata!<br />
+<br />
+Tak myśląc, po alkowie śmiało i wesoło<br />
+Przeszła się kilka razy &mdash; znów spuściła czoło.<br />
+<!-- Page 163 --><span class='pagenum'><a name="Str_198" id="Str_198">[198]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Wartoby też pomyślić o Hrabiego losie &mdash;</span><br />
+Czyby się nie udało ppdsunąć mu Zosię?<br />
+Niebogata, lecz za to urodzeniem równa,<br />
+Z domu senatorskiego, jest dygnitarzówna.<br />
+Jeżeliby do skutku przyszło ożenienie,<br />
+Telimena w ich domu miałaby schronienie<br />
+Na przyszłość, krewna Zosi i Hrabiego swatka,<br />
+Dla młodego małżeństwa byłaby jak matka.<br />
+<br />
+Po tj s sobą odbytéj, stanowczéj naradzie,<br />
+Woła przez okno Zosię, bawiącą się w sadzie.<br />
+<br />
+Zosia w porannym stroju i z głową odkrytą<br />
+Stała, trzymając w ręku podniesione sito,<br />
+Do nóg jéj biegło ptastwo; stąd kury szurpate<br />
+Toczą się kłębkiem, stamtąd kogutki czubate,<br />
+Wstrząsając koralowe na głowach szyszaki<br />
+I wiosłując skrzydłami przez bruzdy i krzaki,<br />
+Szeroko wyciągają ostrożaste pięty;<br />
+Za niemi zwolna indyk sunie się odęty<br />
+Sarkając na trzpiotalstwo swéj krzykliwéj żony,<br />
+Owdzie pawie jak tratwy długiemi ogony<br />
+<!-- Page 164 --><span class='pagenum'><a name="Str_199" id="Str_199">[199]</a></span>
+Stérują się po łące, a gdzie niegdzie z gory<br />
+Upada jak kiść śniegu gołąb' srebrnopióry.<br />
+W pośrodku zielonego okręgu murawy,<br />
+Ściska się okrąg ptastwa krzykliwy, ruchawy,<br />
+Opasany gołębi sznurem, nakształt wstęgi<br />
+Białéj, środkiem pstrokaty w gwiazdy, w cętki, w pręgi.<br />
+Tu dzioby bursztynowe, tam czubki s korali<br />
+Wznoszą się z gęstwi pierza jak ryby spod fali.<br />
+Wysuwają się szyje i w ruchach łagodnych<br />
+Chwieją się ciągle nakształt tulipanów wodnych;<br />
+Tysiące oczu jak gwiazd błyskają ku Zosi.<br />
+<br />
+Ona w środku wysoko nad ptastwem się wznosi,<br />
+Sama biała i w długa bieliznę ubrana<br />
+Kręci się, jak bijąca śród kwiatów fontanna;<br />
+Czerpie s sita i sypie na skrzydła i głowy,<br />
+Ręką jak perły białą, gęsty grad perłowy<br />
+Krup jęczmiennych: to ziarno godne pańskich stołów,<br />
+Robi się dla zaprawy litewskich rosołów,<br />
+Zosia je wykradając s szafy ochmistrzyni<br />
+Dla swego drobiu, szkodę w gospodarstwie czyni.<br />
+<!-- Page 165 --><span class='pagenum'><a name="Str_200" id="Str_200">[200]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Usłyszała wołanie: Zosiu! to głos cioci!</span><br />
+Sypnęła razem ptastwu ostatek łakoci,<br />
+A sama kręcąc sito, jako tanecznica<br />
+Bębenek i w takt bijąc, swawolna dziewica<br />
+Jęła skakać przez pawie, gołębie i kury:<br />
+Zmieszane ptastwo tłumnie furknęło do góry.<br />
+Zosia stopami ledwie dotykając <span class='err' title='ziemi,&apos;'>ziemi,</span><br />
+Zdawała się najwyżéj bujać miedzy niemi;<br />
+Przodem gołębie białe, które w biegu płoszy,<br />
+Leciały, jak przed wozem bogini roskoszy.<br />
+<br />
+Zosia przez okno s krzykiem do alkowy wpadła,<br />
+I na kolanach ciotki zadyszana siadła;<br />
+Telimena całując i głaszcząc pod brodę,<br />
+Z radością zważa dziecka żywość i urodę<br />
+(Bo prawdziwie kochała swą wychowanicę.)<br />
+Ale znowu poważnie nastroiła lice,<br />
+Wstała i przechodząc się wszerz i wzdłuż alkowy.<br />
+Dzierżąc palec przy ustach, temi rzekła słowy:<br />
+<br />
+Kochana Zosiu, już też całkiem zapominasz<br />
+I na stan i na wiek twój; wszak to dziś zaczynasz<br />
+<!-- Page 166 --><span class='pagenum'><a name="Str_201" id="Str_201">[201]</a></span>
+Rok czternasty, czas rzucić indyki i kurki,<br />
+Fi! to godna zabawka dygnitarskiéj córki.<br />
+I z umurzaną dziatwą chłopską już do woli<br />
+Napieściłaś się! Zosiu! patrząc serce boli;<br />
+Opaliłaś okropnie płeć, czysta cyganka,<br />
+A chodzisz i ruszasz się, juk parafianka.<br />
+Już ja temu wszystkiemu na przyszłość zaradzę,<br />
+Od dziś zacznę, dziś ciebie na świat wyprowadzę,<br />
+Do salonu, do gości, gości mamy siła,<br />
+Patrzajżeż ażebyś mnie wstydu nie zrobiła.<br />
+<br />
+Zosia skoczyła z miejsca i klasnęła w dłonie,<br />
+I ciotce zawisnąwszy oburącz na łonie,<br />
+Płakała i śmiała się na przemian z radości.<br />
+Ach ciociu! już tak dawno nie widziałam gości;<br />
+Od czasu jak tu żyję s kury i indyki,<br />
+Jeden gość co widziałam to był gołąb' dziki;<br />
+Już mi troszeczkę nudno tak siedzieć w alkowie,<br />
+Pau Sędzia nawet mówi, że to źle na zdrowie.<br />
+<br />
+Sędzia! przerwała ciotka, ciągle mi dokuczał<br />
+Żeby cię na świat wywieść, ciągle pod nos mruczał<br />
+<!-- Page 167 --><span class='pagenum'><a name="Str_202" id="Str_202">[202]</a></span>
+<span class='err' title='Ze'>Że</span> już jesteś dorosłą; sam nie wié co plecie,<br />
+Dziadziuś nigdy na wielkim niebywały świecie.<br />
+Ja wiem lepiéj jak długo trzeba się sposobić<br />
+Panience, by wyszedłszy na świat effekt zrobić.<br />
+Wiedz Zosiu, że kto rośnie na widoku ludzi,<br />
+Choć piękny, choć rozumny effektów nie wzbudzi.<br />
+Gdy go wszyscy przywykną widzieć od maleńka.<br />
+Lecz niechaj ukształcona, dorosła panienka,<br />
+Nagle ni stąd ni zowąd przed światem zabłyśnie,<br />
+Wtenczas każdy się do niéj przez ciekawość ciśnie,<br />
+Wszystkie jéj ruchy, rzuty oczu jéj uważa,<br />
+Słowa jéj podsłuchiwa i drugim powtarza.<br />
+A kiedy wejdzie w modę raz młoda osoba,<br />
+Każdy ją chwalić musi, choć i niepodoba.<br />
+Znaleść się, spodziewam się że umiesz; w stolicy<br />
+Urosłaś. Choć dwa lata mieszkasz w okolicy,<br />
+Niezapomniałaś jeszcze całkiem Petersburka.<br />
+No, Zosiu, toaletę rób, dostań tam z biórka,<br />
+Nagotowane znajdziesz wszystko do ubrania.<br />
+Spiesz się, bo lada chwila wrócą s polowania.<br />
+<br />
+Wezwano pokojowę i służącą dziewkę;<br />
+<!-- Page 168 --><span class='pagenum'><a name="Str_203" id="Str_203">[203]</a></span>
+W naczynie srebrne wody wylano konewkę,<br />
+Zosia jak wróbel w piasku, trzepioce się; myje<br />
+S pomocą sługi ręce, oblicze i szyję.<br />
+Telimena otwiera Petersburskie składy,<br />
+Dobywa flaszki perfum, słoiki pomady,<br />
+Pokrapia Zosię wkoło wyborną perfumą,<br />
+(Woń napełniła izbę) włos namaszcza gumą,<br />
+Zosia kładnie pończoszki białe, ażurowe,<br />
+I trzewiki Warszawskie białe atłasowe;<br />
+Tymczasem pokojowa sznurowała stanik,<br />
+Potém rzuciła na gors Pannie pudermanik,<br />
+Zaczęto przypieczone zbierać papiloty,<br />
+Pukle, że nazbyt krótkie uwito w dwa sploty,<br />
+Zostawując na czole i skroniach włos gładki;<br />
+Pokojowa zaś świeżo zebrane bławatki<br />
+Uwiązawszy w plecionkę daje Telimenie;<br />
+Ta ją do głowy Zosi przyszpila uczenie,<br />
+S prawej strony na lewo: kwiat od bladych włosów<br />
+Odbijał bardzo pięknie, jak od zboża kłosow!<br />
+Zdjęto puderman, całe ubranie gotowe.<br />
+Zosia białą sukienkę wrzuciła przez głowę,<br />
+Chusteczkę batystową białą w ręku zwija,<br />
+<!-- Page 169 --><span class='pagenum'><a name="Str_204" id="Str_204">[204]</a></span>
+I tak cała wygląda biała jak lilija.<br />
+<br />
+Poprawiwszy raz jeszcze i włosów i stroju,<br />
+Kazano jéj wzdłuż i wszerz przejść się po pokoju;<br />
+Telimena uważa znawczyni oczyma,<br />
+Musztruje siestrzenicę, gniewa się i zżyma;<br />
+Aż na dygnienie Zosi <span class='err' title='krzynęła'>krzyknęła</span> z rospaczy,<br />
+Ja nieszczęśliwa! Zosiu widzisz, co to znaczy<br />
+Żyć z gęśmi, s pastuchami! tak nogi rosszerzasz<br />
+Jak chłopiec, okiem w prawo i w lewo uderzasz,<br />
+Czysto rozwódka! &mdash; dygnij, patrz, jaka niezwinnia!<br />
+&mdash; Ach ciociu, rzekła smutnie Zosia, coż ja winna,<br />
+Ciotka mnie zamykała; nic było s kim tańczyć,<br />
+Lubiłam z nudy ptastwo paść i dzieci niańczyć;<br />
+Ale poczekaj ciociu, niechno się pobawię<br />
+Trochę z ludźmi, obaczysz jak się ja poprawię.<br />
+<br />
+Już, rzekła ciotka, z dwojga złego, lepiej s ptastwem<br />
+Niż s tém co u nas dotąd gościło plugastwem;<br />
+Przypomnij tylko sobie, kto tu u nas bywał:<br />
+Pleban co pacierz mruczał, lub w warcaby grywał,<br />
+I palestra s fajkami! to mi kawalery!<br />
+<!-- Page 170 --><span class='pagenum'><a name="Str_205" id="Str_205">[205]</a></span>
+Nabrałabyś się od nich pięknéj maniery,<br />
+Teraz to pokazać się jest przynajmniéj komu,<br />
+Mamy przecież uczciwe towarzystwo w domu.<br />
+Uważaj dobrze Zosiu, jest tu Hrabia młody,<br />
+Pan, dobrze wychowany, krewny wojewody.<br />
+Pamiętaj być mu grzeczną &mdash;<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 14em;">Słychać rżenie koni</span><br />
+I gwar myśliwców; już są pod bramą; to oni!<br />
+Wziąwszy Zosię pod rękę pobiegła do sali.<br />
+Myśliwi na pokoje jeszcze niewchadzali,<br />
+Musieli po komnatach odmieniać swą odzież,<br />
+Niechcąc wniść do dam w kurtkach. Pierwsza wpadła młodzież,<br />
+Pan Tadeusz i Hrabia, co żywo przybrani.<br />
+<br />
+Telimena sprawuje obowiązki Pani,<br />
+Wita wchodzących, sadza, rozmową zabawia,<br />
+I siostrzenicę wszystkim s kolei przedstawia:<br />
+Naprzód Tadeuszowi, jako krewną bliską;<br />
+Zosia grzecznie dygnęła, on skłonił się nisko,<br />
+Chciał coś do niéj przemówić, już usta otworzył,<br />
+Ale spojrzawszy w oczy Zosi tak się strwożył,<br />
+<!-- Page 171 --><span class='pagenum'><a name="Str_206" id="Str_206">[206]</a></span>
+Ze stojąc niemy przed nią, to płonął, to bladnął;<br />
+Co było w jego sercu, on sam nie odgadnął.<br />
+Uczuł się nieszczęśliwym bardzo &mdash; poznał Zosię!<br />
+Po wzroście i po włosach światłych i po głosie;<br />
+Tę kibić i tę główkę widział na parkanie,<br />
+Ten wdzięczny głos zbudził go dziś na polowanie.<br />
+<br />
+Aż Wojski Tadeusza wyrwał z zamięszania,<br />
+Widząc że bladnie i że na nogach się słania,<br />
+Radził mu odejść do swej izby dla spoczynku;<br />
+Tadeusz stanął w kącie, wsparł się na kominku,<br />
+Nic nie mówiąc &mdash; szerokie, obłędne źrenice<br />
+Obracał to na ciotkę, to na siostrzenicę.<br />
+Dostrzegła Telimena, iż piérwsze spojrzenie<br />
+Zosi, tak wielkie na nim zrobiło wrażenie;<br />
+Nie odgadła wszystkiego, przecież pomieszana<br />
+Bawi gości, a z oczu nie spuszcza młodziana.<br />
+Wreszcie czas upatrzywszy ku niemu podbiega:<br />
+Czy zdrów? dla czego smutny? pyta się, nalega<br />
+Napomyka o Zosi, zaczyna z nim żarty;<br />
+Tadeusz nieruchomy, na łokciu oparty,<br />
+Nic nie gadając marszczył brwi i usta krzywił:<br />
+<!-- Page 172 --><span class='pagenum'><a name="Str_207" id="Str_207">[207]</a></span>
+Tém bardziéj Telimenę pomieszał i ździwił.<br />
+Zmieniła wiec natychmiast twarz i ton rozmowy,<br />
+Powstała zagniewana, i ostremi słowy<br />
+Poczęła nań przymówki sypać i wyrzuty;<br />
+Porwał się i Tadeusz jak żądłem ukłuty,<br />
+Spojrzał krzywo, nie mówiąc ani słowa spluął,<br />
+Krzesło nogą odepchnął i s pokoju runął,<br />
+Trzasnąwszy drzwi za sobą. Szczęściem że téj sceny<br />
+Nikt z gości nie uważał oprócz Telimeny.<br />
+<br />
+Wyleciawszy przez bramę, biegł prosto na pole;<br />
+Jak szczupak, gdy mu oścień skróś piersi przekole,<br />
+Pluska się i nurtuje myśląc że uciecze,<br />
+Ale wszędzie żelazo i sznur s sobą wlecze:<br />
+Tak i Tadeusz ciągnął za sobą zgryzoty,<br />
+Suwając się przez rowy i skacząc przez płoty,<br />
+Bez celu i bez drogi; aż nie mało czasu<br />
+Nabłąkawszy się, w końcu wszedł w głębinę lasu<br />
+I trafił czy umyślnie, czyli też przypadkiem,<br />
+Na wzgórek co był wczora szczęścia jego świadkiem,<br />
+Gdzie dostał ów bilecik, zadatek kochania,<br />
+Miejsce jak wiemy, zwane <i>Swiątynią dumania</i>.<br />
+<!-- Page 173 --><span class='pagenum'><a name="Str_208" id="Str_208">[208]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Gdy okiem w koło rzuca, postrzega, to ona!</span><br />
+Telimena, samotna, w myślach pogrążona,<br />
+Od wczorajszéj postacią i strojem odmienna,<br />
+W bieliźnie, na kamieniu, sama jak kamienna;<br />
+Twarz schyloną w otwarte utuliła dłonie,<br />
+Choć nie słyszysz szlochania, znać że we łzach tonie.<br />
+<br />
+Daremnie broniło się serce Tadeusza:<br />
+Ulitował się, uczuł że go żal porusza,<br />
+Długo poglądał niemy, ukryty za drzewem,<br />
+Nakoniec westchnął i rzekł sam do siebie z gniewem:<br />
+Głupi! cóż ona winna, że się ja pomylił;<br />
+Więc zwolna głowę ku niéj z za drzewa wychylił.<br />
+Gdy nagle Telimena zrywa się s siedzenia,<br />
+Rzuca się w prawo, w lewo, skacze skroś strumienia,<br />
+Roskrzyżowana, z włosem rospuszczonym, blada,<br />
+Pędzi w las, podskakuje, przyklęka, upada,<br />
+I nie mogąc już powstać, kręci się po darni,<br />
+Widać z jéj ruchów w jakiéj strasznéj jest męczarni;<br />
+Chywta się za pierś, szyję, za stopy, kolana;<br />
+Skoczył Tadeusz myśląc że jest pomieszana,<br />
+Lub ma wielka chorobę. Lecz z innéj przyczyny<br />
+<!-- Page 174 --><span class='pagenum'><a name="Str_209" id="Str_209">[209]</a></span>
+Pochodziły te ruchy.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 10em;">U bliskiéj brzeziny</span><br />
+Było wielkie mrowisko, owad gospodarny<br />
+Snuł się wkoło po trawie, ruchawy i czarny;<br />
+Nie wiedziéć czy s potrzeby, czy z upodobania,<br />
+Lubił szczególnie zwiedzać świątynię dumania;<br />
+Od stołecznego wzgórku aż po źródła brzegi<br />
+Wydeptał drogę, którą wiodł swoje szeregi.<br />
+Nieszczęściem Telimena siedziała śród drożki;<br />
+Mrówki znęcone blaskiem bieluchnéj pończoszki,<br />
+Wbiegły, gęsto zaczęły łaskotać i kąsać,<br />
+Telimena musiała uciekać, otrząsać,<br />
+Nakoniec na murawie siąść i owad łowić.<br />
+<br />
+Niemógł jéj swéj pomocy Tadeusz odmówić;<br />
+Oczyszczając sukienkę aż do nóg się zniżył,<br />
+Usta trafem ku skroniom Telimeny zbliżył &mdash;<br />
+W tak przyjaźnéj postawie, choć nic nie mówili<br />
+O rannych kłótniach swoich, przecież się zgodzili;<br />
+I nie wiedzieć jak długo trwałaby rozmowa,<br />
+Gdyby ich nie przebudził dzwonek s Soplicowa &mdash;<br />
+<!-- Page 175 --><span class='pagenum'><a name="Str_210" id="Str_210">[210]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Hasło wieczerzy: pora powracać do domu,</span><br />
+Zwłaszcza że słychać było opodal trzask łomu.<br />
+Może szukają? razem wracać nie wypada;<br />
+Więc Telimena w prawo pod ogród się skrada,<br />
+A Tadeusz na lewo biegł do wielkiéj drogi;<br />
+Oboje w tym odwrocie mieli nieco trwogi:<br />
+Telimenie zdało się, że raz s poza krzaka<br />
+Błysła zakapturzona, chuda twarz Robaka;<br />
+Tadeusz widział dobrze, jak mu raz i drugi<br />
+Pokazał się na lewo cień biały i długi,<br />
+Co to było nie wiedział, ale miał przeczucie,<br />
+Że to był Hrabia w długim, angielskim surducie.<br />
+<br />
+Wieczerzano w zamczysku. Uparty Protazy<br />
+Niedbajac na wyraźne Sędziego zakazy,<br />
+W niebytność Państwa znowu do zamku szturmował,<br />
+I kredens doń (jak mówi) zaintromitował.<br />
+Goście weszli w porządku i stanęli kołem;<br />
+Podkomorzy naywyższe brał miejsce za stołem,<br />
+Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,<br />
+Idąc kłaniał się damom starcom i młodzieży.<br />
+Kwestarz nie był u stołu; miejsce Bernardyna<br />
+<!-- Page 176 --><span class='pagenum'><a name="Str_211" id="Str_211">[211]</a></span>
+Po prawéj stronie męża, ma Podkomorzymi.<br />
+Sędzia, kiedy już gości jak trzeba ustawił,<br />
+Żegnając po łacinie, stół pobłogosławił;<br />
+Męszczyznom dano wódkę; żaczém wszyscy siedli,<br />
+I chłodnik zabielany milcząc żwawo jedli.<br />
+<br />
+Po chłodniku szły raki, kurczęta, szparagi,<br />
+W towarzystwie kielichów Węgrzyna, Malagi;<br />
+Jedzą, piją a milczą wszyscy. Nigdy pono<br />
+Od czasu jako mury zamku podźwigniono,<br />
+Który uraczał hojnie tylu szlachty bratów,<br />
+Tyle wesołych słyszał i odbił wiwatów,<br />
+Niepamiętano takiéj posępnéj wieczerzy;<br />
+Tylko pukanie korków i brzęki talerzy,<br />
+Odbijała zamkowa sień wielka i pusta:<br />
+Rzekłbyś iż zły duch gościom zasznurował usta.<br />
+<br />
+Mnogie były powody milczenia: myśliwi<br />
+Powrócili z ostępu dosyć gadatliwi;<br />
+Lecz gdy zapał ochłonął, myśląc nad obławą,<br />
+Postrzegają że wyszli z niéj nie z wielką sława:<br />
+Trzebaż było ażeby jeden kaptur popi,<br />
+<!-- Str 251 --><span class='pagenum'><a name="Str_212" id="Str_212">[212]</a></span>
+<a name="str212_w1"></a>
+Wyrwawszy się Bóg wie skąd, jak Filip s konopi,<br />
+Przepisał wszystkich strzelców powiatu? O wstydzie!<br />
+Cóż o tém będą gadać w Oszmianie i Lidzie,<br />
+Które od wieków walczą s tutejszym powiatem<br />
+O piérwszeństwo w strzelectwie; myślili więc nad tém.<br />
+<br />
+Zaś Assessor i Rejent prócz wspólnych niechęci,<br />
+Świeżą hańbę swych chartów mieli na pamięci.<br />
+W oczach im stoi niecny kot, skoki wyciąga,<br />
+I omykiem spod gaju kiwając urąga,<br />
+I tym omykiem ćwiczy po sercach jak biczem:<br />
+Siedzieli s pochyloném ku misie obliczem.<br />
+Assessor nowe jeszcze miał powody żalów,<br />
+Patrząc na Telimenę i na swych rywalów.<br />
+<br />
+Do Tadeusza siedzi Telimena bokiem,<br />
+Pomięszana, zaledwie śmie nań rzucić okiem;<br />
+Chciała zasępionego Hrabiego zabawić,<br />
+Wyzwać w dłuższa rozmowę, w lepszy humor wprawić:<br />
+Bo Hrabia dziwnie kwaśny powrócił s przechadzki,<br />
+A raczéj jako myślił Tadeusz z zasadzki;<br />
+Słuchając Telimeny, czoło podniósł hardo,<br />
+<!-- Str 252 --><span class='pagenum'><a name="Str_213" id="Str_213">[213]</a></span>
+Brwi zmarszczył, spojrzał na nią ledwie nie s pogardą,<br />
+Potém przysiadł się jak mógł najbliżéj do Zosi,<br />
+Nalewa jéj do szklanki, talerze przynosi,<br />
+Prawi tysiąc grzeczności, kłania się, uśmiécha,<br />
+Czasem oczy wywraca i głęboko wzdycha.<br />
+Widać przecież, pomimo tak zręczne łudzenie,<br />
+Ze umizgał się, tylko na złość Telimenie;<br />
+Bo głowę odwracając niby nie umyślnie,<br />
+Co raz ku Telimenie groźnem okiem błyśnie.<br />
+<br />
+Telimena nie mogła pojąć co to znaczy,<br />
+Ruszywszy ramionami, myśliła: dziwaczy.<br />
+Wreszcie nowym zalotom Hrabiego dość rada,<br />
+Zwróciła się do swego drugiego sąsiada.<br />
+<br />
+Tadeusz téż posępny nic nie jadł, nic nie pił,<br />
+Zdawał się słuchać rozmów, oczy w talerz wlepił;<br />
+Telimena mu leje wino, on się gniewa<br />
+Na natrętność; pytany o zdrowie &mdash; poziewa.<br />
+Ma za złe (tak się zmienił jednego wieczora)<br />
+Że Telimena zbytnie do zalotów skora;<br />
+Gorszy się że jéj suknia tak wcięta głęboko,<br />
+<!-- Str 253 --><span class='pagenum'><a name="Str_214" id="Str_214">[214]</a></span>
+Nie skromnie &mdash; a dopiéro, kiedy podniósł oko!<br />
+Aż przeląkł się, bystrzejsze teraz miał źrenice,<br />
+Ledwie spójrzał w rumiane Telimeny lice,<br />
+Odkrył od razu wielką, straszną tajemnicę!<br />
+Przebóg, naróżowana!<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 12em;">Czy róż w złym gatunku,</span><br />
+Czy jakoś na obliczu przetarł się s trefunku:<br />
+Gdzieniegdzie zrzedniał, na wskróś grubszą płeć odsłania.<br />
+Może to sam Tadeusz w <i>Świątyni dumania</i>,<br />
+Rozmawiając za blisko, omusknął z bielidła<br />
+Karmin, lżejszy od pyłków motylego skrzydła.<br />
+Telimena wracała nazbyt śpieszno z lasu,<br />
+I poprawić kolory swe nie miała czasu;<br />
+Około ust szczególniéj widne były piegi.<br />
+Nuż oczy Tadeusza, jako chytre szpiegi,<br />
+Odkrywszy jedną zdradę, poczną w kolej zwiedzać<br />
+Resztę wdzięków, i wszędzie, jakiś fałsz wyśledzać:<br />
+Dwóch zębów braknie w ustach; na czole, na skroni<br />
+Zmarszczki; tysiące zmarszczków pod brodą się chroni!<br />
+<br />
+Niestety! czuł Tadeusz, jak jest niepotrzebnie,<br />
+<!-- Str 254 --><span class='pagenum'><a name="Str_215" id="Str_215">[215]</a></span>
+Rzecz piękną nazbyt ściśle zważać; jak haniebnie<br />
+Być szpiegiem swej kochanki; nawet jak szkaradnie,<br />
+Odmieniać smak i serce &mdash; lecz ktoż sercem władnie?<br />
+Darmo chce brak miłości zastąpić sumnieniem,<br />
+Chłod duszy ogrzać znowu jéj wzroku promieniem:<br />
+Już ten wzrok, jako księżyc światły a bez ciepła,<br />
+Błyskał po wierzchu duszy, która do dna krzepła..<br />
+Takie robiąc sam w sobie wyrzuty i skargi,<br />
+Pochylił w talerz głowę, milczał i gryzł wargi.<br />
+<br />
+Tym czasem zły duch nową pokusą go wabi,<br />
+Podsłuchiwać co Zosia mówiła do Hrabi:<br />
+Dziewczyna uprzejmością Hrabiego ujęta,<br />
+Z razu rumieniła się spuściwszy oczęta,<br />
+Potém śmiać się zaczęli, w końcu rozmawiali,<br />
+O jakiémś niespodzianém w ogrodzie spotkaniu,<br />
+O jakiémś po łopuchach i grzędach stąpaniu.<br />
+Tadeusz wyciągnąwszy co najdłużéj uszy,<br />
+Połykał gorzkie słowa i przetrawiał w duszy.<br />
+Okropną miał biesiadę. Jak w ogrodzie źmija,<br />
+Dwoistém żądłem zioło zatrute wypija,<br />
+Potém skręci się w kłębek i na drodze legnie,<br />
+<!-- Str 255 --><span class='pagenum'><a name="Str_216" id="Str_216">[216]</a></span>
+Grożąc stopie co na nią nieostróżnie biegnie;<br />
+Tak Tadeusz opity trucizną zazdrości,<br />
+Zdawał się obojętny, a pękał ze złości.<br />
+<br />
+W najweselszém zebraniu niech się kilku gniewa,<br />
+Zaraz się ich ponurość na resztę rozlewa.<br />
+Strzelcy dawniéj milczeli, druga stołu strona<br />
+Umilkła, Tadeusza żółcią zarażona.<br />
+<br />
+Nawet Pan Podkomorzy nadzwyczaj ponury,<br />
+Nie miał ochoty gadać; widząc swoje córy<br />
+Posażne i nadobne Panny, w wieku kwiecie,<br />
+Zdaniem wszystkich najpierwsze partye w powiecie,<br />
+Milczące, zaniedbane od milczącéj młodzi.<br />
+Gościnnego Sędziego również to obchodzi;<br />
+Wojski zaś uważając że tak wszyscy milczą,<br />
+Nazywał tę wieczerzą nie polską, lecz wilczą.<br />
+<br />
+Hreczecha na milczenie miał słuch bardzo czuły,<br />
+Sam gawęda, i lubił niezmiernie gaduły.<br />
+Nie dziw! ze szlachtą strawił życie na biesiadach,<br />
+Na polowaniach, zjazdach, sejmikowych radach;<br />
+<!-- Str 256 --><span class='pagenum'><a name="Str_217" id="Str_217">[217]</a></span>
+Przywykł żeby mu zawsze coś bębniło w ucho,<br />
+Nawet wtenczas, gdy milczał, lub s placką za mucha<br />
+Skradał się, lub zamknąwszy oczy siadał marzyć;<br />
+W dzień szukał rozmów, w nocy musiano mu gwarzyć<br />
+Pacierze różańcowe, albo gadać bajki:<br />
+Stąd też nieprzyjacielem zabitym był fajki,<br />
+Wymyślonéj od niemców by nas scudzoziemczyć,<br />
+Mawiał: Polskę oniemić, jest to Polskę zniemczyć. &mdash; <br />
+Starzec wiek przegwarzywszy chciał spoczywać w gwarze,<br />
+Milczenie go budziło ze snu: tak młynarze<br />
+Uśpieni kół tarkotem, ledwie staną osie,<br />
+Budzą się krzycząc s trwogą: a słowo stało się.<br />
+<br />
+Wojski ukłonem dawał znak Podkomorzemu,<br />
+A ręką od ust lekko skinął ku Sędziemu,<br />
+Prosząc o głos; Panowie na ten ukłon niemy<br />
+Odkłonili się oba, co znaczy: prosiemy.<br />
+Wojski zagaił.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 8em;">&laquo;Śmiałbym upraszać młodzieży,</span><br />
+Ażeby postaremu bawić u wieczerzy,<br />
+Nie milczeć i żuć: czy my Ojce Kapucyni?<br />
+<!-- Str 257 --><span class='pagenum'><a name="Str_218" id="Str_218">[218]</a></span>
+Kto milczy między szlachtą, to właśnie tak czyni,<br />
+Jako myśliwiec który nabój rdzawi w strzelbie:<br />
+Dla tego ja rozmowność naszych przodków wielbię.<br />
+Po łowach szli do stołu, nie tylko by jadać,<br />
+Ale aby nawzajem mogli się wygadać,<br />
+Co każdy miał na sercu; nagany, pochwały<br />
+Strzelców i obławników, ogary, wystrzały,<br />
+Wywoływano na plac; powstawała wrzawa,<br />
+Miła uchu myśliwców, jak druga obława.<br />
+Wiem, wiem o co wam idzie: ta czarnych trosk chmura<br />
+Pono z Robakowego wzniosła się kaptura!<br />
+Wstydzicie się swych pudeł! niech was wstyd nie pali,<br />
+Znałem myśliwych lepszych od was, a chybiali;<br />
+Trafiać, chybiać, poprawiać, to kolej strzelecka.<br />
+Ja sam, chociaż ze strzelbą włóczę się od dziecka,<br />
+Chybiałem; chybiał sławny ów strzelec Tułoszczyk,<br />
+Nawet nie zawsze trafiał pan Rejtan nieboszczyk.<br />
+O Rejtanie opowiem później. Co się tycze<br />
+Wypuszczenia z obławy, że oba panicze<br />
+Zwierzowi jak należy kroku niedostali<br />
+Choć mieli oszczep w ręku, tego nikt nie chwali.<br />
+Ani gani: bo zmykać mając nabój w rurze<br />
+<!-- Str 258 --><span class='pagenum'><a name="Str_219" id="Str_219">[219]</a></span>
+Znaczyło po staremu być tchórzem nad tchórze,<br />
+Toż wystrzelić na oślep (jak to robi wielu)<br />
+Nie przypuściwszy zwierza, nie wziąwszy do celu,<br />
+Jest rzecz haniebna; ale kto dobrze wymierzy,<br />
+Kto przypuści do siebie zwierza jak należy,<br />
+Jeśli chybił, cofnąć się może bez sromoty,<br />
+Albo walczyć oszczepem, lecz z własnéj ochoty<br />
+A nie z musu: gdyż oszczep strzelcom poruczony,<br />
+Nie dla natarcia, ale tylko dla obrony.<br />
+Tak było po staremu: a więc mnie zawierzcie,<br />
+I waszéj rejterady do serca niebierzcie,<br />
+Kochany Tadeuszku i Wielmożny Grafie;<br />
+Ilekroć zaś wspomnicie o dzisiejszym trafie,<br />
+Wspomnijcie też starego Wojskiego przestrogę,<br />
+Nigdy jeden drugiemu nie zachodzić w drogę,<br />
+Nigdy we dwóch nie strzelać do jednéj źwierzyny.<br />
+<br />
+Właśnie Wojski wymawiał to słowo źwierzyny,<br />
+Gdy Assessor półgębkiem podszepnął: dziewczyny;<br />
+Brawo krzyknęła młodzież, powstał szmer i śmiechy,<br />
+Powtarzano s kolei przestrogę Hreczechy,<br />
+Mianowicie ostatnie słowo: ci źwierzyny,<br />
+<!-- Str 259 --><span class='pagenum'><a name="Str_220" id="Str_220">[220]</a></span>
+A drudzy w głos śmiejąc się krzyczeli dziewczyny;<br />
+Rejent szepnął: kobiety, &mdash; Assessor: kokiety,<br />
+Utkwiwszy w Telimenie oczy jak sztylety.<br />
+<br />
+Nie myślił wcale Wojski przymawiać nikomu,<br />
+Ani uważał, co tam szepcą pokryjomu;<br />
+Rad bardzo że mógł damy i młodzież rosśmieszyć,<br />
+Zwrócił się ku myśliwcom, chcąc i tych pocieszyć.<br />
+I zaczął, nalewając sobie kielich wina:<br />
+<br />
+&laquo;Nadaremnie oczyma szukam Bernardyna;<br />
+Chciałbym mu opowiedziéć wypadek ciekawy,<br />
+Podobny do zdarzenia dzisiejszéj obławy.<br />
+Klucznik mówił, że tylko znał jednego człeka,<br />
+Co tak celnie jak Robak mógł strzelić zdaleka;<br />
+Ja zaś znałem drugiego: równie trafnym strzałem<br />
+Ocalił on dwóch panów; sam ja to widziałem,<br />
+Kiedy do Nalibockich zaciągnęli lasów,<br />
+Tadeusz Rejtan poseł i książę Denassow.<br />
+Nie zazdrościli sławie szlachcica panowie,<br />
+Owszem u stołu, pierwsi wnieśli jego zdrowie,<br />
+Nadawali mu wielkich prezentów bez liku,<br />
+<!-- Str 260 --><span class='pagenum'><a name="Str_221" id="Str_221">[221]</a></span>
+I skórę zabitego dzika: u tym dziku<br />
+J o strzale, powiem wam jak naoczny świadek,<br />
+Bo to był dzisiejszemu podobny przypadek,<br />
+A zdarzył się największym strzelcom za mych czasów<br />
+Posłowi Rejtanowi i Księciu Denassow.<br />
+<br />
+A w tém ozwał się Sędzia nalewając czaszę:<br />
+Piję zdrowie Robaka, Wojski, w ręce wasze.<br />
+Jeśli datkiem nie możem kwestarza zbogacić,<br />
+Postaramy się przecież za proch mu zapłacić,<br />
+Uręczamy, że niedźwiedź zabity dziś w boru,<br />
+Przez dwa lata wystarczy na kuchnię klasztoru.<br />
+Lecz skóry Księdzu niedam; lub gwałtem zabiorę,<br />
+Albo ją mnich ustąpić musi przez pokorę,<br />
+Albo ją kupię choćby dziesiątkiem soboli.<br />
+Skórą tą rozrządzimy wedle naszéj woli;<br />
+Pierwszy wieniec i sławę już wziął sługa boży,<br />
+Skórę Jaśnie Wielmożny pan nasz Podkomorzy<br />
+Temu da, kto na drugą nagrodę zasłużył.<br />
+<br />
+Podkomorzy pogładził czoło i brwi zmrużył;<br />
+Strzelcy zaczęli szemrać, każdy coś powiadał,<br />
+<!-- Page 177 --><span class='pagenum'><a name="Str_222" id="Str_222">[222]</a></span>
+Tamten jak zwierza znalazł, ten jak ranę zadał,<br />
+Tamten psiarnię nawołał, ów zwierza nawrócił<br />
+Znowu w ostęp. Assessor z Rejentem się kłócił,<br />
+Jeden wielbiąc przymioty swojéj Sanguszkówki,<br />
+Drugi bałabanowskiéj swéj Sagalasówki.<br />
+<br />
+Sędzio sąsiedzie, wreszcie wyrzekł Podkomorzy,<br />
+Pierwszą nagrodę słusznie zyskał sługa boży;<br />
+Lecz nie łacno rozsądzić kto jest po nim drugi,<br />
+Bo wszyscy zdają mi się mieć równe zasługi,<br />
+Wszyscy równi zręcznością, biegłością i męstwem.<br />
+Przecież dwóch dziś odznaczył los niebespieczeństwem,<br />
+Dwaj byli niedźwiedziego najbliżsi pazura,<br />
+Tadeusz i pan Hrabia; im należy skóra.<br />
+Pan Tadeusz ustąpi (jestem tego pewny)<br />
+Jako młodszy i jako Gospodarza krewny;<br />
+Więc spolia opima weźmiesz Mości Hrabia.<br />
+Niech ten łup twą strzelecką komnatę ozdabia,<br />
+Niechaj pamiątką będzie dzisiejszéj zabawy,<br />
+Godłem szczęścia łowczego, bodźcem przyszłéj sławy.<br />
+<br />
+Umilknął wesoł, myśląc Że Hrabię ucieszył,<br />
+<!-- Page 178 --><span class='pagenum'><a name="Str_223" id="Str_223">[223]</a></span>
+Nie wiedział jak boleśnie serce jego przeszył.<br />
+Bo Hrabia na strzeleckiéj komnaty wspomnienie,<br />
+Mimowolnie wzrok podniósł; a te łby jelenie,<br />
+Te gałęziste rogi jakby las wawrzynów<br />
+Zasiany ręką ojców na wieńce dla synów,<br />
+Te rzędami portretów zdobione filary,<br />
+Ten w sklepieniu błyszczący herb Półkozic stary.<br />
+Ozwały się doń zewsząd głosami przeszłości;<br />
+Zbudził się z marzeń, wspomniał, gdzie, u kogo gości.<br />
+Dziedzic Horeszków, gościem śród swych własnych progów,<br />
+Biesiadnikiem Sopliców, swych odwiecznych wrogów!<br />
+A przytém zawiść którą czuł dla Tadeusza,<br />
+Tém mocniej Hrabię przeciw Soplicom porusza.<br />
+<br />
+Rzekł więc z gorzkim uśmiechem: mój domek zbyt mały,<br />
+Niema godnego miejsca na dar tak wspaniały;<br />
+Niech lepiéj niedźwiedź czeka pośród tych rogaczy,<br />
+Aż mi go Sędzia razem z zamkiem oddać raczy.<br />
+<br />
+Podkomorzy zgadując na co się zanosi,<br />
+Zadzwonił w tabakierę złotą, o głos prosi.<br />
+<!-- Page 179 --><span class='pagenum'><a name="Str_224" id="Str_224">[224]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Godzieneś pochwał, rzecze, Hrabio mój sąsiedzie,</span><br />
+Że dbasz o interesa nawet przy obiedzie;<br />
+Nie tak jak modni wieku twojego panicze,<br />
+Żyjący bez rachunku. Ja tuszę i życzę<br />
+Zgodą zakończyć moje sądy podkomorskie;<br />
+Dotąd jedyna trudność jest o fundum dworskie.<br />
+Mam już projekt zamiany, fundum wynagrodzić<br />
+Ziemią, w sposób następny &mdash; Tu zaczął wywodzić<br />
+Porządnie (jak zwykł zawsze) plan przyszłéj zamiany;<br />
+<span class='err' title='Iuż'>Już</span> był w połowie rzeczy; gdy ruch niespodziany<br />
+Wszczął się na końcu stoła: jedni coś postrzegli,<br />
+Wskazują palcem, drudzy z oczyma tam biegli,<br />
+Aż <span class='err' title='wreszie'>wreszcie</span> wszystkie głowy, jak kłosy schylone,<br />
+Wstecznym wiatrem w przeciwną zwróciły się stronę,<br />
+W kąt.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 4em;">S kątu, kędy wisiał portret nieboszczyka</span><br />
+Ostatniego z rodziny Horeszków Stolnika,<br />
+Z małych drzwiczek ukrytych pomiędzy filary,<br />
+Wysunęła się cicho postać, nakształt mary.<br />
+Gerwazy; poznano go po wzroście, po licach,<br />
+Po srebrzystych na żółtéj kurcie Półkozicach.<br />
+<!-- Page 180 --><span class='pagenum'><a name="Str_225" id="Str_225">[225]</a></span>
+Stąpał jako słup prosto, niemy i surowy,<br />
+Niezdjąwszy czapki, nawet nieschyliwszy głowy;<br />
+W ręku trzymał błyszczący klucz jakby puginał,<br />
+Odemknął szafę i w niéj coś kręcić zaczynał.<br />
+<br />
+Stały w dwóch kątach sieni, wsparte o filary,<br />
+Dwa kurantowe w szafach zamknięte zegary.<br />
+Dziwaki stare, dawno ze słońcem w niezgodzie,<br />
+Południe wskazywały często o zachodzie;<br />
+Gerwazy nie przybrał się machyny naprawić,<br />
+Ale bez nakręceniu nie chciał jéj zostawić,<br />
+Dręczył kluczem zegary każdego wieczora;<br />
+Właśnie teraz przypadła nakręcania pora.<br />
+Gdy Podkomorzy sprawą zajmował uwagę<br />
+Stron interessowanych, on pociągnął wagę:<br />
+Zgrzytnęły wyszczerbionym zębem koła rdzawe,<br />
+Wzdrygnął się Podkomorzy i przerwał rosprawę.<br />
+Bracie, rzekł, odłóż nieco twą pilną robotę &mdash;<br />
+I kończył plan zamiany; lecz Klucznik na psotę<br />
+Jeszcze silniej pociągnął drugiego ciężaru;<br />
+I wnet gil który siedział na wierzchu zegaru,<br />
+Trzepiocąc skrzydłem zaczął ciąć kurantów nóty.<br />
+<!-- Page 181 --><span class='pagenum'><a name="Str_226" id="Str_226">[226]</a></span>
+Ptak sztucznie wyrobiony, szkoda że popsuty,<br />
+Zająkął się i piszczał, im daléj tém gorzéj.<br />
+Goście w śmiech; musiał przerwać znowu Podkomorzy.<br />
+Mości Kluczniku, krzyknął, lub raczéj puszczyku,<br />
+Jeśli dziob twój szanujesz, dość mi tego krzyku.<br />
+<br />
+Ale Gerwazy groźbą wcale się nie strwożył.<br />
+Prawą rękę poważnie na zegar położył,<br />
+A lewą wziął się pod bok; tak oburącz wsparty,<br />
+Podkomorzeńku! krzyknął, wolne pańskie żarty,<br />
+Wróbel mniejszy niż puszczyk, a na swoich wiorach<br />
+Śmielszy jest aniżeli puszczyk w cudzych dworach:<br />
+Co Klucznik to nie puszczyk; kto w cudze poddasze<br />
+Nocą włazi, ten puszczyk, i ja go wystraszę.<br />
+&mdash; Za drzwi z nim. Podkomorzy krzyknął.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 20em;">&mdash; Panie Hrabia!</span><br />
+Zawołał Klucznik, widzisz Pan co się wyrabia:<br />
+Czy niedosyć się jeszcze pański honor plami,<br />
+Że Pan jadasz i pijasz s temi Soplicami;<br />
+Trzebaż jeszcze, aby mnie, zamku urzędnika,<br />
+Gerwazego Rembayłę, Horeszków Klucznika,<br />
+<!-- Page 182 --><span class='pagenum'><a name="Str_227" id="Str_227">[227]</a></span>
+Lżyć w domu Panów moich, i Pan że to zniesie!<br />
+&mdash; Wtém Protazy zawołał trzykroć: Uciszcie się,<br />
+Na ustęp! Ja Protazy Baltazar Brzechalski,<br />
+Dwojga imion, Generał niegdyś trybunalski,<br />
+Vulgo Woźny, woźneńską obdukcyą robię<br />
+I vizyą formalną, zamawiając sobie<br />
+Urodzonych tu wszystkich obecnych świadectwo<br />
+I pana Assessora wzywając na śledztwo,<br />
+S powodu Wielmożnego Sędziego Soplicy:<br />
+O inkursyą, to jest o najazd granicy,<br />
+Gwałt zamku, w którym Sędzia dotąd prawnie włada,<br />
+Czego dowodem jawnym jest, że w zamku jada.<br />
+&mdash; Brzechaczu, wrzasnął Klucznik, ja cię wnet nauczę;<br />
+I dobywszy z zapasa swe żelazne klucze,<br />
+Okręcił w koło głowy, puścił s całéj mocy;<br />
+Pęk żelaza wyleciał, jako kamień s procy.<br />
+Pewnie łeb Protazemu rozbiłby na ćwierci;<br />
+Szczęściem schylił się Woźny i wydarł się śmierci.<br />
+<br />
+Porwali się z miejsc wszyscy, chwilę była głucha<br />
+Cichość, aż Sędzia krzyknął: w dyby tego zucha!<br />
+Hola chłopcy! &mdash; i czeladź rzuciła się żwawo<br />
+<!-- Page 183 --><span class='pagenum'><a name="Str_228" id="Str_228">[228]</a></span>
+Ciasném przejściem pomiędzy ścianami i ławą;<br />
+Lecz Hrabia krzesłem w środku zagrodził im drogę<br />
+I na tym szańcu słabym utwierdziwszy nogę,<br />
+Wara! zawołał, Sędzio! niewolno nikomu<br />
+Krzywdzić sługę mojego w moim własnym domu;<br />
+Kto ma na starca skargę, niech mi ją przełoży.<br />
+<br />
+Zyzem w oczy Hrabiemu spojrzał Podkomorzy.<br />
+&laquo;Bez Waścinéj pomocy ukarać potrafię<br />
+Zuchwałego szlachetkę; a Waść Mości Grafie,<br />
+Przed dekretem ten zamek zawcześnie przywłaszczasz;<br />
+Nie Wać tu jesteś panem, nie Wać nas ugaszczasz:<br />
+Siedź cicho jakeś siedział; jeśli siwéj głowy<br />
+Nie czcisz, to szanuj pierwszy urząd powiatowy.<br />
+<br />
+&mdash; Co mi? odmruknął Hrabia, dość już téj gawędy,<br />
+Nudźcie drugich waszemi względy i urzędy;<br />
+Dość już głupstwa zrobiłem, wdając się z Wać państwem<br />
+W pijatyki, które się kończą grubijaństwem.<br />
+Zdacie mi sprawę z mego honoru obrazy;<br />
+Do widzenia po trzeźwu &mdash; pódź za mną Gerwazy.<br />
+<!-- Page 184 --><span class='pagenum'><a name="Str_229" id="Str_229">[229]</a></span>
+<br />
+<span style="margin-left: 1em;">Nigdy się odpowiedzi takiéj niespodziewał</span><br />
+Podkomorzy, właśnie swój kieliszek nalewał,<br />
+Gdy <span class='err' title='zuchwalswem'>zuchwalstwem</span> Hrabiego rażony jak gromem,<br />
+Oparłszy się o kielich butlem nieruchomym,<br />
+Głowę wyciągnął na bok i ucha przyłożył.<br />
+Oczy rozdarł szeroko, usta wpół otworzył;<br />
+Milczał, lecz kielich w ręku tak potężnie cisnął.<br />
+Że szkło dźwięknąwszy pękło, płyn w oczy mu prysnął,<br />
+Rzekłbyś że z winem ognia w duszę się nalało,<br />
+Tak oblicze spłonęło, tak oko pałało;<br />
+Zerwał się mówić, pierwsze słowo niewyraźnie<br />
+Mleł w ustach, aż przez zęby wyleciało: Błaźnie!<br />
+Grafiąlko! ja cię! Tomasz! karabellę! Ja tu<br />
+Nauczę ciebie mores, błaźnie, daj go katu!<br />
+Względy, urzędy nudzą, uszko delikatne!<br />
+Ja cię tu zaraz, po tych zauszniczkach płatnę.<br />
+Fora za drzwi! do kordą! Tomasz, karabellę!<br />
+<br />
+Wtém do Podkomorzego skoczą przyjaciele;<br />
+Sędzia porwał mu rękę; &mdash; Stój Pan, to rzecz nasza.<br />
+Mnie tu naprzód wyzwano. Protazy, pałasza!<br />
+Puszczę go w taniec jako niedźwiadka na kiju &mdash;<br />
+<!-- Page 185 --><span class='pagenum'><a name="Str_230" id="Str_230">[230]</a></span>
+Lecz Tadeusz Sędziego wstrzymał &mdash; Panie stryju,<br />
+Wielmożny Podkomorzy, czyż się Państwu godzi<br />
+Wdawać się s tym fircykiem, czy tu nie ma młodzi?<br />
+Na mnie to zdajcie, ja go należycie skarcę;<br />
+A Waszeć Panie śmiałku co wyzywasz starce,<br />
+Obaczym czyli jesteś tak strasznym rycerzem;<br />
+Rosprawimy się jutro, plac i broń wybierzem.<br />
+Dziś uchodź pókiś cały &mdash;<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 13em;">Dobra była rada;</span><br />
+Klucznik i Hrabia wpadli w obroty nie luda.<br />
+Przy wyższym końcu stoła wrzał tylko krzyk wielki.<br />
+Ale z ostrego końca latały butelki<br />
+Koło Hrabiego głowy. Strwożone kobiety<br />
+W prośby, w płacz; Telimena, krzyknąwszy: niestety!<br />
+Wzniosła oczy, powstała, i padła zemdlona,<br />
+I przechyliwszy szyję przez Hrabi ramiona,<br />
+Na pierś jego złożyła swe piersi łabędzic.<br />
+Hrabia choć zagniewany, wstrzymał się w zapędzie,<br />
+Zaczął cucić, ocierać.<br />
+<br />
+<span style="margin-left: 12em;">Tymczasem Gerwazy,</span><br />
+<!-- Page 186 --><span class='pagenum'><a name="Str_231" id="Str_231">[231]</a></span>
+Wystawiony na stołków i butelek razy,<br />
+Już zachwiał się, już czeladź zakasawszy pieście<br />
+Rzucała się nań zewsząd hurmem, gdy na szczęście<br />
+Zosia widząc szturm, skoczy i litością zdjęta,<br />
+Zasłania starca na krzyż rospiąwszy rączęta &mdash;<br />
+Wstrzymali się; Gerwazy zwolna ustępował,<br />
+Zniknął z oczu, szukano gdzie się pod stół schował;<br />
+Gdy nagle, z drugiéj struny wyszedł jak spod ziemi,<br />
+Podniosłszy w górę ławę ramiony silnemi,<br />
+Okręcił się jak wiatrak, oczyścił pół sieni,<br />
+Wziął Hrabię i tak oba ławą zasłonieni<br />
+Cofali się ku drzwiczkom; już dochodzą progów,<br />
+Gerwazy stanął, jeszcze raz spojrzał na wrogów,<br />
+Dumał chwilę, niepewny, czy cofać się zbrojnie,<br />
+Czyli z nowym orężem szukać szczęścia w wojnie.<br />
+Obrał drugie; już ławę jak taran murowy<br />
+W tył dźwignął dla zamachu, już ugiąwszy głowy,<br />
+Z wypiętą na przód piersią, s podniesioną nogą<br />
+Miał wpaść... ujrzał Wojskiego, uczuł w sercu trwogę.<br />
+<br />
+Wojski cicho siedzący s przymrużuném okiem,<br />
+Zdawał się pogrążony w dumaniu głębokiém;<br />
+<!-- Page 187 --><span class='pagenum'><a name="Str_232" id="Str_232">[232]</a></span>
+Dopiero gdy się Hrabia s Podkomorzym skłócił<br />
+I Sędziemu pogroził, Wojski głowę zwrócił.<br />
+Zażył dwakroć tabaki i przetarł powieki.<br />
+Chociaż Wojski Sędziemu był krewny daleki,<br />
+Ale w gościnnym jego domu zamieszkały,<br />
+O zdrowie przyjaciela był niezmiernie dbały.<br />
+Przypatrywał się zatém s ciekawością walce,<br />
+Wyciągnął zlekka na stół rękę dłoń i palce,<br />
+Położył nóż na dłoni, trzonkiem do paznokcia<br />
+Indexu, a żelazem zwrócony do łokcia,<br />
+Potém rękę w tył nieco wychyloną kiwał<br />
+Niby bawiąc się, lecz się w Hrabiego wpatrywał.<br />
+<br />
+Sztuka rzucania nożów, straszna w ręcznéj bitwie,<br />
+Już była zaniedbana podówczas na Litwie,<br />
+Znajoma tylko starym; Klucznik jéj próbował<br />
+Nieraz w zwadacb karczemnych, Wojski w niéj celował<br />
+Widać z zamachu ręki że silnie uderzy,<br />
+A z oczu łacno zgadnąć, że w Hrabiego mierze<br />
+(Ostatniego z Horeszków chociaż po kądzieli)<br />
+Mniéj baczni młodzi ruchów starca niepojęli;<br />
+Gerwazy zbladnął, ławą Hrabiego zakłada,<br />
+<!-- Page 188 --><span class='pagenum'><a name="Str_233" id="Str_233">[233]</a></span>
+Cofa się ku drzwiom. &mdash; &laquo;Łapaj!&raquo; krzyknęła gromada.<br />
+<br />
+Jako wilk obskoczony znienacka przy ścierwie,<br />
+Rzuca się oślep w zgraję co mu ucztę przerwie,<br />
+Już goni, mu ją szarpać, wtém śród psiego wrzasku<br />
+Trzasło ciche półkorcze, wilk zna je po trzasku,<br />
+Śledzi okiem, postrzega, że s tyłu za charty,<br />
+Myśliwiec wpół schylony, na kolanie wsparty<br />
+Rurą, ku niemu wije, i już cyngla tyka;<br />
+Wilk uszy spuszcza, ogon podtuliwszy zmyka,<br />
+Psiarnia s tryumfującym rzuca się hałasem,<br />
+I skubie go po kudłach, zwierz zwraca się czasem,<br />
+Spojrzy, klapnie paszczęką, i białych kłów zgrzytem<br />
+Ledwie pogrozi, psiarnia pierzcha ze skowytem.<br />
+Taki Gerwazy z groźną cofał się postawą,<br />
+Wstrzymując napastników oczyma i ławą,<br />
+Aż razem z Hrabią wpadli w głąb' ciemnéj framugi.<br />
+<br />
+&laquo;Łapaj!&raquo; krzykniono znowu; tryumf był nie długi:<br />
+Bo nad głowami tłumu Klucznik niespodzianie<br />
+Ukazał się na chorze, przy starym organie,<br />
+I s trzaskiem jął wyrywać ołowiane rury,<br />
+<!-- Page 189 --><span class='pagenum'><a name="Str_234" id="Str_234">[234]</a></span>
+Wielkąby klęskę zadał uderzając z góry.<br />
+Ale już goście tłumnie wychodzili s sieni,<br />
+Nieśmieli kroku dostać słudzy potrwożeni,<br />
+I chwytając naczyniu w ślad Panów uciekli,<br />
+Nawet nakrycia s częścią sprzętów się wyrzekli.<br />
+<br />
+Któż ostatni, niedbając na groźby i razy<br />
+Ustąpił s placu bitwy? Brzechalski Protazy.<br />
+On za krzesłem Sędziego stojąc niewzruszenie,<br />
+Ciągnął woźnieńskim głosem swoje oświadczenie,<br />
+Aż skończył, i s pustego szedł pobojowiska,<br />
+Kędy zostały trupy, ranni i zwaliska.<br />
+<br />
+W ludziach straty nie było; ale wszystkie ławy<br />
+Miały zwicnione nogi, stół także kulawy.<br />
+Obnażony z obrusa, poległ na talerzach<br />
+Zlanych winem, jak rycerz na krwawych puklerzach,<br />
+Między licznemi kurcząt i jendykow ciały,<br />
+W których piersi widelce świeżo wbite tkwiały.<br />
+<br />
+Po chwili w Horeszkowskim samotnym budynku,<br />
+Wszystko do zwyczajnego wracało spoczynku.<br />
+<!-- Page 190 --><span class='pagenum'><a name="Str_235" id="Str_235">[235]</a></span>
+Mrok zgęstniał; reszty pańskiéj wspaniałéj biesiady<br />
+Leżą, podobne uczcie nocnéj, gdzie na dziady<br />
+Zgromadzać zaklęte mają nieboszczyki.<br />
+Już na poddaszu trzykroć krzyknęły puszczyki<br />
+Jak guślarze; zdają się witać wschód miesiąca,<br />
+Którego postać oknem spadła na stół, drżąca<br />
+Niby dusza czyscowa; s podziemu, przez dziury<br />
+Wyskakiwały nakształt potępieńców szczury:<br />
+Gryzą, piją; czasami w kącie zapomniana<br />
+Puknie na toast duchom butelka szampana.<br />
+<br />
+Ale na drugiém piętrze, w izbie którą zwano,<br />
+Choć była bez zwierciadeł, izbą zwierciadlaną,<br />
+Stał Hrabia na krużganku zwróconym ku bramie;<br />
+Chłodził się wiatrem, surdut wdział na jedno ramie,<br />
+Drugi rękaw i poły u szyi sfałdował,<br />
+I pierś surdutem jakby płaszczem udrapował.<br />
+Gerwazy chodził kroki wielkiemi po sali;<br />
+Obadwa zamyśleni, do siebie gadali:<br />
+&mdash; Pistolety, rzekł Hrabia, lub gdy chcą pałasze.<br />
+&mdash; Zamek, rzekł Klucznik i wieś, oboje to nasze.<br />
+&mdash; Stryja, synowca, wołał Hrabia, całe plemie,<br />
+<!-- Page 191 --><span class='pagenum'><a name="Str_236" id="Str_236">[236]</a></span>
+Wyzywaj &mdash; Zamek, wołał Klucznik, wieś i ziemie<br />
+Zabieraj Pan &mdash; to mówiąc zwrócił się do Hrabi &mdash;<br />
+Jeśli Pan chce mieć pokój, niech wszystko zagrabi.<br />
+Poco process, Mopanku! sprawa jak dzień czysta,<br />
+Zamek w ręku Horeszków był przez lat czterysta;<br />
+Część gruntów oderwano w czasie Targowicy,<br />
+I jak Pan wié, oddano władaniu Soplicy.<br />
+Nie tylko tę część, wszystko zabrać im należy,<br />
+Za koszta processowe, za karę grabieży.<br />
+Mówiłem Panu zawsze, processów zaniechać,<br />
+Mówiłem Panu zawsze: najechać, zajechać;<br />
+Tak było po dawnemu: kto raz grunt posiądzie,<br />
+Ten dziedzic; wygraj w polu, a wygrasz i w sądzie.<br />
+Co się tycze dawniejszych s Soplicami sprzéczek,<br />
+Jest na to od processu lepszy scyzoryczek;<br />
+A jeśli Maciej w pomoc da mi swą rózeczkę,<br />
+To my we dwóch, Sopliców tych porzniem na sieczkę.<br />
+<br />
+Brawo! rzekł Hrabia, plan twóy, gotycko &mdash; sarmacki,<br />
+Podoba się mi lepiéj, niż spór adwokacki.<br />
+Wiész co? na całéj Litwie narobim hałasu<br />
+Wyprawą, niesłychaną od dawnego czasu.<br />
+<!-- Page 192 --><span class='pagenum'><a name="Str_237" id="Str_237">[237]</a></span>
+I sami się zabawim. Dwa lata tu siedzę.<br />
+Jakąż bitwę widziałem? s chłopami o miedzę.<br />
+Nasza wyprawa przecież krwi rozlanie wróży;<br />
+Odbyłem taką jedną w czasie mych podróży,<br />
+Gdym w Sycylji bawił u pewnego księcia,<br />
+Rozbójnicy porwali w górach jego zięcia,<br />
+I okupu od krewnych żądali zuchwale;<br />
+My zebrawszy na prędce sługi i Wassale,<br />
+Wpadliśmy; ja dwóch zbójców ręką mą zabiłem,<br />
+Piérwszy wleciałem w tabor, więźnia uwolniłem.<br />
+Ach mój Gerwazy! jaki to był tryumfalny,<br />
+Jaki piękny nasz powrót, rycersko-feudalny!<br />
+Lud s kwiatami spotykał nas &mdash; córka książęcia<br />
+Wdzięczna zbawcy, ze łzami wpadła w me objęcia.<br />
+Gdym przybył do Palermo, wiedziano z gazety,<br />
+Palcami wskazywały mię wszystkie kobiety.<br />
+Nawet wydrukowano o całém zdarzeniu<br />
+Romans, gdzie wymieniony jestem po imieniu.<br />
+Romans ma tytuł: <i>Hrabia, czyli tajemnice<br />
+Zamku Birbante &mdash; rokka</i>. Czy są tu ciemnice<br />
+W tym zamku? Są rzekł Klucznik, ogromne piwnice,<br />
+Ale puste! bo wino wypili Soplice.<br />
+<!-- Page 193 --><span class='pagenum'><a name="Str_238" id="Str_238">[238]</a></span>
+&mdash; Dżokejów, dodał Hrabia, uzbroić we dworze,<br />
+Z włości wezwać Wassalów! &mdash; Lokajów? broń Boże!<br />
+Przerwał Gerwazy. Czy to zajazd jest hultajstwem?<br />
+Kto widział zajazd robić s chłopstwem i z lokajstwem?<br />
+Mój Panie, na zajazdach nieznacie się wcale;<br />
+Wąsalów co innego, zdadzą się wąsale.<br />
+Nie we włości ich szukać, ale po zaściankach,<br />
+W Dobrzynie, w Rzezikowie, w Ciętyczach, w Rąbankach;<br />
+Szlachta odwieczna, w któréj krew rycerska płynie,<br />
+Wszyscy przychylni Panów Horeszków rodzinie,<br />
+Wszyscy nieprzyjaciele zabici Sopliców!<br />
+Stamtąd zbiorę ze trzystu wąsatych szlachciców;<br />
+To rzecz moja. Pan niechaj do pałacu wraca,<br />
+I wyśpi się, bo jutro będzie wielka praca;<br />
+Pan spać lubi, już późno, drugi kur już pieje;<br />
+Ja tu będę pilnować zamku aż rozdnieje,<br />
+A ze słoneczkiem stanę w Dobrzyńskim zaścianku.<br />
+<br />
+Na te słowa Pan Hrabia ustąpił s krużganku;<br />
+Ale nim odszedł, spójrzał przez otwór strzelnicy,<br />
+I widząc świateł mnóstwo w domostwie Soplicy,<br />
+Iluminujcie! krzyknął, jutro o téj porze,<br />
+<!-- Page 194 --><span class='pagenum'><a name="Str_239" id="Str_239">[239]</a></span>
+Będzie jasno w tym zamku, ciemno w waszym dworze.<br />
+<br />
+Gerwazy siadł na ziemi, oparł się o ścianę,<br />
+I pochylił ku piersiom czoło zadumane;<br />
+Światłość miesięczna padła na wierzch głowy łysy,<br />
+Gerwazy po nim kryślił palcem różne rysy;<br />
+Widać że przyszłych wypraw snuł plany wojenne.<br />
+Ciężą mu coraz bardziéj powieki brzemienne,<br />
+Bezwładną kiwnął szyją, czuł że go sen bierze,<br />
+Zaczął wedle zwyczaju wieczorne pacierze.<br />
+Lecz między Ojczenaszem i Zdrowaś Maryą,<br />
+Dziwne stanęły mary, tłoczą się i wiją:<br />
+Klucznik widzi Horeszki, swoje dawne Pany,<br />
+Ci niosą karabelle, drudzy buzdygany,<br />
+Każdy groźnie spoziera i pokręca wąsa,<br />
+Składa się karabellą, buzdyganem wstrząsa &mdash;<br />
+Za nimi jeden cichy, posępny cień mignął,<br />
+S krwawą na piersi plamą. Gerwazy się wzdrygnął,<br />
+Poznał Stolnika; zaczął w koło siebie żegnać,<br />
+I ażeby tém pewniéj straszne sny rozegnać,<br />
+Odmawiał litanią o czyscowych duszach.<br />
+Znowu wzrok mu skleił się, zadzwoniło w uszach &mdash;<br />
+<!-- Page 195 --><span class='pagenum'><a name="Str_240" id="Str_240">[240]</a></span>
+Widzi tłum szlachty konnéj, błyszczą karabelle:<br />
+Zajazd! zajazd Korelicz i Rymsza na czele!<br />
+I ogląda sam siebie: jak na koniu siwym,<br />
+S podniesionym nad głową rapiérem straszliwym<br />
+Leci; rospięta na wiatr szumi taratatka,<br />
+Z lewego ucha spadła w tył konfederatka;<br />
+Leci, jezdnych i pieszych po drodze obala,<br />
+I nakoniec Soplicę w stodole podpala &mdash;<br />
+Wtém ciężka marzeniami na pierś spadła głowa,<br />
+I tak usnął ostatni Klucznik Horeszkowa.<br />
+</p>
+
+<p style="text-align: center;"><img src="images/ill5.png" alt="Ilustracja"/></p>
+<!-- Page 196 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_241" id="Str_241">[241]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="OBJASNIENIA" id="OBJASNIENIA"></a><b>OBJAŚNIENIA.</b></h2>
+<!-- Page 198 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_243" id="Str_243">[243]</a></span></p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<p style="text-align: center;"><i>Ostatni zajazd na Litwie.</i></p>
+
+
+<p>Za czasów Rzeczypospolitej Polskiéj, exekwowanie wyroków
+sądowych było bardzo trudne, w kraju gdzie władza
+wykonawcza nie miała prawie żadnéj policji pod swemi
+roskazami, a obywatele możni trzymali nadworne półki,
+niektórzy nawet, jak książęta Radziwiłłowie, kilkunasto tysięczne
+wojska. Żałujący więc uzyskawszy dekret musiał po
+exekucją udawać się do stanu rycerskiego, to jest do szlachty,
+przy któréj była także władza wykonawcza. Zbrojni
+krewni, przyjaciele i powietnicy ciągnęli z dekretem w ręku
+i w towarzystwie woźnego, zdobywali często nie bez rozlewu
+krwi dobra przysądzone żałującemu, które woźny legalnie
+tradował lub w possessyę oddawał. Taka exekucja zbrojna
+dekretu nazywała się <i>zajazdem</i>. &mdash; W dawnych czasach,
+póki szanowano prawa, najmożniejsi panowie nie śmieli się
+opierać wyrokom, rzadko zdarzały się zbrojne napaści, a
+gwałt prawie nigdy nie uszedł bezkarnie. Wiadomy z dziejów
+smutny koniec księcia Wasila Sanguszki i Stadnickiego
+zwanego djabłem. &mdash; Zepsucie publicznych obyczajów Rzeczypospolitéj
+namnożyło zajazdów, które ciągle mieszały
+spokojność Litwy.</p>
+
+<p><!-- Page 199 --><span class='pagenum'><a name="Str_244" id="Str_244">[244]</a></span></p>
+
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str9_w5'>Str. 9, w. 5.</a> Panno Swięta, co jasnéj bronisz Częstochowy<br />
+<span style="margin-left: 9.5em;">I w Ostréj świecisz Bramie.</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Wszyscy w Polszcze wiedzą o obrazie cudownym N. P.
+na jasnéj górze w Częstochowie. W Litwie słyną cudami
+obrazy N. P. Ostrobramskiéj w Wilnie, Zamkowéj w Nowogródku,
+tudzież Żyrowickiéj i Boruńskiéj.</p>
+
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str14_w5'>Str. 14, w. 5.</a> Nim się Pan Wojski ubierze.<br />
+</p></div>
+
+<p>Wojski (tribunus) bywał niegdyś z urzędu opiekunem
+żon i dzieci szlachty w czasie pospolitego ruszenia. Od dawnego
+czasu urząd ten bez obowiązków stał się tytularnym.
+W Litwie jest zwyczajem, iż Osobom poważnym, nadaje
+się przez grzeczność jakikolwiek tytuł dawny, który używaniem
+uprawnia się. Mianują naprzykład sąsiedzi przyjaciela
+swego Oboźnym, Stolnikiem lub Podczaszym, z razu
+w rozmowie tylko i w korrespondencyi, a następnie nawet
+w aktach urzędowych. Rząd Rossyjski zabraniał podobnych
+tytułów, i pragnąłby je śmiesznością okryć a
+wprowadzić na ich miejsce, tytułowanie podług rang swojéj
+hierarchji, do któréj Litwini dotąd wielki wstręt
+mają.</p>
+
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str14_w19'>Str. 14, w. 19.</a> ....Ale nie myśl wcale,<br />
+<span style="margin-left: 10.5em;">Aby w domu Sędziego służono niedbale.</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Rząd Rossyjski nigdy w krajach zdobytych nie obala od
+<!-- Page 200 --><span class='pagenum'><a name="Str_245" id="Str_245">[245]</a></span>
+razu praw i instytucji cywilnych, ale je powoli ukazami
+podkopuje i rostacza. W Małorossyi na przykład, utrzymano
+aż do ostatnich czasów Statut Litewski, ukazami
+odmieniony. Litwie zostawiono całe dawne urządzenie
+Sądów cywilnych i kryminalnych. Obierani więc są po
+dawnemu Sędziowie ziemscy i grodzcy w powiatach, i
+Sędziowie główni w guberniach. Ale że appellacya idzie
+do Petersburga do mnogich różnego stopnia instancji,
+przy sądach więc miejscowych, ledwie pozostał cień dawnéj
+powagi tradycyjnéj.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str16_w1'>Str. 16, w. 1.</a> Podkomorzy już zjechał z żoną i s córkami.</p></div>
+
+<p>Podkomorzy, niegdyś urzędnik znakomity i poważny
+Princeps Nobilitalis, za rządu Rossyjskiego stał się tylko
+tytularnym. Sądził jeszcze niekiedy sprawy graniczne,
+ale nakoniec i tę część jurysdykcji utracił. Teraz zastępuje
+czasem Marszałka, i mianuje Komorników czyli miernicznych
+powiatowych.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str19_w11'>Str. 19, w. 11.</a> Wojski z Woźnym Protazym ze świecami w sieni.</p></div>
+
+<p>Woźny albo jenerał, wybrany uchwałą trybunalską lub
+sądową ze szlachty osiadłéj, roznosił pozwy, ogłaszał intromissye,
+robił wizye, przywoływał aktoraty etc. Pospolicie
+drobna szlachta urząd ten sprawowała.</p>
+
+<p><!-- Page 201 --><span class='pagenum'><a name="Str_246" id="Str_246">[246]</a></span></p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str28_w11'>Str. 28, w. 11.</a> Biegali za nim wszyscy jakby za rarogiem.</p></div>
+
+<p>Raróg, ptak z gatunku jastrzębia. Wiadomo że za jastrzębiami
+drobne ptastwo szczególnie jaskułki, tłumnie opędzają
+się. Stąd przysłowie: latać jak za rarogiem.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str32_w13'>Str. 32, w. 13</a> Że Bonapart czarował.</p></div>
+
+<p>Mnóstwo krąży powieści między prostym ludem rossyjskim
+o czarach Bonapartego i Suwarowa.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str34_w21'>Str. 34, w. 21.</a> Assessora z Rejentem wzmogła się uparta.</p></div>
+
+<p>Assessorowie składają policją ziemską powiatu. Wedle
+ukazów czasem bywają obierani przez obywateli, czasem
+naznaczani od Rządu; ci ostatni zowią się koronni.
+Sędziowie appellacyjni zowią się także Assessorami, ale
+tu nie o nich mowa.</p>
+
+<p>Rejenci aktowi zarządzają kancellarją, dekretowi piszą
+wyroki, wszyscy zaś mianowani z ręki Pisarzów sądowych.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str45_w3'>Str. 45, w. 3.</a> Coby Rzekł Wojewoda Niesiołowski stary.</p></div>
+
+<p>Józef Hrabia Niesiołowski, ostatni Wojewoda Nowogrodzki,
+był prezesem Rządu rewolucyjnego w czasie powstania
+Jasińskiego.</p>
+<!-- Page 202 --><p><span class='pagenum'><a name="Str_247" id="Str_247">[247]</a></span></p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str45_w9'>Str. 45, w. 9.</a> Białopiotrowiczowi samemu odmówił.</p></div>
+
+<p>Jerzy Białopiotrowicz<span class='err' title='Dodano'>,</span> ostatni pisarz W. X. Litewskiego,
+czynnie należał do powstania Litwy pod Jasińskim. Sądził
+więźniów stanu w Wilnie. Mąż dla cnot i patryotyzmu
+bardzo szanowany w Litwie.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str47_w21'>Str. 47, w. 21.</a> Woźny pas mu odwiązał, pas Słucki, pas lity.</p></div>
+
+<p>W Słucku sławna była fabryka złotogłowu i pasów litych
+na całą Polskę; udoskonalona staraniem Tyzenhauza.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str49_w2'>Str. 49, w. 2.</a> Była to trybunalska wokanda...</p></div>
+
+<p>Wokanda, wąska podługowata książeczka, na któréj
+spisywano nazwiska stron processujących wedle porządku
+aktoratów. Każdy Adwokat i Woźny musiał mieć takową,
+wokandę.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str51_w11'>Str. 51, w. 11.</a> Rzucił w oczy Francuzów sto krwawych sztandarów.</p></div>
+
+<p>Jenerał Kniaziewicz, wysłany przez armią włoską, złożył
+Dyrektorjatowi zdobyte chorągwie.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str51_w12'>Str. 51, w. 12.</a> Jak Jabłonowski zabiegł aż kędy pieprz rośnie.</p></div>
+
+<p>Książe Jabłonowski, dowodzący Legią Naddunajską,
+umarł w Saint Domingo, i prawie cała legia tam zginęła.
+<!-- Page 203 --><span class='pagenum'><a name="Str_248" id="Str_248">[248]</a></span>
+W Emigracji jest kilku Weteranów pozostałych z owéj
+nieszczęsnéj wyprawy, między innymi Jenerał Małachowski.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str68_w18'>Str. 68, w. 18.</a> I w organ i w rozliczne instrumenty grała.</p></div>
+
+<p>W dawnych zamkach stawiano na chorach organ.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str71_w7'>Str. 71, w. 7.</a> I czarną mu polewkę do stołu podano.</p></div>
+
+<p>Czarna polewka podana u stołu paniczowi starającemu
+się o rękę panny, oznaczała rekuzę.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str81_w19'>Str. 81, w 19.</a> Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku.</p></div>
+
+<p>Wiciny są to wielkie statki na Niemnie, któremi Litwini
+prowadzą handel s Prussami, spławiając zboża, i
+biorąc wzamian za nie towary kolonialne.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str97_w9'>Str. 97, w. 9.</a> Książe Dominik, kiedym z nim razem polował.</p></div>
+
+<p>Ks. Dominik Radziwiłł, wielki miłośnik polowania, &mdash; emigrował
+do Księstwa Warszawskiego, i wystawił własnym
+kosztem pułk jazdy, którym dowodził. Umarł we Francyi.
+Na nim zgasła linia męska Książąt na Ołyce i Nieświeżu,
+największych Panów w Polszcze i zapewne w Europie.</p>
+
+<p><!-- Page 204 --><span class='pagenum'><a name="Str_249" id="Str_249">[249]</a></span></p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str97_w11'>Str. 97, w. 11.</a> ...z Jenerałem Mejenem.</p></div>
+
+<p>Mejen odznaczył się w wojnie Narodowéj za Kościuszki.
+Dotąd pokazują pod Wilnem okopy Mejenowskie.</p>
+
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str114_w10'>Str. 114, w. 10.</a> Panienki za wysmukłym gonią borowikiem,<br />
+<span style="margin-left: 7.5em;">Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem.</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Znajoma w Litwie pieśń gminna, o grzybach wychodzących
+na wojnę pod wodzą borowika. W téj pieśni opisane
+są własności grzybów jadalnych.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str132_w9'>Str. 132, w. 9.</a> Nasz malarz Orłowski...</p></div>
+
+<p>Znany malarz rodzajowy; na kilka lat przed śmiercią
+malować zaczął pejzaże. Umarł, niedawno w Petersburgu.</p>
+
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str138_w14'>Str. 138, w. 14.</a> .....Dwie Pijawki,<br />
+<span style="margin-left: 8.5em;">Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Srabczyną.</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Rodzaj psów angielskich, małych i silnych, zwanych
+pijawkami, służy do łowów na wielkiego zwierza, szczególniéj
+niedźwiedzia.</p>
+
+<p><i>Sprawnik</i> czyki kapitan Sprawnik, naczelnik Policji
+Ziemskiéj &mdash; <i>Strabczy</i>, rodzaj Prokurora rządowego. Urzędnicy
+ci mając często sposobność nadużywania władzy, w
+wielkiém są obrzydzeniu u obywateli.</p>
+
+<p><!-- Page 205 --><span class='pagenum'><a name="Str_250" id="Str_250">[250]</a></span></p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str144_w5'>Str. 144, w. 5.</a> Ukołysany marzył o wilku żelaznym.</p></div>
+
+<p>Podług tradycji, wielki Książe Gedymin miał sen na
+górze Ponarskiéj o wilku żelaznym, i za radą Wajdeloty Lizdejki
+założył miasto Wilno.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str144_w26'>Str. 144, w. 26.</a> Ostatni król co nosił kołpak Witoldowy.</p></div>
+
+<p>Zygmunt August był podniesiony starożytnym obyczajem
+na stolicę Wielkiego Księstwa Litewskiego, przypasał
+miecz i koronował się kołpakiem. Lubił bardzo myśliwstwo.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str145_w2'>Str. 145, w. 2.</a> Czy żyje wielki Baublis.</p></div>
+
+<p>W powiecie Rosieńskim w majętności Paszkiewicza Pisarza
+Ziemskiego, rosł dąb znany pod imieniem Baublisa,
+niegdyś w czasach pogańskich czczony jak świętość. We
+wnętrzu tego wygniłego olbrzyma, Paszkiewicz założył gabinet
+starożytności Litewskich.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str145_w5'>Str. 145, w. 5.</a> Czy kwitnie gaj Mendoga pod farnym kościołem.</p></div>
+
+<p>Nie daleko fary Nowogrodzkiéj, rosły starożytne lipy,
+których wiele wycięto około roku 1812.</p>
+
+<p><!-- Page 206 --><span class='pagenum'><a name="Str_251" id="Str_251">[251]</a></span></p>
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str145_w15'>Str. 145, w. 15.</a> ....Wszak ów dąb gaduła<br />
+<span style="margin-left: 8.5em;">Kozackiemu wieszczowi tyle cudów śpiewa.</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Ob. Poema Goszczyńskiego &laquo;Zamek Kaniowski.&raquo;</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str156_w2'>Str. 156, w. 2.</a> Kołomyjek z Halicza.</p></div>
+
+<p>Kołomyjki, piosenki ruskie w rodzaju mazurów polskich.</p>
+
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str156_w16'>Str. 156, w. 16.</a> Znał się dobrze na handlu zbożowym,<br />
+<span style="margin-left: 8.5em;">Na wicinnym...</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Ob. przyp. do <a href='#str81_w19'>str. 81, w. 18.</a></p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str157_w12'>Str. 157, w. 12.</a> Miejsce zwane pokuciem.</p></div>
+
+<p>Zaszczytne miejsce, gdzie dawniéj stawiano bogów domowych,
+gdzie dotąd rossyanie zawieszają obrazy. Tam wieśniak
+litewski sadza gościa którego chce uczcić.</p>
+
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str169_w20'>Str. 169, w. 20.</a> Orzeł gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi,<br />
+<span style="margin-left: 8.5em;">Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi.</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Dzioby wielkich ptaków drapieżnych z wiekiem coraz
+bardziéj zakrzywiają się, i nakoniec wierzchnie ostrze zagiąwszy
+się, dziób zamyka, i ptak z głodu umiérać musi.
+To mniemanie gminne przyjęli niektórzy Ornitologowie.</p>
+
+<p><!-- Page 207 --><span class='pagenum'><a name="Str_252" id="Str_252">[252]</a></span></p>
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str170_w2'>Str. 170, w. 2.</a> Stąd to w miejscach dostępnych kędy człowiek gości,<br />
+<span style="margin-left: 8em;">Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Rzeczywiście, nie ma przykładu, aby znaleziono kiedy
+szkielet zdechłego zwierza.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str179_w2'>Str. 179, w. 2.</a> A co fuzyjka moja, nie wielka ptaszyna.</p></div>
+
+<p>Ptaszynki są to strzelby małego kalibru, w które kładzie
+się drobna kula. Dobrzy strzelcy s takich fuzji ptaka w lot
+trafiają.</p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str184_w1'>Str. 184, w. 1.</a> Zaczęło złoto kapać i błyskać na słońcu.</p></div>
+
+<p>W butelkach wódki gdańskiéj, bywają na dnie listki złota.</p>
+
+<div class="objas"><p>
+<a href='#str191_w14'>Str. 191, w. 14.</a> ...Taki ziemi kawał,<br />
+<span style="margin-left: 9.5em;">Któryby się wołową skóra nakryć dawał.</span><br />
+</p></div>
+
+<p>Królowa Dydo kazała porznąć na pasy skórę wołowa, i
+tym sposobem zamknęła w obrębie skóry obszerne pole,
+gdzie wystawiła Kartaginę. Wojski wyczytał opis tego
+zdarzenia nie w Eneidzie, ale zapewne w Kommentarzach
+Scholiastów.</p>
+
+<p><!-- Page 208 --><span class='pagenum'><a name="Str_253" id="Str_253">[253]</a></span></p>
+
+<div class="objas"><p><a href='#str212_w1'>Str. 212, w. 1.</a> Wyrwawszy się Bóg wie skąd, jak Filip s konopi.</p></div>
+
+<p>Raz na Sejmie poseł <i>Filip</i> ze wsi dziedzicznej <i>Konopie</i>,
+Zabrawszy głos, tak dalece odstąpił od materji, że wzbudził
+śmiech powszechny w Jzbie. Stąd urosło przysłowie:
+wyrwał się jak Filip s konopi.</p>
+
+<p>NB. Niektóre miejsca w pieśni czwartéj są pióra <span class="smcap">Stefana Witwickiego</span>.</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="OMYLKI" id="OMYLKI"></a>OMYŁKI.</h2>
+
+<table>
+<tr>
+<td>Str. 50, w. 17.</td><td> Bez ręki lub nogi</td><td> <i>popraw:</i></td><td> Bez ręki lub bez nogi.</td>
+</tr><tr>
+<td>Str. 52, w. 4.</td><td> Piotrowki, Obolewki</td><td> <i>popraw:</i></td><td> Piotrowski, Obolewski</td>
+</tr><tr>
+<td>Str. 53, w. 10.</td><td> Postrzegli to chłopcy</td><td> <i>popraw:</i></td><td> Postrzegali to chłopcy</td>
+</tr><tr>
+<td>Str. 83, w. 12.</td><td> Oba dobrze pusczczali</td><td> <i>popraw:</i></td><td> Oba dobrze poszczuli</td>
+</tr><tr>
+<td>Str. 111, w. 14.</td><td> Cały w wiatr</td><td> <i>popraw:</i></td><td> Cały kwiat</td>
+</tr><tr>
+<td>Str. 124, w. 14.</td><td> Jesli Tadeusza</td><td> <i>popraw:</i></td><td> Jesli Tadeuszka</td>
+</tr><tr>
+<td>Str. 144, w. 20.</td><td> Bym was oglądał znowu</td><td> <i>popraw:</i></td><td> Bym wrócił was oglądać</td>
+</tr><tr>
+<td>Str. 168, w. 8.</td><td> W koło</td><td> <i>popraw:</i></td><td> W około.</td>
+</tr>
+</table>
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<!-- Page 209 -->
+
+<p style="text-align: center;">CENA 2 TOM&Oacute;W ZŁO. POL. DWADZIEŚCIA.</p>
+
+<!-- Page 210 -->
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="SPIS_RZECZY" id="SPIS_RZECZY"></a>SPIS RZECZY.</h2>
+
+<table>
+<tr>
+<td></td><td></td><td style="text-align: right;">strona.</td>
+</tr><tr>
+<td>KSIĘGA PIERWSZA </td><td> <b>GOSPODARSTWO</b></td><td style="text-align: right;"> <a href="#Str_5">5</a></td>
+</tr><tr>
+<td>KSIĘGA DRUGA - </td><td> <b>ZAMEK</b></td><td style="text-align: right;"> <a href="#Str_55">55</a></td>
+</tr><tr>
+<td>KSIĘGA TRZECIA -</td><td> <b>UMIZGI</b></td><td style="text-align: right;"> <a href="#Str_99">99</a></td>
+</tr><tr>
+<td>KSIĘGA CZWARTA -</td><td> <b>DYPLOMATYKA I ŁOWY</b></td><td style="text-align: right;"><a href="#Str_141">141</a></td>
+</tr><tr>
+<td>KSIĘGA PIĄTA -</td><td> <b>KŁOTNIA</b></td><td style="text-align: right;"> <a href="#Str_193">193</a></td>
+</tr><tr>
+<td>OBJAŚNIENIA</td><td></td><td style="text-align: right;"> <a href="#Str_241">241</a></td>
+</tr>
+</table>
+
+<p style="text-align: center;">W TYPOGRAFII A. PINARD, PRZY <span class='err' title='WYBRZEZU'>WYBRZEŻU</span> VOLTAIRE, 15.</p>
+
+
+
+
+
+
+
+
+<pre>
+
+
+
+
+
+End of Project Gutenberg's Pan Tadeusz, (Tom Pierwszy), by Adam Mickiewicz
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK PAN TADEUSZ, (TOM PIERWSZY) ***
+
+***** This file should be named 31536-h.htm or 31536-h.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ http://www.gutenberg.org/3/1/5/3/31536/
+
+Produced by Jimmy O'Regan and the volunteers of Distributed
+Proofreaders Europe http://dp.rastko.net (Produced from
+images generously made available by CBN Polona
+http://www.polona.pl)
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+http://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need, are critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at http://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+http://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at http://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit http://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including checks, online payments and credit card donations.
+To donate, please visit: http://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart is the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ http://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.
+
+
+</pre>
+
+</body>
+</html>
diff --git a/31536-h/images/bar.png b/31536-h/images/bar.png
new file mode 100644
index 0000000..ca5e6ed
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/bar.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/dyplomatyka.png b/31536-h/images/dyplomatyka.png
new file mode 100644
index 0000000..3fa9c9c
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/dyplomatyka.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/frontis_l.png b/31536-h/images/frontis_l.png
new file mode 100644
index 0000000..26e6592
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/frontis_l.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/frontis_s.png b/31536-h/images/frontis_s.png
new file mode 100644
index 0000000..3d0e447
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/frontis_s.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/gospodarstwo.png b/31536-h/images/gospodarstwo.png
new file mode 100644
index 0000000..03ef0c7
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/gospodarstwo.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/ill1.png b/31536-h/images/ill1.png
new file mode 100644
index 0000000..61c1239
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/ill1.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/ill2.png b/31536-h/images/ill2.png
new file mode 100644
index 0000000..9722293
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/ill2.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/ill3.png b/31536-h/images/ill3.png
new file mode 100644
index 0000000..2a6f24b
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/ill3.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/ill4.png b/31536-h/images/ill4.png
new file mode 100644
index 0000000..4852e10
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/ill4.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/ill5.png b/31536-h/images/ill5.png
new file mode 100644
index 0000000..a39650f
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/ill5.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/klotnia.png b/31536-h/images/klotnia.png
new file mode 100644
index 0000000..1d27619
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/klotnia.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/title_l.png b/31536-h/images/title_l.png
new file mode 100644
index 0000000..3013009
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/title_l.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/title_s.png b/31536-h/images/title_s.png
new file mode 100644
index 0000000..cffb234
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/title_s.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/umizgi.png b/31536-h/images/umizgi.png
new file mode 100644
index 0000000..767ddd7
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/umizgi.png
Binary files differ
diff --git a/31536-h/images/zamek.png b/31536-h/images/zamek.png
new file mode 100644
index 0000000..82057be
--- /dev/null
+++ b/31536-h/images/zamek.png
Binary files differ
diff --git a/LICENSE.txt b/LICENSE.txt
new file mode 100644
index 0000000..6312041
--- /dev/null
+++ b/LICENSE.txt
@@ -0,0 +1,11 @@
+This eBook, including all associated images, markup, improvements,
+metadata, and any other content or labor, has been confirmed to be
+in the PUBLIC DOMAIN IN THE UNITED STATES.
+
+Procedures for determining public domain status are described in
+the "Copyright How-To" at https://www.gutenberg.org.
+
+No investigation has been made concerning possible copyrights in
+jurisdictions other than the United States. Anyone seeking to utilize
+this eBook outside of the United States should confirm copyright
+status under the laws that apply to them.
diff --git a/README.md b/README.md
new file mode 100644
index 0000000..2e7c7ce
--- /dev/null
+++ b/README.md
@@ -0,0 +1,2 @@
+Project Gutenberg (https://www.gutenberg.org) public repository for
+eBook #31536 (https://www.gutenberg.org/ebooks/31536)